niedopasowani

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
witam.
jestem ciekawa waszych opinii na taki temat:
jestem w związku od czterech lat. planujemy wziąć slub.
tzn ja zaproponowałam i on się zgodził.
zarezerwowałam termin, salę- on się zgodził.
kupiłam suknię, resztę garderoby dla siebie.
proponuję mu zakup garniaka- brak odpowiedzi...

rózne inne sytuacje, w których on powinien być aktywny- ale nie jest...
coraz częściej odkrywam, ze od czterech lat jestem dla niego mamą- tylko młodszą. nadskakuję ku i robię dla niego i za niego.

czasem się zbuntuję i powiem o co mi chodzi, popłaczę- ale trafia to wszystko w próżnię, niezrozumienie.
tak jest w każej sprawie- nie tylko ze ślubem...

pewnie z jego strony -to ja jestem wiecznie niezadowolona.
ja - człowiek czynny, a on- inrowertyk.

jestem ciekawa ile z was potwierdzi moje przypuszczenia- że nie powinnam wiązać się z facetem, który mnie nie kręci, ma bardzo odległe zainteresowania, jest kompletnym przeciwieństwem mnie... ... długo bym mogła.

    • Gość: wert Re: niedopasowani IP: *.adsl.inetia.pl 14 lat temu
      no chyba sobie sama odpowiedzialas swoje pytanie. sa pary, ktore uzupelniaja sie
      swoja roznoscia, ale trzeba rozroznic dopelnianie od niedopasowania. moj chlopak
      np. nie lubi niczego zalatwiac, organizowac, za to ja uwielbiam, dlatego tez
      zawsze organizuje wszelkie imprezy, uroczystosci, spotkania, wyjazdy. jednak
      nigdy nie posuwamy sie do takich absurdow, jak te wymienione przez Ciebie -
      najwazniejsze sprawy zawsze dogadujemy razem, zawsze wiem, ze jesli organizuje
      np. wyjazd to za jego pelna checia, aprobata, wsparciem. zawsze moge liczyc na
      jego pomoc, jesli takowej potrzebuje lub po prostu chce. mimo, ze nienawidzi
      chodzic po sklepach, to np. na urodziny nie daje mi kasy, zebym sobie sama
      kupila prezent, ale zawsze zorganizuje cos milego - wyjscie do restauracji,
      teatru wycieczke, przyszykuje jakas niepsodzianke, a prezent "materialny" kupuje
      sie zawsze jakos przy okazji - np. podczas zakupow ubraniowych wypala nagle, ze
      to bedzie na urodziny. moze nie jest to wzor z reklamy wspanialego ksiecia,
      ktory ofiarowuje lubej wlasnorecznie wybrany komplet bizuterii, ale widze, ze
      sie stara, ze o mnie mysli, ze zwyczajnie mu sie chce. ja mowie o blahostkach,
      jezeli on przy okazji tak waznej dla was uroczystosci tak sie zachowuje, to
      zdecydowanie nie warto wiazac z takim czlowiekiem planow na przyszlosc.
      planowanie ślubu powinno być zrodlem radosci, czasem wspolnych planow, nawet
      stresy powinno sie dzielic ze soba. a tutaj to wyglada tak, ze Ty zrogranizujesz
      sobie slub, a pan mlody byc moze laskawie raczy sie zjawic. czy chcesz przez
      cale zycie miec wrazenie (zreszta poparte faktami), ze wszystko co robisz,
      wszelkie Twoje wysilki, starania, pomysly trafia w proznie? ze osoba, ktora
      powinna byc Ci najblizsza na swiecie nie podziela Twoich zainteresowan, nie
      rozumie Twoich potrzeb, jest z Toba, bo tak jej wygodnie, bo nie ma innej
      alternatywy czy wystarczajaco duzo sily zyciowej, aby wziac los w swoje rece?
      radze przeprowadzic powazna rozmowe, powiedziec o wszystkich swoich odczuciach,
      poprzec przykladami i jezeli nadal nic w nim nie drgnie, jesli nie zauwazy
      potrzeby zmiany, to chyba nie jest partner dla Ciebie.
      • Gość: zamieszana Re: niedopasowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
        wert- własnie czegoś takiego oczekiwałam. wspaniale to podsumowałaś.
        aż zazdroszczę Ci Twojego mężczyzny...

        tak dokładnie opisałaś to, czego pragnę.
        nie mam szczęścia do facetów.
        jak nie obsesyjnie zazdrosny palant, który obdarzył mnie dzieckiem- to facet, który pochodzi chyba z innego świata niż ja... pochodzi z innego świata niz reszta populacji!!!- nawet jego rodzice i krewni.
        Wirzcie mi- zdarzają się czarne owce w rodzinie- i on taką owcą jest -ale raczej charakterologiczną.

        przykre jest to, że w ciągu czterech lat zgasło uczucie, namiętność i wszelka chęć wspólnych działań.
        To, o czym pisze wert- wszystkie ważne wydarzenia są planowane wspólnie...
        u nas nie ma żadnych planów. są tylko moje.
        smutne to...
        o! mamy coś wspólnego- kredyt mieszkaniowy na 28lat...

        zaraz ktoś mnie zbluzga, ze się rozczulam nad sobą- ale do jasnej cholery- dlaczego mam na okrągło dawać z siebie, poświęcać się, być na każde zawołanie- i to nie tylko dla mojego dziecka( co jest zrozumiałe)ale dla dorosłego mężczyzny- pracującego, świadomego człowieka?
        Chciałabym, żeby ktoś mnie zahibernował na 100 lat, albo cofnął w czasie jakieś 10....
        • Gość: wert Re: niedopasowani IP: *.adsl.inetia.pl 14 lat temu
          Zamieszana, rozumiem, jak mozesz sie teraz czuc, ale moze jeszcze nie wszystko stracone, czasem tak bywa, ze po jakims czasie cos sie wypala, ale zawsze mozna nad tym popracowac - tylko trzeba przede wszystkim chciec. moze stosunek Twojego partnera do Ciebie jest wynikiem jakis jego "zewnetrznych" frustracji, moze rozmineliscie sie w oczekiwaniach co do Waszego zwiazku i trzeba by to bylo jakos zgrac? moze sprobuj go zapytac (tylko otwartmi pytaniami - czego by oczekiwal, jak sie czuje w zwiazku, jak widzi Wasza przyszlosc) o jego odczucia w tej kwestii, moze powie cos, czego bys nie spodziewala. ale jesli te lata spedzone razem, rowniez poczatek zwiazku, nie przywoluja w Twojej glowie zadnych pozytywnych wspomnien, (bo czasem ludzie tak maja, ze kiedy mysla o poczatku zwiazku, to nagle przypominaja sobie, co takiego "wiedzieli" w danej osobie i to wspomnienie sprawia, ze na nowo chca zawalczyc o te relacje) to moze czas pomyslec o sobie, o tym czego naprawde chcesz od zycia, nie myslec o tych niewlasciwych facetach tylko o wlasnej przyszlosci, szczesciu, bo jesli sama nie bedziesz szczesliwa, to zaden fantastyczny facet Ci tego szczescia nie da. jak to powiedzial moj wykladowca, psychoteraputa rodzinny z kilkudziesiecioletnim stazem, najwiekszym komplmentem, jaki mozna powiedziec drugiej osobie to: "nie musze z toba byc, ale chce", "moge bez ciebie zyc, ale chce zyc z toba".
          czesto taki koniec zwiazku, pewnego etapu stanowi poczatek nowego, bardziej swiadomego okresu w zyciu.
          sama mam przyjaciolke, ktora ostatnio rozstala sie ze swoim partnerem po kilkuletnim okresie wspolnego mieszkania. mimo poczatkowego zalamania nagle rozkwitla, ma wiecej pomyslow na zycie, odzyskala swoja dawna energie, ktora dusil jej partner - pelen marazmu, wiecznie niezadowolony, nie mogacy podjac zadnej zyciowej decyzji. moj obecny partner tez nie jest niestety pierwszy, wczesniej mialam wiele przejsc - i z alkoholikiem i z notorycznym kobieciarzem, tez sobie to tlumaczylam, ze sa biedni, bo z toksycznych rodzin, ze tak musi byc, a teraz sama siebie nie rozumiem, jak moglam sie na takie traktowanie godzic. i nawet gdyby przyszlo mi sie kiedys rozstac z moim obecnym partnerem (tfu, tfu), to juz wiem, czego chce od zwiazku i nigdy nie bede szla na kompromisy w podstawowych kwestiach, bo przeciez ludzie maja byc razem szczesliwi, a nie sfrustrowani.
          Zamieszana trzymam kciuki, zebys wyszla z tego zyciowego zakretu wzmocniona i zycze wiecej zdrowego egoizmu, bo jak sie cala wypalisz, to ani swojego dziecka nie uszczesliwisz, ani faceta, ani siebie. jezeli czujesz, ze jestes od dluzszego czasu przygnebiona, jestes w zlym nastroju, masz malo energii, to moze warto wybrac sie do psychologa, on pomoglby Ci w rozważeniu, jak chcesz, zeby wygladalo Twoje życie. niepokoja mnie rowniez Twoje slowa o tym, ze chcialabys sie zahibernowac, dokladnie takie same odczucia mialam, kiedy wiele lat temu cierpialam z powodu depresji. ludzie często, znjadując się w tak trudnej sytuacji życiowej, poddają się stanowi depresyjnemu, zeby jakos odgrodzic sie od napierajacej rzeczywistosci, mysle, ze wizyta u dobrego terapeuty na pewno nie zaszkodzi.
          a kredyt nie taka straszna rzecz, na pewno nie cyrograf i wspolne splacanie kredytu nie zobowiazuje nikogo do wspolnego zycia. na pewno da sie to jakos rozwiazac, bo nie ma sutuacji bez wyjscia, chociaz tak mozesz o tym wszystkim teraz myslec.
          • Gość: zamieszana Re: niedopasowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
            Przeczytałam i zadaję sobie pytanie- dlaczego dla innych osób jest zrozumiałe to, z czym się borykam, a dla mojego partnera nie?
            Mówisz, żeby spojrzeć wstecz- czy tam znajdę pozytywne wspomnienia...
            Tak, dzięki takiemu zabiegowi potwierdzam sobie, że moja decyzja związania się z tym akurat człowiekiem wynikała z rozsądku, niż z uczuc. Bardzo chciałam się zakochać, a że znalazłam mężczyznę, któremu się podobałam i do tego "chciał" mnie z moim, małym dzieckiem...
            Jakiś czas było ok- dopóki nie odkryłam, że daję się wykorzystywać i to tak bezmyślnie, że w koncu sama wyprzedzałam jego zachcianki, prośby. Biegłam specjalnie do sklepu, bo przypomniałam sobie, że X. nie jada mięsa z kurczaka, albo nie lubi frytek karbowanych- więc jedliśmy zwykłe... takie głupoty, ale jak się naskładało tego przez kilka lat... Spoczywa to wszystko na moich barkach i czasem mam ochotę przestać oddychać, żeby nie musieć dźwigać tego wszystkiego.

            A później jest chwilę "dobrze".
            Obejrzymy razem film, zje obiad z nami, pojedziemy do moich, czy jego rodziców...

            I znowu jest żle.

            (tylko ja się pytam, dlaczego jak jest ten etap "na fali" ten chłopak sam nie wpadnie na pomysł, żeby wyjść na spacer, dlaczego nie kupi lodów, dlaczego nie wyjdziemy na rower?
            Nie jestem materialistką, ale kwiaty przez cztery lata widziałam może cztery razy.
            Ostatnio dlatego kupił, że moja córka juz umie mu przypomnieć,ze mama kocha kwiaty.

            A Twoja rada o wspólnej rozmowie jest bardzo dobra, naturalna i powinna pomóc- w związku, w którym możliwy jest dialog...
            Widzisz, ja mnóstwo razy rozpoczynam rozmowę na temat naszego zwiazku, plusów, minusów, braków i td. JA rozpoczynam, zadaję pytania, zadaję, zadaję.... .... .... i JA kończę. Najczęściej płaczem z bezsilności.
            To takie uczucie, jakbyś chciała dogadać się ze skałą...
            Niby wiara góry przenosi, ale w co tu wierzyć? W tym przypadku wiara oznacza maltretowanie się beznadziejną nadzieją na nawiązanie porozumienia.

            Teraz jestem w takim stanie, że gdyby nie to, że związek z tym facetem jest TYLKO związkiem z tym facetem, czymś co może okazało się być dobrym sposobem na przetrwanie, ale nie koniecznie największym dobrem, jakie mnie spotkało- mogłabym spakowac walizke i uciekać.
            Ale mam dziecko, mam dla kogo żyć, pracuję w reklamie- więc mam dosyć stresów na codzień- jestem poniekąd samodzielna..... Tylko czasem jak ubezwłasnowolniona- na własne zyczenie.

            Dziwne, że on nie rozumie tego, że "życie nie po to jest by brać"... stara ale jara prawda.
            Przecież dzieckiem się jest tylko do jakiegoś wieku, potem chce się być z kimś, żeby obojgu było dobrze. Dba się o tę drugą połowę, kocha, dzieli się z nią swoimi kłopotami, radościami, całuje na dzień dobry i dobranoc, dotyka, gładzi, zaskakuje drobiazgami dzieki którym jest w związku magia, romantyzm...
            Moi rodzice- nie są świętą rodziną, ale po trzydziestu latach małżeństwa - wyszli sobie wczoraj na romantyczny spacer- we dwoje... Ja też- we dwie- z córką... a On siedział w domu przy kompie... ...
            Chyba napiszę książkę o wielkiej nieudanej miłości. ;)
Pełna wersja