klub wyrodnych mam karmiących butelką

    • mkonkol Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 10.06.05, 15:43
      Ja się również dopisze ;) Wcinamy nan ha ;)
      Amelia zdrowa, ładna i rośnie jak na drożdżach!
      Pozdrawiam!
    • dorcia75 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 11.06.05, 02:50
      Ja juz trzecie dziecko karmie piersia , poczytalam sobie ten watek i glupio mi
      sie zrobilo. A wiecie dlaczego bo ja sama mialam nie najlepsze zdanie o mamach
      ktore karmia butla ale zrozumialam po przeczytaniu tego watku ze to nie wazne
      jak karmi sie dziecko , najwazniejsze jest zeby mama byla szczesliwa to i
      dziecko bedzie zdrowe bo karmimy nie tylko mlekiem ale i miloscia. Buziaki dla
      butelkowych mam.
    • nchyb Nie uważam się za wyrodka! 11.06.05, 09:29
      Witam, mam dwóch synków, jeden karmiony butlą, drugi piersią. Tak wyszło, że za
      pierwszym razem naprawdęnie miałam pokarmu. Karmiłam butlą,
      wysłuchując"mądrych" i życzliwych inaczej uwag lekarzy i położnych, ale gdy
      dziecko traciło na wadze, a ja po 2 godzinach stosowania laktatora miałam 10-20
      ml mleka - to nikt nie umiał pomóc.

      Ale za wyrodną matkę nigdy się nie uważałam, wręcz przeciwnie. Dziecko
      wykarmione butelką, pieszczone, kochane, przy tym zero nadwagi (chudsze od tego
      karmionego piersią!), obydwa chłopaki zdrowe, rosłe na schwał - ideały :-))
      Mimo różnych metod karmienia.

      Grunt - to zapewnić dziecku miłość, czas, uczucie, jak nie można karmić
      piersią - to karmić butlą, ale z całą możliwą miłością. A przy następnym
      dziecku, może uda się karmić piersią!!!
      Pozdrawiam serdecznie
      • ryza_malpa1 Mała prośba agitacyjna :) 11.06.05, 10:35

        • ryza_malpa1 Re: Mała prośba agitacyjna :) Tu jest tekst. 11.06.05, 10:43
          Wysłało mi sie puste :(

          A teraz do rzeczy:

          Swego czasu wystosowałyśmy z dziewczynami z forum "karmienie butelką"' list
          zbiorowy do dzieciowych mediów - właśnie o traktowaniu mam butelkowych przez
          społeczeństwo, medycyne i tp.
          W najnowszym lipcowym "Dziecku" ten list jest wydrukowany wraz z bardzo ciepłym
          i krzepiącym komentarzem naszgo eksperta Piotra Albrechta.
          Pod artykułem jest prośba do mam aby opisały swoje historie związane z
          karmieniem butelką.
          Napiszcie coś od siebie - być może jeżlei przyjdzie dużo odpowiedzi na artykuł
          rozpęta się jakaś mała dyskusja, może inni dzięki temu będą mielilżej :)

          Treść listu:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=632&w=20194117&a=20194117
          Adresy do napsiania od siebie:
          Adres redakcji

          ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa,

          tel. (0-22) 555-68-82, faks (0-22) 555-66-69

          e-mail: dziecko@agora.pl
          • alicja0 butelka 11.06.05, 15:41
            Ja również na początku walczyłam o karmienie piersią. Po wielkich wyczynach
            (ściąganie, karmienie sondą, karmienie przez kapturki, w końcu pierś) udało mi
            się karmić córkę piersią do 5 miesiąca, oczywiście w tzw. międzyczasie mając
            jeszcze kilka razy problemy z zanikaniem pokarmu. W 5 miesiącu, gdy znów pokarm
            zanikał, zaczęłam podawać sztuczne mleko i pierś, i tak jest do dziś, z
            przewagą sztucznego mleka.
            Natomiast powiem ciekawostkę (tak sądzę :)))
            mimo iż na początku córka dobrze przybierała na wadze karmiona MOIM pokarmem
            czy to sondą czy przez kapturki, to moja własna mama USILNIE namawiała mnie na
            karmienie butelką "bo może cóka się nie dojanda" :))
            Moja mama do tej pory nie jest w stanie zrozumieć, że są kobiety które karmią
            wyłącznie piersią i idzie im to dobrze. Wg niej, pokarm matki to jakiś
            taki "cienki" jest i trzeba dokarmiać sztucznym. :))
            W końcu teraz jest szczęśliwa, bo jak wyżej pisałam, karmię córkę sztucznym
            mlekiem, bo dość już mam walki o pokarm. Oczywiście nadszedł też czas na nowe
            posiłki, więc jakoś przebrnęłyśmy z córką ;)))
            Ale co przepłakałam, to moje i wiem, że nie warto było tak płakać, stresować
            się itd.
            • sabko Re: butelka 11.06.05, 16:30
              ja również chętnie zapiszę się do klubu. Oto moja historia, opisałam ją już
              wcześniej na formu mam butelkowych:

              Kiedy jeszcze byłam w ciązy słyszałam o problemach mam karmiących butelką, o
              braku zrozumienia wśród lekarzy itp. Było to dla mnie tak niedorzeczne, że nie
              potrafiłam uwierzyć, że coś takiego ma miejsce. 3 miesiące temu urodziłąm
              Oliwkę, moja cÓraczka przyszła na świat w bardzo cięzkim stanie i pierwsze dni
              spędziła na intensywnej terapii,potem obie trafiłyśmy do Chorzowskiego
              szpitala dziecięcego, i tam zaczłą koszmar. Maleńka nie potrafiła ssać a ja z
              powodu stresu i braku dziecka przy sobie przez pierwsze dni miałam bardzo mało
              pokarmu.
              Oliwkia płakała z głodu a ja nie wiedziałam co robić,nikt nie przyszedł mi
              pomóc , pokazać jak mam dziecko przystawić za to wszyscy mówili tylko jedno
              karmić,karmić karmić. Mowili z pretensją, że to pewnie ja nie chcę i dlatego
              nie potrafę, i że krzywdzę tym swoje dziecko. Mała chudła , w końcU kazali mi
              waŻyć jĄ przed przystawieniem i po a potem dokarmiać butelką. To było jeszcze
              gorsze. Kiedy wypisali nas ze szpitala miałam już dość wszystkiego, w
              przeświadczeniu, że jestem złą matką zaczęłam karmić buteką......i wtedy
              zaczęło się moje prawdziwe szczęśliwe macierzyństwo. Maleńka zaczęła
              przybierać i zdrowieć w błyskawicznym tempie a ja nareszcie zaCzełam
              dostrzegAć co to znaczy być mamą i jakie to wspaniałE.
              teraz mała ma 3 miesiące, jest zdrowym, wesołym niemowlakiem, karmionym tylko
              butelką. Uważam, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Mam jedynie,
              żal do lekarzy i tych wszystkich którzy rozpętali tą całą antybutelkową
              kampanie, za to,że wzbudzili we mnie tyle niesłusznego poczucia winy.
              DZIEWCZYNY NIE DAJCIE SIĘ TAK ZTERRORYZOWAĆ JESTEŚMY TAKIMI SAMYMI MAMAMI JAK
              KARMIĄCE PIERSIĄ I TAK SAMO KOCHAMY SWOJE DZIECI
      • 26magda3 Re: Nie uważam się za wyrodka! 12.07.05, 13:14
        to i ja sie dopisze: mam 2 synów i obaj po 2 miesiacach przeszli na butlę. Nie
        karmię bo po prostu psychicznie mnie to wykańczało. Na szczęście trafiłam na
        lekarkę, która nawet nie pytała dlaczego nie karmię tylko poradziła jakie mleko
        dawać. Nie czuje sie wyrodna a jak mi się trafi kiedyś 3 dziecko to nie
        zamierzam nawet próbować dawać cyca tylko od początku butle. A uwagi na temat
        jakie cudowne jest karmienie cycem już dawno przestały na mnie robić
        jakiekolwiek wrażenie. Nigdy nie miałam i nie zamierzam mieć poczucia winy z
        tego powodu i Wam też to radzę.
    • ela861 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 11.06.05, 22:46
      Przyłączam się i ja.
      Moja historia jest podobna do waszych: zbyt mało pokarmu, walka o laktację, itd.
      Na szczęście w szpitalu w którym rodziłam (miałam cc) podawano dziecku mieszankę
      jeśli mama nie miała pokarmu więc przynajmniej moje dziecko nie głodowało.
      U mnie laktacja rozpoczęła się na 5 dzień po porodzie, ale była słabiutka i
      musieliśmy dokarmiać. Miałam strasznego doła, bo "każda matka może wykarmić". Na
      szczęście trafiłam na forum "mamy butelkowe" i okazało się że nie jestem
      osamotniona. Moja niunia ssała pierś około miesiąca a potem wybrała butelkę.
      Były owszem głupie komentarze lekarzy i ciągłe pytania jak karmię. Po jakimś
      czasie nauczyłam się odpowiadać hardo że butelką i widocznie ton mojego głosu
      powstrzymywał pytających. Ale do dziś czasem dopadają mnie wyrzuty. Na szczęście
      córcia jest pogodnym, wesołym dzieckiem i nie choruje.

      Pozdrawiam wszystkie butelkowe mamy:-)
    • piotr-albrecht Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 19.06.05, 11:27
      Dołączyłbym do Waszego klubu, nie jestem jednak matką choć butelką zdarzało mi
      się karmić. Tak czy siak będąc zwolennikiem karmienia piersia zdecydowanie Was
      popieram w walce o słuszne prawa.
    • tuskas Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 19.06.05, 22:16
      Też się zapisuję :)
      Urodziłam Zuzię przez cc, mimo że poród zaczął się naturalnie. Urodziła się
      duża, bo 4270g. Potrzebowała dużo pokarmu, więc na początku w szpitalu była
      dokarmiana. W tempie ekspresowym miałam poranione sutki, ale za chwilę już
      położne nie dokarmiały Zuzi, bo wg nich miałam wystarczającą ilość pokarmu.
      Pediatrę pytałam, czym dokarmiać, jeśli się okaże, że mam za mało pokarmu.
      Usłyszałam odpowiedź, że niczym, bo przecież mam pokarm. I tak karmiłam piersią
      6 tygodni. Aż się w końcu okazało, że Zuzia straciła na wadze w stosunko do...
      najniższej wagi osiągniętej w szpitalu. No i zaczęły się badania. Miała bardzo
      wysokie wartości prób wątrobowych (AlAT i AspaT). A ja w międzyczasie zaczęłam
      ściągać pokarm... 60 ml z dwóch piersi. Nic dziwnego, że Zuzia była głodna. A
      jest takim dzieckiem, że się wiecznie uśmiechała i gadała, ale nie płakała, że
      jest głodna. Myślałam, że jest wszystko ok, zwłaszcza że nie można przecież
      dokarmiać sztucznie dziecka, prawda?? Tragedia, omal nie zagłodziłam własnej
      córki!!
      Od dwóch tygodni jest dokarmiana nutramigenem, przy dobrym wietrze daję jej 3
      razy dziennie moje mleko (ściągnięte, nie z piersi...), jestem na diecie
      bezmlecznej. A moja mama też już krzyczała "karm chociaż trochę piersią, bo już
      to dziecko nie będzie miało w ogóle kontaktu z matką".
      Jakbym się swoją córką w ogóle calymi dniami nie opiekowała i nie przytulała,
      nie??
      A mam dziwne przeczucie, że zaraz stracę resztki swojego pokarmu - dzisiaj po
      całym dniu bez odciągania odciągnęłam znów 60 ml. To już końcówka...
      A dzięki karmieniu butelkowemu może Zuzię karmić także mój mąż, siostra, czy
      mama. A sama Zuzia ma możliwość ruszania główką i rozglądania się w trakcie
      jedzenia...
    • karolina10000 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 10:32
      Witam!Ja też dopisuję się do klubu:-)
      Moja historia jest podobna do opisywanych powyżej: mało pokarmu, potworny ból
      piersi i brodawek,prawie zagłodzone dziecko, skandaliczne traktowanie przez
      nawiedzone położne w szpitalu itp.
      Asia jest na butelce od 4 tyg. życia, rośnie zdrowo (oby tak dalej!)a ja czuję
      się wręcz bardziej uświadomiona, odporniejsza psychicznie od mam, które karmią
      piersią za wszelką cenę z powodu tej całej nagonki.Przesypiam cąłe noce od 3
      mcy.(Asia ma 6) Karmienie piersią budzi we mnie wstręt.
      Wiem jedno,na drugi poród zabieram do szpitala buteleczkę i bebiko omneo:-)
      Serdeczne pozdrowienia

      • demika Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 10:48
        Również zapisuję się do klubu.
        Miałam cc,syn urodził się spory(prawie 4kg).Pomimo ciągłego uczepienia mojej
        piersi wiecznie głodny i płaczący.Wytrzymaliśmy miesiąc.Po wizycie u pediatry
        gdyy waga małego spadła decyzja o podaniu butelki.Igor najedzony,nie
        płakał.Miałam wyrzuty,że tak późno to zrobiłam.
        • melba76 A ja nie jestem wyrodna ;) 20.06.05, 12:18
          Jestem dobrą mamą butelkową :)
          i zagorzałą przeciwniczką terroru laktacyjnego - czemu dałam wyraz pisząc z
          Ryżą Małpą list, który podpisała ponad setka mamuś i który teraz ukazał się w
          Dziecku.
          I przyłączam się do prośby Ryżej Małpy - zareagujcie na ten artykuł. A jeśli
          chcecie nas poprzeć , skontaktować się z nami - piszcie na mamy_butelkowe@o2.pl
    • haika Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 12:37
      I ja się dopiszę...
      Z perspektywy czasu - teraz wcale nie żałuję, że moje dziecko jest karmione
      butelką, teraz już się tego nie wstydzę, nie czuję się gorsza... ale na
      początku było inaczej.
      Jeszcze w ciąży zakładałam, że będę karmić piersią - przeciez to najlepsze,
      wygodne, zdrowe, tanie - ogólnie super!
      W ciąży wykryto u mnie toxo, leczyłam się Rovamycyną w bardzo dużych dawkach.
      Do samego końca nie było wiadomo czy z małą będzie wszystko ok, poważne wady
      zostały wykluczone, jednak po porodzie mogło się okazać, że czegoś nie
      wykryto... przed samym porodem tylko ta myśl zaprzatała mi głowę :(
      Mała urodziłą sie o czasie, kolosem nie była, ale waga w normie - chwilę po
      porodzie przystawiłam ja do piersi a tu szok! Nikt mi nie pokazał, nie pomógł
      jak mam karmić - w efekcie mała pogryzła mi brodkawki do krwi. Przez 2 doby,
      które spędziłyśmy w szpitalu - karmiłam (a raczej próbowałam) i wyłam, ryczałam
      jak bóbr, ból był nie do zniesienia, mała płakałą strasznie - pewnie z głodu. W
      międzyczasie poprosiłam o dokarmianie - odmówiono mi, podająć glukozę z
      strzykawce, która starczyła na 2 pojenia :( W domu - rozpacz! Nikt nie
      rozumiał, ze nie mam pokarmu! Doszły straszne nerwy o zdrowie małej, czekaliśmy
      na wyniki badań, pokarmu zero... Nie wiedziałam co robić, wciąż słyszałam
      zewsząd "nakarm ją, daj jej cyca! , ona chce jeśc.." Koszmar. W dodatku tatuś
      Róży musiał wyjechac na kilka dni i nawet jego wsparcie przez telefon nic nie
      dawało. Po tygodniu zadzwoniłam nad ranem do mojej mamy, aby przywiozła mi
      jakieś (!) mleko sztuczne, że nie daję rady, nie wiem co robić... Mama
      przywiozła mi bebilon, podałam go małej drżącą ręką, z ogromnym poczuciem winy.
      Ale to poczucie winy bardzo szybko zamieniło się w uczucie ulgi, kiedy
      widziałam, ze mała je, jest pogodna, szybko zaczęła przesypiać całe noce, nie
      zaznałyśmy ani kolek, ani tym podobnych rewelacji. To nasza historia.
      A teraz krótko o tym jakie spotkały mnie przykrości z powodu karmienia butelką:
      - teściowa (brrr) cudowna kobieta... do czasu... aż nie urodziłam małej,
      bardzo ubolewała nad faktem, ze nie karmię piersią (sama wykarmiła swe dzieci
      niebieskim mlekiem), fakt ten spedzał jej chyba sen z powiek do tego stopnia,
      ze wynalazła mi MAMKĘ - osobę z dalekiej rodziny, która urodziła 2 m. po mnie,
      a której mleko lało się z piersi szerokim strumieniem, Teść się zaoferował, ze
      będzie mi dowoził z drugiego końca Warszawy to mleko ! Wstrząsnął mną ten
      pomysł/incydent i nigdy nie zapomnę jakiego upokorzenia doznałam pod
      hasłem "Lepsze mleko jakiejkolwiek matki niż sztuczna trucizna"...
      - ciągłe pytania czy karmię, myśłałam, ze oszaleję, nawet pani w kiosku, pani z
      okolicznego warzywniaka!!!
      - położna środowiskowa - wróg butli! Przez tą panią płakałam tydzień.
      Powiedziała, że życia nie znam, jestem leń, pewnie spieszy mi sie na imprezę i
      dlatego chcę karmić sztucznie!
      - itd. itp.
      Teraz, mimo, iż doszłam do wniosku, że dobrze sie stało, ze karmię sztucznie i
      widze sporo plusów takiej sytuacji - jakiś straszny uraz został :( i niesmak -
      jestem pamiętliwa i niestety nie zapomnę jak mnie traktowano i tego, że nikt mi
      nie pomógł zamiast besztać.

      No to się rozpisałam!:)

      Pozdrawiam wszystkie mamy butelkowe - te z wyboru i te z przymusu, oraz
      wszystkie cudowne i najedzone dzieciaczki!
      -
      • demika Re: haika 20.06.05, 13:15
        Chyba miałyśmy możliwość poznania tej samej położnej(jeśli z
        Konwiktorskiej).Straszna kobieta.Tylko pierś i nic więcej nie widziała.W końcu
        mąż się zdenerwował i poprosił,żeby się uspokoiła bo inaczej podziękujemy jej
        za wizytę.Ale zszargała mi nerwy
      • pat171 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 14:02
        Witam wszystkie mamy butelkowe,

        w moim przypadku wygladalo to tak:
        po 26 godzinach porodu wykonano cc pod narkoza, zatem syna dostalam dopiero ok
        10 godzin po operacji z zakazem wyjmowania i noszenia poniewaz wymiotowal wodami
        plodowymi. Oczywiscie w tym czasie pokarmu u mnie bylo zero.

        W koncu nadeszla wielka chwila kiedy kazano mi go nakarmic, a ja zielona jak mam
        to zrobic, tzn. w ciazy wydawalo mi sie ze to prosta rzecz, naturalna, a okazala
        sie w moim przypadku niewykonalna. Po kilku probach przystawienia malego do
        piersi z pomoca przyszla jedna z pielegniarek worodkowych i zaczela szarpac
        dziecko i moja piers (maly i tak nie umial zlapac), po kilku probach kazala
        cwiczyc i poszla, a maly wyl z glodu. Tak wygladaly kolejne proby, z kolejnymi
        pielegniarkami i wszystko konczylo sie niczym, slyszalam wiele przyczyn, male
        brodawki (kupilam kapturki), maly ma cofnieta dolna szczeke i nie umie chwycic,
        za malo pokarmu (mial sie pojawic pozniej)- syn byl caly czas dokarmiany, na
        poczatku strzykawka, a potem wg zalecen lekarz butelka, a mnie kazano sciagac to
        co moglam i tez karmic butla. W kazdym badz razie bedac 8 dni w szpitalu
        przezylam najwiekszy koszmar i stres (a myslalam ze bedzie tak latwo).
        W domu probowalam 3 dni dawac sama piers, maly wisial 1h lub dluzej a potem wyl
        2h, a ja nie wiedzialm co sie dzieje az w koncu podalam mu butle ze sztucznym
        mlekiem i zasnal bez problemu. Natomiast na wizycie u lekarza okazalo sie ze syn
        przez 7 dni przybral na wadze tylko 100 gram.
        I tak karmimy sie butla, w wiekszosci sztucznym mleczkim plus ok 100ml mojego
        (tyle sciagam przez caly dzien po wypiciu kilku herbatek mlekopednych i innym
        specyfikach na laktacje), dziecko przybiera i w koncu jest szczesliwe.

        I to by bylo na tyle, troche dlugo, ale musialam sie gdzies wyzalic.
        Zycze wam wszystkim powodzenia i pozdrawiam
        Patrycja
    • agusmichal Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 15:37
      Witam,
      ja to chyba w innym świecie żyję:)
      Po porodzie karmiłam małą piersię bo bardzo tego chciałam. Ale dokarmiałam małą
      bo była ciagle głodna - nie było z tym żadnego problemu. Położna robiła mleczko
      i z uśmiechem dawała mówiac że apetyt dopisuje:)
      Byłam jedyną matką na sali która nie oddawała dziecka na noc a było nas 6. Nikt
      nigdy nie usłyszał, że jest gorszą matką bo daje do karmienia! Położne
      poprawiały humor zmęczonym matką obwiniającym się o brak pokarmu, że będzie
      dobrze a jak nie to mieszanki są teraz super a one tez butlą wykarmiły i dzieci
      żyją:))
      W otoczenu tez nik nigdy mnie do karmienia nie namawiał - sama chciałam. kiedy
      okazało sie, że mała nie przybiera na wadze pediatra zapisała Nutramigen bo
      mała ma uczulenie na białko mleka i kazała dokarmiać. A najlepiej żebym mleczko
      ściagała to będe wiedziała ile mam dokarmiać. Mama też nie miała pokarmu i
      tylko 2 miesiące nas karmiła i żyjemy w zdrowiu:) wiec wcale mnie nie namawiała
      zeby walczyć tylko robic tak, żeby dziecko było zdrowe i szczęśliwe a to wcale
      nie równa się karmić tylko piersią!! Teściowa wcale nie karmiła piersią
      podobnie siostra męża a dzieci nigdy nie chorowały i są okazem zdrowia i zawsze
      jak się łamałam, że nie mam mleka to mi top mówiły na pocieszenie:))) one nie
      karmiły z wyboru! Na ulicy nikt mi się nie pyta "czy karmie" a gdyby się
      zapytał to bym mu odpowiedziała że by mu w pięty poszło!!! Do czego to
      doszło!!! Co to jakaś sprawa publiczna? Jak dzieci w beczkach leżały to się
      nikt nie zainteresował gdzie są a mnie się taka jedna z drugą miałyby o cycki
      pytać?!!! Dziwie się wam, ze sie łamiecie tym co ludzie mówią. A może dlatego
      mówią, że widzą że to temat drażliwy dla was a ludzie są wredni!!!
      Ja jestem szczęsliwą matką karmiącą butelką już drugie dziecko bo inaczej się
      nie dało mimo szczerych chęci ale to nie znaczy, że mam to sobie za złe-
      absolutnie!!!
      Pozdrawiam
      Aga
      • karolina10000 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 20.06.05, 15:48
        A w którym szpitalu rodziłaś???
    • szeri55 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 22.06.05, 18:02
      Zapisuje sie!!!
      Przeczytałam wszystkie dotychczasowe wypowiedzi.Wiekszość z Was to szczesciary
      miałyscie choć na chwilke swoje skarby przy piersi.Ja zastanawiam sie jakie to
      uczucie.
      W ciązy miałam problemy z cisnieniem ale w granicach normy!Niestety ostatnie
      dwa tygodnie spedziłam w szpitalu(przyjmowali mnie z cisnieniem 188/129)Przez
      dwa tygodnie brałam 3xdziennie dopegyt ,4xdziennie dihydralazyna,1x dziennie
      reolanium5 i 3xdziennie presokard.
      Masakra czulam sie coraz gorzej(ciaze mozna było rozwiazac po tygodniu)Szanowny
      ordynator twierdził ze powinnam rodzic naruralnie.Wczesniej stwierdził ze biore
      maxymalne dawki leków w ciaży.Cisnienie przy tych lekach wachało sie 140-160
      górne i 90-110 dolne,z bólami migrenowymi.Nie widzaił obrzeków-a jak wróciłam
      do domu schudłam 7 kilo w 9 dni-tyle miałam wody.
      Zwielka łaska zrobił ciencie po 2 tygodniach.Miałam pełna narkoze(kondycje
      fiz.miałam taka ze jak szłam sie umyc to po powrocie padałam na pysk-przed
      porodem)Wybudzali mnie 5 godzin z tej narkozy-podobno leki sie skumulowały.
      Moja Juleńka urodziła sie jak śliwka z niedotlenieniem-pediatra stwierdził ze
      leki znacząco wpłyneły na dziecko.Pomijajac fakt ze czólam sie fatalnie Dopegyt
      na mnie nie działał mniałam cały czas cisnienie 150/100 (na nim mogłam karmic
      mała)niestety mósiałam zmienic leki.Julka ma prawie 3 miesiace i cały czas jej
      sie robi sine w okół ust-jest to objaw niedotlenienie.Ja cały czas jestem na
      lekach.Dowiedziałam sie ze owy ordynator chciał mnie trzymac jeszcze tydzien-CO
      BY BYŁO Z MOIM DZIECKIEM???Załuje ze nie karmie!!
    • dziubulek111 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 23.06.05, 10:41
      Świetny pomysł, chociaż ja się nie nadaję, bo karmię piersią :)

      Ale dlaczego wyrodnych?

      Pozdrowionka

      T.
    • jowitkaw1 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 27.06.05, 13:26
      Ja jestem trochę zdziwiona i zadowolona że mój post znalazł aż tyle
      zwolenniczek.Jest taka prosta prawda w kupie raźniej.Nie można dać się
      zwariować a z drugiej strony nie można dać dyskryminowaćtylko dlatego że ktoś
      nie wywala cycka do karmienia,sytuacje bywają różne a każda matka niezależnie
      od tego jak karmi ,o ile było to dziecko oczekiwane bardzo je kocha.Kochamy
      nasze skarby choć są butelkowe a ludzie no coż oni powielają tylko taki sposób
      myślenia jaki lansują media.My z moją Łucją przechodzimy włąsnie na bebilon
      pepti 2.
      Dziewczyny trzymajmy się i niech tam sobie gadają
    • madix1 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 27.06.05, 15:00
      Ja również zapisuję się do klubu :)
      Karmię mojego synka butelką od początku drugiego miesiąca życia, czyli od czasu
      adopcji :) I jeśli o mnie chodzi, większego szczęścia sobie nie wyobrażam :)
      • bejoy Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 27.06.05, 16:46
        Zapisuję się!
        Co się u nas działo, to opisywałam już kawałekj czasu temu, bo Ol ato już kawał
        babki, skończone 10 miesięcy :)))
        Oczywiście podpisuję się pod wszystkimi postami. Do tej pory mam resztki
        depresji poszpitalnej.
        A Ola, na karmieniu najpierw mieszanym, a potem sztucznym, jest dwa miesiące
        przed tabelami rozwoju :)))
        • truskaweczka12 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 01.07.05, 19:01
          a ja jeszcze walczę - głównie ze sobą :( Dziś mały dostanie pierwszy raz butlę -
          ja już psychicznie nie wyrabiam i nie chcę karmić piersią. Niemądra jestem ???
          Może i tak, ale jak ja będę w dobrym nastroju to i dziecko będzie zadowolone.
          Dlatego dopisuję się do tego klubu !!!
    • gusia40 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 30.06.05, 02:43
      Czasem sobie tak myśle;krowy to mają lepiej .Te mleczne idą na chów,te mniej
      mleczne na rzeź.Przynajmniej nie muszą słuchać że nie maja mleka.
    • anka766 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 30.06.05, 20:29
      Cześć! Jestem butelkową mamą od urodzenia (dziecka mojego oczywiście)i choć nie
      czuję sie wyrodną chetnie przyłączę się do grona walczących o prawa matek nie
      mogących karmić piersią. Muszę przyznać że moja historia z początkami karmienia
      wyglądała tak jak u ciebie. Wszystkie zalecenia wspaniałych położnych i
      pediatrów wzieły w łep i moje cycki dały plamę.Karmię butlą i jestem z tego
      dumna ponieważ wiem że moje dziecko nie płacze z głodu i ja mogę cieszyć się
      macieżyństwem bez stresów małej laktacji czy bólu piersi. Zrobiłam wszystko co
      możliwe by karmic piersią ale nie wyszło , trudna ,nie czuję sie z tego [powodu
      gorsza.
      NIE WAŻNE JAK KARMISZ SWOJE DZIECKO PIERSIĄ CZY BUTELKĄ WAŻNE JEST TO CZY CZUJE
      SIĘ KOCHANE I SZCĘŚLIWE.
    • jagoda051 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 01.07.05, 11:39
      Cześć. Świetny pomysł. Kingę też urodziłam przez cesarkę. Po godzinie parcia
      nadal nie chciała wyjść więc musieli ją wyjąć. I się zaczęło. Od razu położne
      powiedziały że mam kiepskie brodawki i będzie problem. Kapturki też nie
      pomogły. Mała nie potrafiła złapac mi cyca. W szpitalu byłam przez tydzień,
      Kinga dużo straciła na wadze. Przed każdym jedzeniem położne przez ok. godzinę
      probowały wlozyc jej do buzi mojego cycka i po godzinie się udawało. Ja sam nie
      dawałam rady - mała chciała jeść ale nie mogła się przyssać. Położne w szpitalu
      darły się na mnie że to moja wina ze nie umiem jej przystawić. Całe dnie
      ryczałam. Przyszła do mnie nawet Pani z poradni laktacyjnej i się nie udalo. Ze
      szpitala wyszłam z ogromną depresją i nerwicą z dwóch powodów: nie udawało mi
      się jej karmić i brak pomocy ze strony personelu. Po powrocie do domu położna z
      mojej przychodni powiedziała że mała ma za krótki języczek i z tego wynika
      problem. Podobno kiedys przycinało sie wędzidełko a teraz tego nie robią. Więc
      wina lezy i po mojej stroni i po Kingi. Więc zaczęłyśmy z butelką. Treaz ma 3,5
      miesiąca, je Benilon 1 i świetnie rośnie, super się rozwija i jest szczęsliwym
      niestresującym się dzieckiem. Jak wracałam ze szpitala to czułam się jak
      wyrodna matka rozrabiając małej sztuczne mleko i ryczałam kilka dni. Bo teraz
      moda na pierś. Ja na prawdę chciałam ją karmić naturalnie i zazdroszczę mamom,
      które mogą to robić. Nam nie wyszło. Ale przynajmniej teraz się nie męczymi i
      obie już jestesmy szczęśliwe. Gorąco Was pozdrawiam I SORKI ŻE TAK SIĘ
      ROZPISAŁAM ALE MUSIALAM TO Z SIEBIE WYRZUCIĆ.
      • kretka77 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 01.07.05, 20:36
        Hej,
        ja też urodziłam Antosia przez cesarkę (planowaną). Od razu go zabrali do
        inkubatora:(( Nauczył się pić z butelki i nie umiał ciągnąć cycka. Ja pokarm
        ściągałam i mu nosiłam żeby tylko złapał trochę odporności (miał zapalenie
        płuc). Później jak go już wyjęli z inkubatora to się zaczęło. Najpierw dawałam
        mu cycka, ale kończyło się płaczem i dostawał mój pokarm z butli. Nie miałam
        twardych sutków. piersi były mokre, śliskie od mleka i znowu nie umiał złapać. W
        domu jakoś szło, ale pojechaliśmy na usg bioderek i jak lekarz go zobaczył to od
        razu spytał ile waży i kazał dokarmiać sztucznie. No i Antoś jakby go zrozumiał.
        W nocy męczyliśmy się od trzeciej do sódmej rano aż w końcu mąż pojechał po
        sztuczne mleko. Wypił 120ml i zasnął na.............7 godzin!!!! I tak już
        zostało. Antoś ma 2,5 miesiąca i waży prawie 6kg. A jest wcześniakiem :))
        Pozdrawiam i cieszę się , że mam najedzonego syna

        Aga i Antoś
        • manti75 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 01.07.05, 22:50
          wow... nie karmiaca cycem i z planowana cesarka ...
          czy mozna prosic o meila gg ?
          proponuje zalozyc klub mam wyrodnych ktore nie maja ochoty na poznanie bolu
          narodzin i naciaganych piersi :))
          a tak powaznie .. kto porozmawia z zdecydowana osoba na cesarke i karmienie
          butelka ? ale powaznie porozmawia , za uwagi typu : zobaczysz jak urodzisz
          dziekuje ...
          caluje mocno wszystkie malenstwa
          • kretka77 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 02.07.05, 09:06
            mój nr gg 9393775
            pozdrawiam
            aga
          • jagoda051 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 02.07.05, 09:24
            Wiesz, z tym bólem to jest różnie. Urodziłam cesarką bo mała nie chciała wyjść
            sama. Moja koleżanka prawie w tym samym czasie urodziła naturalnie. I ona dużo
            wcześniej doszla do siebie. Jestem 3 miesiące po cesarce i jeszcze potrafi
            zaboleć mnie blna. Moja znajomą zaboli jeszcze po roku. A koleżanka po
            naturalnym po 3 dniach wyszła ze szpitala i cała w skowronkach bo extra się
            czuła. Dziecko rodziła przez godzinę!!! i wypluła je jak pestkę od śliwki! I
            zazdroszczę jej bo do tej pory ciągnie mnie bliza i wokół niej mam odrętwiałe
            ciało. A tak podobno zostanie przez kilka miesięcy - wiem to od lekarzy. Więc
            różnie z tym bywa.
    • magdek2 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 01.07.05, 16:17
      a ja urodziłam "normalnie" ale od początku szło nam ciężko, mała ma bardzo
      silny odruch ssania, ale u mnie mleko pojawiło się w 4 dobie i to po usilnym
      macaniu mnie przez każdego w szpitalu i głosnym wykrzykiwaniu <ale pani tam
      nic nie ma !> było mi "bardzo miło", czułam się winna bardzo długo, po wyjściu
      dokarmiałam Asię butelką i z każdej strony słyszałam jak źle robię, jak mam za
      mało silnej woli, jak to laktacja jest w głowie, nawiasem mówiąc, ktoś kto mi
      tak powiedział teraz sama ma kłopot z karmieniem, piłam herbatki, wodę
      hektolitrami, mała krzyczała z głodu a ja płakałam po kątach, a wszystkie
      koleżanki i położna gadały <nie dawac butli, nie dawać, niech ciagnie, niech
      się nauczy> a potem trafiłam na madrego pediatrę, który mi powiedział, żebym
      nie dała się zwariować i karmiła małą butelką a jeśli coś bede miała to żeby
      jej też dawać, od miesiąca karmię już tylko butlą, po prostu z dnia na dzień
      pokarm zginął, ale nie czuję się juz winna, i uważam za brednie gadanie, że
      laktacja jest w głowie, tak bardzo chciałam karmić ale się nie udało i tyle,
      Aśka ładnie rośnie, jest wesoła, zawsze usmiechnięta i to jest dla mnie
      najważniejsze, ale generalnie presja jest tak duża, że można oszaleć a ludzie
      tak nieobliczalni z pytaniami <a dlaczego nie karmisz piersią ???> że też można
      oszaleć, któraś z dziewczyn na forum kiedyś tak fajnie to ujęła, <wolę karmić
      butelką z miłością niż piersią z nienawiścią> nic dodac nic ująć :-)
    • gruba135 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 03.07.05, 06:39
      Zapisuję się obiema rękami!!!!!!!!!!!
      Moje nędzne próby karmienia piersią trwały jakieś trzy tygodnie.Od początku była to wielka walka,bo najpierw malutka nie bardzo umiała ssać,a później okazało się,że pokarmu jak na lekarstwo(w najlepszym okresie udało mi się ściągnąć laktatorem przez cały dzień z obu piersi 150 ml!).Co ciekawe,to przez cały ten czas,zwracając się o pomoc do położnych i lekarzy,słyszałam,że wszystko jest ok.Ściskały mi na chwilę pierś,a na końcu pojawiała się maleńka kropelka.Na tej podstawie stwierdzono,że pokarmu jest wystarczająco dużo i nikt nie chciał słuchać moich nieśmiałych przebąkiwań,że może jednak troszkę dokarmić.Tylko,cholera,one szły sobie do domu,a ja zostawałam z utkwionym we mnie wzrokiem mojej głodnej córeczki.Serce mi pękało,ale próbowałam naturalnie,bo skoro specjaliści tak mówią...
      Pewnego wieczoru nie wytrzymałam.Do jasnej cholery,pomyślałam, w imię czego mam głodzić własne dziecko!!??Posłałam męża do apteki po pudełko modyfikowanego i...ten widok wynagrodził wszystko:Mała przyssała się do butelki jak harpia,opróżniła ją migiem,a błogi uśmiech jaki wykwitł na jej buźce,rozgrzał moje udręczone serce.Zasnęła spokojnie na kilka godzin.
      Początkowo podawałam mieszankę na zmianę z cycem(Ach,te wyrzuty sumienia!)ale,gdy przy kontrolnym ważeniu okazało się,że mała słabo przybiera(100g tygodniowo),pediatra sama poleciła karmić tylko sztucznie.Teraz obie jesteśmy szczęśliwe,córcia rośnie jak na drożdżach(waga w samym środeczku normy) i, prawdę mówiąc, mam gdzieś co powiedzą inni.Najważniejsze jest szczęście mojego dziecka.
      Pozdrawiam serdecznie wszystkie butelkowe mamy.
      Daga i Olga malutka
    • oli011 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 04.07.05, 11:13
      Witam,
      Ja również chciałabym dołaczyć do klubu "wyrodnych" matek.
      Moja historia przedstawia się nastepująco:
      kiedy byłam w ciąży przez media itp źródła informacji byłam tak nastawiona na
      karmienie piersią, że nawet nie pouszczałam do siebie mysli, że mogę mieć z tym
      problem. Kiedy córcia pojawiła się na świecie okazało się, że nie jest tak
      kolorowo. Na początku w ogóle nie chciała ssać, tylko spała. Nie wiedział do
      czego służy pierś. W szpitalu robiłam wszystko, żeby mieć jak najwięcej
      pokarmu. Miałam anemię poporodową i słaniałam się na nogach, ale co 3 godziny
      siedziałam z laktatorem, żeby dla niej wyciągnąć jak njawięcej się da. Obok
      mnie w tym czasie siedziała dziewczyna,która świetnie sobie radziła z
      karmieniem piersią. Praktycznie cały czas płakałam i o mały włos nie wpadłam w
      depresję. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że można dziecko wykarmić inaczej.
      Więc była karmiona sonda-palec, żeby nauczyła się ssać (bo podobno nie
      potrafiła, ale prawdy się nie dowiem). Snu w szpitalu miałam ok. 50 min, bo
      dziecko jadło prawie godzinę, a biorąc pod uwagę, mój bardzo niski poziom
      hemoglobiny... Przez miesiąc czasu ściągałam pokarm i ryczałam. Na szczęście
      moj kochany mąż odciążał mnie w nocy - ja ściągałam pokarm, a on karmił
      (oczywiście sonda-palec). W ciągu dnia próbowałam ją przystawiać do piersi, ale
      nic z tego nie wychodziło. Mała zalewała się mlekiem a nadal niew iedziała co
      ma robić przy piersi. A ja chodziłam wyczerpana psychicznie i fizycznie,
      pozalewana mlekiem. Nie pomogły poradnie laktacyjne, podcinanie wiązadełka.
      Stwierdziłam (po rozmowie z psychologiem), że tak dalej być nie może, bo jak
      zostanę sama w domu to sobie nie poradzę. Nie mogłam tego znieść, że zamiast
      przytulać się do dziecka i nawiązywać z nim więź zajmowałam się laktatorem. A
      Mała chciała coraz więcej. Zaczęłam pić szałwię, robić lodowate okłady z
      mokrych pieluch i kapusty i chciałam za wszelką cenę pozbyć się laktacji, a
      mleka naprodukowałam chyba dla dwójki dzieci. Odkąd pozbyłam się laktacji
      zaczęłam cieszyć się macierzyństwem. Niunia je bebilon 1 i obie jesteśmy
      szczęśliwe. A mojemu mężowi nadal pozostał odruch karmienia w nocy, więc
      wysypiam się wspaniale.
      pozdrawiam
    • kasia27 Wkurzają mnie rady karmiacych piersią! 05.07.05, 14:05
      Mnie też wypytują jak karmie. I jak mówię że butelką to jest ironiczny uśmiech,
      tysiąc pytań dlaczego, po co i na co i mnóstwo rad. Straszą mnie że dziecko
      będzie chorowało, że emocjonalnie będzie się mniej rozwijać itd itp.
      Wpadłam więc w kompleksy na tym punkcie!
    • agula111 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 05.07.05, 16:33
      chetnie sie dopisze.ja przez pierwsze tyg karmilam nonstop a maly i tak byl
      glodny. plakal a ja z nim.nie chcial spac a ja odwrotnie ze zmeczenia
      padalam.oczywiscie slyszalam ze mam karmic piersa bo to zdrowe( a kiedys kazali
      tylko butla i co nagle mleko z piersi jest inne?)ze inne jakos potrafia a ja to
      jestem len, ze mam pic herbatki na laktacje i inne dobre rady.ja odciagalam do
      butelki i po calym dniu nazbieralo sie ok 100 ale wtedy nic nie zostawalo w
      cycku.pozatym ta presja ...nawet maz dal sie wciagnac.jak bylam sama to tylko
      ryczalam bo karmic cyckiem to chcialam ale trzeba tam jeszcze cos miec. ja
      mialam wyzuty ze glodze dziecko. poszlam wiec z malym do lekarza na kontrole i
      okazalo sie ze prawie nic nie przybral i pani doktor kazala podawac na zmiane
      butle. jak maly dostal pierwszy raz to wkoncu sie uspokoil a jak poczul smoka
      to broda mu "latala" ze szczescia. potem dawalam cycka tylko na noc ale szybko
      sie skonczylo.teraz maly ma 5 mies super rosnie i jest wesoly .ja tez a jeszcze
      chwila a wpadla bym w depresje.nie mam wyrzutow ze karmie butla i w nosie mam
      tych co pytaja czym karmie. a co ich to...
      pozdrawiam "butelkowe"
    • jagia Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 05.07.05, 21:43
      Zapisuję się obydwoma rękoma. Jak trzeba to i nogami też. Moja historia zapewne
      podobna jest do wielu.
      Czekałam 5 lat na dziecko, przeszłam wiele metod leczenia i tragedię straty
      dzieci. Przysięgłam sobie, że jeśli mi się uda, dam z siebie wszystko co
      najlepsze, jeśli będzie trzeba, to wypruję to z siebie tępą żyletką. W końcu
      się udało. Miałam jednak cc, mleko popłynęło w 4 dniu. Przez ten czas Michaś
      dostawał butlę. Dziury w szpitalnych smoczkach były tak wielkie, że pytałam,
      czy aby dziecko się nie udusi, kiedy mleko tak zalewa mu buzię, wzbudzając tym
      śmiech położnych. Z drugiej strony doświadczone położne przekonywały mnie, że
      to nic strasznego jeżeli nie będę mogła karmić piersią. Przecież nawet stulecia
      temu nie wszystkie kobiety karmiły swoje dzieci, jeśli nie mogły,robiły to za
      nie wynajęte mamki. Ale ja, niestety, z powodu wszechobecnego promowania
      karmienia naturalnego miałam poczucie, że jestem najgorszą matką na świecie, do
      niczego się nie nadaję. Siedziałam z wrzeszczącym, głodnym maluchem przy pustej
      piersi i ryczałam razem z nim. Kiedy rozpoczęła się laktacja, dziecko
      przyzwyczaiło się już do łatwego ssania z butelki. I zaczął się kolejny horror.
      Przez 3 tygodnie próbowałam go karmić. Nie spałam, nie jadłam, nie żyłam -
      tylko siedziałam i odciągałam, żeby dostał choć trochę mojego mleka (bo to
      przecież najlepsze), a trwało to godzinami. W efekcie ja byłam wycieńczona a
      dziecko głodne i sfrustrowane. Na szczęście moja ukochana mama przemówiła mi do
      rozumu tłumacząc, że i ja i mój brat byliśmy karmieni sztucznie, wyrośliśmy na
      dorodne ;) dzieciaki, radzimy sobie nie najgorzej i nie czujemy się przez to
      ani trochę mniej kochani. Michaś w końcu dostał mleko modyfikowane, jest
      zdrowy, radosny, świetnie się rozwija, a ja wreszcie mogę się cieszyć swoim
      szczęściem bez poczucia winy. Początkowo jak wszystkich męczyły mnie pytania o
      sposób karmienia. I te zawiedzione miny po usłyszeniu odpowiedzi, nawet kobiet,
      które jeszcze nie rodziły i nie mają większego pojęcia o macierzyństwie jak ja
      wcześniej. Teraz na pytanie: "Karmisz?" odpowiadam: "Oczywiście! Butelką".
      Każdy się uśmiecha i nikt mnie już więcej o nic nie pyta.
      • mamamarceliny Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 08.07.05, 16:30
        Marcelina urodziła sie bez odruchu ssania. Nauczyła sie po dwóch dobach, ale w
        tym czasie dostawała już sztuczne /palec+sonda/. Potem było sporo prób
        przystawiania do piersi, poradnia laktacyjna i tak walczylismy dwa tygodnie.
        I w imie czego? Nagonki spzitalnej ze to niemozliwe aby dziecko nie ssało? nie
        chce piersi? to na pewno pani wina.... itd.

        Przez to całe gadanie miałam 6 tygodni depresje poporodowa, corka bardzo
        straciła na wadze i dopiero karmienie butelka postawiło ja "na nogi".

        Najbardziej wkurzaja mnie te zawiedzione miny osob, które nie maj pojecia o
        dzieciach i pytaja karmisz? , tak karmie butelka! ale dlaczego????

        A moja córeczka jest piekna zdrowa 6 miesieczna dziewczynka, która nigdy nie
        była chora i prawidłowo przybirea, spi cała noc i bardzo sie kochamy!
        pozdrawiam wszystki e-mamy butelkowe, tak naprawde jestesmy kobiety bardzo
        dzielne w tym chorym "na pierś" swiecie!
    • jane795 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 08.07.05, 18:36
      Witam kochane mamy!Ja chyba wśród Was mam najstarsze dziecko.Moja córcia w
      pażdzierniku skończy 8 lat.Swietnie rozumiem Wasz problem,zdziwienie
      otoczenia,namowy lekarzy na karmienie piersią,wyciąganie wszelkich możliwych
      powikłan a najgorsze własne wyrzuty sumienia.Moja coreczka urodziła się o
      czasie po cięzkim porodzie po kótrym nie mogłam dojśc do siebie(jedyne dziecko
      na oddziale,które czekało na mamę a nie mama na dziecko) i nie miałam
      pokarmu.Piszę z pełną swiadomością nie miałam bo nawet położne na oddziale nie
      mogły mi pomóc.Po urodzeniu moj mały obżartusek jadł-nie uwierzycie-60ml.Była
      zdrowa silna i GŁODNA.I od pierwszego dnia swojego życia jest karmiona
      butelką.Dziś nie ma alergii,dobrze sie uczy i ma 100% obecnośc w szkole.Nie
      zachorowała ani razu przez cały rok szkolny chodząc 3 razy w tyg na basen.A
      więc róbcie swoje karmcie butelka(moje dziecko nie miało tez nigdy kolki) i
      cieszcie sie swoimi pociechami.A komentarzami się nie przejmujcie.Ja byłam o
      tyle w gorszej sytuacji,ze wtedy nie miałam internetu i tylu fajnych mam
      wkoło.Teraz to ja sie smieję kiedy pytają mi się co robię,że dziecko nie
      choruje...Pozdrawiam gorąco,wszystkie mamy karmiące butelką jak i te,które
      karmią piersią....jesteśmy wszystkie szczęsciarami bo mamy swoje małe
      szczęsia...
    • mikanm "czy karmię jeszcze?" 09.07.05, 16:10
      Cześć!
      Dołączam się jako "wyrodna" mama butelkowo-cycowa, z przewagą butli :)
      W moim przypadku to po prostu nieudany start. Pokarmu miałam mnóstwo, lało się
      strumieniami, w dzień i w nocy. Na początku byly problemy z przysysaniem, choć
      w szpitalu szło mu świetnie. Potem miałam wrażenie że mały się nie najadał,
      wisiał mi godzinami przy cycu, a za 15 min znow krzyczał jeść. Po czym wypijał
      butlę tak jakby ode mnie z cyca nic nie zjadł.
      Stopniowo pokarmu robiło się coraz mniej. Do dziś mam do siebie żal, bo być
      może mogłam wykarmić go cycem. Z drugiej strony cieszę się że nie mam już
      piersi jak kamienne stodoły i nie muszę 3 razy zmieniać koszul w nocy ;) Karmię
      cycem rano i wieczorem, reszta to butla. Mały jest zdrowy, pogodny, ja
      zadowolona z życia. Czy nie tak właśnie powinno być? :)
      Wkurzają mnie pytania ludzi "czy karmię jeszcze?" Nie spotkałyście się z tym?
      Bo ja na każdym kroku! Pytają obcy ludzie, zaczepiają gdy tylko usiądę obok
      kogoś, lub np. czekam w przychodni. Przecież to jest moja prywatna sprawa!! Czy
      ja ich pytam co jedzą na śniadanie??? I przez tą głupią nagonkę na karmienie
      naturalne czuję się jak zbrodniarz tłumacząc że karmię pół na pół i jak
      kompletne dno gdy słyszę " aaaaa moja synowa/córka/wnuczka karmiła cycem przez
      rok/półtora roku/dwa lata"
      Pozdrawiam mamy butlowe
      mik.
    • beciak1 Re: klub wyrodnych mam karmiących butelką 09.07.05, 22:31
      To jest przykład na to jak w sumie słuszna ideę sprowadza się do jakiegos
      szaleństwa. Nie wiem czy to tylko u nas w Polsce tak jest czy wszedzie. Wydaje
      mi się, ze to "propagowanie" karmienia piersią, nosi znamiona zmuszania, i moze
      gdyby podchodziło sie to tego ze zdrowym rozsadkiem to wiecej z nas karmiło by
      piersią? A tak, mamy karmiace butelką czuja sie jak wyrodne matki a mamy
      karmiace piersia jak uswięcone. Oczywiscie uogólniam. I jest jakaś wojna miedzy
      jednymi a drugimi co jest chore.Jedna i druga strona rzuca jakies kosmiczne
      argumenty i ja osobiscie mam często wrażenie, ze w naszym kraju wszystkie mamy
      byc Matkami Polkami, nie pracowac i karmić piersią najlepiej do 18-go roku zycia.
      A wszystkie powinnysmy się starać dac naszym dzieciom wspaniałe dzeciństwo i
      mnóstwo miłości i walczyc o respektowanie naszych praw i wyborów przez personel
      medyczny.
      Ja podlączam się do klubu, bo sama karmie mojego 5-miesiecznego syna butelką od
      samego poczatku. Przyznam, ze na poczatku żałowałam, ze nie wiem jak to jest,
      miałam nawet z tego powodu deprechę, a teraz już wiem, ze to wcale nie jest
      najważniejsze w wychowywaniu dzieci.
Pełna wersja