Gość: edyta
IP: *.sdl.vectranet.pl / 81.15.159.*
18 lat temu
Moj maz mial wypadek samochodowy. Potracil pieszego w wyniku czego ten
czlowiek zmarl. Sprawa moze wydawac sie prosta. Niestetytaka nie jest.Dwa
lata juz trwa sprawa przeciwko mojemu mezowi.Oskarzony jest o to ze jechal z
nadmierna predkoscia i niezatrzymal sie na miejscu wypadku. Natomiast pan
ktory zginal mial prawie 3 promile alkoholu we krwi. Fakt ze moj maz jechal
troche za szybko tu jest winny, ale ucieczka...? Hmmmmmm jest cos takiego
jaks szok ja tez nie wiem jakbym sie zachowala w takiej sytuacji. Bronie
mojego meza poniewaz chca dac mu dwa lata do odiadki, juz dwa razy sie
odwolywalismy. Mamy male dziecko nasze zycie tez przez ten wypadek popadlo w
ruine zyjemy na skraju nedzy. Nic juz nie bedzie takie jak kiedys, nie mamy
juz sil, ale walczymy. Rozumiem zal tamtej rodziny, ale przeciez to ze moj
maz pojdzie siedziec nie zwroci temu czlowiekowi zycia, a moje dziecko na dwa
lata zostanie osierocone. Czy nikt tego nie rozumie? Kazda matak, zona , czy
corka bronila by bliskiej osoby tak jak to robie ja nawet gdyby wiedziala ze
ta osoba jest winna. Ten czlowiek ktory zginal tez jest winny tyle ze jego
nikt nie osadzi bo on nie zyje. Prawda jest taka ze zrujnowal ten pan zycie
sobie swojej rodzinie i nam. Przeciez nikt nie chcial zeby tak sie stalo. Moj
maz do konca zycia bedzie zyl ze swiadomoscia ze kogos zabil czy to nie jest
wystarczajaca kara?Wiem ze tamtej rodzinie jest cezko ale dlaczego nie chca
zrozumiec nas? Nastawiaj swiadkow smieja sie za naszymi plecami przychodza na
sprawe ubrani na czarno a na miescie widze ich ubranych na kolorowo
wypicowanych i wesolych. Nic juz nie rozumiem. Powiedzcie jak sie bronic ale
nie osadzajcie. Pomozcie nam bo nie wiemy co robic