ula401
26.06.06, 14:07
Już będąc w ciąży założyłam, że będę karmić dziecko piersia 2 lata, nie było
innego scenariusza. Od początku w szpitalu pojawiły się problemy, mały w
ogóle nie budził się do jedzenia, zaczęto go dokarmiać, bo mógł wpaść w
śpiączkę cukrzycową, a mi porobiły się guzy w piersiach. Podano mi etstradiol
na zatrzymanie nawału pokarmu, nie informując mnie jakie to wywoła skutki, a
skutki były takie, że po wyjściu ze szpitala okazało się, że mały nie
przybiera na wadze. Efekt był taki, że po miesiącu wprowadziłam sztuczne
karmienie, a sama wpadłam w taki stan, że raz dwa i było po mleku w
piersiach. Dopadła mnie depresja, a po jakimś czasie, jak na spokojnie
wszystko analizowałam i doszłam do wniosku, że w momencie wprowadzenia
sztucznego mleka był już dobry przyrost wagi, tylko nie zauważyła tego
lekarka prowadząca (ja zreszta też tylko, że przez nerwy nie byłam tego
świadoma), załamałam się kompletnie, leczyłam się przez ponad rok u
psychiatry, to był koszmar. Teraz jest już dobrze (mały ma 20 m-cy), ale żal
pozostał, nawet śni się po nocach, że go karmię i tak bardzo chciałabym
cofnąć czas.. Myślę, że dużo złego (oczywiście niezaprzeczalnie też i
dobrego) powoduje tak duża propaganda karmienia naturalnego, spychająca wręcz
na margines matki, którym się to nie udało.
Moje pytanie skierowane do Pani Doktor sprowadza się w zasadzie do uzyskania
odpowiedzi, czy zrobiłam dziecku dużą krzywdę i nie chodzi mi o sferę
emocjonalną, ale wyłącznie o zdrowotną, wszędzie czytam (nawet na reklamach
mleka sztucznego), ze dzieci karmione naturalnie lepiej się rozwijają, są
przede wszystkim inteligentniejsze. Karmiłam dziecko tylko przez miesiąc,
ale wtedy właśnie podano mi estradiol, antybiotyki, więc chyba i ten krótki
okres nie przyniósł mu nic dobrego.Proszę o odpowiedź.
Proszę też inne mamy o odpowiedź czy jest dużo dzieci karmionych sztucznie
właściwie od samego początku, bo czasami mam wrażenie, że takie nie istnieją.