Gość: jagoda
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
17 lat temu
Jest mi tak bardzo źle...Jestem skulona od środka, nigdy nie czułam się tak samotna, nawet wśród ludzi. Nie jestem SAMA, tylko samotna. Nic mnie już nie cieszy, na nic nie czekam. Nie chce mi się już żyć. Nawet sen nie jest wytchnieniem, budzę się co godzina, albo śpię tak czujnie, jakbym nie spała. Jak już zasnę głębiej - mam koszmary. Dni biegną za szybko, ciągle jest wieczór...Bardzo się staram, wykonuję codziennie te same czynności, które mają usprawiedliwić moje istnienie, moją małą użyteczność, ale jest mi coraz ciężej...
Nie wiem po co to piszę. Jeszcze i gromy się na mnie mogą posypać, rady w stylu "weź się za coś"...A ja mam psychiczną ścianę, absolutną niemożność jakiegoś działania, wchodzę do własnej, wewnętrznej nory i boję się ją opuścić. Nie mam nikogo, komu mogłabym o tym powiedzieć, ludzie mają swoje problemy, dużo większe, nie można ich obarczać. Zresztą, czasy są takie, że jak ktoś nie "zdanrza", to się go zostawia, żeby za sobą w dół nie pociągnął. Smutki, starość, choroba, słabość są niemodne. Nie jestem stara. Chora też nie. Ale słaba, również fizycznie. Tak, jakby ten wewnętrzny mur odbierał mi siły witalne.
Wiem, że zaglądają tu głównie kobiety, może potrzebuję wsparcia? Dobrego słowa? Nie wiem.