Dodaj do ulubionych

Upierdliwy obowiązek małżeński!

IP: 91.194.199.* 10 lat temu
Nie, nie będzie o tym, czego się domyślasz:) ale o prasowaniu męskich
koszul, psia kostka! Kto wymyślił żelazko? To i tak wielkie szczęście,
że nie wyszłam za akwizytora, ani za ochroniarza z supermarketu!
Uffff... Troszeczkę odreagowałam i wracam do wypełniania obowiązku
małżeńskiego:)
Obserwuj wątek
    • annjen Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      ja mam na to taki sposób: ustawiam deskę naprzeciw tv, włączam ulubiony film
      widziany parę razy (żeby nie wymagał absolutnego skupienia), albo jakiś dobry
      program. czasem słucham audiobooka i prasowanie schodzi niepostrzeżenie...
    • allija Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      No dobra, ty prasujesz mu koszule. A co on robi dla ciebie w myśl
      małżeńskiego obowiązku? I też nie mam na mysli tego o czym myslisz a ja
      wiem.
      Nie dajmy sie zwariować, nie dość że muszę latać koło małoletnich dzieci
      to jeszcze i koło jak najbardziej dużoletniego faceta? Nigdy w życiu!
            • Gość: $$$ Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10 lat temu
              Mój mąż dosć często wykonuje obowiązki w domu tzw meski obowiązki,
              które ciężko jest mi wykonać. Teraz jest czas wiosennych porządków
              wiec zajmuje sie porządkami w ogrodzie (tymi ciżęszymi), rąbie i
              układa na stos drewno na opał, wynosi ciężkie rzeczy na strych,
              znosi meble ogrodowe z altanki. Codziennie podczas zimy zajmował sie
              znoszeniem drewna z szopy w poblize domu, rozpalaniem w kominku,
              wynoszeniem wiader z praniem do suszarni. Cięższe zakupy typu
              napoje, mleka itp w makro robi raz na dwa tygodnie mój mąż,
              nastepnie ustawia je w spiżarni. W lecie średnio raz w tygodniu kosi
              20 arów ogrodu. Nie wiem jak w twoim domu ale u mnie praca jest
              codziennie i to dla obojga. Oczywiscie rozumiem, że w ślad za
              wrzeszczącym feminizmem wlecze się zaburzenie naturalnych ról w domu
              i w rodzinie ale dla mnie to jest chore. Owszem nie widze nic złego
              w tym, ze obydwoje możemy zrobic wszystko gdy jest potrzeba ale
              generalnie ja jestem kobietą w tym związku ale permanentny widok
              faceta z zelazkiem to normalnie żenada i kiepsko swiadczy o kobiecie-
              moim zdaniem. Dokładnie tak jak widok mojej filigranowej sąsiadki
              uwieszonej u wielkiej kosiarki kiepsko świadczy o jej mężu.
              • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                Gość portalu: $$$ napisał(a):

                > że w ślad za
                > wrzeszczącym feminizmem wlecze się zaburzenie naturalnych ról w domu
                > i w rodzinie ale dla mnie to jest chore. Owszem nie widze nic złego
                > w tym, ze obydwoje możemy zrobic wszystko gdy jest potrzeba ale
                > generalnie ja jestem kobietą w tym związku ale permanentny widok
                > faceta z zelazkiem to normalnie żenada i kiepsko swiadczy o kobiecie-
                > moim zdaniem. Dokładnie tak jak widok mojej filigranowej sąsiadki
                > uwieszonej u wielkiej kosiarki kiepsko świadczy o jej mężu.

                A nie przychodzi ci do niefeministycznej główki że ta twoja sąsiadka zwyczajnie lubi obsługiwać kosiarkę i woli to od prasowania. A jej mąż z kolei woli prasowanie, albo zwyczajnie ma uczulenie na trawę?
                I co, w imię "odwiecznych przypisanych przez naturę ról" oraz niedrażnienia sąsiadki mają się dostosować do Twojego światopoglądu?
                • Gość: $$$ Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10 lat temu
                  Nic mi nie musi przychodzić do głowy bo wiem jak jest. Mąż jest
                  smierdzącym leniem, który nie potrzebuje skoszonego trawnika, nie
                  potrzebuje czystego ogrodu a do zepsutego zlewu każe wzywać
                  hydraulika bo on hydraulikiem nie jest a ponieważ z kasą u nich
                  krucho wiec zlew jest zatkany od połowy stycznia. Generalnie
                  współczuję dziewczynie takiego chłopa podobnie jak współczuję
                  meżczyznom nowoczesnych żon, które tylko lezą i pachną lub są
                  zafiksowane tylko na siebie i swoje egoistyczne - nie lubie to nie
                  zrobię. ALe cóz jak widać jestem w mniejszości bo cały świat hurem
                  twierdzi - liczę sie tylko ja i mój komfort.
                  • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                    Abstrahując od sąsiadki która ma leniwego męża i ciężkie życie - nie uważasz że forsowanie swojego światopoglądu (kobieca kobieta MUSI prasować, męskiemu mężczyźnie prasowanie NIE UCHODZI) jako jedynie słusznego i obowiązującego wszystkich pod karą pogardy dla tych co to lubią/zachowują się inaczej jest hmm, jak by to nazwać...



                    • metall Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                      lilithh napisała:

                      > jako jedynie słusznego i obowiązującego wszys
                      > tkich pod karą pogardy dla tych co to lubią/zachowują się inaczej
                      jest hmm,
                      > jak by to nazwać...

                      Nie wiem gdzieś Ty to wyczytała w postach $$$.

                      $$$ - dobrze gadasz.
                      • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                        metall napisał:

                        > lilithh napisała:
                        >
                        > > jako jedynie słusznego i obowiązującego wszys
                        > > tkich pod karą pogardy dla tych co to lubią/zachowują się inaczej
                        jes
                        > t hmm,
                        > > jak by to nazwać...
                        >
                        > Nie wiem gdzieś Ty to wyczytała w postach $$$.


                        a np. tutaj

                        Gość portalu: $$$ napisał(a):

                        > Oczywiscie rozumiem, że w ślad za
                        > wrzeszczącym feminizmem wlecze się zaburzenie naturalnych ról w domu
                        > i w rodzinie ale dla mnie to jest chore.


                        i jeszcze tutaj:

                        Gość portalu: $$$ napisał(a):

                        > generalnie ja jestem kobietą w tym związku ale permanentny widok
                        > faceta z zelazkiem to normalnie żenada i kiepsko swiadczy o kobiecie-
                        > moim zdaniem. Dokładnie tak jak widok mojej filigranowej sąsiadki
                        > uwieszonej u wielkiej kosiarki kiepsko świadczy o jej mężu.

                        A wiec twoim zdaniem te wypowiedzi nie wyrażają pogardy dla tych, którzy do ról kobiecych i męskich podchodzą inaczej niż p $$$$?

                          • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                            Manipulujesz cytatami ucinając je w wygodnym dla siebie miejscu. Ucięłaś moja wypowiedź w środku zdania, samowolnie postawiłaś kropkę i całość opatrzyłaś cudzysłowem sugerując że tak właśnie brzmiała.
                            Otóż nie.
                            Ja napisałam "forsowaniu swojego światopoglądu jako jedynie słusznego i obowiązującego wszystkich, pod karą pogardy dla tych którzy (...)"

                            i zapytam ponownie: nie widzisz pogardy w zacytowanych przeze mnie wypowiedziach $$$?
                            • metall Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                              lilithh napisała:

                              > i zapytam ponownie: nie widzisz pogardy w zacytowanych przeze mnie wypowiedziac
                              > h $$$?

                              Jeśli nawet, to jest to pogarda $$$. $$$ nie każe innym tej pogardy podzielać.
                              W Tobie żaden człowiek nie budzi pogardy?
                              • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                                metall napisał:

                                > Jeśli nawet, to jest to pogarda $$$. $$$ nie każe innym tej pogardy podzielać.

                                będę się upierać, że jest to jednak jakaś forma przemocy (mnie osobiście ona wisi i powiewa, ale być może sąsiadka, czując tę pogardę, autentycznie cierpi?)


                                > W Tobie żaden człowiek nie budzi pogardy?

                                Pogardy?
                                Dopóki swoim zachowaniem nie krzywdzi żadnej innej osoby to pogardy w żadnym wypadku nie budzi. Najwyżej zdziwienie i ciekawość.

                                Może sobie szczerze wierzyć w Allacha albo inne Dobre Mzimu i bić mu pokłony w stronę Mekki czy Helsinek co kwadrans, kochać się na rożne perwersyjne sposoby z inną dorosłą osobą dowolnej płci, albo nawet całym tłumem osób (za zgodą wszystkich zainteresowanych), nosić różowe kozaczki na koturnach, a nawet, będąc mężczyzną może całymi wieczorami dla przyjemności prasować piżamkę żony ;-)
                                • metall Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                                  lilithh napisała:

                                  > będę się upierać, że jest to jednak jakaś forma przemocy

                                  Upierać się wolno, tylko ostrożnie, bo od uporu blisko do "forsowania swojego
                                  światopoglądu jako obowiązującego wszystkich" ;-)

                                  > ale być może sąsiadka, czując tę pogardę, autentycznie cierpi?)

                                  Cytat odnośnie sąsiadki z postu $$$: "Dokładnie tak jak widok mojej filigranowej
                                  sąsiadki
                                  uwieszonej u wielkiej kosiarki kiepsko świadczy o jej mężu."

                                  Czyli tu, jeśli pogarda była, to do męża.

                                  > Może sobie szczerze wierzyć w Allacha ...

                                  A uważać leniwego męża sąsiadki za lenia może? ;-)
                  • Gość: janna Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10 lat temu
                    Gość portalu: $$$ napisał(a):
                    > Nic mi nie musi przychodzić do głowy bo wiem jak jest. Mąż jest
                    > smierdzącym leniem, który nie potrzebuje skoszonego trawnika......

                    Ta Twoja sąsiadka to jakaś niemota, w życiu nie czekałabym na
                    przepchanie zlewu "od stycznia", sama bym go sobie przepchała.
                    Prasować koszul też nie lubię i robi to mój mąż, ja za to bardzo
                    chętnie wymienię uszczelki w kranie, skoszę trawę , zreperuję kontakt
                    lub żelazko. Może Cię zgorszę, ale nie widzę w tym nic niestosownego
                    ani niegodnego mojej płci. Żebyś nie wymyślała mojemu mężowi od leni
                    dodam, że On ciężko i długo pracuje na pieniążki.
                • titta Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                  Akurat ogrodka swojego nie mam, maja moi rodzice. Od dziecinstwa
                  ogrodek to byla moja "dzialka": lacznie z kopaniem, koszeniem,
                  strzyzeniem zywoplotow i malowaniem plotu. (ciekaw czy sasiedzi
                  czuli sie zgorszeni widzac "taka mala dziewczynke uwieszona u
                  kosiarki" ;) Tylko wtedy gdy trzeba bylo przezucic jakies worki z
                  ziemia, czy wsadzic cos duzego wkraczal tata. Tyle, ze w moim
                  rodzinnym domu kazdy robil akurat to co lubil, umial i mial na to
                  czas (czyli np. tata robil zakupy i czesciej gotowal, mama czesciej
                  zajmowala sie finansami itp.). Pral, prasowal kazdy sobie. Ja w
                  swoim domu tez tak trzymam, tylko, ze "wdalam sie w tate" i nie
                  lubie jak ktos mi sie do garnkow wtraca :)
              • allija Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                > Mój mąż dosć często wykonuje obowiązki w domu tzw meski obowiązki,
                > które ciężko jest mi wykonać. Teraz jest czas wiosennych porządków
                > wiec zajmuje sie porządkami w ogrodzie (tymi ciżęszymi), rąbie i
                > układa na stos drewno na opał, wynosi ciężkie rzeczy na strych,
                > znosi meble ogrodowe z altanki. Codziennie podczas zimy zajmował sie
                > znoszeniem drewna z szopy w poblize domu, rozpalaniem w kominku,
                > wynoszeniem wiader z praniem do suszarni. Cięższe zakupy typu
                > napoje, mleka itp w makro robi raz na dwa tygodnie mój mąż,
                > nastepnie ustawia je w spiżarni. W lecie średnio raz w tygodniu kosi
                > 20 arów ogrodu. Nie wiem jak w twoim domu ale u mnie praca jest
                > codziennie i to dla obojga. Oczywiscie rozumiem, że w ślad za
                > wrzeszczącym feminizmem wlecze się zaburzenie naturalnych ról w domu
                > i w rodzinie ale dla mnie to jest chore. Owszem nie widze nic złego
                > w tym, ze obydwoje możemy zrobic wszystko gdy jest potrzeba ale
                > generalnie ja jestem kobietą w tym związku ale permanentny widok
                > faceta z zelazkiem to normalnie żenada i kiepsko swiadczy o kobiecie-
                > moim zdaniem. Dokładnie tak jak widok mojej filigranowej sąsiadki
                > uwieszonej u wielkiej kosiarki kiepsko świadczy o jej mężu.


                jeśli twój mąż ciężko dla was pracuje to oczywiscie nic nie stoi na
                przeszkodzie żebyś i ty popracowała dla niego. Jednak większość kobiet
                zamężnych, przypuszczam, nie ma 20ha ogrodu, który wymaga tak uciążliwej
                codziennej pracy męża. W mieszkaniu funkcjonowanie brzydszej płci
                ogranicza się do wbicia gwoździa raz na rok, jak dobrze pójdzie i
                wyniesienia śmieci o ile śmietnik jest po drodze do garażu lub chociaż w
                pobliżu. Nawet jeśli jest kominek to drwa nie rąbie, co najwyzej
                pojedzie po nie do marketu. W tej sytuacji naprawdę nie widzę powodu
                żeby nie mógł samodzielnie obsłużyć żelazka. Ja się na posługaczkę nie
                najmowałam tylko wyszłam za mąż. Tak samo pracuję i zarabiam na dom i
                nie widzę powodów żebym tylko ja musiała pracować w domu na żylaki.
                Oczywiscie, można hołdować tradycyjnemu podziałowi ról w rodzinie. Tylko
                wtedy kiedy ten podział rządził niepodzielnie kobiety zawodowo nie
                pracowały a jedynie w domu a mąż zarabiał tyle, że bez problemów
                utrzymywał rodzinę, nawet wielodzietną. Tak było w domu mich dziadków
                przed wojną i chociaż dziadek nie był nikim szczególnym to wystarczało
                na utrzymanie 7-osobowej rodziny a i biedy nie było sądząc po zdjęciach
                rodzinnych. Babcia mogła więc sobie te koszule prasować i nie tylko.
                Teraz takie rodziny są w zdecydowanej mniejszości i w związku z tym
                kobiety nie muszą robić za woły, a nawet nie powinny. I dlatego mój mąż
                prasuje sobie koszule sam /bo ja w tym czasie zarabiam na nasz wspólny
                dom, przypomnę tylko/.
                • rikol Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                  Kobiety zawsze pracowaly, natomiast niekoniecznie zarabialy. Nie pracowaly
                  jedynie kobiety bogate, arystokratki itd. nie wiem, skad sie bierze mit, ze
                  kobiety kiedykolwiek nie pracowaly. To chyba wynika z tego, ze nie rozporzadzaly
                  same pieniedzmi, nawet jesli to one je zarobily.

                  Jaki jest argument przeciwko prasowaniu koszul przez mezczyzne? Czy zona zeby mu
                  tez myje, tylek podciera?
                    • eti.gda Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                      Gość portalu: szmatka napisał(a):

                      > > Kobiety zawsze pracowaly, natomiast niekoniecznie
                      > zarabialy. Nie pracowaly
                      > > jedynie kobiety bogate, arystokratki itd.
                      >
                      > Sama sobie przeczysz. Arystokratki jak najbardziej
                      > pracowały, ucząc chłopskie dzieci pisać na przykład.

                      Nie wszystkie. Ale na przykład, kochanka Lenina, Inessa Armand,
                      uczyła w szkółce założonej przez swego męża-arystokratę.
              • Gość: ania Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.aster.pl 10 lat temu
                A wyobraź sobie, że ja zdecydowanie wolę kosić trawnik niż
                prasować... I w dodatku jestem filigranową kobietą! Czy coś ze mną
                jest nie tak? Mój mąż sam prasuje sobie ubrania i nie czuje się z
                tego powodu poszkodowany. Oboje pracujemy zawodowo i wspólnie
                zarabiamy na dom, dzielimy się również obowiązkami domowymi, bez
                sztywnego podziału, że coś jest "męskie" a coś "kobiece". Zdarza mi
                się również przybijać gwoździe, zmieniać żarówki i rozpalać w
                kominku. Mój mąż chętniej (i chyba częściej) niż ja gotuje (i
                doskonale mu to wychodzi!). I nie postrzegam tego jako przejawów
                wojującego feminizmu z mojej strony. To proste zasady związku
                partnerskiego.
              • bubster Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                > zaburzenie naturalnych ról w domu

                taaaaaa, natura mężczyznom rączek nie dała...

                > generalnie ja jestem kobietą w tym związku ale permanentny widok
                > faceta z zelazkiem to normalnie żenada i kiepsko swiadczy o kobiecie-


                kiepsko o kobiecie to świadczą takie poglądy
                • eti.gda Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
                  oldbay napisała:

                  > $$$ ma rację. Najbardziej meczące są te pseudofeministyczne wojny
                  o
                  > to, kto zrobi pranie i kto zmyje garnki. Małżenstwo to praca
                  > zespołowa a nie robienie co się komu podoba.

                  "Spotkały sie trzy feministki: amerykańska, francuska i polska.
                  Uradziły, że nie będą już więcej obsługiwać swoich facetów.
                  Amerykanka mówi:
                  - Ja nie będę mu prać.
                  Francuzka:
                  - Ja nie będę mu gotować.
                  Polka:
                  - U mnie koniec z seksem.
                  Po jakimś czasie spotkały się ponownie, aby wymienić
                  doświadczenia.Pierwsza opowiada Amerykanka:
                  - Powiedziałam mu, że nie będę prać. Pierwszego dnia nic nie widzę,
                  drugiego dnia nic nie widzę, trzeciego dnia nic nie
                  widzę...czwartego dnia widzę, jak mąż czyta instrukcję pralki i
                  zaczyna prać sam.
                  Francuzka opowiada:
                  - Powiedziałam mu, że nie będę więcej gotować.Pierwszego dnia nic
                  nie widzę, drugiego dnia nic nie widzę, trzeciego dnia nic nie
                  widzę...czwartego dnia widzę,że mąż bierze książkę kucharską, zamyka
                  się w kuchni i zaczyna coś pitrasić.
                  Polka opowiada:
                  - Powiedziałam mu, że koniec z seksem.Pierwszego dnia nic nie widzę,
                  drugiego dnia nic nie widzę, trzeciego dnia nic nie
                  widzę...czwartego dnia zaczynam trochę widzieć na jedno oko..."
          • lilithh Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
            Prasować nienawidzę i nigdy ślubnemu nic nie uprasowałam (jeśli nie liczyć pościeli, ręczników i tym podobnych rzeczy ogólnego użytku, z których on wszak też korzysta)
            Ale za to czasami jak sprzątam mój samochód to z rozpędu wysprzątam i jego (tzn. jego samochód) Umiem też rozpalić w kominku, a rąbanie drew do kominka uważam za cudowne odreagowanie stresów pracowych.
            Co do zapchanego kranu (czy raczej rury): jeśli problem jest do usunięcia poprzez wsypanie odpowiedniej ilości kreta - to owszem, umiem to zrobić. Jeśli problem bardziej skomplikowany to wzywamy fachowca, bo ani ja ani on hydraulikami nie jesteśmy :-)

            wystarczy?
            • onionka Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
              Prasowac lubie i to robie ale bez przesady, recznikow nie prasowalam
              juz cale wieki. Ani mojemu mezowi ani tym bardziej mnie nie
              przeszkadzaja kiedy sa nieuprasowane. Czesto natomiast udaje mi sie
              wywolac usmiech rozbawienia u osob pytajacych czy i jaka mam
              zmywarke. Moja niezmienna odpowiedz brzmi: 'zadna, mam meza'.
              Roznych rzeczy w zyciu nie lubimy, ja nie lubie zmywac. W
              zamiezszchlych czasach kiedy o zmywarkach malo kto slyszal a
              obejrzec cos takiego mozna bylo chyba tylko na amerykanskim filmie,
              a ja mialam innego meza i male dziecko moj zlew przypominal sklad
              rzeczy zbednych.Zmywanie to byl koszmar, ojciec mojego dziecka
              wyjmowal czyste szklanki i kubki jak dlugo byly, kiedy sie konczyly
              jechal do mamy na obiad. Z czasem nabylam wiecej naczyn bo juz byly
              dostepne, gdzies po drodze pozbylam sie tego meza i tylko
              przekonanie corki do zmywania kiepsko mi wyszlo. Wada genetyczna? Po
              latach zauroczyl mnie inny pan i chociaz niekoniecznie zmywaniem,
              problem przestal istniec.

              Z innych drobiazgow pozycia malzenskiego lubie kosic trawe,
              aczkolwiek nie mam 20 akrow trawnika, lubie robic pranie, tulko co
              to za pranie jak wszystko polega na posegregowaniu i wlozeniu do
              pralki a pozniej wyjeciu i rozwieszeniu. To jest nic i wlasciwie
              sama przyjemnosc w porownaniu z tym kiedy pralam niezliczone ilosci
              pieluszek tetrowych, spioszkow i kaftanikow uzywajac czegos co
              nosilo nazwe FRANIA i kotla do gotowania bielizny. Byly takie
              czasy; to na wypadek gdyby koras nie wierzyla.

              Moj maz z upodobaniem maniaka spelnia czynnosci podkuchennego, a
              zatem wszelkie obieranie, krojenie i siekanie tudziez mieszanie to
              jego domena. Ja ograniczam sie do wydawania instrukcji, doprawianie
              i mieszania salatek. Mialabym duze problemy z okresleniem czy jest
              to tradycyjny podzial czy nie. Acha, bywam u mechanika, na stacji
              benzynowej i dolewam plynow w razie potrzeby ale to maz myje i
              sprzeta auta (moje i swoje). To by bylo tak z grubsza.
    • koczot Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      Czepialstwo. Zwykłe czpialstwo. Jaki obowiązek?????
      Trzeba się dogadać i będziesz miała święty spokój. No chyba że dogadać się niemożesz to to już temat na inne forum....
      U nas w związku raz ja prasuję raz moja kobieta. I tak mamy ze wszystkim. Podział obowiązków mamy. Dogadaliśmy się i nie sprawia nam to żadnego problemu.
      Żelazko jest i dla kobiety i dla mężczyzny:)To powiedziałem ja - mężczyzna:)
      Choć mój brat np. twierdzi że młotek jest dla praworęcznych a on jest leworęczny:D


      ..a mialo byc tak pieknie...
      mialo nie wiac w oczy nam...
    • budyn_ver2.0 Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      Koszule prasuje sobie sam (bez przykrości) ale jednocześnie sukcesywnie
      wymieniam je na takie, które prasowania nie wymagają. Proszę mnie nie posądzać o
      reklame ale teraz kupuje tylko koszule w Marks&Spencer oznaczone Pure cotton /
      Ultimate non-iron. Rewelacja! Czysta bawełna, po wyciągnięciu z pralki wyglądają
      normalnie (tzn. pogniecione), a po wyschnięciu (na wieszaku) jak idealnie
      wyprasowane. Podobno jak się suszy w suszarce bębnowej to wyglądają jeszcze
      lepiej ale tego sobie już nie wyobrażam. Polecam!
      Dzisiaj powinna przyjechać do mnie kolejna taka z W-wy - niestety sklepy M&S sa
      tylko w stolicy...
        • budyn_ver2.0 Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
          smitte napisała:

          >
          > > Dzisiaj powinna przyjechać do mnie kolejna taka z W-wy - niestety
          > sklepy M&S sa
          > > tylko w stolicy...
          >
          > Bzdura, w Gdyni w Klifie tez jest;) I podejrzewam, ze nie tylko tam.

          Faktycznie! Jest tego więcej, przeprasza za wprowadzeie w błą.
          Tyle tylko że nadal nie ma żadnego w Krakowie (co mnie chwilowo najbardziej
          interesuje)...


      • Gość: nierolnik Re: Upierdliwy małżeński obowiązek... IP: *.chello.pl 10 lat temu
        A ja jako chłop też powiem Wam o upierdliwych małżeńskich obowiązkach:
        Co się w domu zepsuje-napraw, czy prąd czy woda, wsio adno-moja działka,
        Samochody, mycie, odkurzanie, zmiana kół-moja działka, posesja, porządki,
        odśnieżanie związane z półgodzinnym wcześniejszym wstawaniem-moja działka, gdzie
        nie spojrzeć, dach, piwnice, garaże, sad, ogród, maszyna nie szyje, dziurę w
        płocie zrobią, auto ma mało powietrza, głowa mnie już od tego wszystkiego boli…
        a dla kobiety prasowanie to upierdliwy obowiązek,?
        też potrafię gotować i gotuję, ale jak by mi moja powiedziała że nie chce jej
        się prać lub prasować…z domu bym wy…..ł
        > na zbity pysk,nie inaczej…! pozdrawiam



        • Gość: mmena Re: Upierdliwy małżeński obowiązek... IP: *.geberit.de 10 lat temu
          Gość portalu: nierolnik napisał(a):

          > A ja jako chłop też powiem Wam o upierdliwych małżeńskich
          obowiązkach:
          > Co się w domu zepsuje-napraw, czy prąd czy woda, wsio adno-moja
          działka,
          > Samochody, mycie, odkurzanie, zmiana kół-moja działka, posesja,
          porządki,
          > odśnieżanie związane z półgodzinnym wcześniejszym wstawaniem-moja
          działka, gdzi
          > e
          > nie spojrzeć, dach, piwnice, garaże, sad, ogród, maszyna nie
          szyje, dziurę w
          > płocie zrobią, auto ma mało powietrza, głowa mnie już od tego
          wszystkiego boli
          > …
          > a dla kobiety prasowanie to upierdliwy obowiązek,?
          > też potrafię gotować i gotuję, ale jak by mi moja powiedziała że
          nie chce jej
          > się prać lub prasować…z domu bym wy…..ł
          > > na zbity pysk,nie inaczej…! pozdrawiam


          Rozumiem, ze rownie czesto jak ona myje talerze, ty myjesz
          samochody. Rownie czesto jak ona prasuje, ty naprawiasz dziury w
          plocie. Rownie czesto jak ona gotuje, ty zmieniasz kola.
          Biedny zapracowany mezczyzna. Zebys sie nie spocil.
          Odsniezanie przydazylo sie w tym roku mojemu mezowi po raz pierwszy
          od wielu lat. Poprzednie zimy nie byly na tyle sniezne. I tylko
          dlatego, ze mieszkamy przy prywatnej drodze. Sasiedzi mieszkajacy
          przy drogach gminnych nie odsniezali. Robil to plug sniezny. Ale ty,
          biedaku, jestes przeciez z Bieszczad. Zasypuje cie co roku juz w
          pazdzierniku i biegasz z szufla do kwietnia. Bo przeciez plug do
          ciebie nie dojedzie.
          No i jeszcze te dachy, piwnice (tam tez pada?), garaze, sad - jestes
          tam wszedzie. Ty i twoja szufla.
          A ze pierdola z ciebie to naprawiac prad czy wode musisz 5x
          dziennie. Przynajmniej tyle razy ile ona, towja zona, robi posilkow.
          Niech no ona ci tylko powie... To wtedy ty jej, jak prawdziwy
          mezczyzna (tylko zebys sie nie spocil - przypominam).
          I jakis apap lyknij. Glowa cie przestanie bolec.
    • Gość: dziadek Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.xdsl.centertel.pl 10 lat temu
      Jak sobie wychowałaś ,tak masz.Na początku takiego gamonia należalo potraktować
      wałkiem i ustalić reguły.Znam małżeństwo iż mąż zaczął ustalać reguly i
      przyszedl do domu pijany,żona prasowala mu koszule.Zaczął zrzędzić iż zle
      uprasowan i w tym momęcie dostał żelazkiem w łeb. Znalazł się w szpitalu.Teraz
      są kochającą się parą małżeńską.
    • Gość: facet Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.aster.pl 10 lat temu
      a ja zdołałem przekonać żonę, że prasowanie
      koszuli mężowi (czyli mojej) to nie obowiązek,
      tylko zaszczyt i przyjemność.

      A jak zbiera brudne skarpetki czy majty z podłogi to wie,
      że to nie są brudy tylko relikwie, które kiedyś osiągną
      niebotyczne ceny na rynku dewocjonaliów ;)

      podstawą życia jest szacunek a nie kompleks falliczny drogie
      zaplątane we własne kompleksy samiczki!




    • sueellen Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      Moj facet nazywa mnie czasem żoną zwłaszcza w rozmowach z nieznajomymi, choc
      małżeństwem nie jesteśmy (dzięki Bogu :) - choć pierwsze słysze o takim
      obowiązku malżeńskim!). Prasuję wyłacznie sobie i dziecku, partnerowi jak mi się
      czasem jakaś koszula czy koszulka nawinie pod reke kiedy prasuje hurtem.

      Sprzatam, gotuję, robie zakupy - jeszcze by tego brakowalo, żebym mu prasowała!
      A w nosie!
    • Gość: bzzz Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.ssp.dialog.net.pl 10 lat temu
      jak się tak poczyta wątki na tym forum to ma się wrażenie że
      małżeństwo i macierzyństwo jest dla Was, drogie Panie upierdliwym
      obowiązkiem. Same problemy, same "pod górkę". Czy naprawdę byłyście
      tak naiwne, niedojrzałe i nieprzewidujące,że sen o "księciu z bajki"
      szybko się skończy? O ileż życie prostsze jest kiedy akceptuje się
      stan rzeczy - ŚWIADOMIE będąc w związku - wtedy upierdliwe obowiązki
      nie są upierdliwe - bo się je robi dla partnera z którym chce się
      być na dobre i na złe. Zaraz oczywiście powiecie że jestem
      niedojrzały, że nie wiem jak to jest itd, itp. Proszę uprzejmie,
      poużywajcie sobie - ale to faktu nie zmieni - z żadną z Was bym się
      nie ożenił - zamieniłybyście normalne życie w piekło - a każdy z nas
      i z Was na codzień ma wystarczający ładunek stresów by sobie jeszcze
      dokładać...
      • Gość: miłka Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10 lat temu
        one często żyja w takim piekle o którym mówisz, tylko że niektórzy
        faceci tego po prostu nie widzą, wygodniej jest życ ze świadomością
        że mieszkanie sprzata się samo, pranie i prasowanie tudzież, dzieci
        same wychowuja a obiady gotują. Niezależnie jak bardzo kocha sie
        partnera czasami ma się po prostu dość. Zmęczone, sfrustrowane
        brakiem zrozumienia i ganione za "niekompetencje kobiecą" mają
        naprawdę mozliwość wypłakania sie tylko na takich forach. Co do
        jednego masz racje, myślały że biora księcia z bajki a tym czasem
        trafił im sie rozkaptryszony bachor któremu trzeba usługiwać i
        znosić jego fochy w imie miłości.
        A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie jestem sfrustrowaną kurą
        domową tylko szczęśliwą mężatką , która wyszła za mąż za cudownego
        faceta z którym nie musiała ustalać podziału " obowiązków
        małżeńskich " i mam jedną radę dla Pań - męzowi sie nie służy , z
        mężem sie współpracuje, kto tego nie rozumie niech nie zawiera
        małżeństwa
        • hamerykanka Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
          Oj, dokladnie...
          Przyklad meskiego myslenia: dwa tygodnie temu kupilismy dom.
          Poniewaz maz pracuje zawodowo, ja nie, ja zajelam sie
          odremontowaniem: zeszlifowalam sciany (byla wlascicielka pomalowala
          farba z piaskiem, faktura papieru sciernego), zerwalam listwy
          podlogowe i ozdobne framugi (maz zazyczyl sobie wymiany),
          pomalowalam (sypialnia 5 razy w czym 3 razy podkladem, zanim kolor w
          koncu zlapal), pokoj dziecka 4 razy, zerwane listwy. Pracowalam tam
          od 9 rano do 6 wieczor, wliczajac weekendy. Maz w tym czasie mial
          sie zajac dzieckiem po przedszkolu. Po tygodniu uslyszalam ze w
          zasadzie on pracuje ciezej niz ja. Nie gotowal, nie sprzatal, nie
          pral i nie prasowal. Takoz nie pakowal klamotow bo przeciez byl
          zajety...tyle ze ja to musialam ogarnac po powrocie z malowania.
          Tak wiec w umysle meskim cokolwiek on robi, jest o niebo ciezsze niz
          to co robi zona....
      • Gość: ola_rataj Re: a mężowi ręce urwało? IP: 194.156.48.* 10 lat temu
        No dokładnie ;-)
        Każde z nas prasuje swoje reczy wtedy, kiedy chce ich użyć. Mnie
        zdarza się zafiksować na wykonywanej czynności i wtedy prasuję
        wszystko co wpadnie w ręce ale to wyjątkowo, ze dwa razy do roku.
        Pralka pierze, zmywarka zmywa, hydraulik naprawia, mnie się zdarza
        wiercić dziry w ścianach, zmieniać przełączniki elektryczne jak
        kupię nowy i nie mogę się doczekać zamontowania. Odkurzam, sprzątam
        kuchnię i łazienkę, myję okna bo lubię i wolę to zrobić sama. Zakupy
        robimy razem. Noszę tylko małe rzeczy bo mi kiedyś podczas
        podnoszenia (z własnej inicjatywy ;-))woreczka gruzu dysk strzelił.
        Więc on dźwiga na swoją miarę, zresztą żaden ciężarowiec ze mnie ;-))
        Podczas remontu malowaliśmy, szpachlowaliśmy i przecieraliśmy razem -
        bo lubię dlaczego więc on nie miałby sobie wyprasować koszul -
        czego nie cierpię? Lubię też pracę w ogródku i zdarza mi się wisieć
        na kosiarce - to też lubię ;-)) ale jak mam się ochotę wybyczyć to
        się byczę leżę a on zasuwa skoro ma ochotę a jak mam ochotę zasuwać
        to zasuwam a on się byczy i mi to nie wadzi. Taki podział mi
        odpowiada - jedyny dla mnie słaby słaby punkt to gotowanie. Nie
        lubię on niestety też no i tu jest słabo, gotujemy razem ale
        najczęściej na szybko, bez planowania więc efekty takie sobie ;-)
        Ale co tam, najważniejsze, że mimo upływu lat jesteśmy
        szczęśliwi... :-))
    • titta Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      E...obowiazek? Kazdy prasuje swoje. Nie poprawka. Facet ma wiecej
      koszul, latwiej mu nabrac wprawy wiec i w porywach moja fachowo
      wyprasuje.

      A tak na powaznie: rozumiem w sytuacjach naglych, ale tak na stale?
      No chyba, ze podzial obowiazkow jest: ty prowadzisz dom i dbasz o
      jego koszule, on zarabia.
    • dorsai68 Mężowi granat ręce urwał tuż po ślubie? 10 lat temu
      Tak? To współczuję, bo kalectwo, to rzecz straszna.
      Nie? To pokaż u gdzie jest żelazko, deska do prasowania i koszule.

      Gdy chcę założyć koszulę to ją sam pracuję, proste.

      Co też twój mąż wymyślił, że nie może sobie koszul uprasować? Tylko nie pisz, że jest zapracowany i zmęczony bo umrę ze śmiechu.
    • margerytka69 Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      ha ha!! nigdy nie przyszłoby mi do głowy traktować prasowania ubrań
      męża, jako obowiązku

      nie prasuję mi nic, chociaż teściowa nie może tego znieść, bo wg
      niej żona jest po tyo, żeby obsługiwać mężźa

      prasowanie to czynność, która nic nie wnosi do życia, przy której
      się nie rozwijamy, a zajmuje dużo czasu

      nie rozumiem, dlaczego tylko kobieta ma takie czynności wykonywać, a
      mąż w tym czasie będzie się rozwijał, uczył i miał czAS NA ŻYCIE
    • xiv Z męskiego punktu widzenia 10 lat temu

      Prasowanie koszuli jest prostą czynnością i zupełnie nie rozumiem o
      co cała awantura; ja noszę koszulę codziennie, 100% bawełny. Bardzo
      lubię, kiedy panie w (polskich) sklepach mu tłumaczą, że takie się
      źle prasuje i dlatego ich nie mają. Prasuje się dokładnie tyle samo,
      a człowiek ma przynajmniej coś miłego na grzbiecie. (I prywatnie nie
      cierpię koszul z M&S non-iron, po prostu są z siermiężnego materiału)

      Ale ponieważ jest to Poradnik Domowy to:
      1. Koszule pierzemy ze zmiękczaczem
      2. Suszymy na wieszaku
      [zupełnie super prasuje się koszulę wypraną poprzedniego wieczora]
      3. Żelazko na maxa plus para
      4. A teraz:
      - kołnierzyk
      - naramienniki (tak to się nazywa?)
      - rękawy (z kantem - prościej się prasuje i bardziej elegancko
      wygląda) plus mankiety (podwójne prasuje się do środka - tak jak
      kołnierzyk)
      - połowa przodu, tył, druga połowa przodu

      Prasowania dosłownie pięć minut dla średnio zdolnego faceta. Znam
      dziewczyny, które potrafią wyprasować dwadzieścia koszul w godzinę.
          • Gość: gosica Re: Z męskiego punktu widzenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10 lat temu
            O raju. A kto zdefiniował, że obciachem jest siorbanie przy stole, głośne
            mieszanie łyżeczką albo założenie różowej lateksowej miniówy na pogrzeb? Kanon
            savoir-vivre'u.
            I wg tego kanonu rękawa koszuli nie zaprasowuje się. Wierz mi, co uchodzi u
            ochroniarza w Tesco, u eleganckiego mężczyzny jest obciachem, czy się to komuś
            podoba czy nie.
            Drugi częsty błąd "z serii koszulowej" to noszenie koszuli z krótkim rękawem do
            marynarki,też masakra;)
            • metall Re: Z męskiego punktu widzenia 10 lat temu
              Gość portalu: gosica napisał(a):

              > A kto zdefiniował, że obciachem jest siorbanie przy stole,

              Nie wiem, ale znam miejsca, gdzie nie jest.

              > I wg tego kanonu rękawa koszuli nie zaprasowuje się. Wierz mi, co uchodzi u
              > ochroniarza w Tesco, u eleganckiego mężczyzny jest obciachem, czy się to komuś
              > podoba czy nie.

              Ja nie prasuję na kant, ale jak ktoś ma kancik, to mnie to nie przeszkadza.

              Znam takich "kanonistów" - co to najpierw (dawno temu) śmigali w białych
              skarpetkach, a po roku wołali, że to obciach.
            • dominikjandomin Re: Z męskiego punktu widzenia 10 lat temu
              Gość portalu: gosica napisał(a):

              > Kanon
              > savoir-vivre'u.
              > I wg tego kanonu rękawa koszuli nie zaprasowuje się.

              Totalna brednia. Znane mi książki na temat SV czy kanonu mody męskiej milczą na
              ten temat.

              Pewnie dlatego, że rękaw koszuli widzi tylko żona w sypialni. Albo lekarz.
      • dominikjandomin Re: Z męskiego punktu widzenia 10 lat temu
        xiv napisał:

        Po pierwsze: kobiety nie umieją prasować koszul. Mężczyzna musi to wykonać
        samodzielnie albo z użyciem lokaja.

        > 100% bawełny. Bardzo
        > lubię, kiedy panie w (polskich) sklepach mu tłumaczą, że takie się
        > źle prasuje i dlatego ich nie mają.

        Takiego durnego tłumaczenia nie słyszałem jeszcze. Acz problem faktyczny, za
        dużo u nas sztuczności.

        >(I prywatnie nie
        > cierpię koszul z M&S non-iron, po prostu są z siermiężnego materiału)

        Polecam 100% bawełny od CT, non-iron. O wiele lepsze, w promocji schodzą do 25Ł
        / sztukę.

        > Ale ponieważ jest to Poradnik Domowy to:
        > 1. Koszule pierzemy ze zmiękczaczem

        Tu opozycja: z utwardzaczem, jeśli mamy taki, co pasuje do pralki. Jeśli nie, a
        chce nam się bawić: rozrabiamy krochmal syntetyczny w wodzie, namaczamy koszule
        i odwirowujemy w pralce.

        > 2. Suszymy na wieszaku
        > [zupełnie super prasuje się koszulę wypraną poprzedniego wieczora]

        Do stanu lekko wilgotnego.

        > 3. Żelazko na maxa plus para

        Przed prasowaniem dobrze jest, zwłaszcza suche koszule, spryskać krochmalem do
        prasowania w spraju. Minimum to kołnierzyk, listwa z przodu, karczek i mankiety.

        > 4. A teraz:
        > - kołnierzyk

        Najpierw od lewej, potem od prawej strony.

        > - naramienniki (tak to się nazywa?)

        Karczek. Mało kto ma teraz koszule z naramiennikami.
    • Gość: aqua48 Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: 77.236.0.* 10 lat temu
      He, he, jak tylko przeczytałam temat, to pomyślałam, że dla mnie najbardziej upierdliwym obowiązkiem małżeńskim jest... prasowanie koszul! Wyjaśniam że mój mąż umie prasować sam, i robi to czasami, choć rzadko, ale ponieważ on zarabia na dom, więc uznaję, że ja mogę w ten sposób (odciążając go od zajęć gospodarskich) dokładać się do wspólnego życia. A szczerze mówiąc ponieważ on wykonuje pracę naukową, wolę, żeby poświęcił czas na napisanie jeszcze jednego artykułu niż na prasowanie. Traktuję to jak wspieranie go w jego dążeniach. A w zamian (wszystkim wyzwolonym ku podziwowi piszę) dostaję od niego również wsparcie. Tak to jakoś hula.
      • Gość: nie nie i nie Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! IP: 201.229.248.* 10 lat temu
        nie prasuje. maz tez nie, bo nie umie. prasuje gosposia, chwala jej
        za to. za czasow panienskich rowniez nie prasowalam i zwyczajnie
        chodzilam w pomietym. wiekszosc moich ubran zreszta nie wymagala
        prasowania lub prania chemicznego. jak rany, wystarczy, ze
        zaplacilam za cos raz, nie potrzebuje doplacac do odziezy z kazdym
        praniem.
        zapewne mam to po mamie, ktora rowniez odmawia prasowania a
        przedpotopowego zelazka uzywa tylko przy okazji pogrzebow lub imprez
        sylwestrowych, kiedy to tatko nosi koszule.
      • Gość: Ewa Re: aqua48 napisał(a): IP: 91.194.199.* 10 lat temu
        aqua48 napisał(a):

        >He, he, jak tylko przeczytałam temat, to pomyślałam, że dla mnie
        najbardziej upierdliwym obowiązkiem małżeńskim jest... prasowanie
        koszul!<

        Wszystkim dziękuję za głos w dyskusji, a Tobie szczególnie:)
        Podtrzymałaś mnie na duchu:) Właściwie mogłabym się podpisać pod
        Twoją wypowiedzią, bo u mnie jest podobnie. Różnica taka, że mąż nie
        zajmuje się pracą naukową a prowadzi sporą firmę, której poświęca
        około 10-12 godzin dziennie. Oczywiście nie jest nieudacznikiem ani
        inwalidą (ma obie ręce, sprawne:) ale szkoda by mi było, gdyby po
        powrocie do domu musiał stać przy desce do prasowania, zamiast
        poświęcić ten czas na nasze wspólne życie, rozrywki, czy zwykłe
        rozmowy. Nie widzę nic złego w podziale ról na męskie czy damskie.
        To, jak ludzie sobie ustalą ten podział, zależy od ich predyspozycji,
        upodobań, czy szczególnej antypatii do określonych czynności. Nie
        widzę tez nic złego w robieniu wszystkiego wspólnie, czy wręcz w
        zamianie tradycyjnych ról.
        Mój problem nie leży w tym, że nie chce prasować koszul, ale w tym,
        że bardzo nie lubię tego robić. Swoją drogą po przeczytaniu
        wszystkich wypowiedzi zrodził się we mnie pewnego rodzaju bunt:),
        który tłumi jedynie świadomość, że większość wypowiadających się tu
        osób należy do młodszego pokolenia, gdzie obowiązują już trochę inne
        zasady, a i "materiał ludzki" jest bardziej podatny na
        kształtowanie:) Tak więc dziękuję Ci za wsparcie i życzę dobrego
        żelazka ;)
          • matylda1001 Re: aqua48 napisał(a): 10 lat temu
            Nienawidzę prasowania. Przy zakupie swoich ubrań najpierw sprawdzam,
            czy trzeba będzie to prasować. Dopiero potem patrze na fason, kolor,
            rozmiar. Z koszulami jest inaczej, w zasadzie zawsze wymagają
            prasowania. Mój mąż rzadko prasuje, przeważnie robię to ja. Staram
            się poświęcić temu durnemu zajęciu jak najmniej zaangażowania, jednym
            słowem prasuję "po łebkach" i wmawiam w siebie, że spod marynarki
            widać tylko górę przodu i mankiety, a spod swetra kołnierzyk. Mąż
            przystaje na to, bo sam chyba jeszcze bardziej nie cierpi prasowania.
    • takijeden1983 Re: Upierdliwy obowiązek małżeński! 10 lat temu
      Drogie Panie

      Jeśli prasowanie sprawia aż tyle trudności zacznijcie zwracać uwagę na materiały
      z których koszula jest zrobiona. Wtedy uwierzcie mi prasowanie będzie
      przyjemnością. Sam niestety nadzwyczaj dużo koszul "zużywam" tygodniowo i
      dlatego fakt czy prasują się one dobrze wpływa na ilość wolnego czasu który
      mam. Swoja drogą to podziwiam zaufanie Waszych mężów/chłopaków/mężczyzn, że dają
      Wam prasować swoje koszule. Sam nie powierzyłbym tej czynności nikomu innemu,
      tak jak i czyszczenia butów.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka