Dodaj do ulubionych

Do seksuologa: Młode małżeństwo na zakręcie

IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
Szanowna Pani Ewo,

Mój związek znalazł się obecnie na rozdrożu. A może już długo na nim trwał, tylko w tej chwili sytuacja się zaogniła do stanu, w którym trzeba coś zdecydować.

Zacznę może od początku. Mam 30 lat, mój mąż jest młodszy o 4. Znamy się od 4 lat, małżeństwem jesteśmy od 3. Mój mąż nie sypia ze mną wcale od 14 miesięcy, a zanim nastąpiło kompletne odstawienie, współżycie też nie było zbyt częste – przed ślubem mieliśmy kilkumiesięczną przerwę, którą składałam na karb nauk przedślubnych, potem był seks nawet raz na miesiąc, na dwa, trzy… aż w końcu znikł zupełnie. Poruszałam ten temat, łagodnie, potem bardziej stanowczo. Słyszałam cały czas, że nic się nie dzieje, mocniej naciskając – otrzymywałam zwrotnie agresywną reakcję. Próbowałam się przymilać, inicjować, ale do niczego to nie prowadziło (zanim mogło dojść do bardziej konkretnych działań zakrywał się i cmokał w czoło, potem zasypialiśmy). Proponowałam lekarza – nie, bo nic się nie dzieje, nie kochamy się, bo jest zmęczony, nie w sosie, itp. Zawsze byłam aktywna, otwarta, więc tym bardziej nie rozumiałam…

W lecie tego roku zauważyłam, że mąż ściąga filmy porno – nie jest to tragedią, bo to jest dla ludzi, ale to, że zastąpił w ten sposób całkiem sypianie ze mną, już nie jest zbyt miłe. Usłyszałam wtedy wytłumaczenie o lęku przed dzieckiem. Nie rozumiałam czemu wcześniej tego nie powiedział (nie rozwinął po tym stwierdzeniu tematu), ale dałam mu szansę, powiedziałam, że przecież nie musimy na razie dzieci mieć, możemy się zabezpieczać, mnie nie zależy na dziecku za wszelką cenę – to on mówił o potomstwie jeszcze przed ślubem i zaraz po.

Wyjazd na wakacje, luz, odprężenie, moje zaczepki… dalej nic. Pod koniec roku coś, co od jakiegoś czasu we mnie pękało - do końca pękło. Przestałam czuć cokolwiek pozytywnego, przestałam czuć się kobietą, mówiłam mu zresztą wcześniej, że czuję się odtrącona i prosiłam o zmiany albo chociaż rozmowę… Po świętach kazałam mu wyprowadzić się, żebyśmy mogli przemyśleć parę spraw, skoro nie chce ze mną żyć, jak z żoną. Powtarzał cały czas, że przecież jemu zależy, nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku, pociągam go i jemu też brakuje seksu (sic!). Dowiedziałam się też, że to ja go odtrącałam, kiedy czegoś chciał, objawiało się to w ten sposób, że nie chciałam, żeby odrywał mnie od pilnej pracy (pracuję w domu) albo, że ośmielałam się na jego dotyk reagować śmiechem, bo czułam łaskotki. To wystarczyło, żeby go zniechęcić, nawet, jeśli później próbowałam coś inicjować sama.

Teraz od tygodnia jest poza domem. Cały czas mówi, że kocha mnie, tęskni i chce ze mną być, że będzie „normalnie”, ale ja już w to nie wierzę, w końcu od początku nie jest normalnie. Mamy iść do lekarza seksuologa w tym tygodniu, zgodził się na to postawiony pod ścianą. Ale ja jestem na takim etapie, że nie wiem, czy to cokolwiek da. Myślę o rozwodzie, bo, pomimo, że nie pije, nie bije, ale kompletną obojętnością na mnie jako kobietę zniszczył coś we mnie, chyba bezpowrotnie. Gdybym jeszcze faktycznie nie próbowała tej sytuacji uzdrawiać… gdyby nie szedł cały czas „w zaparte”.

Niestety, czuję się jak świnia, że w ogóle myślę o rozstaniu, przecież to „dobry mąż”. Wyrzuty sumienia mnie zabijają. Wydaje mi się, że on jest za młody na takie problemy, że mamy za mały staż, żeby się znudził. I niestety sądzę, że po prostu nie dobraliśmy się, wierzę, że mnie w jakiś sposób kocha, ale chyba nie taki, jak powinno się kochać żonę. Myślę, że jemu też byłoby lepiej z kimś, z kim miałby ochotę chodzić do łóżka.

Z góry dziękuję za jakąkolwiek opinię.

Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • ewa_zeromska mąż nie chce seksu 10 lat temu
      Witam,
      Bardzo dziękuję za zaufanie i za tak wyczerpujący post.
      Zupełnie niepotrzebnie czujesz się "jak świnia", bo twoje reakcję są jak najbardziej naturalne. W końcu nie pisałaś się na białe małżeństwo, masz swoje potrzeby i małżeństwo, to również seks.
      Przyczyn takiej sytuacji może być wiele. Przede wszystkim należałoby skontrolować poziom testosteronu u twojego męża, bo od tego zależy ochota, a także zdolność do uprawiania seksu.
      Nie bardzo rozumiem, czy oglądanie przez męża porno łączy się z masturbacją, czy nie, ale zwykle tak właśnie jest.
      Gdyby dla masturbacji odrzucał ciebie, to oznaczałoby, że przywykł do masturbacji tak bardzo, że kontakt z prawdziwą, żywą kobietą nie satysfakcjonuje go. I nie chodzi o ciebie, bo prawdopodobnie tak samo byłoby, gdyby związał się z jakąkolwiek kobietą. To może być rodzaj uzależnienia.
      To wszystko są problemy dla seksuologa, jak najbardziej. Taka wizyta , a wręcz terapia, ma sens. Na wizytę powinniście pójść oboje, przynajmniej na pierwszą, a potem terapeuta zadecyduje, jak postępować dalej.
      Rozumiem twoją rozterkę, bo masz za męża tak zwanego "dobrego człowieka", tyle, że w istotnej roli nie spełnia się i być może nie jest to całkiem jego świadomy wybór. Raczej ma z tym kłopot na tle zdrowotnym.
      Uważam, że zanim podejmiesz ostateczną decyzję o rozwodzie, powinnaś nakłonić i męża i siebie do szukania fachowej pomocy.
      Oczywiście żaden lekarz nie jest cudotwórcą, ale trzeba spróbować, choćby dla spokoju sumienia.
      Pozdrawiam serdecznie
      • Gość: forever_frozen Re: mąż nie chce seksu IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
        Pani Ewo,
        serdecznie dziękuję za odpowiedź, bardzo czekałam na nią.
        Jeśli chodzi o fizjologiczne sprawy, to z tym problemu raczej nie ma (na pewno porno służy mu do zaspokajania potrzeb), reaguje na bodźce. Problem w tym, że jakoś nie kontynuuje tej "reakcji".
        Dowiedziałam się, rozmawiając z nim wczoraj, że:
        a) jest zmęczony i stąd brak chęci
        b) ja go odtrącam (mam łaskotki), ewentualnie kiedy coś inicjuję, dochodzi do jakichś pieszczot z mojej strony (nie do finału), a on potem wychodzi np. do łazienki, po powrocie zakrywa się kołdrą i śpimy - a powinnam kontynuować (na siłę? on wykazuje brak chęci, zakrywając się, nie wracając do tematu)
        c) kiedy o tym mówię i proszę o jakieś próby poprawy sytuacji, to z kolei demotywuję go, bo naciskam
        d) kiedy czekam na jego inicjatywę, to jestem bierna.
        e) ale w ogóle, to on mnie kocha i chce seksu, tylko nie wie, czemu tak się dzieje, że do niego nigdy nie dochodzi.
        Chcę jak najbardziej spróbować terapii, ale te jego argumenty, wymówki, osłabiają mnie calkowicie. Czuję, że kryje się za tym coś więcej. I mam nadzieję, że seksuolog podczas terapii będzie umial zadać mu takie pytania, z których wywnioskuje, co może się dziać.
        Jeszcze raz dziękuję za Pani odpowiedź, pomogła mi.
        Pozdrawiam!
    • Gość: m Re: Do seksuologa: Młode małżeństwo na zakręcie IP: *.pancom.pl 10 lat temu
      Myślę, że tu nie o różnicę wieku wcale chodzi.
      Ja mam 31 lat mój mąż jest 6 lat młodszy, gdy się pobieraliśmy miał 23 lata. To ja raczej martwiłam sie jak to będzie, gdyż ja mam średni temperament a mój mąż większy. Niepotrzebnie, dopasowaliśmy się bez problemu.To z nim tak na prawde mam najlepszy seks w życiu.
      Przecież młody męzczyzna ma swoje potrzeby i dąży do spełnienia a różnica wieku w tym wypadku działa na korzyść obojga.
      Mam nadzieję, że niebawem cała ta twoja sytuacja autorko sie wyklaruje.
      Pozdrawiam.
    • Gość: forever_frozen Re: Do seksuologa: Młode małżeństwo na zakręcie IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
      Jeśli ktoś to jeszcze czyta... :)
      W tej chwili minął miesiąc, jak nie mieszkamy razem z mężem... Do niczego póki co nie doszliśmy. Badania wykazały, że hormony ma zasadniczo w normie, co zresztą wiedziałam i bez badań. Lekarz seksuolog chyba tylko "dla świętego spokoju" przepisał mu tabletki z testosteronem, nie widząc i nie mogąc wydobyć od męża innej przyczyny niechęci.
      Kontaktujemy się, ale mąż nie umie o mnie zabiegać, nie stara się przepraszać, tłumaczyć, mimo, że utrzymuje, że "kocha", nie potrafi powiedzieć, na czym wg niego ta miłość polega, skoro nie ma jej aspektu fizycznego, a i z bliskością w innych sferach od dawna nietęgo. Mam wrażenie, że bardziej zależy mu na utrzymaniu status quo niż zdobyciu mnie na powrót...
      • ewa_zeromska czytam 10 lat temu
        Czytam, czytam. Spokojnie!
        No cóż, czasami mimo chęci nie da się niczego zmienić, bo nie przeskoczy się własnej natury. To dość smutny wniosek, ale tak jest. Niestety, nie ma tabletki na szczęście.

        Skoro podjęliście próby naprawy i nic to nie dało, to wydaje się, że przyszedł moment na zadanie sobie pytania - dokąd zmierzamy, po co i jaki jest w tym sens, skoro przynajmniej jedna ze stron ( a może obie) nie czują się szczęśliwe?

        W zasadzie wyjścia są trzy:
        - może tak zostać
        - można się rozstać
        - można udawać, że wszystko jest ok, zachować pozory, a każde z was będzie mieć swoje inne życie.
        O tym trzeba otwarcie rozmawiać i na coś się zdecydować.
        Niestety nikt tego za was nie zrobi, nikt inny nie podejmie decyzji.
        A którą z tych trzech możliwości wybrałabyś?
        Zresztą może masz jakiś iny pomysł.
        Pozdrawiam
        • Gość: forever_frozen Re: czytam IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
          Pani Ewo, cieszę się, że Pani czyta.
          Dzisiaj miałam straszną przeprawę z mężem, po miesiącu przepychanek i ciągłego powtarzania z jego strony, że on nie wie, o co chodzi, ale "nic się nie dzieje i pociągam go", nie wytrzymałam. Po wizycie u seksuologa powiedziałam, że chciałabym, żeby poszukał terapii, skoro nie umie sam dojść do ładu ze swoimi uczuciami. Oczywiście nie zrobił nic w tym kierunku. Dzisiaj powiedział mi, że "nie stać go na psychologa", a na NFZ? "no przecież wiesz, jakie są terminy". Ale nawet o ten termin nie zapytał, on wie, że są terminy i nie ma sensu... Nie chcę i nie mogę prowadzić go ciągle za rękę, uważam, że powinien wykazać inicjatywę i sam pokazać, że mu zależy, o ile zależy.
          Jednocześnie jak katarynka powtarza "przecież kocham, mówię ci prawdę", "mówię prawdę, nic się nie dzieje", podczas, kiedy ja płaczę, spazmuję i powtarzam, że to nie ma sensu, bo ponad rok kompletnego braku seksu nie zdarza się, ot tak. On tego do wiadomości nie przyjmuje i nie chce/nie umie szukać powodów. Strasznie jestem udręczona tym wszystkim. Jednocześnie obwiniam się, że nie daję mu szansy, a z drugiej strony, wiem, że ta sytuacja jest toksyczna, dla nas obojga.
          Zagubiłam się w tym wszystkim i ciągle szukam winy w sobie.
          Pozdrawiam
          • Gość: m Re: czytam IP: *.pancom.pl 10 lat temu
            Ja też sledze Twoją historię i muszę Ci powiedzieć, że chybabym nie wytrzymała.... wiem, że to mocne, co napiszę, ale nie podejrzewałaś Twojego męża o homoseksualizm? Przepraszam za to pytanie, nie chcę Cię w żaden sposób urazić ani obrazić Twojego męża ale dla mnie to w żaden inny sposób nie jest wytłumaczalne...
            Trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie tej sprawy.
            • Gość: forever_frozen Re: czytam IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
              Witaj, M :)
              Podejrzewałam już chyba każdy wariant, jaki można sobie wyobrazić. Najbardziej przeraża mnie, że on nie umie dla mnie choćby poszukać wyjaśnienia tej sytuacji. Prawdziwie kochający mężczyzna albo widziałby sam problem (bo przecież chciałby współżyć z ukochaną kobietą) albo, gdyby widział, jakie cierpienie sprawia to kobiecie, to dla niej szukałby wyjaśnienia (zakładając, że coś podziało się i faktycznie libido zniknęło i wszelkie po nim wspomnienie).
              Myślę, że on się boi tego, co ewentualna terapia mogłaby wykazać, niezależnie od tego, co to jest...
              No cóż, teraz padają coraz mocniejsze słowa z mojej strony i myślę, że do jakiegoś rozwiązania to zmierza. Nawet, jeśli będzie nim rozstanie :(
              Dziękuję za kciuki - przydadzą się, oj tak - i pozdrawiam.
              • Gość: forever_frozen Re: czytam IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
                Dodam jeszcze, bo to chyba niejasne, jak tak czytam... że mąż nie chce słyszeć o rozstaniu i tylko to mnie hamuje przed poczynieniem ostatecznego kroku. Mimo, że nie umie się starać, wykręca przed terapią jak może, itp., to cały czas mówi, że on się rozstawać nie chce i wpędza mnie w wyrzuty sumienia, stwierdzając, że mam "w d..." jego uczucia... :(
                • ewa_zeromska Re: czytam 10 lat temu
                  Jak widzisz stale czytam i myślę.
                  coś mi się wydaje, że twój mąż kieruje się przede wszystkim egoizmem i lękiem przed zmianą sytuacji. Jeśli się ostatecznie rozstaniecie, to będzie musiał budować swoje życie na nowo, a na to nie ma ochoty, pomysłu i energii. Stąd te zapewnienie o miłości.
                  Tyle, że nie jestem pewna czy to jest miłość do ciebie , czy do status quo?
                  Jeśli ulegniesz, to poświęcisz siebie. Jeśli zdecydowanie odejdziesz, to będzie cię gryzło poczucie winy, że skrzywdziłaś, że nie dałaś szansy.....

                  Czy naprawdę i tak źle i tak nie dobrze?
                  Otóż nie do końca.
                  Ty już dawałaś szanse. Tłumaczyłaś, prosiłaś, wykładałaś swoje racje, gotowa byłaś do terapii.
                  Co zrobił on?
                  Nic! Tylko jakieś pozory.

                  Decyzja należy do ciebie i wiem, że potrzeba na to odwagi i determinacji.
                  Wiem, że borykasz się z myślami - odejdę i co dalej, jak będzie wyglądało moje życie, będzie mi ciężko......itd. Innym razem jest tylko jedna myśl - mam dość!!

                  Nie wiem, co będzie, nie wiem, czy spotkasz prawdziwą miłość. Ale wiem jedno. Będzie inaczej i to też jest coś warte.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: forever_frozen Re: czytam IP: *.multi-play.net.pl 10 lat temu
                    Serdecznie dziękuję, Pani Ewo. Pomagają mi Pani rady. Nie wiem, czy gdzieś prowadzi Pani swoją praktykę, ale myślę, że byłabym wierną pacjentką :)

                    Wiem, że w końcu ja będę musiała zadecydować, bo on, jak dziecko - nie podejmie żadnego kroku. Dokładnie takie myśli mi towarzyszą, jak Pani napisała, a że mam tendencję do nawiązywania i tkwienia w toksycznych relacjach (długa historia), to wahanie jest bardzo, bardzo silne. Ale w końcu jestem dorosłą kobietą, jeśli mój mąż nie chce zachowywać się jak dorosły mężczyzna, to będę musiała myśleć za nas oboje.

                    Napisałam mu ostatniego maila, w którym właśnie to napisałam - że jest dorosły i nie będę do niczego go zmuszać ani prowadzić za rękę... Na razie nie mam odpowiedzi.

                    Pozdrawiam serdecznie!
                    • ewa_zeromska zapraszam 10 lat temu
                      W każdy pierwszy czwartek miesiąca mam dyżur telefoniczny w Poradniku, czyli dokładnie jutro od 14 do 17. Jeśli będzie pani miała ochotę pogadać ze mną, to zapraszam. Proszę sprawdzić numer telefonu w Poradniku, bo teraz nie mam przy sobie numeru i boję się, że coś pokręcę.
    • Gość: XpanienkaX Re: Do seksuologa: Młode małżeństwo na zakręcie IP: 78.9.49.* 10 lat temu
      witam,
      szukam jakiejś porady chociaż wiem że każdy jest innym człowiekiem i nie można generalizować że wszyscy mężczyźni są tacy sami
      mam 30 lat - i problem podobny do poprzedniczki w sensie że mój mąż nie zwraca na mnie w ogóle uwagi, jesteśmy rok po ślubie a od tamtej pory kochaliśmy się może jeden raz .Nie mamy też dziecka.
      W ogóle nie potrafimy ze sobą rozmawiać - nawet najprostszych rzeczy nie potrafimy omówić. Mąż mówi że to przeze mnie bo jak coś mi nie pasuje to gniewam się i nie odzywam i on nie ma ochoty już więcej ze mną rozmawiać. Próbowałam nie zwracać uwagi na rzeczy które mnie w nim strasznie denerwowały, starałam się być miła myślałam że dzięki temu jakoś uzyskam jego zainteresowanie swoją osobą ale nic z tego. Uważam że taki "związek" to po prostu życie razem ale osobno - czuję się jakby to była dla mnie bardzo obca osoba która mnie nienawidzi.
      Przed ślubem wspaniały Kochanek, przyjaciel z którym można było o wszystkim porozmawiać itd.itp.
      Po ślubie odkąd zamieszkaliśmy razem totalnie wszystko się odwróciło. Jestem u kresu wytrzymałości i nie wiem co robić dalej.
      Myśle o rozwodzie
      Z góry dziękuje za jakąkolwiek opinię.
      Pozdrawiam
      • ewa_zeromska re do XpanienkaX 10 lat temu

        Witaj,
        Przeczytałam uważnie twój post i właściwie niewiele rozumiem. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Dziwnym wydaje się fakt, że przed ślubem wszystko było wspaniale i nagle jak za dotknięciem złośliwej różdżki ślub wszystko zmienił. Albo nie było tak cudownie, albo....., no właśnie nie wiem, co? Nie wiem, bo nie podajesz szczegółów, albo ich nie dostrzegasz. Stawiam na to drugie.
        Brak seksu, brak porozumienia, to co was połączyło? Miłość, czy jakiś przymus, a może wyobrażenie o wspólnym życiu, dalekie od rzeczywistości.
        Wygląda na to, że oboje rozczarowaliście się sobą. Oczywiście jest pytanie dlaczego? Pewnie to wiesz, chociaż o tym nie piszesz.
        Za to piszesz, że nie umiecie ze sobą rozmawiać. Zwykle dzieje się tak wtedy, gdy partnerzy nie słuchają siebie na wzajem, a każdy jest zatopiony w swoim żalu, w swoje pretensji do tego drugiego. On liczy na to, że ty zrozumiesz, o co mu chodzi, ty liczysz na to samo, a efekt znasz.
        Poza tym jest pytanie zasadnicze. Co z miłością? Czy wy w ogóle się kochacie, czy kochaliście się kiedykolwiek? A może pomyliliście namiętność z miłością. Namiętność minęła, i nie zostało nic.
        Naprawdę za mało wiem, żeby dać ci konkretną radę.
        Jeśli chcesz, to zadzwoń do mnie. Dzisiaj od 14.00 mam dyżur telefoniczny w Poradniku. Numer jest w w piśmie,
        Pozdrawiam
        • Gość: XpanienkaX Młode małżeństwo na zakręcie IP: 78.9.49.* 9 lat temu
          Witam Pani Ewo i dziękuję za odpowiedź
          wiem ze nic się nie dzieje bez przyczyny i nie mówię że ja jestem bez winy.
          powiem tak - przed ślubem mąż o mnie zabiegał, bardzo mu na mnie zależało co było widać po jego zachowaniu i stosunku do mnie - każdy dookoła nie mógł się nadziwić jak wspaniale mnie traktował. Ale tak jak napisałam wcześniej po ślubie przysłowiowa bajka się skończyła, a stosunek męża diametralnie sie zmienił - tak jakbym przestała istnieć i tak jakbym mu zawadzała. Na początku starałam się go karać za takie traktowanie przez nieodzywanie się - myślałam że coś zrozumie, ale to nie poskutkowało. Następnie stwierdziłam że będę miła i nie będę dawać powodów do jakichkolwiek kłótni, ale to też nie dało rezultatu. A uśmiechanie się i udawanie że wszystko jest ok strasznie męczy.
          Ja kocham mojego męża ale nie ma między nami w tym momencie żadnej więzi i ja nie potrafię do niego dotrzeć, co jest dla mnie największą porażką bo wcześniej myślałam że jesteśmy dla siebie stworzeni i nic nam nie stanie na drodze. Wcześniej rozmawialiśmy i wyjaśnialiśmy nieporozumienia a teraz je przemilczamy - a to buduje napięcie i przy najmniejszej pierdółce rozwija sie kłótnia.
          wiem że takie pisanie nic w sumie nie da że powinniśmy z mężem pójśc do specjalisty i może tam rozwiązać nasze problemy . A może najpierw ja sama powinnam się udać do specjalisty i nakreślić całą sytuację?
          Pozdrawiam
          • ewa_zeromska re 9 lat temu
            Witam cię ponownie,
            Ja myślę, że takie gierki, typu - nie odzywanie się, albo na odwrót, przymilanie się i udawanie, że wszystko jest ok, do niczego nie prowadzą. Niewiele też pomoże specjalista, jeśli oboje nie zechcecie się otworzyć i jasno i wyraźnie powiedzieć o co chodzi.
            ja proponuję, żebyś skłoniła męża do absolutnie szczerej, ale bardzo szczerej rozmowy, bo tylko wtedy dowiesz się, o co chodzi.
            Zacznij od siebie. Nie oskarżaj go, nie wylewaj żalu, za to powiedz op sobie, o swoich odczuciach. Powiedz, że ci przykro, że nie rozumiesz, że nie umiesz się domyślić i proproś go, żeby ci wyjaśnił, czego oczekuje od waszego małżeństwa. Jeśli tylko zechce mówić, słuchaj, nie przerywaj, nie wchodź w słowo. Niech wreszcie wypowie, co w nim siedzi.
            Przygotuj się na to, że możesz usłyszeć coś niemiłego, albo coś czego w ogóle się nie spodziewasz, czego do tej pory w ogóle nie wzięłaś pod uwagę. To może być trudna rozmowa, ale nieunikniona. Do tej pory oboje trochę się migacie, robicie uniki i czekacie na cud. Trzeba przerwać ten zaklęty, milczący krąg i wreszcie wykazać się odwagą.
            Im więcej spokoju zachowacie, tym lepiej, tym konstruktywniej. Dopiero wtedy, gdy ustalicie gdzie jest źródło problemu i sami nie dacie sobie rady z rozwiązaniem go, możecie zwrócić się do specjalisty. Inaczej wizyta nie ma sensu, bo nawet najlepszy fachowiec nie pomoże, jeśli nie dowie się, co was różni.
            Pozdrawiam i życzę odwagi
            • Gość: XpanienkaX Re: re IP: 78.9.49.* 9 lat temu
              Witam Pani Ewo
              dziękuję za te porady i spróbuje nakłonić siebie i męża do szczerej rozmowy. Parę razy próbowałam pytać tak jak Pani pisze czego on oczekuje od małżeństwa ale on twierdził że on mi już kiedyś wszystko powiedział i nie będzie poraz kolejny mi wyjaśniał. Ja chciałam żeby mój związek opierał się na partnerstwie, wzajemnym wspieraniu się i zaufaniu. Niczego z wymienionych wyżej pozycji w moim małzeństwie nie ma a wg męża powinnam pracować, przychodzić do domu robić przepyszny obiad stawiać pod nos, zrobić pranie posprzątać i broń Boże nie mówić że może jestem zmęczona bo czym ja mogłabym być zmęczona.
              Mój mąż mnie ani nie bije, nie robi krzywdy fizycznie nie nadużywa alkoholu - ale psychicznie to ja już jestem wykończona. Mam dosyć tej sytuacji i najlepiej spakowałabym rzeczy i wyjechała gdzieś dalego żeby złapać równowagę i przemyśleć co dalej robić z tą chorą sytuacją.
              Pozdrawiam
              • ewa_zeromska re 9 lat temu
                Czasem, mimo najlepszych chęci ludzie nie mogą się dogadać. On ma jakiś model małżeństwa w głowie, ty masz inny. Można się nagiąć, ale to nie daje szczęścia i spokoju na dłuższy czas. Przypuszczam, że on powtarza model wyniesiony z domu, albo wymyślony przez siebie, bez uwzględnienia tego, że nie każda kobieta ma chęć to wyobrażenie realizować.
                Mówisz, że go kochasz, ale się męczysz. Jak myślisz co zwycięży? Miłość, czy zmęczenie i rozczarowanie?
                Nie mogę cię do niczego nakłaniać, bo to ty musisz zdecydować. Albo spełniasz jego oczekiwania i chowasz własne ambicje do kieszeni, albo się wypisujesz z układu.
                Jest trzecie wyjście?
                Jest. Ale wtedy twój mąż musiałby coś zrozumieć, otworzyć się na ciebie i twoje potrzeby. Zechce? Nie wiem......
                Pozdrawiam
                • Gość: XpanienkaX Re: re IP: 78.9.49.* 9 lat temu
                  Witam Pani Ewo,

                  no właśnie mimo najlepszych chęci nie udało mi się nawiązać kontaktu z moim mężem - niestety nie doszło do rozmowy, ja zadawałam pytania co z nami, jak on to wszystko widzi i otrzymywałam tylko wzdryganie ramion z jego stron....nie mam siły i poddaję się bo nie można nic wskurać jeśli ta druga strona nie wyraża najmniejszej chęci by coś zmienić. Ja wiem że moje zachowanie też nie było dobre - na początku może za wiele od niego wymagałam i tym go do siebie zniechęciłam, może mogłam spokojnie, bez marudzenia i wyrzutów, ale z drugiej strony spokojnie się nie dało a też nie byłam w stanie wszystkiego robić sama. Wyluzowałam, chciałam to naprawić ale nie da się. Poddaję się, nie będę nikogo uszczęśliwiać na siłę a przede wszystkim odgrywać roli przeszczęśliwej małżonki którą nie jestem.
                  Boję się reakcji rodziny na to wszystko. Nikomu w sumie nie mówiłam o swoich problemach.
                  Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka