veev
15.07.05, 18:55
Jak w temacie :)
Moja corka ma 7 tygodni, od poczatku karmilam ja tylko piersia. Poczatki byly
zreszta bezproblemowe i bezbolesne, bez nawalow, bez popekanych brodawek, a ze
przed urodzeniem dziecka mialam do karmienia stosunek dosc sceptyczny,
wydawalo mi sie, ze to klopotliwe, krepujace, boli i w ogole - wiec w sumie
zaliczylam mile zaskoczenie. Mloda jadla grzecznie co 3-4 godziny, w nocy
nawet rzadziej, przybierala na wadze ksiazkowo, myslalam nawet, ze pokarmie
dluzej, niz zakladane wczesniej zelazne trzy miesiace.
I przyszedl "kryzys szostego tygodnia". Ja zawsze myslalam o sobie, ze jestem
twarda baba i w nosie mam to, co mowia i pisza inni, a tu sie okazalo, ze
przezywam to strasznie, te wszystkie pytania "a masz dosc pokarmu?", hasla
typu "kazda matka jest w stanie wykarmic swoje dziecko", pediatre z dobrymi
radami "prosze dawac dziecku piers za kazdym razem, jak placze" (sic!),
wskazowki typu "poloz sie z dzieckiem do lozka, karm kiedy zechce, laktacja
sie dostosuje" i tak dalej.
Otoz, cholera, nie dostosowuje sie. Od tygodnia karmie co poltorej godziny, w
przerwach sciagam i dokarmiam sciagnietym, praktycznie caly czas siedze z
cyckiem na wierzchu, i NIC. Mloda placze i nie spi, bo glodna, ja w porze
karmienia jestem w stanie odciagnac gora 70 ml, a ona zjada spokojnie dwa razy
tyle (mialam zapasy w zamrazarce na szczescie), mam coraz bardziej dosc
redukowania tresci zycia do bycia chodzaca mleczarnia (do tego niewydolna) i
do tego jestem coraz bardziej nieszczesliwa, bo jak to, JA NIE WYKARMIE, ja
nie dam rady, co ze mnie za matka? No, czulam sie beznadziejnie. Mloda ryczy,
ja rycze, tata Mlodej bezradny, cudownie.
I w koncu dotarlo do mnie, ze w tym wszystkim wcale nie przejmuje sie
najbardziej Mloda, tylko tym, ze zaliczam laktacyjna porazke. I ze nie pozwole
na to, zeby "przezwyciezanie kryzysu laktacyjnego" znaczylo "glodz swoje
dziecko dla jego dobra", przeciez to postawione na glowie! I po dwoch dniach
lamania sie podalam mieszanke. Mloda zjadla cala butle, zaczela sie wreszcie
usmiechac od ucha do ucha, a w koncu zasnela i spi jak kiedys. A ja zaluje, ze
nie zdecydowalam sie na to wczesniej. I tak, BEDE DOKARMIAC, jesli nadal
bedzie taka potrzeba.
I bede tu zagladac, jesli znowu zlapie dola i zaczne czuc, ze niemoznosc
wykarmienia Mlodej samym cycem sprawia, ze jestem gorsza matka i
niepelnowartosciowa kobieta ;)
Pozdrawiam,
v.