Wołanie o szacunek

23.01.08, 21:37
Witam

Wreszcie ktoś zabrał głos w twj sprawie.Na własnej skórze przeżyłam
wręcz natarczywe dopytywanie się -czy karmisz piersią? Pytanie to
padało bez wyjątku przez każdego z kim się spotkałam. Nikt nie pytał
jak czuje się maleństwo jak się rozwija, interoswał ich tylko sposób
karmienia. I te spojrzenia pełne dezaprobaty i politowania.
Nie wystarczała informacje -nie mogę; jak to nie możesz każda
kobieta może tylko jej się nie chce z własnej wygody.
Chociaż pierwszego syna karmiłam piersią to przy następnym dziecku
nie mogłam!Najpierw po cc nastapiło ponowne otwarcie rany i
zakażenie gronkowcem,który okazał się wrażliwy na antybiotyk przy
którym karmienie jest wykluczone a następnie po miesiącu wykryto u
mnie nowotwór złośliwy co definitywnie przekreśliło jakiekolwiek
szanse na powrót do piersi a zaczęła sie walka o życie. Teraz po 4
miesiacach jest już prawie OK, ale naprawdę nie miałam ochoty
każdemu spowiadać się dlaczego nie karmię. Może ten mój list da
komuś do myślenia,że jeśli nawet usłyszy że świeżo upieczona mama
wybrała butelkę to nie znaczy,że jest gorsza od innych i nie dba
oraz nie kocha swojego dziecka skazując go na "gorszy"pokarm.
Najważniejsza jest przecież witamina M.


BW
    • mkilisz Wołanie o szacunek 06.05.08, 09:32
      Mam podobne doświadzenia.nie moge karmić,lewa piers jest poparzona
      od dzieciństwa,nie mam brodawki, zniekształcony sutek,niedroznosc
      kanalikow.Hamowanie laktacji było konsultowane z lekarzem
      prowadzacym ciaze,jednym z najlepszych w moim miescie, zapisał to w
      karcie ciazy. koszmar był w szpitalu,poranne wizyty i te
      pytania:dlaczego nie chce karmic piersia, przeciez moge jedna.Za
      każdym razem musiałam sie tłumaczyc dlaczego nie.Zaden lekarz nawet
      nie zbadał mi piersi,totalna ignorancja.Nie chcieli mi podac
      leku.Bromergon dostałam po 2 dniach po porodzie.Bałam sie o chorą
      piers,zeby nie doszło do zapalenia.Jestem mgr farmacji i z
      medycznego punktu widzenia dziwie sie podejsciu lekarzy.czułam sie
      zmuszana do karmienia naturalnego mimo przeciwskazań, przez to tez
      mam poczucie ze jestem gorsza matka. Mojemu synkowi chcąc
      zrekompensowac brak naturalnego pokarmu, podaję najdrozsze i
      uznawane za jedno z najlepszych na polskim rynku mleko,dostepne
      tylko w aptekach.Ktoś z rodziny męża opowiadał mu ze karmił jedna
      piersią.Wtedy mąz do mmie z nadzieja w oczach: wiesz mozesz karmic.
      Znów musiałam sie tłumaczyc,czułam sie gorsza, przymuszona. podobnie
      było jeszcze gdy byłam w ciązy. PYTANO CZY BEDE KARMIC
      NATURALNIE.GDY ODPOWIADAŁAM ZE NIESTETY NIE, BYLI ZDEGUSTOWANI,
      CZUŁAM BRAK ZROZUMIENIA.bYŁO MI SMUTNO, CIĘŻKO NA SERCU, czułam sie
      niewartościową matką.tak jest do tej pory.( wizyty u pediatry,
      położna, wizyty u rodziny męża). KOCHAM MOJEGO SYNKA,CHCE DAC MU TO
      CO NAJLEPSZE- MOJĄ MIŁOSC, BLISKOSĆ, CHCE BY DOBRZE SIE
      ROZWIJAŁ.CHCIAŁABYM BY NIKT NIE POTEPIAŁ ,NIE KRZYWDZIŁ, NIE RANIŁ
      KOBIET,KTÓRE Z RÓZNYCH PRZYCZYN KARMIĄ BUTELKĄ. DOBRZE zE KTOŚ O TO
      WALCZY. POADRAWIAM
      MK
      • matylda07_2007 Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 09:45
        Już nieraz pisałam na ten temat w różnych wątkach... ja karmiłam niepełne dwa miesiące, bo też dalej nie mogłam. Nie gojąca się rana na brodawce, ciągłe zakażenia bakteryjne, gorączka, ból... Nie pomogły 4 antybiotyki, nie pomogły dziesiątki maści. Musiałam zrezygnowac przy kolejnej gorączce, tym razem 40-sto stopniowej mimo leków obniżających. Zator, później podejrzenie ropnia. To i tak opowieść bez szczegółów...
        I ciągłe namawianie przez położne: "Walcz! Przystawiaj!" A ja odciągałam ponad miesiąc z tej piersi, bo nie dało się karmić. Mąż i córka spali, a ja, żeby pokarmu nie stracić, żebym mogła wrócić do karmienia obiema piersiami, koczowałam po całych dniach i nocach z laktatorem.
        Nie cieszyłam się wówczas macierzyństwem. Kładąc się spać, myślałam z żalem, że znowu wstanie kolejny, taki sam dzień.
        W końcu decyzja mojego lekarza, koniec z tym, bo wyląduję w szpitalu.
        Po części ulga, ale nie do końca. Po pożarciu fiolki bromergonu modliłam się w duchu, albu pokarm wrócił. Płakałam przy każdym karmieniu butelką. Nikt w rodzinie mnie nie rozumiał, dlaczego robię taką tragedię. A ja patrzyłam na swoje dziecko i myślałam tylko, jaką krzywdę mu robię.
        Terror laktacyjny jest potworny. Na jednym z forum pewna dziewczyna prowadziła z tym walkę. Opublikowali nawet artykuł w jakimś czasopiśmie dzieciowym, ale cóż... i tak jest to samo.
        My z butlą jesteśmy gorsze i właśnie te spojrzenia...! Komentarze. Często przyczepiali się ludzie obcy, dwa razy zdrzyło mi się być pouczoną przez mężczyznę.
        Szkoda gadać, pisać. Co można z tym zrobić?
        • sigunkorati Re: Wołanie o szacunek 13.07.08, 11:12
          Moja historia jest podobna. Karmiłam synka 2 miesiące bez tygodnia. Najpierw
          zastój, którego nie mogłam usunąć, później zapalenie, którego nikt nie miał
          ochoty leczyć (szukałam pomocy wszędzie...dostawałam sprzeczne porady, a ogólnie
          to kazano mi przystawiać dziecko i okładać kapustą + rozgrzewanie i masaż). Jak
          już było bardzo poważnie, a nic nadal nie pomagało skontaktowałam się z doradcą
          laktacyjnym. Zakazała masaży i nagrzewania (podobno to pogorszyło mój stan).
          Dodatkowo okazało się, że syn nieprawidłowo ssie...przez to miałam zastój.
          Kazała karmić, pić szałwię (miałam bardzo dużo pokarmu), robić ćwiczenia na
          ssanie dziecku i czekać. Od nikogo nie dostałam, żadnych leków. Zostałam
          pozostawiona sama sobie, z koszmarnym bólem i cierpieniem. Moja katorga trwała
          dwa tygodnie, przez które 10 razy na dobę poddawałam się torturom karmienia
          syna. Doszło do tego, że nie jadłam, nie piłam tylko cały czas płakałam, a raz,
          czego sie wstydzę nakrzyczałam na płaczącego synka. To było straszne. Teraz
          wiem, że on cały czas był głodny, w piersi prawie nie było mleka a zdrową sie
          nie najadał (choć doradca laktacyjny uparcie twierdziła, że na pewno nawet z
          jednej się naje). Miałam dość, nie widziałam końca mojego koszmaru. Karmienie,
          które tak kiedyś kochałam stało się najgorszą karą i dla mnie i dla synka. Były
          nerwy, krzyki, płacz i ból. Okazało się, że miałam wielkiego ropnia. Został
          usunięty. Niestety umiejscowienie rany nie pozwalało na karmienie, ani na
          jakiekolwiek odciąganie pokarmu. Musiałam podjąć decyzję o zaprzestaniu
          karmienia, żeby się ratować. Biorę teraz bromergon i czuję się podle. Choć wiem,
          że nie było innego wyjścia (a może było??), mam poczucie winy. Miałam tyle
          pokarmu, że mogłabym wykarmić trójkę dzieci, a teraz nie mogę wykarmić nawet
          swojego syna. Tam samo cierpię, jak podaję synkowi butelkę, czuję się gorsza,
          już nie jestem niezastąpiona, odebrano nam "nasze" chwile. Nikt tego nie
          rozumie. Wszyscy mówią...co się martwisz, przecież to nic takiego. Ty też byłaś
          na butelce. teraz będziesz mogła wszystko jeść i pić, nie jesteś już
          uwiązana...a ja cierpię. Bo wiem, że odbieram mojemu dziecku coś najważniejszego.
          • joy76 Re: Wołanie o szacunek 13.07.08, 12:57

            > . Bo wiem, że odbieram mojemu dziecku coś najważniejszego.

            nie odbierasz mu swojej miłości - a to jest najważniejsze.
            Karmienie piersią to szczególna bliskość - ale przecież próbowałaś, nie poddałaś
            się bez walki. Najpiękniejsze jeszcze przed Tobą, jak napisała jedna z dziewczyn
            "cycka mamy się nie pamięta,ale miłość - tak".
          • ledzeppelin3 Re: Wołanie o szacunek 24.04.09, 23:05
            to kazano mi przystawiać dziecko i okładać kapustą + rozgrzewanie i
            masaż). Jak
            > już było bardzo poważnie, a nic nadal nie pomagało skontaktowałam
            się z doradcą
            > laktacyjnym. Zakazała masaży i nagrzewania (podobno to pogorszyło
            mój stan).
            > Dodatkowo okazało się, że syn nieprawidłowo ssie...przez to miałam
            zastój.
            > Kazała karmić, pić szałwię (miałam bardzo dużo pokarmu), robić
            ćwiczenia na
            > ssanie dziecku i czekać. Od nikogo nie dostałam, żadnych leków.
            Zostałam
            > pozostawiona sama sobie, z koszmarnym bólem i cierpieniem. Moja
            katorga trwała
            > dwa tygodnie, przez które 10 razy na dobę poddawałam się torturom
            karmienia
            > syna. Doszło do tego, że nie jadłam, nie piłam tylko cały czas
            płakałam, a raz,
            > czego sie wstydzę nakrzyczałam na płaczącego synka. To było
            straszne. Teraz
            > wiem, że on cały czas był głodny, w piersi prawie nie było mleka a
            zdrową sie
            > nie najadał (choć doradca laktacyjny uparcie twierdziła, że na
            pewno nawet z
            > jednej się naje). Miałam dość, nie widziałam końca mojego
            koszmaru. Karmienie,
            > które tak kiedyś kochałam stało się najgorszą karą i dla mnie i
            dla synka. Były
            > nerwy, krzyki, płacz i ból. Okazało się, że miałam wielkiego
            ropnia. Został
            > usunięty.



            Wiesz co, jestem chirurgiem i jestem przerażona. Że nikt Ci nie
            zrobił UGS sutka. Że nie dostałaś antybiotyku. Że byłaś tragicznie
            leczona. Że przy ropniu zmuszano Cię do stymulacji laktacji.

            Biorę teraz bromergon i czuję się podle. Choć wiem
            > ,
            > że nie było innego wyjścia (a może było??), mam poczucie winy

            Jetsem chirurgiem, kilka piersi z ropniem zdarzyło mi się nacinać i
            nie spotkałam sie jeszcze nigdy z sytuacją, by kobieta po nacięciu
            ropnia wróciła do karmienia- to jest poważna, bardzo poważna i
            koszmarnie bolesna choroba, przy której potrzebny jest spokój,
            leżenie, antybiotyki i bromokryptyna na zatrzymanie laktacji. Bardzo
            Ci współczuję- powinnias zaskarżyć tą doradcę laktacyjnego (kolejna
            fanatyczka- naraziła na cierpienie nie tylko Ciebie, ale i dziecko).
            Normalnie jestes przykładem wystymulowanego ropnia sutka. Oto, do
            czego doprowadza terror laktacyjny w Polsce.
      • marsupilami25 Re: Wołanie o szacunek 13.08.08, 17:55
        Wiesz co, jestes supermama ;-)
    • olimpiaxx Wołanie o szacunek 06.05.08, 09:48
      A czym Ty sie przejmujesz?? ?Opal komus tak, ze w pięty pójdzie.
      W zyciu sa większe problemy, przejmowanie się czy karmisz piersia
      czy butelka to bzudra. Nawet jesli nie chce Ci sie cyca (tak jak mi)
      wystawiac to co to kogo obchodzi!!!..Pozdrawiam
      • matylda07_2007 olimpiaxx 06.05.08, 09:58
        Nie każda mama podchodzi do tego tak jak Ty, a szkoda.

        ...i nie pociesza mnie stwierdzenie p. doktora w komentarzu do artykułu, że dzieci karmione butelką gorzej się rozwijają.
    • tattini Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 10:14
      Witam,

      zabieram głos, bo temat dotyczy mojej żony. Wiem ,że się martwi i ma żal do
      siebie, że nie może karmić piersią. Wiem, jak inne/inni na nią patrzą i bierze
      mnie złość. Przecież to wcale nie oznacza, że nie jest dobrą matką! Przeciwnie,
      zadręcza się, bo jest troskliwa, odpowiedzialna i kocha nasze dziecko!
      Przecież dzisiaj są takie smoczki, które są bardzo zbliżone do piersi i dzieci
      karmione butelką rozwijają się dobrze i zdrowo.
      To tyle. Głównie nerwów.


    • kyora Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 10:15
      Witam. Córcia (dziś 10 mcy) urodziła się z nierozpoznaną wadą
      zwężenia jelita. Od początku brak łaknienia, brak wypróżnień, moja
      rozpacz. Proszę nakarmić piersią dzieciątko, które nie chce jeść w
      ogóle! Laktacja była bardzo słaba. Ściągałam pokarm laktatorem ale
      strach o dziecko, powtórne szycie krocza i 2 miesięczny połóg
      spowodowały zatrzymanie laktacji całkowite. Karmienie bebilonem
      pepti nie pomagało więc tułaliśmy się od lekarza do lekarza,
      walczyliśmy o każdy gram ciała córci. Ale wiecie co wszędzie
      słyszałam - nie uznanie, że dziecko w ogóle je i się rozwija pomimo
      cierpień; każdy lekarz po kolei upokarzał mnie komentarzami na
      temat "nie ma czegoś takiego jak za mała ilość pokarmu, po prostu
      sie Pani nie chciało postarać o pokarm". I tutaj mój apel nie do
      ciotek czy babć ale do światłej grupy pediatrów - łatwo być matką
      radosnego, jedzącego i świetnie rozwijającego się dziecka, ale w
      tych z nas, które walczyły o życie i zdrowie dziecka zmiany zaszły
      już na całe życie. Drodzy lekarze, pomyślcie zanim zwiększycie
      poczucie krzywdy, gdy patrzymy na nasze dzieci, których nie możemy
      karmić naturalnie. Ja płakałam przez Was wiele razy.
      • tscina Re: Wołanie o szacunek 23.11.08, 20:09
        skąd ja to znam Nigdy nie miałam do czynienia z dziećmi a tu nagle ciąża Mnoga!
        Bliźniaki! W ciąży nie czułam żadnego instynktu macierzyńskiego Kobiety które
        spotykałam u lekarzy już mówiły o poduszkach do karmienia, o dietach na które
        będą przechodzić gdy będą karmić swoje maleństwa. A ja? Nie rozmyślałam o tym
        jak to cudownie będzie trzymać maleństwa przy sobie Widziałam tylko ogromne
        kłopoty Nie wiedziałam jak przystawić jedno, a co dopiero dwoje Co z moim
        dotychczasowym życiem, czy nie będę mogła wyjść poza dom bo nie wiadomo które
        zgłodnieje Totalna izolacja! Tak to właśnie widziałam Ale kiedy chłopcy się
        urodzili postanowiłam, że dla ich dobra będę ich karmić Starałam się przez 3 dni
        To było nieustanne płakanie Chłopcy, jako wcześniaki, nie potrafili dobrze ssać
        Nie wiedziałam co mam robić gdy jeden wył mi przy piersi a drugi w łóżeczku
        Mniejszy ważył niecałe 2 kilogramy, większy 2500 gdy go brałam ze szpitala Byłam
        przerażona, że zacznie jeszcze bardziej spadać na wadze Nie wiedziałam ile je,
        czy w ogóle je, czy płacze bo jest głodny czy z innego powodu Podałam butelkę
        Tam przynajmniej widziałam, że coś ubywa Uspokoiłam się Dziś chłopcy mają 3.5
        miesiąca, przegonili swoich rówieśników, prawie potroili swoje masy urodzeniowe
        Wszyscy widząc ich mówią: "no tak tak, jak dziecko na piersi to tak rośnie" Gdy
        odpowiadam, że jedzą butle pada pytanie: "ooo, ojej, a dlaczego? " Dlatego, że
        nigdy nie widziała Pani 2 kilogramowego dziecka którego strach wziąć w ręce a co
        dopiero przystawiać do piersi Czy jestem gorszą matką? W życiu! Nigdy tak o
        sobie nie pomyślałam Poświęcam chłopcom dnie i noce To nieustające jedzenie,
        zabawy, spacery, poznawanie świata. Czy mają mniej bliskości niż dzieci karmione
        piersią? Zamiast mamlać godzinami pierś my w tym czasie zdobywamy odporność na
        wielogodzinnych spacerach. Zamiast mamlać godzinami pierś my rozwijamy nasze
        zmysły poprzez zabawę, wspólne rozmowy, gimnastyki. Butelkowe mamy ! Nie Dajcie
        się zwariować ! Karmienie piersią to nie żadna porażka wychowawcza. Zahartowane,
        codziennie spacerowane dziecko jedzące butle nie będzie w niczym gorsze od tych
        karmionych naturalnie. I nikt mi tego nie wmówi. A co do rad "życzliwych" -
        zawsze były i będą. Niech żyją swoim życiem a Wy swoim. Pozdrawiam
    • keti3 Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 10:23
      dwa tygodnie temu urodzilam sliczna, zdrowa i silna coreczke...co z tego, gdy w
      szpitalu juz pierwszej doby po porodzie (porod przez cc) polozne przynioslyy mi
      mautka lecz nie pozwolnono mi poprostu nacieszyc sie dzieckiem, popatrzec na
      nia, przytulic, zobaczyc jak wyglada...stala nade mna polozna-gestapowiec i w
      kolko slyszalam powtarzane jak mantre:przystawiac przystawiac, jak to pani nei
      chce??! co znaczy nie chce?nie moze??co zPani za matka?jaka blokada?co to za
      fanaberie?czy Pani wie co robi?szkoda dziecka!!chce ja Pani
      zmarnowac?Ksiezniczka sie znalazla!!!
      Ja juz w ciazy wiedzialm, ze nie bede karmic małej piersia z kilku
      powodow.Rodzinna przypadlosc kobiet, mianowicie niedorozwoj brodawek. Sa bardzo
      malutkie i wklesle..ich wkleslosc w ciazy w wyniku powiekszenia się piersi
      jeszcze sie poglebila, do tego niedroznosc kanalow mlekowych, ktora bardzo
      czesto wystepuje przy wkleslych brodawkach oraz niestety psychiczna blokada...Do
      tego dosc specyficzna sytuacja osobista, ktora nie pozwalalaby mi na prowadzenei
      normalnego zycia i pelnej opieki nad malą ..
      Moja decyzja byla przemyslana, sama szukalam informacji nt. karmienia mlekiem
      modyfikowanym, najlepszych mieszanek itd...Nie spodziewalam sie jednak tego, co
      spotkalo mnie ze strony personelu szpitalnego...Pomijam juz fakt, iz jestem
      osoba dosc wrazliwa, mam sklonnosci do stanow depresyjnych, skrajne emocje
      twarzysza mi wlasciwie kazdego dnia...Chcialam z pelna swiadomoscia i wiedza,
      ktora zdobylam podczas ciazy podejsc ze spokojem do swojego dziecka..i dac mu
      jesc z usmiechem na twarzy, radoscia, miloscia...Zamiast tego moja coreczka
      miala i chyba dalej ma, bo w dalszym ciągu ni e moge pozbierac sie po
      szpitalnej traumie)roztrzesiona, pelna winy i obaw matke, ktora juz nie jest tak
      do konca przekonana o tym, ze milosc i czulosc oferowana dziecku jest
      najwazniejsza...
      Poranne wizyty pani doktor (ktora de facto na moje pytanie ile z trojki swoich
      dzieci wykarmila piersia, odpowiedzial szczerze, ze jedno..)byly koszmarem...
      Pielegniarki, polozne, lekarz, stazysci, po prostu wszyscy patrzyli jak placze i
      wszyscy przysluchiwali sie bez szemrania temu, co pod moim adresem padalo z ust
      pani doktor...Dowiedzialm sie, ze pomimo swojego wieku jestem niedojrzala,
      glupia, ze jestem chora psychicznie itd...W koncu postanowila zajac sie mna
      osoboscie...widocznie oczula wyzwanie...tzn fizycznie zmusic do karmienia
      piersia, bo psychicznie juz jej sie udalo...
      Przyszla do mnie po obchodzie, zaczela wypytywac o moja sytuacje osobista,
      powody dla ktorych mam depresje!!!! (jedynym powodem dla ktorego moglam meic
      depre bylo to, co ze mna zrobili w szpitalu) zdarla ze mnie gore od pizamy ,
      wyjela piersi z biustonosza. a potem zaczela mi wygrzebywac.. (inaczej nie
      jestem wstanie tego nazwac) brodawki...ciagnela za nie powodujac przerazajacy
      bol..oczywiscie jej zabiegi nie zdaly sie na nic. z piersi nie wyciekla ani
      jedna kropelka, a brodawki byly dalej schowane... nastepnie doszla do wniosku,
      ze najlepiej wyjmie mi je dziecko, ktore jak sie przyssie to na pewno sobie
      poradzi..kazala mi wziac malutka na rece i przystawic do tej jednej, w jej
      mniemaniu rokujacej nadzieje piersi. Malutka odszukala piers, widzialm jak
      chetnie ja lapie, ale nie miala za co...zaczela strasznie plakac i denerwowac
      się. ja razem z nia...pogryzla mi niesamowicie piers, z ktorej zaczela saczyc
      sie krew...w koncu po kilkunastu minutach pani doktor zrezygnowala ze swoich
      zabiegow..polecila mi laktator za 400zł..Efekt?...depresja...a jedyne o czym
      mysle, to o tym, ze nie jestem tak dobra mam jak kobiety karmiace naturalnie...i
      naprawde nie wiem jak sobie mam z tym poradzic...Szacunek dla mam butelkowych??
      po tym, co mnie spotkalo trudno mi uwierzyc, ze kiedykolwiek chociaz jednego
      lekarza bedzie na to stac...
      • jadzia.orbitrek Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 11:03
        Po 9 miesiącach życia mojej córeczki łatwo jest powiedzieć,że
        naprawdę nie ma znaczenia sposób w jaki karmimy swoje dzieci. Ale
        zaraz po urodzeniu,kiedy wszyscy pytali się "i co? karmisz
        piersią?", a ja płakałam nad łóżeczkiem, bo przecież nie karmiłam
        piersią- wtedy było strasznie. Myslę,że głównie dlatego nie
        potrafiłam sobie poradzić z "macierzyństwem", bo zamiast popatrzeć
        na tą śliczną osóbkę,że jest taka piękna i kochana, ja wyrzucałam
        sobie,że jestem złą matką, że mnie córka nie będzie kochać. Znacie
        to, prawda? I te napisy na opakowaniach po mleku modyfikowanym z
        przeklętą cyfrą 1.
        Teraz jestem mamą, która jednak karmi piersią tego 9-miesięcznego
        urwisa. Ale nie uważam,że córka rozwija się lepiej,a ja jestem
        tą "lepszą matką". Najważniejsze dla mnie,żeby córka była
        zdrowa,żeby jadła i się śmiała. Ja wychowałam sie na kaszy mannej od
        2 miesiąca i krowim mleku i jestem fajną babeczką,studia skończyłam
        i cyca mojej matki w ogóle nie pamiętam. A miłość pamiętam.

        Społeczeństwo wymaga od przyszłej matki,że będzie karmić swoje
        dziecko piersią. Ale to do chol***ery ( i różne takie gorsze) jest
        MOJE dziecko!!! Mam nadzieję,że każda kobieta będzie miała wolny,
        niczym nie obciążony wybór sposobu karmienia. Naprawdę,teraz jak to
        piszę to wydaje mi się to żałosne,że ktoś ma wypowiadać się w ogóle
        na temat tego, jak mam karmić SWOJE dziecko. Lepiej by taki lekarz
        przyszedł i mi kotletów narobił albo okna umył:)
        no, to tyle,jadzia
        • zetto76 Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 14:00
          Ja sie jeszcze dowiedziałam że to przez to mam depresje. Ze jakbym
          karmiła to bym nie miała. No i git! Ciesze sie ze nie karmiłam i że
          nie miałąm czym. O to postarały sie panie położne i lekarz który
          sciskal mnie w szpitalu za cycki i jak sie kropla ukazala pial
          radośnie" no przecież ma pani mleko!
          Ku..ca mnie brała.
          Nie dalam sie!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • saralee Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 14:35
            Jak czytam niektóre wątki, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera.
            Jak można pozwolić sobie wyjąć piersi i dawać ściskac jakiejś obcej
            osobie???Depresja depresją, ale kobiety, na Boga, przecież to Wasze
            ciało i to Wy macie prawo decydować o tym, ktop je dotyka??? Gdzie w
            tym czasie byli Wasi mężowie? DLaczego nie złożyliście skargi do
            dyrekcji szpitalu o naruszenie nietykalności cielesnej??? Depresja
            depresją, ale jeśli każd a z nas będzie kładła uszy po sobie, nikt
            nie będzie się nami przejmował!
            Ja rodziłam w św. ZOśce, szpitalu tzw. Przyjaznym dziecku'. Na pewno
            wiecie, co to znaczy. Po porodzie położna tylko podniosła brwi do
            góry, nie powiedziała ani słowa. Pediatra, który badał dziecko po
            urodzeniu, jak się dowiedział, że nie chcę karmić, jak na skrzydłach
            przybył, żeby mnie ;uświadomić'. Podczas pierwszej nocy dyżurna
            położna też na siłę chciała mi udowodnić, że zmusi mnie do
            kamrienia. DOstała po łąpach, jak tylko wyciągnęła je w moim
            kierunku.
            Po porodzie nawet 50-letni sąsiad, z którym do tej pory zamiieniałam
            dzień dobry, pyta mnie, czy karmię - a ja na to z głupim uśmiechem:
            to trzeba karmić?A ja myślałam, że dziecko łyka powietrze...
            Innej 'zyczliwej' sąsiadce walnęłam prosto z mostu: nie znamy się na
            tyle dobrze, abym opowiadała o takich szczegółach.
            Kobiety drogie, nie dajcie sobie w kaszę dmuchać! A co do pytań dot.
            karmienia mlekiem modyfikowanym...Po to mamy to forum i Panią
            Doktor, żeby nam odpowiedziała na problemy, o których inni boją się
            nawet pomyśleć ;)
            Pozdrawiam wszystkie mamy butelkowe (i nie tylko!)
            • domana.0 Re: Wołanie o szacunek 06.05.08, 16:53
              Ja już kiedys opisywałam na tym forum swoja historię.
              po porodzie nie miałam mleka, więc panie w szpitalu dokarmiały moje dziecko
              sztucznym, ale przed każdym dokarmieniem łapały moja pierś i ściskały tak że
              miałam łzy w oczach- a nóż je okłamuję. Masowałam piersi tak długo aż pokarm
              poleciał, ale co z tego jak potem córka za chiny ludowe nie chciała ssać piersi-
              ani normalnie ani przez kaptutek. ciagle słyszałam złośliwości (typu: co to za
              dziecko ze nie chce mleka matki) i widziałam głupie usmieszki. Czułam się gorsza
              od innych. Każda pokazywała mi swoją technikę karmienia. Doszło do tego że bałam
              się swojego dziecka. W końcu jedna pielęgniarka powiedziała, ze jak nie chce
              pani karmić to niech pani powie, bo tak to sie wszyscy męczymy. Wkurzyłam się i
              powiedziałam że nie chce karmić, mimo to, że bardzo chciałam. Panie w szpitalu
              kazały kupic mi mleko. Kupiłam. Juz kolejnej nocy jedna pielęgniarka mnie
              obudziła że brakło juz mojego mleka i kazała znów kupić.Potem okazało się że
              moim mlekiem dokarmiały tez inne dzieci. Ale to juz inna historia. Rozmawiałam z
              panią pediatrą, proponowałam ze może kupie po prostu laktator i będę odciągac
              pokarm. Pani doktor powiedziała ze nie, bo to sie nie opłaca jak mam tak mało
              mleka. A ja mimo wszystko kupiłam ten laktator i po troszku odciągałam. potem
              zaczęłam odciągac elektrycznym- mleka zrobiło sie mnóstwo. Karmiłam córcie przez
              butelkę- juz nie potrzebowałam łaski pań pielęgniarek. Skonczyły się głupie
              przytyki i zlośliwości a ja odetchnęłam z ulgą. Nawet przychodziły i podziwiały
              jak sobie radzę.
              wyszłam z tego szpitala z niesmakiem i depresją.
              Teraz z perspektywy czasu inaczej bym zareagowała na taką sytuację. Napewno nie
              pozwoliłabym babom decydować czy mam karmić piersią czy nie. To jest moje
              pierwsze dziecko, przy drugim będę juz przygotowana na taka sytuację.
              • manialub Re: Wołanie o szacunek 08.05.08, 09:11
                List podobny do poprzedniego. Wszystko bylo super przez pierwszą
                dobę, mleczka nie bylo za duzo ale mały ciągnął brodawke, na drugi
                dzień był juz głodny a tu nie leci, nie wiedzialam co robic,
                oczywiscie nikt nie pomagal, kazali przystawiac, maluszek sie
                złościł ze nie leci, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Zamiast
                pomóc, dokarmili dziecko bez mojej wiedzy, wystarczył raz, mały jak
                widział cycka wrzeszczał, nie chciał ssać, ja płakałam, w końcu
                jedna z położnych wytłumaczyła mi ze mały musiał już dostać butle i
                z piersi nic nie będzie, w domku jadł przez kapturek, niestety po
                dwóch tygodniach nie efektywnego ssania mleko przestało lecieć a
                dziecko schudło, odciagałam i podawałam butlą przez dwa miesiące
                dokarmiając przy tym mlekiem modyfikowanym, po tym czasie siły
                opadły, byłam zmęczona, smutna, zła na cały świat, jak widziałam
                butelke to płakałam, oj jak ja bardzo chciałam go karmić cycusiem,
                wylalam tone łez, przeżyłam jakiś horror a potem się zaczeły te
                pytania, niestety do nikogo nie docierało ze dziecko może nie chcieć
                cycka, ze przecież to nie możliwe. Do dzis jak sie mnie ktos pyta
                czy karmiłam odpowiadam ze tak bo nie chce widzieć tych wzgardliwych
                spojrzeń.
                Do dzisiaj nie pogodziłam się z tym ze nie mogłam dać mojemu dziecku
                co najlepsze, jak widze karmiące mamy to serce płacze.
                Mam nadzieje ze będe jeszcze kiedyś karmić cycusiem, może z kolejnym
                dzidziusiem się uda, napewno w szpitalu stane na głowie zeby nie
                dokarmiać butla, są przecież takie sprytne kubeczki, strzykawki, a
                moze nastepnym razem pokarm pokaże sie szybciej.
                Pozdrawiam wszystkie mamy które nie mogą karmić swojich pociech,
                czasami mam wrażenie ze przez to kocham mojego słodziaka jeszcze
                mocniej.
                • magdalenawow2 Re: Wołanie o szacunek 08.05.08, 10:27
                  Dzięki za ten wątek, popłakałam się jak w trakcie czytania. ja tez
                  to wszystko przeżylam tzn. ten terror laktacyjny. I te teksty
                  specjalistów typu "nie ma za malo pokarmu" "mleko w piersi sie nie
                  kończy". A ja miałam za mało pokarmu i mleko w piersi się kończyło,
                  czego dowodem była moja corka - która na początku karmienia pięknie
                  cycuszka jadła i nagle ryk i od razu drugiego - i też ryk. Myślałam
                  że ją boli brzuszek. Ale potem okazało się że ona była po prostu
                  godna a z cycka mało leciało. Po tygodanich głodzenia mojego dziecka
                  przez właśnie tego typu teksty dostała sztucznego - zjadła tyle i
                  tak łapczywie że aż zwymiotowala. Na każdym kroku spotykałam się
                  ze "specjalistami" od karmienia w aptece jak kupowalam mleko
                  sztuczne Pani aptekarka uświadamiała mnie że lepiej jak bym karmiła
                  tylko piersią. Ortopeda:) do którego poszłam z bolącą ręką okazał
                  się specjalistą od laktacji:). A w tej chwili już nie karmię wcale
                  córka ma 5 miesięcy a otoczenie wpędza w poczucie winy tekstami
                  typu: "dlaczego tak krótko karmiłaś piersią". Tak to już w Polsce
                  jest - jak my byłyśmy dzićmi była moda na niekarmienie piersią -
                  wtedy taka matka co karmiła piersią byla gorsza, głupia
                  nienowoczesna - teraz jest jeszcze gorzej - przyszla moda na
                  karmienie piersią i ta matka co nie karmi - jest w opinii
                  publicznej - wyrodną matką. Dziewczyny cieszę się że jest nas
                  więcej - nie poddawajmy się "pseudo specjalistom od laktacji" którzy
                  nie znają nas, naszego dziecka, naszego problemu. Pozdrawiam
                  wszystkie karmiące butelką
                  • skakanka83 Re: Wołanie o szacunek 08.05.08, 17:24
                    witam
                    ja nie chciałam karmić, wiem, to straszne,ale szczerze mówie nie chciałam od
                    początku. I nie dlatego że tak sobie ubzdurałam, tak czułam, patrzyłam na moją
                    bratową która zawsze przy wszystkich wyciągała pierś i karmiła synka, a ja juz
                    wtedy myślałam że tak nie chce. Mój maz mówił ze to moja decyzja, ze mam racje i
                    tego sie trzymamy. Rodzina do tej pory patrzy na mnie jak na wyrodna
                    matke,szczegolnie tesciowa. W szpitalu oszukiwałam, brałam bromergon, recepte
                    załatwił mąż od kolegi lekarza,mówiłam ze nie mam pokarmu i dostawałam z łASKą
                    butelke,ale za każdym razem jak mi przystwiali synka czułam sie nieswojo,
                    zdołowana, nie sprawiało mi to przyjemnosci, ani jemu;( w domu wkoncu poczułam
                    że żyje. Na szczescie mój pediatra jest zdania że jak mama nie chce to nic na
                    siłe, i nigdy nie było złego spojrzenia.
                    jestem szczesliwą mamą, a mojego synka kocham nad życie!!!
                    • skakanka83 do keti3 08.05.08, 17:34
                      w szpitalu próbowano mnie traktować tak jak Ciebie, na siłe przystawiali małego,
                      bez efektów, to było straszne!! ja walczyłam z nimi,mówiłam ze nie chce,ale nikt
                      mnie nie sluchał, nie szanował mojego zdania. Nie interesował ich powód dlaczego
                      nie chce,nie próbowali rozmawiać,delikatnie przekonywać, a położna i pani z
                      poradni laktacyjnej patrzyły na mnie wzrokiem jakbym była nikim, jakbym nie
                      zasługiwała na to że jestem matka.
                  • rewelkap Re: Wołanie o szacunek 09.05.08, 16:06
                    Witam!
                    Jestem mamą 5.5-miesięcznej dziewczynki i jestem, drogie Mamy, tak samo jak Wy,
                    mamą KARMIĄCĄ, tyle, że ja karmię akurat piersią :-)))
                    Jestem, przyznam zszokowana Waszym apelem, bo nie zdawałam sobie sprawy, że to
                    aż tak wygląda! choć faktycznie, zwykle pierwsze pytanie od obcych nawet ludzi,
                    to: karmisz? Chyba trzeba odpowiadać: nie karmię, skąd! Z powietrza tak rośnie!

                    Nie dawajcie się, Kobity!!
                    Dajecie jeść Waszym dzieciaczkom, nie głodzicie ich przecież, ani nie
                    krzywdzicie w żaden sposób!!! Kochacie je najmocniej na świecie i tylko to jest
                    najważniejsze.
                    A w ogóle, to przecież my wszystkie jesteśmy pokoleniem wychowanym na mleku
                    mdyfikowanym, bo tak na ogół kazano karmić nas naszym mamom. I co? Gorsze jakieś
                    jesteśmy? Mniej kochamy nasze mamy? Wątpię.

                    Wiem, że nie jest Wam łatwo, ale bądźcie dzielne. Każda z nas jest dla swego
                    dziecka najlepszą mamą na świecie, bez względu na sposób, w jaki podaje mu
                    pokarm. I kropka.

                    Pozdrawiam gorąco!!!
            • edzia132 Re: Wołanie o szacunek 25.02.09, 14:56
              Mi tak samo otwiera się scyzoryk w kieszeni :) aaaaaaaaa można by krzyczeć, gdzie jakieś prawo wyboru w tej kwestii? Nigdy tego nie zrozumiem. Nie chciałam mieć dzieci z dwóch zasadniczych powodów, poród (jak dla mnie sn to abstrakcja i nie ma o tym mowy), po drugie karmienie piersią tutaj będę potępiona ale nie wyobrażam sobie żeby ktoś ciągnął mnie za sutka aaaaa od razu gęsia skórka. Zawsze były wrażliwe nawet mąż ma ogranioczone pole ruchu :), wszędzie czytam o pogryzionych sutkach, krwawiących, problemach z karmieniem, problemach z treściwością pokarmu? I szczerze mówiąc nie rozumiem czemu te kobiety tak się zażynają żeby karmić tym cyckiem? Bujda o odporności to następna kwestia, jeśli ma być chorowite i alergikiem to nic i nikt nie pomoże, dla mnie karmienie piersią to męka dla matki i dziecka ale podziwiam wytrwałe mamuśki. Jednak zdecydowałam się ( za mocne słowo - uległam )w końcu na dziecko, odkąd można obejść w Polsce poród sn i karmienie piersią bo można nawet laktację zatrzymać proszkami. Niestety kiedy w naszej Polsce okazało się że kobiety mają większe prawo wyboru i wybierają cc, powstała burza i fanatyczne szerzenie porodu sn, troszkę miałam to utrudnione ale udało się, 3 razy zmieniałam lekarza oczywiście nie powitał mnie z otwartymi rękami i nie obwieścił "super chce mieć Pani cc", ale po kilku wizytach chyba się poddał bo jestem stanowczo zdecydowana na to jak chcę rodzić. Nie mógł zrozumieć natomiast kwestii nie karmienia piersią, niestety do tego nikt ani nic mnie nie zmusi i na szczęście akurat za to nie muszę nikomu płacić. Jest to mój świadomy wybór i będę się upierać, chociaż pewnie położne zeżrą mnie żywcem. Chociaż będzie się coś działo hehe, dlatego dziewczyny jeśli jesteśmy o czymś naprawdę przekonane i zdecydowane, upierajmy się przy tym, każdy ma prawo wyboru. pozdrawiam
        • carolla100 Re: Wołanie o szacunek 12.07.08, 23:50
          jadzia.orbitrek napisała:

          >
          > i cyca mojej matki w ogóle nie pamiętam. A miłość pamiętam.
          >

          To zdanie powinni sobie wziąć do serca wszyscy napiętnujący - terroryści
          laktacyjni !!!!!
          Najważniejsza jest MIłOŚĆ a nie jakim mlekiem nakarmimy dziecko. Oczywiście ja
          też butelkowa i też po przejściach, no i nie doszłam do powyższej prawdy od
          razu. A szkoda, bo oszczędziłabym może wielu łez i nerwów sobie i mojemu synkowi.
          Apelowałabym jedynie, poza okazywaniem szcunku, o okazywanie prawdziwej pomocy
          świeżo upieczonym mamom. Mi położne nie za bardzo potrafiły pomóc przy karmieniu
          piersią (płaskie brodawki) ale również nie CHCIAłY pomóc mojemu dziecku -
          odmawiając często butelki. Słyszałam tylko: próbować, przystawiać, próbować,
          przystawiać, itd
    • de_kacha Re: Wołanie o szacunek 08.05.08, 18:15
      czytając artykuł widziałam siebie. już po porodzie miałam problemy z
      przystawieniem małej do piersi ale chciałam karmić.położne wykazywały się dużą
      cierpliwością i bardzo mi pomagały udało mi się pobudzić laktację. cieszyłam się
      z tego a położne chwaliły mnie i mówiły "że bedzie dobrze", ale raz trafiłam na
      bardzo nie przyjemna pania doktor na obchodzie która nakrzyczała na mnie ze
      zamiast pilnować pór karmienia przyjmuje gosci (nawiasem mówiąc to była mama
      która przyniosła mi coś do jedzenia, wiecie jakie jest szpitalne jedzenie i była
      tylko na chwilkę). i tu się zaczeło bardzo mnie to dotkneło i jakaś blokada się
      włączyła.powyjściu ze szpitala zaczeło sie nie radziłam sobie z karmieniem
      kompletnie- zablokowało mnie, popadłam wdepresje to pociągneło za sobą to ze
      laktacja się zatrzymała, nie było pokarmu.męczyłam sie z tym przez
      miesiąc.męczyłam się ja męczyło się dziecko!!!rodzina podpowiadała genialne
      pomysły jak pobudzić latkację- dobujali mnie jeszcze bardziej. no i ich
      dopowiedzenie "karmienie piersią to oszczędność!!!". wkońcu nie wytrzymałam i
      powiedziałam DOSC!!!zaczełam karmić butelką i stałam się szczęśliwą mamą
      najedzonej i szczęśliwej Emilki!!!
      pozdrawiam wszystkie mamy butelkowe!!!
      nie jesteśmy gorsze!!!mamy prawo do tego by byc szczęśliwe i postępować tak jak
      nam instynkt mówi!!!
    • juliza Re: Wołanie o szacunek 09.05.08, 20:27
      Urodziłam bliźniaki - zdrowe, donoszone, śliczne. Całą ciążę przeleżałam, trochę
      na wszelki wypadek, bo w sumie nic się nie działo, ale postanowiłam, że dla ich
      zdrowia poświęcę te kilka miesięcy. Po urodzeniu (cc) w szpitalu od razu
      dostałam moje dzieci - mąż nie mógł zostać na noc, a ja sparaliżowana od pasa w
      dół miałam się zajmować dwójką dzieci. Super. Po dwóch nocach, w czasie których
      spałam 2 godz. miałam serdecznie dość. NIKT nie zapytał, jak się czuję, czy daję
      sobie radę - najważniejsze było: CZY KARMIĘ PIERSIĄ? I dlaczego dokarmiam
      butelką? Macanie za cycki, "po co Pani te butle?", krzesło do karmienia w
      postaci plastikowego ogrodowego krzesła i łóżko, z którego zwisały mi spuchnięte
      nogi - to moje wspomnienia ze szpitala. I te nieustanne rady: najpierw trochę z
      piersi, potem butla, żeby dojadło, potem, oczywiście, odbić, wcześniej
      przewinąć. Przy karmieniu co 3 godz. i zdrowych bliźniakach wychodziło, że nie
      mam kiedy, za przeproszeniem, się wysikać. Również w nocy. A rodzina? Bezdzietna
      ciotka pediatra: "czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego nie karmisz?????", inna -
      "no cóż, będą ci chorować...", "ja swoje karmiłam 7 i 9 miesięcy" (dwoje dzieci
      w odstępie 4 lat, nie jednocześnie). Finał? Przez ten szpitalny terror
      wiedziałam, że karmić to ja na pewno nie będę. Ze złości, przekory, ze
      zmęczenia. Dzieci mają 6 miesięcy - z chorób przeżyliśmy pleśniawki i katarek,
      śpią całe noce (ja też!!!) a w ciągu dnia jestem tylko dla nich :). Pozdrawiam
      WSZYSTKIE Mamy.
      • snow79 Re: Wołanie o szacunek 16.05.08, 17:40
        Witam, Twój post jest mi szczególnie bliski, tez jestem mamą bliźniaków 4,5 miesięcznych,też po cc, również jestem szczęśliwsza odkąd przeszliśmy na całkowite karmienie sztuczne, choć od rodziców słyszłam nieraz że "mleko matki to najlepsze co może matka dać dziecku", "przecież są metody pobudzania", "czy to z lenistwa nie chcę karmić...", a ja na to mówcie mi tak mówcie to już zupełnie się zablokuję... w szpitalu też przeżyłam chorror z karmieniem, nieprzyjemne teksty położnych, które zachowywały sie jakby były tam za karę, no i w domu gdy byłam sama również ciężko technicznie byłoby mi karmić dwójkę naraz, wszystko to spowodowało że nie wspominam okresu karmienia piersią za dobrze, nie był to mój naszczęśliwszy okres w życiu i nawet żałuję że męczyłam się przez 2,5 miesiąca
    • bruy-ere Re: Wołanie o szacunek 09.05.08, 21:49
      co prawda karmię piersią, ale tzw. terror laktacyjny doprowadza mnie
      do szału - jak można być tak ograniczonym i nietolerancyjnym??? ten
      problem wymaga jakiejs wielkiej akcji społecznej, z tego co
      obserwuję wiele kobiet jest po prostu zaszczutych i nie daje sobie
      żadnego prawa wyboru
      nie dajcie się dziewczyny, sposób karmienia w żadnym stopniu nie
      decyduje, jakimi jesteście matkami! gdyby to było takie proste...
    • joy76 Re: Wołanie o szacunek 10.05.08, 21:59
      podpisuję się obiema rękami!
      terror laktacyjny zaczął się już w szkole rodzenia,gdy położna
      sączyła sielankowe wizje,jak to mamy nic nie robić przez pierwsze
      tygodnie tylko karmić,nie stresować się i wysypiać... nie umiała
      odpowiedzieć na pytanie, co robić jak ktoś ma duże zmiany
      mastopatyczne,cysty i dużo stresu /w czasie gdy rodziłam, Tata
      odchodził na raka, zmarł niedługo po urodzeniu małej/. w szpitalu
      horror, spałam po 1,5 godziny na dobę,mała ciagle płakała bo pokarm
      pojawił się dopiero pod koniec 4-ej doby,a ja dostawiałam non
      stop,czym dzieciaczek się denerwował bo ssała a nic nie leciało. po
      2-gim dniu poszłam po butelkę, dobiła mnie pielegniarka hasłem "pani
      nie zależy", spytałam jej uprzejmie,czy nie mają w zwyczaju
      przekazywać sobie informacji, bo dokarmianie zlecił pediatra,a ja
      kilkukrotnie infomowałam o zmianach w piersiach,co było zresztą
      zapisane w ankiecie przy przyjmowaniu do szpitala. obojętność, brak
      pomocy i przy każdej butelce pogardliwe spojrzenia,a raptem
      dostawałam ją z łaską 2 max.3 razy dziennie, ,tylko jedna z nich
      przychodziła na swoich zmianach mnie wspierać,pomagać przy
      przystawianiu małej,a była to pielęgniarka, która sama nie karmiła
      swoich dzieci. przykro to pisać,ale te które deklarowały,że wykarmiy
      swoje dzieci zachowywały się jak wredne suki. oczywiście warunki do
      karmienia zerowe, plastikowe krzesełko ogrodowe,za wysokie łóżko i
      tabuny odwiedzających współlokatorki szpitalne od rana do
      wieczora...nogi popuchnięte, zero snu, upokorzenie, płacz
      małej...cały tydzień, bo córcia miała żółtaczkę i musiałyśmy
      zostać...oto szpitalne warunki w placówkach promujących karmienie
      naturalne.
      do 6-ego tygodnia karmiłam piersią, stress związany z
      ww.przeżyciami,zapaleniem piersi i śmiercią Taty był zbyt duży i
      czułam,że pokarm przestaje sie produkować;-( zaczełam dokarmiać
      córcię po podaniu piersi. w sumie córeńka była na piersi 4 miesiące,
      potem,gdy zasmakowała w jedzeniu łyżeczką sama zaczeła rezygnować,a
      ja,zmęczona sytuacją i brakiem wsparcia nie protestowałam. teraz
      jest tylko butelkowa, a ja już przestałam czuć się gorsza. kocham
      moją małą nad życie i to najważniejsze.
      ...chociaz ostatnio wkurzył mnie pediatra,jak się pogardliwie
      uśmiechnął i walnął głupi komentarz,że dziecko samo z piersi nie
      rezygnuje...cóż,ponieważ ten sam lekarz popełnił błdy w diagnozie,
      po prostu zmieniam przychodnie, nowa lekarka zna naszą historię i
      nie daje cudownych komentarzy,a jedynie rzeczowo odpowiada na
      pytania o żywienie małej.
      zastanawia mnie, skąd nagle wszyscy dookoła tyle wiedzą o laktacji,
      a nikt nie umie wesprzeć, pomóc,tylko wokół sam jad;-(.
      i wiem jedno, jeśli zdecyduję się na drugie dziecko, to w szpitalu
      nie dam sie zwariować i na pewno wezmę zaświadczenie od mojego
      chirurga,że mogę mieć kłopoty z karmieniem.
      od kilku dni czuję się pewniej po przeczytaniu Waszego apelu i jeśli
      ktoś mnie spyta o karmienie postaram nie dać się zapędzić w poczucie
      winy.
      dziękuję dziewczyny!
      dziękuję także tym z Was, które karmią piersią ale starają się
      zrozumieć sytuację butelkowych mam, oby było Was coraz więcej!
      może mniej będzie jadowitych postów typu "brak pokarmu - to
      niemożliwe" i udowadnianie nam,że się wystarczająco nie starałyśmy
    • maniulka_25 Re: Wołanie o szacunek 15.05.08, 22:21
      Witam!
      Moje dziecko niedługo skończy 10 miesięcy. Od chwili w której przyszła na świat słyszę tylko jedno pytanie "czy karmi pani piersią?". I tak jest codziennie, na spacerze, w przychodni, w drogerii, w piekarni, na rynku. Obcy ludzie zaczepiają i pytają o karmienie. Jeszcze nikt nie spytał jak się chowa, czy jest zdrowa, czy ma ząbki... Przyzwyczaiłam się już i odpowiadam zwyczajnie, że jest to moja prywatna sprawa. Na początku oczywiście tłumaczyłam się. Od kiedy odpuściłam karmienie piersią na dobre, przestałam walczyć, męczyć biust laktatorem (który tylko boleśnie ciągnął za brodawki), stałam się inną mamą ! Moje dziecko jest ZDROWE (mimo, że ja już przeszłam 2 razy grypę żołądkową, teraz mam anginę), przesypia całe noce (12-13 godzin), jest uśmiechnięta, pogodna, wesoła, świetnie się chowa, mówi już mama i tata! Nic mojej Julce nie brakuje. Przestałam już czuć się niedobrą mamą butelkową. Jestem mamą szczęśliwą, wyspaną , spokojną i czułą. Spędzam z nią wszystkie dni tygodnia, a w nocy obydwie zdrowo śpimy. Od 20 do 8. Pozdrawiam.
      • iv721 Re: Wołanie o szacunek 15.05.08, 22:50
        a ja jechałam rodzić z myślą, ze będę karmiła córcię piersią tak jak wykarmiłam
        synka; w ogóle nie byłam przygotowana na karmienie butelką, nawet ich nie miałam
        w domu! za to kupiłam kilka biustonoszy dla matek karmiących:)po ciężkim
        porodzie okazało się, że córeczka nie może być ze mną, bo w szpitalu jest
        przepełnienie i nie ma miejsc na porodówce; trafiłam na patologię ciąży i tam
        przeczekałam do prawie 10 godzin i dopiero wtedy mogłam pobyć z córeczką; razem
        ze mną była jeszcze jedna dziewczyna (również drugie dziecko, wychciane,
        zaplanowane); trafiłyśmy wreszcie na porodówkę i karmiłyśmy swoje maluchy przez
        całą noc; one po prostu nie chciały oderwać się od piersi! rano okazało się, że
        nasze dzieciaczki za dużo spadły na wadze! usłyszałam, że córka jest
        głodna...nie będę opisywać szczegółów!wpadłam w panikę, że chciałam zagłodzić
        własne dziecko, że nie próbowałam jej dokarmić..przez całą noc nie zajrzała do
        nas żadna położna, nikt nie zainteresował się młodymi matkami, które może nie
        wszystko wiedzą. Byłam zaskoczona, bo jak rodziłam synka kilka lat wcześniej
        personel był rewelacyjny! Po takiej nocy i po uwagach położnych przemyślałam
        sprawę i nie karmię piersią. Jestem butelkową mamą. Oczywiście odbyłam jedną
        poważną rozmowę z ordynatorem - musiałam złożyć pisemne oświadczenie, że na moją
        prośbę zlikwidowano mi pokarm. Nie było to przyjemne, ale profesor to zrozumiał
        i tyle. Nie komentował. Za to po mojej decyzji położne zaczęły latać wokół mnie
        i przekonywać, że jeszcze mam czas, że mogę spróbować...komentarze na obchodzie
        wygłaszane przez innych lekarzy też nie byly przyjemne. Ale ponieważ nie jestem
        nastolatką, a charakter mam zasadniczy nie pozwalam na wygłaszanie takich uwag.
        I tak jest do dziś. Córcia ma 7 tygodni i wszystko z nią ok. A to dla mnie
        najważniejsze.
    • 1kasiazx Wołanie o szacunek 16.05.08, 19:02
      W czasie ciąy nawet do głowy mi nie przyszło karmić inaczej niż
      piersią,a jednak. Po cc nie pozwolono mi córci przystawic przez 12
      godzin, a jak już mogłam, to dziecko było bardzo ospałe. Pokarm
      pojawił się dopiero w czwartej dobie, a dziecko już było dokarmiane.
      Walczyłam o więcej pokarmu przez trzy miesiące. każde karmienie to
      po pół godziny przy każdej piersi, butelka a póżniej jeszcze
      lektator. Przerobiłam sondy doklejane do piersi, dziecko po kilka
      godzin przy piersi bez przerwy i godziny z laktatorem, a moje
      dziecko, pomimo prawidłowego ssania nigdy się nie najadło. teraz
      córcia ma już pięć i pół miesiąca, a ja ciągle mam tylko troszkę
      pokarmu, ale już mi z tym dobrze. Pomimo braku fizycznych
      przeciwwskazań, braku stresów i wsparcia ze strony rodziny po prosu
      się nie udało. Więc niech nikt nie mówi, że wystarczy chcieć i
      walczyć!!!! teraz wiem, że mogłam być szczęśliwą mamą już dużo
      wcześniej i podawać dziecku butelkę z radością, a nie z wyrzutami
      sumienia. Ważna jest witamina M, której nie ma ani w piersi, ani w
      butelce, tylko w miłości do dziecka! już nigdy nie dam się tak
      zaszczuć.
      • ewbert Re: Wołanie o szacunek 18.05.08, 20:07
        ja rodziłam na starynkiewicza i musze powiedzieć ze takiej sytuacji
        nie było,
        urodziłam przez cc dwie dziewczynki, po porodzie były w
        inkubatorach, pokarmu dostałam w 4 dobie ale tak mało ze szkoda
        gadac, do tego czasu karmione były sztucznym mlekiem, początkowo
        przez położnie poźniej jak już wyszłam z pooperacyjnej karmiłam ja i
        mąż - na noworodkach - dostawaliśmy dziewczynki na ręce i karmilismy
        butelka.
        Jak dostałam pokarm siągałam i zanosiłam na noworodki - małe mimo
        prób przystawiania nie nauczyły sie ssac mojej piersi, dodatkowo
        miałam zalecony BMF więc i tak odciąganie - i tak 4 tyg. jak
        odciągniętego pokarmu zabrakło na jeden posiłek dla obu zaczełam
        karmić modyfikowanym, zaraz poźniej zupełnie straciłam pokarm.
        Było mi żal, ale wiedziałam ze najwazniejsze jest to zeby jadły i
        przybierały na wadze - skoro nie miałam swojego mleka wybór byl
        jasny.
        za 3 tygodnie skończa roczek - sa cudowne zdrowe, świetnie sie
        rozwijaja...
        nie słuchajcie tego gadania... wy wiecie co jest dla waszych
        dzieciaczków najlepsze!!!!!!!
        ja byłam karmiona zwykłym mlekiem z proszku a po 3 miesiącach
        krowim - jestem szczęsliwą spełnioną kobieta :)))
        trzymam kciuki za wasze nerwy...bedzie dobrze :))))))

        Przekazuje troszke mojego optymizmu wszsytkim które dotkneła ta
        nagonka :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))) o tyle :))
    • medeath77 Re: Wołanie o szacunek 19.05.08, 21:58
      Stosuję karmienie mieszane. W moich piersiach znajduje się 20-40 ml
      mleka. Tę górną granicę osiągam sporadycznie. Karmię mlekiem
      modyfikowanym bo nie chcę zagłodzić swojego dziecka. Robiłam
      WSZYSTKO, żeby mieć więcej pokarmu- zarówno teraz jak i po pierwszym
      porodzie. o mój pokarm walczyłam po konsultacji z doradcą
      laktacyjnym. KArmienie mieszane zajmuje mi dużo czasu, ale nie
      rezygnuję z niego, mimo że mam tak mało mleka. W mojej rodzinie
      wszystkie kobiety miały podobny problem. Zabolało mnie kiedy mój
      lekarz powiedział, że nie ma czegośtakiego jak mało pokarmu.
      Odebrałam to jako zarzut. Zazdroszczę mamom które mają pokarm.
    • karolach77 Re: Wołanie o szacunek 25.05.08, 22:49
      Witam.
      Karmię piersią ale o mały włos byłabym częstym gościem tego forum.
      Na szczęście udało mi się wrócić po dwóch tygodniach butli na
      karmienie piersią. Ale było ciężko. Wiem jak się czuje mama karmiąca
      butlą i jakich przykrości może doznać.
      Ale chciałabym wziąć w obronę mamy karmiące piersią, one też dostają
      po głowie bo karmią piersią.
      Niestety nasze społeczeństwo nie jest tolerancyjne DLA NIKOGO...
      Dziś zostałam uznana za nieprzyzwoitą, bo karmiłąm na parkingu w
      samochodzie swoje dziecię piersią. Ułyszał to zdanie mój mąż jak
      wracał do nas do samochodu...i słowa te wypowiedział mężczyzna który
      spacerował z rodziną i ze swoim maluchem w wózku: wystawia cycki na
      wierzch w miejscu publicznym.
      Mama która karmi butlą jest zła, bo przecież naturalny pokarm... itd
      itd.
      Mama która karmi piersią obraża moralność, i nie ważne jak przy tym
      jest dyskretna.
      A już najgorsza jest mama karmiąca piersią kilkulatka, bo to
      przecież zboczenie tak długo karmić...

      Życzę nam wszystkim wiele życzliwości.
    • malamati Wołanie o szacunek 27.05.08, 14:20
      podpisuje się pod tymi postami:( nie karmie piersią. nic z tego nie wyszło...
      mleko pojawiło się dopiero w 4 dobie . wcześniej ani militra. ze szpitala
      pamiętam jak pani doktor wyciska mi na siłę brodawki , bo przecież kłamię ,ze
      nie mam mleka."takie warunki do karmienia.chyba zwariowałam". jeszcze dzisiaj
      mnie nosi ,ze tak dałam się upokorzyć. ale to moje pierwsze dziecko. chciałam
      karmić naturalnie. wtedy zrobiłabym wszystko, żeby moja córa przywarła do piersi
      i spokojnie ssała.
      no i w końcu! mleko w piersiach! nawał! radość krótkotrwała:( mała ma
      zapalenie uszu. szpital. brak odruchu ssania. pielęgniarka przywala z drugiej
      strony:"zagłodziła pani dziecko. przez tydzień nie przybrało na masie". ważenie
      małej przed i po karmieniu. decyzja. przechodzimy na butle.jeszcze przez trzy
      miesiące odciągałam mleko laktatorem.udawało się maksymalnie 100 ml na dobę.w
      miedzy czasie fachowa opinia pediatry :"karmi pani dziecko fastfoodem. jak ją
      pani porządnie przegłodzi to w końcu uczepi sie cycka i zacznie ssać" nie
      zaczeła...
      to w wielkim skrócie. jak przeżyłam to psychicznie może zrozumieć tylko ktoś kto
      miał podobne problemy.
      dopiero po paru miesiącach zrozumiałam ,ze nie warto się aż, tak gryźć.ale do
      tego trzeba czasu.niestety w wielu z nas ta zadra będzie zawsze.a wystarczyłaby
      tylko kompetentna porada i zrozumienie.

      • matylda07_2007 Re: Wołanie o szacunek 27.05.08, 15:29
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=79838774
        Oto szacunek dla mam butelkowych...
    • melba76 Po 3 latach 28.05.08, 23:41
      Przez przypaek zajrzałam na to forum, z sentymentu zapewne. 3 lata
      temu razem z Ryżą Małpą, przy wsparciu ogromnej rzeszy mam
      butelkowych, zorganizowałam tę akcję, zakończoną publikacją
      powyższego artykułu w "Dziecku".
      Potem miałam okazję zabrać głos w tej sprawie w innym ogólnopolskim
      tygodniku, co spotkało się też z dość szerokim oddźwiękiem.

      Dziewczyny, widzę, że wiele z nas boryka się jeszcze z problemem
      terroru laktacyjnego. Pewne te akcja nie zmieniła bardzo wiele - ale
      COŚ jednak zmieniła. Choćby to, że teraz forum butelkowe ma
      ekspertów, że położne z pewnego polskiego miasta poparły nasz apel
      całym sercem i zobowiązały się do pamiętania o naszych problemach w
      kontaktach z mamami butelkowymi...

      Moja córeczka ma prawie 4 lata, a ja zapomniałam już niemal o
      istnienu terrorystów laktacyjnych. To żadne odkrycie, ale powiem
      Wam - to minie. Szybciej, niż myślicie ;)

      Nie martwcie się, nie dawajcie smutkowi, nie wpędzajcie w poczucie
      winy. Jesteście najlepszymi mamami - bo interesujecie się swoimi
      dziećmi, szukacie porad, najlepszych rozwiązań.
      Serce matki bije tak samo dla swojego dziecka kiedy karmi je
      butelką, jak i sutkiem. Nie przeczę, że karmienie piersią jest dla
      dziecka dobre. Nigdy w to nie wątpiłam. Niemniej - jeśli nie jest
      możliwe - szkoda tracić energię i łzy na coś, czego zmienić się nie
      da. Wam i maluszkom niepotrzebne są nerwy.

      Jeśli ktoś nagabuje, męczy - brońcie się - mniej lub bardziej
      grzecznie i układnie (w zależności od kultury i stopnia
      natarczywości rozmówcy), ale stanowczo. Bądźcie skuteczne. Bądźcie
      tolerancyjne. Dajcie sobie samym prawo do swojej decyzji i do nie
      wpędzania się w poczucie winy.

      A plusy...No cóż, jako "weteranka" coś Wam podpowiem - patrzcie
      uważnie na więź, jaka już teraz wytwarza się między Waszymi dziećmi
      i ich butelkowymi tatusiami. Bo ona jest bardzo specyficzna, na tym
      etapie niedostępna jeszcze rodzinom piersiowym. Uśmiechnijcie się do
      swojej wolności, wygody, dyspozycyjności Waszych ciał. Wychylcie za
      inne mamy butelkowe lampkę wina i przegryźcie pomidorkiem, kapustką
      i grzybkami :)
      Jednym słowem - nie demonizujmy. Uszy do góry :)))

      Ciepło Was wszystkie pozdrawiam - oraz całą redakcję eDziecka, na
      czele z panią Redaktor Naczelną, której otwartość i ciepłe serce
      pomogło tylu Mamom Butelkowym za sprawą tej publikacji.
      • matylda07_2007 Witaj Melbo! 30.05.08, 23:01
        Ja już Cię kiedyś spotkałam na pewnym forum :) Nie wypowiadałam się, a jedynie podglądałam.
        Nie mogłam pogodzić się z karmieniem butelką, a również dzięki Tobie zrozumiałam wiele rzeczy. No i trafiłam tutaj!
        Niestety odnoszę wrażenie, iż walka o szacunek dla mam butelkowych, to trochę walka z wiatrakami. Przynajmniej póki co. Może zmienią się kiedyś ogólne poglądy, co wpłynie na zdanie innych.
        Niemniej forum z ekspertem jest ogromnym sukcesem!
        A! Coś co mnie niesamowicie wkurza, to to, że nie istnieje mleko z numerem 1. Nie oficjalnie.
        Kupując je (kiedyś, teraz już 2), czułam się, jakbym robiła coś niewłaściwego. Kiedyś obeszłam 5 czy 6 aptek i tylko w jednej znalazłam mleko z jedynką.
        Dobrze, że nam tesco wybudowali :)
        Pozdrawiam gorąco!
      • kotek3030 Do Melby i innych terroryzowanych.... 02.06.08, 07:54
        Podziwiam Ciebie za Twoją odwagę i przeciwwstawienie się terrorowi
        laktacyjnemu. Ja też jestem jego ofiarą. Mam 8 tygodniową córeczkę.
        Od poczatku nie chciała ssać piersi. W szpitalu traciła na wadze,
        pielęgniarki darły się na mnie i na nią. Samą piersią karmiłam 3
        tygodnie. Mała ciągle wyła a my nie wiedzieliśmy o co chodzi.
        Okazało się, że jest głodna. Przez kolejne 4 tygodnie walczyłam o
        pokarm (herbatki, bawarki, rozgazowane Karmi, laktator) bez
        większych efektów. Obydwie byłysmy zestresowane. W końcu odpuściłam.
        Teraz i ja i Karolka uśmiechamy się dużo częściej i jesteśmy
        szczęśliwsze. Pozdrawiam
        • olenka2475 Re: Do Melby i innych terroryzowanych.... 09.07.08, 17:36
          Dzięki Wam za te opinie. Mój Szymuś skończył 5,5 tyg. Jesteśmy
          butelkowi. W szpitalu po krótkim porodzie (10 min. , trzecie
          dziecko) bez cięcia dostałam małego po 2 godzinach, cieszyłam się ,
          miałam pokarm karmiłam piersią w 2 dobie pojawił się nawał ale też
          daliśmy radę wyszłam po 6 dobie bo małay miał bakterie i żółtaczkę,
          ale w domu po tygodniu zaczęły się schody. Moja laktacja się
          unormowała piersi były miękkie ale pełne mleka ale on nie chciał
          miękkiej piersi, kapturki też nie pomagały, zaczełam podawać w
          butelce ściągnięte, szybko okazało się że nie daje rady ściągnąć
          tyle ile on by chciał, zaczełam podawać Bebilon 1, moja mama choć
          mnie nie karmiła cycusiem, zaczęła walczyć ze mną, że krzywdzę
          małego. Dzięki przyjaciółce (choć sama karmiła prawie rok cycusiem),
          nie załamuję się i karmie butlą one mnie wspiera i mój kochany mąż.
          Kocham Szymcia nad życie. Jest naszym trzecim dzieckiem, Angela ma
          15 lat, a Arek 11, jest wypragniony i wyczekany.

          Do wszystkich butelkowych - nie poddawajcia się nie dajcie omamić to
          wy jesteście najważniejsze dla waszych pociech, to wy jesteście z
          nimi na codzień i to wy widzicie jakie są szczęśliwe jak się
          uśmiechają gdy są najedzone, nie płaczą z głodu. Jak by ciągle
          płakały z głodu to też byście dla innych były wyrodnymi matkami,
          innym nie dogodzicie ale sobie i dzidziusiowi tak butlą pełaną mleka.

          Nie dajcie się.
          Pozdrawiam was wszystkie
    • amelllia Wołanie o szacunek 11.07.08, 10:49
      Ja miałam dobre i złe doświadczenia jeśli chodzi o karmienie.
      Urodziłam w szpitalu w Nowogardzie przez cc. Przez całą ciążę
      myślalam, że będę karmić piersią. Czekalam więc na laktację.
      Niestety mijały dni a pokarmu nie było. Przystawialam dziecko tak
      często jak się dało i dopiero na 3 dobę pojawiło się trochę mleka.
      Spędziłam dlugie chwile przy elektrycznym laktatorze ale odciągałam
      przez godzinę 20 ml. Personel szpitala był mi bardzo pomocny ale
      pani położna zasugerowała, że mam zbyt mało pokarmu. Kiedy synek
      płakal mi przy piersi (bo się nie najadal) przychodziła pani od
      noworodków i proponowała butelkę tlumacząc, że dziecko musi się
      najadać, że to jest najważńiejsze. Przez jeden dzień był ważony po
      kazdym karmieniu no i wyszło, że mam za mało pokarmu. Byłam tym
      załamana, patrząc na sąsiadkę z łóżka obok, której mleko dosłownie
      tryskało czułam się gorsza. Ale personel małego szpitala w
      Nowogardzie był wspaniały! To ja broniłam się przed butelką. To się
      rzadko zdarza w polskich szpitalach dlatego opisuję swoje
      doświadczenie.

      Później w przychodni w Szczecinie było gorzej. Pielęgniarka
      powiedziała wprost, że decyzja o butelce była najgorszą z możliwych
      i że robię KRZYWDĘ dziecku. A on mimo bardzo częstego przystawiania
      w ciagu tygodnia spadł na wadze 100gr na piersi!
      Dowiedzialam się teżod tej pani, że to nie chodzi o to żeby
      noworodek był spokojny i nie płakał! SZOK!!

      Teraz pogodziłam się z faktami, ze po prostu nie mialam pokarmu,
      synek rośnie szybciutko, jest zdrowy (ma 3,5 miesiaca) i szczęśliwy.
      Niestety ludzie często pytają jak karmię. Nawet taksówkarz (co go to
      obchodzi). Odpowiadam krótko: Z butelki. Jak ktoś obcy dalej pyta
      dlaczego mowię: Bo tak. I koniec tematu.
      • hugo43 Re: Wołanie o szacunek 12.07.08, 21:39
        nie mam jeszcze dziecka,ale planuje ,no i czytam,co by teoretycznie
        sie podszykowac.to straszne co piszecie.przeciez nikt dla kaprysu
        nie rezygnuje z piersi.wiele moich kolezanek mialo za malo
        pokarmu,dokarmialy butelka,niektore tylko butelka,ale zadna nie
        miala takich komentarzy.dziewczyny,badzcie asertywne,nie dawajcie
        sie obrazac.z drugiej strony ja,dzis 32-letnia bylam karmiona
        butelka,moj 19-letni brat,wczesniak 2 kg tez.i jakos jestesmy
        silni ,zdrowi ,inteligentni i mysle ze rozwinieci prawidlowo.dodam
        jeszcze,ze brat NIGDY w zyciu nie bral antybiotykow,tak ma odporny
        organizm.mamy ciocie,polozna w warszawskim szpitalu i wciaz daje
        przyklad mojego brata zalamanym mamom.glowa do gory,pozdrawiam
    • trufelka7 Re: Wołanie o szacunek 13.07.08, 13:00
      Jestem z posrod tych mam co karmia swoje dzieci butelka. Moj synek
      skonczy w przyszlym tygodniu 10 miesiecy. Jest zdrowy, silny i jak
      do tej pory nawet nie zlapal zwyklego katarku i... oby tak dalej nam
      sie chowal.
      Problemy z karmienie piersia mialam od samego poczatku, a karmic
      bardzo chcialam. Jeszcze wciazy widzialam siebie odprezona z
      dzieckiem przystawionym do piersi.Marzylam o tym. Rzeczywistosc
      okazala sie zupelnie inna. Pokarm dostalam w 4 dobie, ale o zadnym
      nawale nie bylo mowy. Mieszkam w Niemczech i tutaj urodzilam mojego
      synka. W szpitalu nikt mnie nie naklanial do karmienia piersia.
      Padaly jedynie zapytania czy zamierzam karmic, odpowiadalam, ze tak.
      Mimo uplywajacych dni i braku mleka u mnie, ani lekarz, ani polozne
      nie podjmowali na sile prob przystawiania dziecka do mojej piersi.
      Wszystko odbywalo sie na spokojnie, bez nerwow i paniki. Po powrocie
      do domu, polozna przychodzaca 2 razy w tygodniu pomagala mi
      zwiekszyc laktacje, zastosowalam chyba wszystkie mozliwe sposoba,
      aby pojawilo sie wiecej mleka. Na dobe bylo go zaledwie 30-50ml i z
      kazdym tygodniem coraz mniej. W drugim miesiacu zycia mojego dziecka
      przeszlam calkowicie na butelke. Oczywiscie bilam sie kazdego dnia
      z myslami dlaczego nie udalo mi sie,gdybym mogla zaczac od poczatku
      jeszcze raz, gdybym tak duzo o tym nie myslala ... itd
      Bedac z synkiem (2 tyg) u pediatry, ten spytal jak karmie.
      Powidzialam jak jest naprawde, ze karmie (wtedy jescze) mieszanie.
      On odpowiedzial, ze dla niego nie jest wazne jak bede karmila,
      najwazniejsze, aby maluch przybieral na wadze i byl zdrowy.
      Gdy przyjechalam do Polski do rodzicow, bedac na spacerze z
      dzieckiem, wiele osob, znajomych blizej lub dalej, pytalo sie czy
      karmie piersia. Uslyszalam to pytanie od sasiadki nawet jak moj
      synek mial juz 8 miesiecy. Z czyms takim nie spotkalam sie nigdy,
      ale to przenigdy tutaj gdzie mieszkamy.
      Dziewczyny, zycze Wam duzo wytrwalosci, pogody ducha i wewnetrznej
      sily. Najbardziej liczy sie to, ze mamy nasze upragnione maluchy,
      mozemy je kochac, przytulac i patrzec jak sie rozwijaja, nabywaja
      nowych umiejetnosci. I tak kazde dziecko, niezaleznie z jakiego
      zrodla plynie do niego mleko, kocha swoja mame. To my jestesmy dla
      nich calym swiatem i najwazniejsze na swiecie.
      Pozdrawiam!
      • m_laczynska Re: Wołanie o szacunek 15.07.08, 06:10
        a ja karmię piersią i dokarmiam mieszanką, bo też nie do końca się wszystko
        udało, choć też bardzo się starałam (a w zasadzie to staram nadal już od 1/2
        roku). I tak trochę będąc po obu stronach barykady już teraz wydaje mi się, że
        wiem, które mamy są lepsze ;-). Oczywiście mamy SZCZĘŚLIWE. Jak się czyta ten
        wątek to normalnie aż się płakać chce ile super fajnych kobiet ma "jazdy" z
        powodu butli. A jestem przekonana, że wszystkie zrobiłyśmy, to co w danym
        momencie było najlepszym dla nas i dla naszych dzieci wyjściem. Proponuję koniec
        z tym zadręczaniem się, bo nieszczęśliwy rodzic, gorzej wpływa na rozwój dziecka
        niż hydrolizowane białko mleka krowiego :-). Jestem przekonana, że nasze dzieci
        nie zamieniłyby nas na mamę "karmiącą", bo tak czy siak dla naszych dzieci
        jesteśmy najlepszymi mamami na jakie mogły trafić. Ale mają szczęście, że tak
        trafiły!!!
        • kasiapro1 Re: Wołanie o szacunek 15.07.08, 19:37
          Wlasnie najsmieszniejsze jest to ze w PL kazdemu sie wydaje ze ma
          prawo wypowiadac sie o twoich piersiach,zajrzec w majtki i w
          portfel.Dobijaja mnie komentarze ludze,ze co ze mnie za matka:
          -nie karmie cycem-nie chcialam,
          -mialam CC za zyczenie- nie chciala sn
          -portfel-"a skad panstwo maja na to pieniedze,wszystko takie
          drogie.."MOi tesciowie mieszkaja w Usa i ani razu nie spytali
          dlaczego butelka,tylko tutaj takie spoufalanie.
          • bweiher Re: Wołanie o szacunek 15.07.08, 21:39
            A ja karmię butelką bo chcę.Pierwsze dziecko karmiłam piersią bo
            wydawało mi sie to łatwe.Przecież wszystkie matki to robią,to i ja
            będę.Ale okazało się,że wcale nie.Syn gryzł mnie dziąsełkami aż do
            krwi.Przy każdym karmieniu syczałam z bólu i wkońcu doszło do tego
            że na samą myśl o przystawieniu małego dostawałam fioła.Byłam tak
            zdenerwowana,ze pot mi sie lał po plecach.Wrzeszczałam na synka bo
            płakał,na męża bo stał za blisko,na wszystko.Wkońcu mój facet
            powiedział DOŚĆ.Pojechał do sklepu,kupił butelkę i mleko i sam
            podał małemu.Synek się najadł,zasnął a ja wkońcu odetchnęłam.Gdyby
            nie mój mąż dostałabym jakiejś depresji czy jak to tam nazwać.Teraz
            mam blizniaki i od początku karmię butelką chociaż w szpitalu wręcz
            wymuszano na mnie abym odciągała pokarm.Tyle że dla mnie to było
            bez sensu,maluchy w inkubatorach na pare tyg. a ja miałam wychodzić
            do domu nazajutrz.Psychicznie i fizycznie czuje się świetnie.Mam
            siłe i chęci aby opiekować się maluchami a to jest
            najważniejsze.Miłośc do dziecka nie płynie z piersi razem z
            mlekiem.I wiecie co mnie najbardziej wkurza?Jak w dziecinnych
            gazetach piszą:"Nie myśl o sobie zle,nie jesteś złą matką skoro nie
            karmisz piersią".Nie czuje sie gorsza,ani nie myśle o sobie zle bo
            nie mam powodów.Przecież kocham moje maluchy.Nie pozwólcie zrobić z
            siebie potwory!!Nie tłumaczcie sie bo to nic nie da,a nawet gdyby
            to przecież nie będziemy każdemu opowiadać historii naszej decyzji.
            Pozdrawiam Mama trzech butelkowców.
            • midla Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 21:01
              No akurat gryzienie dziąsełkami do krwi to norma jest, większości
              mam się zdarza na początku, bo nasze wydelikacone sutki, chowane w
              stanikach, muszą się zahartować. Pozdrawiam :-)
    • fajnalutowamama Wołanie o szacunek 15.07.08, 21:27
      Ja również karmię mojego 5,5 miesięcznego synka butlą - dostał ją już w drugi
      dzień życia jeszcze w szpitalu - powód jest prosty - mieliśmy poród zabiegowy
      zakończony próżnociągiem (horror!)mały był tak wykończony, że nie miał siły
      porządnie ssać, a nawet gdyby miał siłę to ja byłam tak totalnie przerażona tym,
      że o mały włos nie straciłabym dziecka, że nie miałam po porodzie ani kropli
      mleka! Pojawiło się chyba w 3 lub 4 dobie, ale małemu kiepsko szło ssanie...
      Gdy wróciliśmy do domu po 12 dniach terroru szpitalnego - ciągłego nawoływania
      położnych - nie śpij, przystaw go!!!! zaczęłam odciągać pokarm i karmic na
      przemian trochę swoim trochę modyfikowanym, udało mi się do 2 m-ca, gdy okazało
      sie, że mały ma skazę - przeszliśmy całkiem na Nutramigen, synek rosnie pięknie,
      jest zdrowy i radosny, tuli się do cyca tylko, żeby zasnąć i jestem nareszcie
      SZCZęśLIWA:))jest głodny to robię mu buteleczkę, a nie tak jak kiedyś, najpierw
      mleko z cyca, potem dorabianie mleka modyfikowanego, potem zasypiał a ja
      zamiast również położyć się spać, zaczynałam "rozmowy" z laktatorem, jak
      skończyłam coś tak wyciskać z tych cyców to synek się budził, a ja chodziłam na
      rzęsach ze zmęczenia a wszystko to w imię przeciwciał....
      mam wrażenie, że rodzina myśli, że zrezygnowałam z karmienia naturalnego ze
      zwykłego lenistwa, wiecie na pewno że takie rzeczy się czuje
      obcy też nie są lepsi, szczególnie starsze kobiety, raz gdy kupowałam mleko w
      aptece i farmaceutka przyniosła mi pięć puszek jedzonka, a ja zaczęłam je
      pakować do wózka(jeszcze nie zapłaciłam po kupowałam jeszcze kilka rzeczy),
      kobieta która za mną stała odepchnęła mnie od okienka i obdarowała mnie takim
      spojrzeniem, że jak je sobie przypomnę to czuję ciarki na plecach, poczułam się
      okropnie

      • bweiher Nie bardzo na temat ale też o karmieniu sztucznym 15.07.08, 23:58
        Opowiem Wam co sie przytrafiło niedawno mojej siostrze.
        Rzecz sie dzieje w przychodni,w wielkim mieście Gdańsk,u
        szanowanego pana pediatry.Do gabinetu wchodzi moja siostra z
        dzieckiem na kontrole przed szczepieniem.Dodam że siostrzyczka ma
        dość wybuchowy temperament.A więc wchodzi.Dzień dobry,dzień
        dobry,prosze usiąść i takie tam...
        -KARMI PANI?-pytanie pierwsze,bardzo fachowe zresztą."nie,sadzam
        na trawie i czekam aż sam sie wypasie"-w myślach moja siostra
        -TAK,KARMIĘ
        -A JAK?
        -BUTELKĄ
        -NO DOBRZE ALE CZYM?
        -NO MLEKIEM A CZYM?-i już irytacja siostry
        -ALE JAKIM?!
        -OD KROWY.
        No i sie zaczęło.
        -CO?OD KROWY?CHCE PANI ŻEBY DZIECKO BYŁO CHORE?ALBO NIENORMALNE?
        Na to moja siostra,która aż sie zagotowała ze złości
        -A CZY PAN JEST NIENORMALNY?ALBO JA?ALBO MÓJ MĄŻ?ALBO PAŃSKA ŻONA?
        A CZYM PAN BYŁ KARMIONY?JA MAM SWOJE KROWY,ZDROWE,WIEM CZYM SĄ
        KARMIONE,MLEKO JEST BADANE A NASI DWAJ SYNOWIE TEŻ KARMIENI KROWIM
        MAJĄ ŚWIADECTWA Z CZERWONYM PASKIEM.CZY TO ŚWIADCZY O JAKIEJŚ
        CHOROBIE??
        Chyba nie trzeba dodawać,że to była ostatnia wizyta u tego
        lekarza.Zaraz po tym siostra przepisała dzieci do innego pediatry.
        I tu pytanie do Was kochane mamy.CZy Wasi
        rodzice,ciocie,wujkowie,babcia,dziadek lub Wy same macie coś z
        głową przez krowie mleko?No bo czym innym byli karmieni nasi
        rodzice?
        • amelllia Re: Nie bardzo na temat ale też o karmieniu sztuc 16.07.08, 16:48
          Ale czy twoja siostra karmi dziecko takim zwykłym krowim mlekiem?
          Nie modyfikowanym z puszki?
          • bweiher do amelllia 16.07.08, 20:11
            Tak.Karmi zwykłym krowim mlekiem,rozcieńczonym z wodą.wykarmiła tak
            swoich dwóch starszych synów i taraz tego malutkiego też.Chowa sie
            zdrowo,nie ma kolek,zaparc,żadnych gryp,katarów.
            • amelllia Re: do amelllia 17.07.08, 11:30
              Moim zdaniem to nieodpowiedzialne. Przy obecnym stanie wiedzy
              wiadomo, że mleko krowie jest zbyt obiążające dla nerek i układu
              btrawiennego dziecka (za duzo bialke, minerałów). Dlatego powstały
              mleka modyfikowane, bardziej zbliżone do pokarmu kobiecego. I nie
              chodzi o to, że dziecko od razu umrze czy cieżko zachoruje ale po
              prostu nie dostaje tego, co najleosze, bardziej dostosowane do jego
              potrzeb. A idąc tokiem myslenia, że kiedyś dzieci były karmione
              mlekiem krowiem hmmm Kiedyś nie było też tylu szczepień, były
              pieluchy tetrowe, dzieci do pół roku leżały w tzw długich
              poduszkach....i byla też o wiele wyższa śmiertelność noworodków.
              Pewnie stąd wynikło podenerwowanie lekarza a nie z faktu, że siostra
              nie karmi piersią.
              • bweiher Re: do amelllia 17.07.08, 15:12
                Tu akurat nie chodziło o karmienie piersią tylko o to ze lekarz
                powiedział ze od krowiego mleka jej dzieci będą nienormalne.Ja
                osobiście nie znam nikogo kto od krowiego mleka miałby z głową coś
                nie tak.Owszem alergie,skazy i różne tam takie uczulenia na
                białko,ale żeby to wpływało na psychike?
                • amelllia Re: do amelllia 17.07.08, 15:30
                  O takim czymś też nie słyszałam. Bzdura jakaś totalna i w takim
                  układzie pewnie siostra zmieniła lekarza i już. Ja bym tak zrobiła.
    • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 10:32
      ja szanuje kazda mamę, za bycie mama
      b. szanuje kobiety karmiace piersia, bo uwazam, ze daja dziecku to
      co najlepsze,
      szanuje róniez te, które karmia modyfikowanym i potrafia przyznać:
      nie karmię bo naprawde nie mogę albo nie karmię, bo
      butelka "kosztuje" mniej wyrzeczeń, nie chce mi sie, itp., szanuje
      odwage cywilna
      ale przykro mi nie potrafię zrozumiec i uwierzyć ze 9/10 kobiet ma
      za mało mleka,
      zwróćcie uwagę, że natura nie uśmierca aż tyle potomstwa w naszym
      gatunku, a no to byłyby skazane w naturze, np.1000 lat temu, prawda?
      • amelllia Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 16:49
        Ale skąd masz takie dane, że 9 na 10 kobiet twierdzi, że ma za mało
        mleka? Wśród moich znajomych bliższych i dalszych jest 90 procent
        mam piersiowych.
        • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 17:03
          u mnie odwrotnie
          • matylda07_2007 Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 17:26
            Szanujesz... ja między słowami czytam co innego.
            Widocznie masz takie towarzystwo, czy tam otoczenie.
            • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 16.07.08, 18:12
              szanuję, nie próbuj doszukac sie tego co nie jest napisane
              oprócz tych 10 osób, o których pisałam znam jeszcze 2, które
              świadomie zrezygnowały z karmienia piersią na rzecz butelki, mają
              super dzieciaki i nigdy nie musiały się wiele tłumaczyć, jak
              stwierdziły "nie karmię, bo nie mam na to siły, chęci"

              znam też takie, które nie karmiły piersią, ponieważ miały kiepskich
              doradców, ale przy drugim dziecku im się udało i są b. zadowolone

              to osoby z różnego towarzystwa, różnego środowiska i w różnym wieku,
              wszyscy z małego miasteczka, w którym mieszkam (może to to?), może
              wynika to z nieświadomości własnego organizmu, na pewno u części z
              niechęci

              muszę jeszcze nadmienić że u nas w szpitalu (jest jeden) jest
              odwrotnie, wszystkie dzieciaki są dokarmiane butlą, żeby "za dużo"
              nie straciły na wadze, żeby można wypuścić je w drugiej dobie z już
              rosnącą wagą (co się prawie nie zdarza bez dokarmiania)

              ale - przykro mi - trafia mnie jak słyszę często "nie karmię bo mam
              za mało pokarmu, mały się nie najada, a po cesarce to nie ma
              pokarmu, a tak bardzo mi na tym zależało"

              mama karmiąca
              • amelllia Re: Wołanie o szacunek 17.07.08, 11:22
                Hmmm cóż u mnie właśnie tak było. Jeśli mały w tydzien po wyjsciu ze
                szpitala (a byliśmy 6 dni - cc) nic nie przybrał a spadł 100gr,
                przystawialam go bardzo często, ciągle płakał to co miałam z=sobie
                pomyśleć o zrobić? Miałam po prostu o wiele za mało mleka co
                potwierdził dodatkowo eksperyment z laktatorem - 20 ml z obu piersi
                po 40 minutach.
                Mnie trafia jak słysze, że nie ma czegoś takiego jak za mała ilość
                pokarmu (z to się czyta w poradnikach i to mówiła do mnie
                pielegniarka w przychodni)
                • matylda07_2007 Re: Wołanie o szacunek 17.07.08, 17:52
                  Bo te mamy, którym się udało karmić uważają, że niemal wszystko się
                  da.
                  Ja jestem po cc. Pokarmu miałam mnóstwo. Może dlatego, że wcześniej
                  miałam akcję porodową, może nie. Na łóżku obok dziewczyna też po cc
                  z laktatorem całe dnie i Jej drące się dziecko przystawiane do
                  piersi, w której nic nie było... i oczywiście położne, które z
                  grymasem na twarzy brały Małego na dokarmianie.
                  • amelllia Re: Wołanie o szacunek 17.07.08, 21:17
                    Wlasnie moje szpitalna sąsiadka, też po cc miała mnóstwo mleka.
                    Normalnie jak pierś wyjęła to jej kapało zanim dziecko przystawiła.
                    A jak tak jak ta dziewczyna co piszesz. Na szczęście położne były
                    super i same przynosily mi mieszankę. Była też dziewczyna, ktora za
                    wszelką ceną chciała piersią karmić. Też po cc, półtorej godziny pod
                    laktatorem, płakala z bólu a tam - 10 ml :( Już wszyscy jąna butelkę
                    namawiali, położne, mąż a ona nie i nie. Nie wiem jak się to
                    zakończyło bo szybciej z Julkiem poszłam do domu.
                  • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 18.07.08, 07:34
                    matylda07_2007
                    po cc nie jest łatwo, sama tego doświadczyłam i też musiałam się
                    wspomóc początkowo kilkoma butelkami, ale po kilku dniach laktacja
                    się unormowała, ale nie w szpitalu, dla mnie za dużo nerwów, każda
                    położna mówila co innego
                    wg mnie do karmienia trzeba dużo spokoju, a wszpitalu - mnie -
                    ciężko było go usykać
                • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 18.07.08, 07:30
                  karmię piersią drugiego synka, przybierali po 0,3 kg na tydzień,
                  laktatorem nie jestem w stanie odciągnąć nawet tyle co ty, a jak
                  mały ssie to tryska, nie robi się takich eksperymentów
                  być może to blokada psychiczna- nie wiem
                  ale gdybym tak często nie słyszała, że za mało mleka, to na pewno
                  uwierzyłabym jednej osobie, bo to dość rzadka sprawa - niedojrzałość
                  gruczołu mlekowego (o ile dobrze pamiętam)
                  • amelllia Re: Wołanie o szacunek 18.07.08, 12:42
                    Uwierz- mnie mleko nie tryskało NIGDY! Dodatkowo synkowi się nawet
                    nie odbijało bo nie miało czym. A w szpitalu, w którym rodziłam był
                    spokój i bardzo życzliwy personel. Nie wiem - może mam tę cholerną
                    niedojrzałość gruczołów mlekowych właśnie. A sprawdzenie laktatorem
                    poleciła mi wlasnie położna.
                    • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 18.07.08, 13:17
                      nie jest moim zamierzeniem sprzeczanie sie z Tobą nt. Twojego
                      przypadku, każda z nas jest inna
                      na karmienie naturalne bądź nie- wpływa szereg czynników, żeby
                      właściwie je wszystkie ocenić musiałabyś sie spotkać z dobrym
                      doradcą laktacyjnym, bo niestety nie każda położna ma właściwą
                      wiedze (sama również się o tym przekonałam)
                      moja kuzynka po pierwszym porodzie mówiła to samo co Ty, przy drugim
                      raz jeszcze spróbowała karmić naturalnie, poczytała trochę o
                      wspomaganiu laktacji, doradziła się innych doświadczonych matek i
                      tym razem choć po planowanym cc - udało się, może po prostu za
                      pierwszym razem źle się za to zabierała i szybko odpouściła

                      może i Tobie się uda następnym razem, jeśli nadal będziesz chciała,
                      czego życzę, bo to niezapomniane chwile (plusem butelki jest to, że
                      niezapomniane chwile kiedy karmisz dzieciątko a no patrzy na ciebie,
                      udziela się także tatusiowi ;-) ) polecam przed ewentualnym
                      następnym razem forum Karmienie piersią

                      chciałam tylko powiedzieć, że jedne mamy "Wołają o szacunek"
                      słusznie im należny, a inne - mówiąc "straciłam pokarm" - pracują
                      na to, żeby ciężko było zrozumieć i uwierzyć
                      uważam, że wiele z mam nie zdaje sobie sprawy z pozytywnych stron
                      karmienia piersią i dlatego tak łatwo rezygnują, a czasami naprawdę
                      wystarczy tylko przez pierwsze tygodnie trochę się wysilić, a potem
                      jest nawet łatwiej niż z butelką (mleko gotowe o każdej poreze dnia
                      i nocy, w każdym miejscu, o odpow. temperaturze)

                      pozdrawiam wszystkie karmiące mamy
    • amelinek1 Re: Wołanie o szacunek 18.07.08, 13:16
      Dzisiaj z moim 7 tygodniowym synem wróciliśmy ze szpitala i
      wyobraźcie sobie, że podczas trzydniowego pobytu nikt nie
      skomentował tego, że karmię butlą, nawet nie dali mi odczuć, że
      tego nie popierają.
      Jestem w szoku, ponieważ szłam tam nastawiona przynajmniej na
      krzywe miny i dziwne spojrzenia, a tu taaaaka niespodzianka :)
      Oby ich było więcej :) czego i Wam Mamy Butelkowe życzę :)
      • plustka28 Re: Wołanie o szacunek 20.07.08, 12:10
        Gabrysia ma 3,5 tygodnia.Od początku chciałam karmic piersią ale
        myślałam ,że będzie łatwiej.Na początku mała jadła rzadko bo miała
        żółtaczkę więc mleczka wystarczało.Teraz z dnia na dzień jest coraz
        gorzej.Od wczoraj podaję butelkę wieczorem bo po trzech godzinach
        przerwy nie mam mleka.Mała troche pocyca i płacze.Po godzinie
        wiszenia na dwóch piersiach wypila 90 ml i zasneła.W nocy robi sobie
        5 godzinne przerwy no i wtedy mleko jest w piersiach ale w dzień po
        2 -3 słabo.Mała sie denerwuje,ja tez jestem zestresowana cięzko to
        zaczyna nam isć.Jest mi z tego powodu bardzo przykro,dręczy mnie
        sumienie ze może za mało zrobilam,za mało z siebie dałam.
        • amelllia Re: Wołanie o szacunek 20.07.08, 20:37
          No skoro po godzinie na piersiach 3,5 tygodniowe dziecko wypiło 90
          ml to znaczy, że z piersi nie wypiło praktycznie nic. Nie zadręczaj
          się bo podając mleko modyfikowane nie zrobiłaśNIC złego. Moim
          zdaniem o wiele gorsze byłoby pozwalanie by dziecko płakalo z glodu
          dla durnej ideologii piersi za wszelką cenę. Pozdrawiam serdecznie
        • midla plustka28 20.07.08, 21:47
          nie martw się, to pewnie pierwszy skok rozwojowy, dziecko potrzebuje
          więcej mleka, dlatego wisi przy piersi. Powinno to minąć po paru
          dniach, ale musi sobie „powisieć” i „pozamawiać” mleko poprzez
          ssanie, bo tak nakręca się laktacja. I nieprawda, że nie zjadło nic,
          skoro wypiło 90 ml - mleko kobiece bardzo szybko się trawi, o wiele
          szybciej od modyfikowanego :-)
          • amelllia Re: plustka28 21.07.08, 10:42
            Trawi się w minutę. kilka minut?? Jeśli dziecko tuż po jedzeniu z
            piersi je 90 ml modyfikowanego to co to oznacza? Że od razu strawiło
            to mleko z piersi? Moim zdaniem o wiele bardziej prawdopodobne, że
            nie zjadło z tych piersi nic albo prawie nic. Co innego gdyby mleko
            z butelki zostało podane godzinę po karmieniu z piersi. A wyrzutów
            sumienia z powodu podania butelki to już w ogole nie ma co mieć.
        • mama-lideczka Re: Wołanie o szacunek 21.07.08, 11:47
          jadła mało,więc produkowało się mało mleka
          teraz musi troche powisiec, żeby było więcej
          przystawiaj czesto, pamietaj, że dziecko zaspokaja w ten sposób
          także potzrbę bliskości i ssania (smoczek)

          z butelki leci łatwiej, więc dizecko zjadło do pełna i w końcu
          usnęło, przecież jak dorosły sobie b.dużo zje, to też zapada w sieste

          nie miej wyrzutów sumienia z powodu podania butli, to przecież nie
          zbrodnia

          życzę cierpliwości i powodzenia
    • mefika1 Wołanie o szacunek 11.08.08, 22:50
      Od wielu koleżanek, które urodzily przede mną słyszałam o polożnych
      terrorystkach zmuszających kobiety do karmienia i głodzących wręcz
      dzieci w imię wyższedo dobra, bałam sie że trafię do takiego
      szpitala bo wiem że takie działania przynoszą odwrotny skutek (w
      moim przypadku pewnie by tak bylo) na szczęście trafilam dobrze,
      rodzilam w szpitalu na Solcu gdzie cały personel namawiał do
      karmienia piersią natomiast gdy dziecko było głodne (moja mała była)
      pytały czy chcemy żeby je przepoić, nakarmić, można było podejść i
      zawsze podały butelkę, z drugiej strony kiedy dziewczyna ode mnie z
      sali miała problemy z karmieniem persią zebrało sie nad nią dwóch
      lekarzy, położna i pielęgniarka noworodkowa i pomagały jej
      przystawiać dziecko aż "załapało" myślę że to zdrowe podejście;
      kobiety nie są zmuszane ale pomaga im się, promujemy ale nie
      zmuszamy, nie wpędzamy w poczucie winy w depresję...
      Powiem z perspektywy karmiącej piersią matki 4 miesięczniaka: GDYBY
      W SZPITALU NIE DOKARMIONO MOJEGO DZIECKA BUTELKĄ PŁAKAŁABYM RAZEM Z
      NIĄ - ONA Z GŁODU JA Z ŻALU ŻE JĄ GŁODZĘ, A PO POWROCIE DO DOMU
      PIERWSZE CO BYM ZROBIŁA TO PODAŁA BUTELKĘ I TU BYŁBY KONIEC
      KARMIENIA PIERSIĄ. W SZPITALU POKAZANO MI ALTERNATYWĘ NIE
      POKAZUJĄC ŻE ROBIĘ MEMU DZIECIĘCIU KRZYWDĘ.
      Życzę wsystkim spotkania po porodzie tak wyrozumiałego personelu bo
      wiem że kobietom które nie karmią piersia jest już źle "ze środka"
      i nie trzeba im dowalać jeszcze z boku.
    • ozuol Re: Wołanie o szacunek 13.08.08, 17:02
      Witam. U mnie sprawa wygladala tak,ze karmilam mala 2 miesiace
      piersia. Bylam przy tymna diecie- jadlam tylko gotowanego kurczaka i
      indyka, zero chleba, makaronow itp. Takie byly zalecenia poloznej,
      ktora przychodzila na wizyty domowe. Mala wisiala przy cycku po 1,5
      godz. a itak sie darla z glodu. taka sama sytuacja byla juz w
      szpitalu, ale tam na szczescie, jak sie trafilo na normalna zmiane
      pielegniarek, mozna bylo dziecko dokarmic. I tak tez po powrocie po
      tygodniu do domu (mialam cc) kupilam mleko i dokarmialam mala.
      Polozna na mnie wrzeszczala za kazdym razem,ze jak dam jej butle, to
      cycka nie bedzie chciala. A mojej malej nie robilo roznicy-
      wazne,zeby cos zjadla. Poza tym corcia cierpiala na silne zaparcia,
      polozna nawet nie pozwolila jej wody podawac! Doszlo do tego,ze jak
      spodziewalam sie wizyty poloznej, to chowalam butelki, zeby ich nie
      widziala. Po 6 tyg. poszlam na wizyte do poradni. Pediatra
      stwierdzil,ze mala nie przybiera na wadze. Powiedzialam
      oczywiscie,ze wbrew zaleceniom poloznej dokarmiam dziecko sztucznie.
      Na co pediatra kazal (ku mojemu zdziwieniu) zwiekszyc dawki mleka
      modyfikowanego a zmniejszyc piers i za 2 tyg. zglosic sie na
      kontrole wagi. Na tej kontroli okazalo sie, ze mala znow malo co
      przybiera. Ona nie tyla a ja chudlam w zastraszajacym tempie-
      wazylam juz 45 kg. Poza tym okazalo sie tez,ze mala ma skaze i
      prawdopodobnie nie toleruje laktozy, co moglo byc p[rzyczyna tego,ze
      nie przybywala po takim karmieniu. Pediatra zalecila Nutramigen i
      powolne odstawianie od piersi i obserwacje. PO odstawieniu
      calkowitym i karmieniu tylko nutramigenem, dziecko bylo spokojne,
      najedzone, radosne, bez jakichkolwiek dolegliwosci i co
      najwazniejsze zaczelo przybierac na wadze. To byl dla mnie
      wystarczajacy rgument do tego,zeby przestac sie zamartwaic tym,ze
      nie karmie corci piersia. Liczylo sie tylko jej zdrowie i dobre
      samopoczucie! I to wcale nieprawda,ze mamy karmiace butla sa wygodne
      i maja latwiej. Bzdura! Latwiej jest wyciagnac zawsze i wszedzie,
      gdy nasze dziecko jest glodne cycka i je nakarmic, niz bujac sie
      wszedzie z butelkami, puszkami mleka i jeszcze moze
      sterylizatorami!!
      Poza tym, jak biedne kobiety, ktore chca karmic maja zaczac, skoro
      brak jest pomocy na oddzialach polozniczych. Ja bylam po cesarce- po
      25 godz. podniesiono mnie, po czym polozono znow na 5 godz.na
      kroplowke. W tym czasie (mialam cewnik, schodzily kroplowki)
      przyjechala pielegniarka noworodkowa, przywiozla mi dziecko,
      polozyla na lozku i pojechala. Nie patrzyla,ze nie chodze, ze mam
      cewnik i kroplowke... Mala zaczela plakac. Pielegniarka przywiozla
      kolejne dziecko do mnie na sale i jak uslyszala,ze mala placze,
      wydarla sie na mnie, dlaczego jej nie przystawie. Powiedzialam,ze po
      pierwsze nie mam jak sie ruszyc sama a po drugie, to jest to moje
      pierwsze dziecko i nie mam zielonego pojecia jak to zrobic. W
      odpowiedzi uslyszalam:" myslalby kto!!!"... :((
    • aniap_77 Re: Wołanie o szacunek 07.10.08, 05:10
      Moj syn ma prawie roczek.Niestety,nie wyszlo mi karmienie piersia,o
      ktorym zawsze marzylam.Czesto mam ten cudowny sen,gdy trzymam moje
      dziecko przy ociekajacych mlekiem piersiach.I nie wiem czy ktos mnie
      kiedykolwiek przekona,ze przeciez nie skrzywdzilam mojego syna.Dla
      mnie karmienie piersia bylo MARZENIEM.I uwierzcie,sa matki,ktore
      pomimo szalonej determinacji i pragnieniu nie moga,nie potrafia,nie
      sa w stanie wykarmic swego malenstwa.
      • wesola01 Re: Wołanie o szacunek 24.11.08, 10:57
        ja myśle, ze my- forumowiczki Karmienia butelką rozumiemy doskonale
        cała sprawę. ale gdyby spróbowac na forum Karmienie piersią napisac,
        ze ktoras z nas nie moze wykarmic swojego maleństwa z roznych
        przyczyn, to sie dowie - ze to bzdura, ze tak naprawde nie chce
        karmic, ze nie zrobila wszystkiego co w jej mocy, zeby karmic...
        brak słów...
        • matylda07_2007 Re: Wołanie o szacunek 24.11.08, 13:13
          Tak właśnie jest. Skoro mimo prób nie udało Ci się, to znaczy, że się za mało/za słabo starałaś. Szkoda, że tak jest... :(
    • julanna75 Re: Wołanie o szacunek 18.12.08, 12:46
      Nóż sie w kieszeni otwiera jak się czyta Wasze wypowiedzi. Bo i kto
      daje tym wszystkim ludziom prawo osadzac matkę po tym jak karmi? Ja
      rodziłam w Niemczech, mam wklęsłe brodawki i od 16 roku zycia
      pojawiają mi się i znikają guzki w piersi. Ja chcialam karmic synka
      piersią. Ale po porodzie nie mialam pokarmu.Pielegniarki mowily,
      zebym sie nie przejmowala bo w pierwszej dobie dziecko ma jeszcze
      wody plodowe w brzuszku, jest zmeczone i nie bedzie głodne. Na drugi
      dzien pomogly mi przystawic synka (z kapturkiem) ale: ja nadal nie
      mialam mleka a on nie potrafil tez sie dobrze zassac. Robilysmy
      kilka takich podejsc-bez skutku. Dokarmiany byl woda z glukoza. Sama
      wywalczylam skorzystanie z laktatora (byl na wyposazeniu szpitala)
      aby pobudzic laktacje, bo polozne nadal mowily, zebym sie nie
      denerwowala bo mleko czesto przychodzi na 3 dzien po porodzie.
      Okazalo sie, ze mam malo mleka, wiec najpierw podawalam mu moje
      odciagniete a potem dostawalam dla niego sztuczne.Wszystko z
      usmiechem, wsparciem i bez slowa krytyki. Dopiero poloznej w domu
      udalo sie pomoc synkowi porzadnie zassac i... okazalo sie, ze to
      maly leniuch i nie ma ochoty ssac :) Pociagnal 3 razy i zasypial -
      potrafilam karmic go 2h a on nadal sie nie najadał. Ja
      zaprzyjaznilam sie z pompka i okazalo sie, ze jedna piers produkuje
      o polowe mniej mleka niz druga i zadne pobudzanie tego nie zmienilo
      (prawdopodobnie efekt wieloletnich problemow z piersiami). Byla przy
      mnie mama i tesciowa - obie wspieraly mnie w decyzji, ze skoro
      maluch wisi tyle czasu na cycku bez efektow, to lepiej abym
      odciagala i dawala z butelki, bo inaczej to ja nawet siusiu nie bede
      miala kiedy zrobic.A jak mojego mleka nie bylo dosc to byl
      dokarmiany mlekiem poleconym przez polozna. A jak pediatra rzucila
      uwage, ze mam przystawiac co 2h (a skoro maly 2 h wisial na cycku,
      to chyba powinnam z nim 24h/dobe tak siedziec) to sie synek nauczy
      ssac a ja bede miec dosc mleka to tesciowa mi powiedziala: nastepnym
      razem powiesz ze karmisz piersia i bedzie spokoj. I tak odciagalam 4
      m-ce. Zrezygnowalam stopniowo sama, poniewaz byla piekna pogoda a ja
      nie moglam za daleko na spacer sie wybrac, bo bylam uwiazana pompka
      do domu, a synek i owszem lepiej juz ciagnal z piersi ale nadal nie
      potrafil sie w ten sposob najesc. A ewentualne karmienie piersia z
      uzyciem kapturka (ktory sie czesto przesuwal i spadal) w miejscach
      publicznych mnie nie bawilo. Dzis synek ma 7 mc-y i nie zauwazylam
      zeby sie gorzej rozwijal czy byl chorowity poniewaz chowa sie na
      butelce.
Pełna wersja