Dodaj do ulubionych

Zasiedzieli się...:(

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
Tak mnie naszło i zapytam, czy to już norma że zapraszając znajomych na
imprezkę o 19-20.00 oni siedzą u nas o zgrozo!!!! do 5.00 rano?
Pytam, bo zdarzyło się nam to już trzeci raz w przeciągu pół roku.Składając
rewizytę,mamy z M zasady wychodzimy 24 góra 1,00.Nawet jak nas zatrzymują
odpowiadamy,że "mamy swoje zasady i trzeba jeszcze trochę pomieszkac u
siebie:)" Więc dajemy chyba jasny przekaz, jakie mamy zwyczaje...
Są to trzy różne pary znajomych.Jedni z nich ok.4,00 stwierdzili że "tak
dobrze się u was siedzi..." Na co ja ziewając potwornie, nie potrafiłam
podziękowac..bo zwyczajnie mięliśmy już ich dosyc!!! A oni wreszcie "ocknęli"
się ok 5,oo rano!!
Pozostali to siedzą tak ok. do 3,00-4,00.A my też mamy dzieci (młodzież)która
też jednak wymaga jakiegoś kontaktu z rodzicami,chociażby śniadania:) A my
odsypiamy! I co mam zrezygnowac ze znajomych których lubię?
jeden raz zdarzyło mi się powiedziec w trakcie zapraszania ich, że o tej i o
tej mają przyjśc...i nieśmiało dodałam, że posiedzimy gdzies tak do
pierwszej,góra:) Nic to nie dało,siedzieli do trzeciej!
Co robic zbierac ostentacyjnie naczynia ze stołu?
Proszę o radę.Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
      • Gość: $$$ Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Daj spokój to jakieś bydło - po co ci tacy znajomi. Jak ktoś sie tak
        zachowuje ze nie ma podstawowych zasad kultury to pewnie obycie w
        innych dziedzinach tez kuleje.
        Jeżeli jednak nie mozesz się obyć bez ich towarzystwa masz dwie
        opcje.
        1. Spotykać się z nimi poza domem gdzie bedziesz mogła wrócić w
        dowolnej godzinie.
        2. Zastosować jakiś wybieg:
        Powiedzieć w żartach zapraszam na 20 ale bedziemy musieli nacieszyc
        się soba do 24 bo rano musze wstać. Jeśli do 24 nie wyjda powiedz -
        przepraszam towarzystwo ale padam z nóg i opuścić ich. Mam nadzieję
        ze z samym mezem nie bedą siedzieli.
        Udać ze o 24 zadzwonił telefon i musisz nagle pojechać do koleżanki
        bo ma straszne wymioty i trzeba ją odtransportować do szpiala.
        Możesz też o odpowiedniej porze przestać sie odzywać zacząć ziewać i
        udawać ze przysypiasz - ale to chyba na nich nie zadziała.
        • Gość: gospodyni Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.chello.pl 11 lat temu
          Robię podobnie - trochę żartem, trochę na poważnie (ale szczerze!) mówię "Komu kawy, komu herbaty, komu płaszcz (palto w sezonie zimowym)?" - Dalsza część jest zależna od stanu faktycznego - albo jestem zmęczona po ciężkim dniu/tygodniu pracy, albo mam przed sobą ważne sprawy i muszę wypocząć... Najważniejsze, żeby nie zmyślać, nie kłamać - bo niby po co?
          Jeśli goście są mądrzy i są dobrymi przyjaciółmi - zrozumieją i na pewno się nie obrażą.
          Jeśli nie zrozumieją... to przykre, ale albo są mało inteligentni, albo są zwykłymi ignorantami i na miano przyjaciół nie zasługują - wtedy żal po stracie mniejszy...
    • kol.3 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Nic nie usprawiedliwia ludzi, którzy siedzą w gościach po 8 - 9 godzin.
      Proponuję zmienić zwyczaje, zapraszać wcześniej np. na 18.00 albo
      zapraszać jeszcze wcześniej na obiady np. na 13.00 lub 14.00.
      Oczywiście takie godziny są możliwe tylko w weekendy.
      • Gość: kamila Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Też tak myślałam i tak zrobiłam:) Zaprosiłam wcześniej i siedziałam z nimi o tą
        godzinę dłużej!!! Wyszli o 5,00 rano! Tradycyjnie! Już mi sie nie chce
        organizowac imprez:( FAJNI LUDZIE TYLKO ZA DUŻO CHYBA DALISMY IM LUZU! Najgorsze
        jest to,że w dwóch przypadkach to panie tak przeciągają...Nie mają w zwyczaju,
        zakręcic i wyjsc ze swoim mocno na rauszu partnerem,bełkoczącym już do mojego
        przysypiającego,ochrypłego od gadania M .Siedzą z założonymi
        rękoma,przekrwionymi oczkami i nic nie mówią,bo już nie ma o czym;P
          • Gość: j Re: Zasiedzieli się...:( IP: 83.1.16.* 11 lat temu
            > no rzeczywiście- powiem ci - zajebiści!!

            Fakt ;). Mam zupełnie inny pogląd na "fajność" gości. Osobiście nie
            znoszę pijanych ludzi, więc gdyby gość się u mnie upił, to byłaby to
            jego u mnie ostatnia wizyta. Nie mam oczywiście nic przeciwko
            napojom alkoholowym, bardzo lubię dobre wino i piwo, ale każdy
            powinien znać swoją granicę i w odpowiednim momencie przerzucić się
            na napoje bez procentów. Zasiedzenie się do rana jest objawem braku
            wyczucia. Jeśli jacyś goście notorycznie tak robią, to pozostają
            spotkania na gruncie neutralnym. Nie ma sensu męczyć się z nimi we
            własnym mieszkaniu.
            • lucusia3 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
              Może to jest pomysł. Jedna butelka. Ja sobie lubią wypić to o suchym pysku nie będą siedzieć. Ograniczona ilość jedzenia - nie bufet ale jedno danie na ciepło, deser i kawa z ciastem i koniec. Siedzimy przy pustym stole. Jak się skończy alkohol pójdą. Nie wyciagać niczego z grzeczności, wszak oni zupełnie się nie przejmują co wy sobie pomyślicie, gdy tak wysiadują. Jak się boicie wyjść na sknery - danie kolacyjne ooogromne, i tak nie da rady zjeśc dużo na raz, ;D zostanie wam na obiad następnego dnia. Próbować dawać ze 3 dokładki, tak od serca. Potem jak już nie będą chcieli, wynieść brudne talerze i zimne danie i przynieść deser. Żadne mięso czy sałatka nie zostaje na stole. Deser też może być wypasiony - lody z owocami, kremy, co tam lubicie. Duże i słodkie. Potem rozmowa, można kieliszeczek, a potem kawa i ciasto. Na koniec może być koniaczek (ale jak to pijusy, to z opróżnionej do połowy butelki, żeby nie trwało zbyt długo, jakby to pan gość chciał ją opróżnić). Potem pusty stół, stoją na nim tylko "puściejące" kieliszki. Jestem pewna, ze się wyniosą najdalej w godzinę od ostatniego kieliszka. Każde dziobaczki opóźnią wyjście drastycznie. Jak je dajecie do aperitifu, to zabrać do kuchni przy podawaniu ciepłej kolacji.
              Jak się goście sami napraszają, żeby koniecznie im wyciągnąć następną butelkę, nigdy więcej nie zapraszać. Szkoda czasu na żulię.
    • niebieskaa4 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Kiedyś mnie to spotkało. Więc o 3 nad ranem oficjalnie poinformowałam, że padam
      z nóg i idę spać. Nie zareagowali od razu ale gdy wyszłam w szlafroku z łazienki
      mieli dziwne miny. Ja powiedziałam dobranoc i poszłam do sypialni. "Goście"
      jeszcze przez chwilę posiedzieli z moim mężem i poszli sobie ..... Wiem ,że to
      nieeleganckie ale oni też nie byli w porządku wobec nas.
      • Gość: venee Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.bialystok.vectranet.pl 11 lat temu
        Przerabiałam to wiele razy. Mimo że zapraszam tylko ludzi, których naprawdę
        lubie to czasami spotkanie nam się niechcący przeciągało. Zasada jest jedna:
        impreza trwa do czasu kiedy ja i mój mąż mamy ochotę i siły ją kontynuowac. A
        jak której z nas się robi senne albo musi rano wstać albo impreza zaczyna robić
        się nieciekawa to praktykowałam już takie sposoby:
        - mówię że mojemu mężowi już wystarczy alkoholu, lub nie może pić dłużej gdyż
        rano będzie jeździł,
        - nie donoszę żadnego jedzenia, napojów aż zostają tylko puste półmiski, po czym
        powoli zaczynam je znosić do kuchni
        - przy wyjątkowo pijackim towarzystwie w pewnym momencie "kończy się alkohol" -
        zawsze działa :)
        - można na samym początku opowiedzieć historię o bardzo upierdliwych sąsiadach,
        którym już po 22 zaczyna przeszkadzać nawet najmniejszy hałas, po czym o 22
        wyłączyć muzykę, a jeśli jej nie było zacząć upominać gości żeby zachowywali się
        ciszej przy zwykłym nawet głośniejszym śmiechu
        - któreś z nas zaczyna się "źle czuć" i idzie po prostu spać; impreza umiera
        śmiercią naturalną bo przecież trzeba zachowywać się ciszej, bo ja np mam
        migrenę o czym mój mąż napomina towarzystwu
        - w ekstremalnych sytuacjach idziemy oboje do drugiego pokoju szykując się do
        spania, nawet najbardziej rozbawione i wytrwałe towarzystwo pozostawione bez
        jedzenia, picia i gospodarzy na pewno zechce zmienić lokal
        - i podstawowa praktyka, nie zabawiać już dłużej gości, nic nie opowiadać, nie
        nawiązywać rozmowy, nie podejmować żadnych ciekawych tematów, na wszystko
        odpowiadać: tak, nie, chyba, aha
        A tak naprawdę nie widzę powodu, żeby dobrym znajomym po prostu powiedzieć:
        "Słuchajcie, jest już późno, my jesteśmy zmęczeni. Zobaczymy się niedługo. Miło
        było. Trzeba będzie to powtórzyć kiedyś tam"
    • Gość: allija Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.2a.pl 11 lat temu
      jeśli zapraszasz gości na 19-20 i oczywiste jest, że nie wyjdą za
      godzinę a po 4 może nie mają już czym dojechac do domu, może czekają na
      pierwszy autobus? Przyjechanie własnym samochodem oznacza niemożność
      picia, wiadomo, a u ciebie, z tego co piszesz, jest alkohol.
      Oczywiście, są taksówki ale to juz wydatek, czasami całkiem spory.
      Po co robisz spotkania tak późno? O tej godzinie zwykle zaczynają się
      spotkania całonocne np. sylwester. Zapraszaj gości na 16-17, możesz przy
      okazji powiedzieć coś takiego że "dzis wcześniej bo jutro muszę rano
      wstać, mam jakieś zajęcia ..." i powtórzyć to samo kiedy już przyjdą bo
      może od zaprosin zapomnieli. Oczywiście, jeśli na dalszych kontaktach ci
      zależy bo już sama nie wiem czy ich chcesz w ogóle.
      Osobiście ja już po 2-3 godzinach mam dosyć "nasiadówek", zaczynam się
      nudzić i najchętniej wyszłabym tylko, że jeszcze "nie wypada". Wszystko
      zostało już powiedziane, obgadane wszystkie partie i afery polityczne,
      repertuar kinowy, wspólni znajomi, co tu jeszcze robić? Tak, że mnie
      mogłabyś spokojnie zaprosić.
      • kol.3 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Autorka napisała przecież, że zapraszała na wcześniejszą godzinę ale i
        tak wyszli o 5 rano. Mnie by tacy goście nie odpowiadali. A już
        argument, że taksówki są drogie jest chybiony, skoro ich nie stać na
        taksówkę, niech piją mniej i wracają nocnym autobusem.
        • Gość: allija Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.2a.pl 11 lat temu
          > Autorka napisała przecież, że zapraszała na wcześniejszą godzinę ale i
          > tak wyszli o 5 rano. Mnie by tacy goście nie odpowiadali. A już
          > argument, że taksówki są drogie jest chybiony, skoro ich nie stać na
          > taksówkę, niech piją mniej i wracają nocnym autobusem.


          Autorka napisała że zaprosiła godzinę wcześniej, to juz żadna różnica
          nawet jesli wyjdą też godzinę wcześniej. Ja proponowałam normalne
          godziny popołudniowe.
          Argument z taksówką to żaden argument bo próbowałam tylko iść tokiem
          myślenia znajomych a nie udowadniać poprawność siedzenia do rana. Tak
          więc byc może chybiony a byc może przeciwnie.
          Ja osobiście wolałabym nie pić i jechac swoim samochodem.
          Kiedy my i znajomi mieliśmy małe dzieci to spotykaliśmy w ich obecnosci,
          a dokładniej dzieci w drugim pokoju. Trudno jest podzielić życie na to z
          dziećmi i na to bez dzieci zważywszy, że dzieci które "nie powinny być
          świadkami imprez" to dobre kilkanaście lat naszego życia.
      • Gość: kalila Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Nie zapraszam wcześniej, bo nie lubię jak mi się dzieci kręcą przy stole z
        alkoholem.Oni także organizują sobie opiekę na wieczór i ranek...dla dzieci.I
        tak dzieciaki są w łóżkach lub u siebie w pokojach, nie słuchają głupot
        podchmielonych.A o 16-17 nie zagonię ich do spania;)
        Widzę,że muszę z nimi grac w otwarte karty, bo milczenie i robienie dobrej miny
        do złej gry..nie wychodzi nam na dobre.
      • tw.zenek Cóż za głęboka przyjaźń i zrozumienie 11 lat temu
        Gość portalu: allija napisał(a):

        > Osobiście ja już po 2-3 godzinach mam dosyć "nasiadówek", zaczynam się
        > nudzić i najchętniej wyszłabym tylko, że jeszcze "nie wypada". Wszystko
        > zostało już powiedziane, obgadane wszystkie partie i afery polityczne,
        > repertuar kinowy, wspólni znajomi, co tu jeszcze robić?

        Pogratulować tylko takich "zażyłych przyjaźni". Ja tam ze swoimi przyjaciółmi
        nigdy sie nie nudzę. A niewyspanie mam "wliczone w koszta" imprezy.
        • Gość: kia miriam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
          mam to samo! również czasem już nie chce mi się organizować imprez bo wiem że
          wcześniej niz 0 5 rano nie pójdę spać. teraz to już trochę się unormowało
          ponieważ większość z naszych znajomych jest pod 30, mają dzieci, pracę i
          obowiązki itd. więc wychodzą o 1.00 góra. Ale pamiętam jeszcze kilka lat temu to
          był koszmar. grilla robiliśmy co tydzień i ci nasi znajomi, bez jakichkolwiek
          obowiązków, mogli siedzieć u nas godzinami. jeśli imprezka zaczynała się o 20 to
          przychodzili o 16 i nic nie było w stanie ich ruszyć do domu. niestety do dziś
          nie wymyśliłam jak można gościa wyprosić grzecznie. a rzeczywiście najgorsze
          było to gdy po 12 godzinach b bycia razem nie mieliśmy już o czym gadać, ale
          twardo siedzieli i ich to nie zrażało. proponuję już przed imprezą wyraźnie
          powiedzieć do której ona będzie trwać bo takie żartobliwe info ich nie wzruszy.
        • nessuno Re: Cóż za głęboka przyjaźń i zrozumienie 11 lat temu
          tw.zenek napisał:
          > Pogratulować tylko takich "zażyłych przyjaźni". Ja tam ze swoimi przyjaciółmi
          > nigdy sie nie nudzę. A niewyspanie mam "wliczone w koszta" imprezy.

          >

          Dokładnie.U mnie jest podobnie,znajomi a właściwie dobrzy przyjaciele mają prawo
          siedzieć do oporu i nie wyobrażam sobie,żeby wcześniej ich informować,że
          siedzimy do godziny tej i koniec.I nie nudzimy się oczywiście,na każde spotkanie
          czekają wszyscy no i te szalone pomysły :-)
      • margonik Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Ja w takich sytuacjach też czasami mówię, że jestem już padnięta i
        idę spać, poczym zostawiam gości z mężem i niech sobie siedzą ile
        chcą... Poza tym często proponujemy takim nocnym markom, żeby już
        zostali u nas na noc. Wiadomo, że to dotyczy ludzi z którymi
        jesteśmy w bardzo dobrych stosunkach (inni nie przesiadują po
        nocach) i ani oni nie odbierają negatywnie tego, że zwinę się do
        spania, ani dla nas nie jest problemem, że goście przekimają na
        kanapie.
    • Gość: Ania Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Nie bardzo rozumiem problem...
      Skoro to są dobrzy znajomi, nie możesz im po prostu powiedzieć: "Nie gniewajcie
      się, ale już zasypiam na siedząco", czy coś w tym stylu. Zdarzyła mi się dwa czy
      trzy razy taka sytuacja, powiedziałam po prostu, że jestem już bardzo śpiąca,
      miałam ciężki dzień w pracy i tyle. Grzecznie podziękowali, przeprosili i sobie
      poszli. Na pewno się nie obrazili, spotykamy się często, do dziś. Dobrzy znajomi
      na pewno zrozumieją a z byle jakimi nie warto się zadawać.
    • Gość: marta Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Najlepiej zrobiła moja córeczka w swoje urodziny bodajże drugie albo
      trzecie. Bez obciachu powiedziała "koniec imprezy" i zaczęła znosić
      do kuchni talerze itp. wszyscy wybuchneli śmiechem i zaczęli się
      zbierać. Dodam,że robiło się późnawo ,dziecko było zmęczone i miało
      dośc gości.
    • bubster Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      To dobrzy znajomi? Ludzie kulturalni i z klasą? To powiedz wprost, że
      jesteś zmęczona.
      Dla niektórych imorezy do 4 czy 5 to norma, nie musza tego robić
      złośliwie.
      A żaden wstyd powiedzieć, że już musicie iść spać.
      • anal-fa-beta Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Dokładnie tak. Zdarzało mi się powiedzieć, że kończymy imprezę, bo jest taka
        konieczność. I nikt z wychodzących nie był obrażony. Warunkiem jest to, że
        spędza się czas z ludźmi, z którymi ten czas chce się spędzić, a nie z takimi,
        których wypada zaprosić, bo szef w korporacji tak zasugerował :). I byłem też
        nieraz w gronie ludzi "wypraszanych". Nie ma się o co obrażać. Uważam, że należy
        mówić wprost i tyle. A jeśli ktoś poczuje się tym obrażony, to nie powinien być
        gościem w tym miejscu. Modna jest asertywność od jakiegoś czasu, więc dlaczego
        nie można powiedzieć gościom, że już koniec imprezy? Po prostu... Dzieci to
        potrafią :)
    • matylda1001 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Ja też dawno temu miewałam takich gości. Zapraszałam na imieniny np.
      na 17, a oni przychodzili o 21 albo o 22, bo musieli poczekać az
      dzieci zasną. Zamykali te śpiące kilkuletnie dzieciaki same, w
      mieszkaniu na 4 piętrze, na drugim końcu dużego miasta i spokojnie
      przyjeżdzali do nas w chwili, gdy pozostali goście szykowali sie do
      odwrotu. Potrafili siedzieć nawet do 6 rano! Bawili się doskonale, ja
      gorzej, bo przez cały czas myslałam czy te ich dzieci śpią, czy może
      się pobudziły i stanie im się coś złego. Co pół godziny czyniłam
      uwagę na ten temat, ale uspokajali mnie, że na pewno wszystko jest w
      porządku. Było w porzadku, do czasu. Pewnego razu po takim powrocie
      (wtedy akurat nie od nas) zobaczyli leżącą na podłodze nadstawkę od
      regału, pełno potłuczonego szkła, a na kanapie śpiącego,
      pokrwawionego, spłakanego, usmarkanego 5-letniego synka. Okazało się,
      że chłopiec się obudził i postanowił dostać się do słodyczy, które
      były przechowywane w górnej szafce regału. To prawdziwy cud, że
      dziecko wyszło z tej imprezy prawie bez szwanku. Do rodziców dotarło
      wreszcie. Od tej pory zaczęli przychodzić z dziećmi, tak jak zawsze
      zapraszałam, w stosownej porze, a dzieci już same pilnowały pory
      powrotu do domu:)
      To, o czym napisałam trochę odbiega od tematu, ale niech bedzie
      przestroga dla niefrasobliwych rodziców, których chyba nie brakuje.
      • kol.3 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Jakby mi się goście tak zachowywali, to następnego zaproszenia by nie
        było.A swoją drogą do jakiego stopnia można dać się terroryzować we
        własnym domu. Cud boski, że to dziecko przeżyło.
    • aniuszkamc Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Heh, mam to samo !!! Nie wiem juz czy się śmiać czy płakać. Mamy
      fajnych znajomych, którzy nie wiedzą kiedy wyjść. Nasze dzieci są w
      tym samym wieku i bardzo sie lubią. Kiedy my chodzimy do nich, to
      wychodzimy góra 22. Niestety, oni by siedzieli u nas duzo dużo
      później. Kiedyś spotkaliśmy się w ciągu tgodnia na urodzinach męża.
      Przeprosiłam ich i powiedziałam o 20, że kładę córkę spać, bo rano
      wstaje do przedszkola. Mieli dziwne miny, tym bardziej, że musieli
      zając się swoim dzieckiem, które tez było marudne. Teraz już się nie
      przejmuje. Jest godz. 22 i odsyłam córkę spać. Staram się
      zapraszać "normalnych" gości, a zreztą od dawna wolę iść do kogoś w
      gości, przynajmniej idę spać kiedy chce :)
      • velluto Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        aniuszkamc napisała:

        > Heh, mam to samo !!! Nie wiem juz czy się śmiać czy płakać. Mamy
        > fajnych znajomych, którzy nie wiedzą kiedy wyjść.

        oni nie są fajni - oni są niewychowani. Skoro są na tyle ograniczeni, żeby nie
        zareagować na ewidentne "sygnały do odwrotu" - to ja bym się nie krępowała z
        powiedzeniem wprost, że na nich już pora
        • lucusia3 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
          Czasami to jest odwrotnie. Mieliśmy znajomego, który bal się wyjśc, bo zrobi przykrość gospodarzom. Tez siedział w nieskończoność, więc zaczęliśmy go zapraszać na śniadania, po których mąż z kolega jechali do pracy. Praca taka, że nie musieli być na 8 czy 9.
    • Gość: gosc sposób na 100% IP: 212.160.172.* 11 lat temu
      Słyszałem kiedyś jak sobie z czymś takim radził pewien wykładowca uniwersytecki.

      W pewnym momencie wychodził do łazienki, brał prysznic, wracał w szlafroku i
      mówił do żony "teraz Twoja kolej".
      Może trochę nie na miejscu, ale na pewno skuteczne :)
          • Gość: gumka "Twoja" IP: *.gdynia-laczpol.mm.pl 11 lat temu
            Gość portalu: gosc napisał(a):

            > nie, nie trzeba to jest forma grzecznościowa,a poza tym nie z
            wielkiej litery
            > tylko wielką literą :P

            Forma grzecznościowa to jest np "proszę pana", a nie "twojej".
            A wielkiej litery ("Twojej", "proszę Pana") używa się w sytuacji,
            kiedy zwraca się bezpośrednio do tej osoby (np w liście, mailu), a
            nie cytując czyjeś słowa.
            • Gość: 4g63 Re: "Twoja" IP: *.adsl.inetia.pl 11 lat temu
              > kiedy zwraca się bezpośrednio do tej osoby (np w liście, mailu), a
              > nie cytując czyjeś słowa.

              ale się czepiacie,

              no a skąd wiesz, że on nie cytował 1:1, tzn, tenże jegomość wypowiadając się do żony zwrócił się do niej w formie grzecznościowej tj "Twojej" i mimo że on to wypowiadał to cytujący miał jednak świadomość tejże formy ... ;)
              • Gość: gumka Re: "Twoja" IP: *.gdynia-laczpol.mm.pl 11 lat temu
                "no a skąd wiesz, że on nie cytował 1:1, tzn, tenże jegomość
                wypowiadając się do
                > żony zwrócił się do niej w formie grzecznościowej tj "Twojej" i
                mimo że on to
                > wypowiadał to cytujący miał jednak świadomość tejże formy ... ;)


                No, jest to możliwe. Mógł jakoś "zobaczyć" tą wielką literę w jego
                tonie :)
                • Gość: adam Re: "Twoja" IP: *.infocoig.pl 11 lat temu
                  Najbardziej prawdopodobne jest to, że podobnie jak większość internautów został ogłupiony przez panującą tu modę na pseudo-grzeczność polegającą na pisanie wszystkich zaimków wielką literą.
                  • Gość: gosc Re: "Twoja" IP: 212.160.172.* 11 lat temu
                    Wszyscy się mylicie :)
                    Napisałem tak z przyzwyczajenia, bo często piszę maile w sprawach oficjalnych i
                    piszę "twoja" itp, wielką literą. Do tego stopnia, że palec sam z siebie naciska
                    shift kiedy piszę to słowo.
    • zigzaur Sposób wojskowy: 11 lat temu
      Opowiadał mi pewien zawodowy oficer, kiedy to przełożony (zapewne dowódca pułku)
      zaprosił na imieniny podwładnych.

      Gdy nadszedł już czas, pułkownik wstał zza stołu i rzekł:

      Baczność!!! Po przyjęciu!!! Wypierdalać!!!
    • Gość: aa Re: Zasiedzieli się...:( IP: *.net.pbthawe.eu 11 lat temu
      następnym razem wstań od stołu i powiedz, że przygotujesz im spanie. bądź gotowa
      na jego przygotowanie, bo mogą zechcieć skorzystać. jeśli to zrobią, nie
      pozostaje ci nic innego jak przestać zapraszać albo zapraszać, a potem wypraszać
      (wyraźnie).
    • Gość: fo.xy Re: Zasiedzieli się...:( IP: 194.181.8.* 11 lat temu
      jesli to dobrzy znajomi, to nie mialabym zadnego problemu powiedziec
      im wprost, ze jestem zmeczona i chce sie juz polozyc spac. Jesli
      jest mozliwosc to zaproponowalabym, ze moga zostac na noc.

      Ewentualnie zaproponowalabym, ze na dzis juz dosyc siedzenia i
      powinnismy sie czesciej spotykac, skoro tak swietnie sie rozmawia.
    • aniol74 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Moja kuzynka w takiej sytuacji po prostu zaczyna sprzatac. Nie, zeby
      talerze gosciom zabierac, ale to, co mozna wstawic do zlewu wstawia,
      zmywa, jesli to nie pomaga, to zaczyna zamiatac podlogi. Oczywiscie
      caly czas z milym usmiechem: "alez sobie nie przeszkadzajcie,
      siedzcie". Jednak aluzja jest czytelna i dziala.

    • sikorka68 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      "> Proszę o radę.Pozdrawiam!"
      To proszę bardzo. Jak my robimy imprezy- to do rana, no i nie tydzień w tydzień, ale za to konkretnie. Nawet z nocowaniem. Nie ma szwendania się po nocach. Nie przeszkadza mi to dopilnować dzieci. Rano śniadanie mają- nie mam z tym problemu. Odsypianie: najpierw daję się wyspać mojej drugiej połowie, potem on przejmuję opiekę nad nimi, a ja odsypiam (jeśli mi się chce). Drugi dzień jest trochę zdezorganizowany, ale raz kiedyś można.
      Wyluzuj, albo przestań zapraszać do siebie ludzi.

      Ze mną jest tak, że zaczynam imprezę, jak dzieci pójdą spać i przykro mi by było, gdyby skończyła się o 12- tej, czy 1- wszej. Zapraszamy też ludzi, którzy potrafią się bawić, a nie przychodzą się "nachlać".
        • lucusia3 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
          Dla mnie to patologia, a nie zdrowie podejście. Przyjemne wyjście czy wizyta to 3-4 godziny. Nikt się nie zdąży znudzić, można ominąć wszelkie delikatne tematy, zostaje miły niedosyt i chęć na następne spotkanie. No i nie ma syndromu "dnia po" - odsypianie, sprzątanie,itp.
          • sikorka68 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
            Patologia?
            Uważaj na słowa. Ze wszystkiego można zrobić patologię, wystarczy mieć odmienne
            zdanie. Też to potrafię:)

            Jeżeli codziennie zasuwam jak motorek, to raz na jakiś czas mogę sobie chyba
            trochę pofolgować, oderwać od szarej rzeczywistości. Ten dzień po nie jest wtedy
            też problemem. Nie widzę w tym nic złego, patologicznego, czy deprawującego
            dzieci. Tego dnia też mają swoje "święto".
            Jestem przeciwniczką prowadzenia nudnego trybu życia. Czasem nawet należy
            urządzić sobie tzw. "beztroski dzień". To odpręża, daje "kopa" do dalszego
            działania.
            • tw.zenek "Sikorka", popieram w 100% Tu sami nudziarze piszą 11 lat temu
              Przyjaciele im się nudzą po 3 godzinach. Pewnie mają ich mnóstwo :)
              Poza tym nikt nie napisał, czy mowa o oficjalnych przyjęciach - czy o
              zwyczajnych "domówkach" z okazji pierwszego piątku w tym tygodniu.

              Otóż oświadczam - nie mam takich przyjaciół, którzy mi się nudzą, z którymi po 3
              godzinach nie ma o czym gadać. Nieczęsto ludzie mają okazję się spotkać, więc
              jak się udaje - to raczej tak do oporu.

              Będzie głowa bolała? Ano będzie. Nie mam sześciu lat.
            • kol.3 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
              No pewnie jak pozapierniczasz przy gościach (kolacja nocleg i
              śniadanie) to masz miłe oderwanie się od codziennego zasuwania jak
              motorek i odrywasz się od szarej rzeczywistości. Nowatorska teoria na
              temat wypoczynku, ale chyba by mi nie odpowiadała.
              • sikorka68 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                Przesadzasz. Dla mnie to nie problem:) Wielka mi robota: zakupy, sałatka,
                ciacho. Naczynia same się myją. To nie jakieś wielkie party- za małe dzieci i
                mieszkanie. Kameralnie.
                • lucusia3 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                  Widać są dwa stronnictwa - jedno,które lubi towarzystwo, ale nie do upadłego, oraz drugie,które musi pobalować, bo życie wydaje się im bez niego bezbarwne. Nikt mnie nie przekona,że cudowne jest wlewanie w siebie alkoholu i opowiadanie dowcipów do białego rana. Sikorka pewnie nie wyobraża sobie jako miłego spędzenia wieczoru, posiedzenie i pogadanie przy jednym, dwóch kieliszkach wina, bez wygłupów, tak na spokojnie.
                  Może to kwestia specyfiki pracy, może modelu społecznego w jakim się żyje. Nieistotne. Istotne, to upewnić się, że nasi znajomi funcjonują w tym samym modelu co my.
                  Niech sobie sikorka baluje nawet i dwa dni, byle nie u mnie. A ja wychodząc trzeźwa od niej po 3 godzianch, nie chce ją obrazić, tylko mnie takie bale nie bawią.
                  Ona jest impreziarą a ja drętwiakiem i dobrze nam, tak jak jest, byle osobno.
                  • sikorka68 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                    Mylisz się i robisz to, czego nie lubię: myślisz szufladami.
                    Jeżeli uważasz, że siedzenie do rana = wlewanie w siebie alkoholu, to znaczy, że
                    masz ubogi światopogląd na pewne tematy. Poza dowcipami można robić różne
                    rzeczy: grillować, grać na gitarce i powyć trochę, pograć w coś itp. No, ale
                    trzeba to lubić i wierz mi, że upić zdarzyło mi się w życiu kilka razy. Nie
                    lubię, jak kręci mi się w głowie, ale lubię dobrą zabawę... i alkohol też. To
                    nie znaczy, że piję go w chorych ilościach.
                    Rano wstaję bez kaca i nie mam większych problemów z "obsługą" domu.
                    Masz w jednym rację:"Sikorka pewnie nie wyobraża sobie jako miłego spędzeni
                    > a wieczoru, posiedzenie i pogadanie przy jednym, dwóch kieliszkach wina". Ja
                    sobie nie wyliczam, nie muszę:) Wystarczy, jak dobrze się czuję.
                    • lucusia3 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                      Alez komunał : > Mylisz się i robisz to, czego nie lubię: myślisz szufladami.
                      Nie mierz innych swoją miarą.
                      Światopogląd nie ma nic wspólnego z opinią o osobach "balujących" przy kielichu.
                      Potrafię dobrze czytać ze zrozumieniem, co nie jest jak widać bardzo powszechna umiejętnością. Założycielka wątku pisała o podpitym mężusiu, kolejni piszący też wspominali o trudnościach dotarcia samochodem do własnego mieszkania po wyjściu z wizyty, Ty sama piszesz, że lubisz zabawę i alkohol, więc w czym problem? Niemiło Ci się poczuć tym kim jesteś? Kwestią liczenia alkoholu a może nawet bardziej jego nieliczenia zajmują się tylko ci, dla których jest on ważny.
                      • sikorka68 Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                        "> Niemiło Ci się poczuć tym kim jesteś?"
                        Mylisz się. Nie masz zielonego pojęcia, kim, czy jaka jestem. A niemiło, bo
                        próbujesz przypiąć mi łatkę, która nijak się ma do rzeczywistości. Dużo ludzi
                        lubi dobry alkohol i nic w tym złego, jeżeli chodzą trzeźwi. A można tak, jest
                        do zrobienia.
                        I czepiasz się akurat rodziny, która miesięcznie wydaje na ten zbytek około 40-
                        50 zł. Mamy ważniejsze wydatki. Ośmieszasz się trochę swoimi insynuacjami.
                        • tw.zenek "Sikorko" - po prostu "lucusia" wie lepiej :) 11 lat temu
                          i ma dwubiegunowy obraz świata - czyli:

                          1) - wypija się dwa kieliszki wina i wychodzi po dwóch godzinach
                          2) - chleje się do rana, rzyga po dywanie i rzuca mięsem

                          sytuacji pośrednich nie ma. Według niej nie można się dobrze bawić do 4.00 rano
                          i nie zarzygać mieszkania.
                      • margonik Re: Wreszcie ktoś... 11 lat temu
                        Sorry Lucusia, ale najzwyczajniej w świecie obrażasz Sikorkę.
                        Nigdzie z jej wypowiedzi nie wyczytałam, że urządza libacje...
                        A większość ludzi nie wyobraża sobie wrócić samochodem do domu już
                        po jednym wypitym kieliszku.

                        U nas też imprezki przeciągają się czasami do późna lub łączą z
                        noclegiem i naprawdę nikt sie na nich nie zapija (co nie znaczy, że
                        alkoholu nie ma).

                        A co do spraw organizacyjnych, to nie szykuję nie wiem, jakiego
                        żarcia - jakieś jedno danie główne + sałatka etc + kupne ciasto, a
                        potem wyjmuję na stół, co mam. Moi goście od biedy potrafią sie też
                        sami obsłużyć. Ze sprzątaniem też nie ma problemu, bo jeśli sie
                        zasiedzą, to zanim wyjdą, często jeszcze sami posprzątają.
                  • czwarty.wymiar Skrajności 11 lat temu
                    Kochasz skrajności. A wyobraź sobie, że można gadać przez kilka godzin do rana popijając, co kto lubi, bez żadnego szczególnego balowania, opowiadania drętwych dowcipów i zalewania się w trupa.
                    Zaskoczona?
              • czwarty.wymiar Współczuję wszystkim z ciśnieniem.... 11 lat temu
                Współczuję ci znajomych i twojego ciśnienia w podejścia do życia, skoro tyle musisz zapierniczać wokół gości. Gdy ja się spotykam ze znajomymi/przyjaciółmi nikt sobie rąk nie urywa. Pewnie, że i coś do jedzenia się znajdzie ale nie ma żadnych cyrków w kuchni. W końcu chodzi o to, żeby miło spędzić czas, pogadać, a nie drętwo posiedzieć przy suto zastawionym stole w oczekiwaniu kiedy zaproszeni na wieczór goście wreszcie sobie pójdą...
      • nessuno Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        sikorka68 napisała:
        > Ze mną jest tak, że zaczynam imprezę, jak dzieci pójdą spać i przykro mi by był
        > o, gdyby skończyła się o 12- tej, czy 1- wszej. Zapraszamy też ludzi, którzy po
        > trafią się bawić, a nie przychodzą się "nachlać".


        sikorka,jesteś jak widzę jedną z niewielu normalnych :-)
        Już bysmy Was zaprosili:-)
      • matylda1001 Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Gość portalu: gość napisał(a):

        > moja znajoma stosuje stare dobre powiedzenie: "Świnia i gość nigdy
        nie ma dość.
        Żegnam." zwykle skutkuje prędzej czy później...<

        Chociaż nie mam zwyczaju nadużywania gościnności, to do Twojej
        znajomej nie poszłabym nawet na popołudniową herbatkę.
      • nessuno Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
        Gość portalu: gość napisał(a):

        > moja znajoma stosuje stare dobre powiedzenie: "Świnia i gość nigdy nie ma dość.
        > Żegnam." zwykle skutkuje prędzej czy później.


        Hoho,cóż za wykwintny i pełen polotu sposób..Niech zgadnę,znajoma gdzieś na
        Szmulkach mieszka:-)
    • Gość: karenek Re: Zasiedzieli się...:( IP: 213.17.235.* 11 lat temu
      zarowno my jak i nasi znajomi w weekendy siedzimy u siebie dopoki
      sil nam starczy i ochoty na zabawe.... o 24 to wychodzimy od siebie
      tylko w tygodniu jak rano do pracy wstajemy...w weekend hulaj dusza:)

      pare razy zdarzylo mi sie zebrac kolo 23-24 to gospodarze s fochem
      oznajmili ze zrobia nam tak samo nastepnym razem;P
    • Gość: graf a ja miałem odwrotnie :) IP: 195.116.25.* 11 lat temu
      Siedzę sobie u gości z żonką. Dochodzi godz. 20. Mówię do nich:
      -To my sie zwijamy.
      -Nie zostańcie jeszcze trochę - oni na to.
      Po parunastu minutach pan domu wymyka się do laptopa zobaczyć co tam
      na poczcie słychać. Pani domu w kuchni.
      Po kiego takie pieprzenie "zostańcie jeszcze trochę". Bo mamy
      odsiedzieć min. 2,5 godziny, a siedzieliśmy dopiero dwie?
    • titta Re: Zasiedzieli się...:( 11 lat temu
      Po prostu powiedz, ze jestes spiaca i zacznij sie przygotowywac do
      snu, a oni jak im dobrze niech siedza. Powaznie. Jesli masz warunki
      wrecz im recznik, jakis koc i poinformuj, ze niestety nie masz
      zapasowych sztoteczek do zebow.
      Zazwyczaj dziala (i goscie sobie ida) ale bywa, ze znajduje sie ich
      rano.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka