Dodaj do ulubionych

"W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania:))))

21.07.08, 11:14
jesli ktos nie ma tej ksiazki-zapraszam do poczytania opowiastek z
calego swiata..co jakis czas pojawią sie tu kolejne...
komentarze mile widzianewink))
Obserwuj wątek
    • jk3377 Nr 1 - "Dziurawe wiadro" 21.07.08, 11:16
      „Dziurawe wiadro”

      Był sobie raz cudowny ogród. Ogrodnik czuł się z niego niezwykle
      dumny i bardzo się o niego troszczył. Codziennie wędrował do
      niewielkiej szopy na odległym krańcu ogrodu, brał z niej wiadra i
      napełniał je połyskującą wodą z pobliskiego strumienia. Potem nosił
      wodę wąską ścieżką, aby podlać grządki w ogrodzie.
      Do podlewania kwiatów używał dwóch wiader, które
      przechowywał w szopie. Jedno było nowe i błyszczące, niedawno
      kupione w ogrodniczym sklepie. A drugie było stare, rozsypujące się,
      służyło w ogrodzie już od bardzo dawna i miało swoje najlepsze dni
      za sobą.
      Ogrodnik napełniał co rano oba wiadra i zanosił na kwiatowe
      grządki. Nowe wiaro pyszniło się. Można było mu zaufać, że doniesie
      całą swoją zawartość do samych grządek i nie uroni nawet kropli.
      Sfatygowane stare wiadro, porównując się z nim, bardzo się
      wstydziło. Wiedziało, że jest dziurawe, i co rano martwiło się,
      widząc, że zanim ogrodnik dojdzie do rabatek, większość wody wycieka
      obok ścieżki i marnuje się.
      Czasami oba wiadra rozmawiały ze sobą, gdy ogrodnik niósł je
      do kwiatowych grządek.
      - Widzisz, jakie jestem skuteczne- chełpiło się nowe wiadro.
      - Jak to dobrze, że ogrodnik ma mnie, bo dzięki mnie może być
      pewien, że kwiaty będą codziennie podlane. Nie wiem, dlaczego nadal
      zaprząta sobie tobą głowę. Jesteś zupełnie bezwartościowy.
      A stare zniszczone wiadro odpowiadało jedynie:
      - Wiem, że nie ma ze mnie pożytku, ale bardzo się staram. Jestem
      szczęśliwe, że choć odrobinę mogę przydać się ogrodnikowi.
      Pewnego dnia ogrodnik usłyszał tę rozmowę. Kiedy dotarł do
      grządek, podlał je jak zawsze, wykorzystując całą wodę z nowego
      wiadra i połowę, jaka została w starym cieknącym kubełku. Potem
      podniósł oba wiadra, teraz puste, i powiedział do nich:
      - Dziękuję wam obu. Spisaliście się jak co dzień wspaniale. Teraz
      zaniosę was powrotem do szopy, ale gdy będziemy szli, chcę, żebyście
      uważnie przyjrzeli się ścieżce.
      Oba wiadra zrobiły tak, jak sobie życzył ogrodnik.
      Zauważyły, że wzdłuż ścieżki po jednej stronie – tej, po której
      ogrodnik zawsze nosił nowe wiadro- tej, po której nosił
      przeciekające wiadro- widać było wyłaniające się młode, świeże
      zielone pędy, które po kilku tygodniach zmieniają się w piękne polne
      kwiaty rosnące rzędem przy ścieżce do
      ogrodu.

      Opowieść zaczerpnięta z tradycji
    • jk3377 Nr 2 - "Ziarno jabłoni" 21.07.08, 11:18
      ZIARNO JABŁONI

      Dawno temu, gdy czasy były ciężkie, pewien człowiek został
      przyłapany na tym, jak kradł jedzenie na rynku.
      O występku powiadomiono króla, a on rozkazał, by tego człowieka
      powieszono za złodziejstwo. Przestępcę zamknięto w ciemnym lochu i
      zaczęto przygotowywać egzekucję.
      W dniu kiedy skazaniec miał być powieszony, strażnicy
      przyprowadzili go pod szubienicę i zapytali, czy chciałby coś
      powiedzieć przed wykonaniem wyroku.
      -Tak— odparł więzień - Mam wiadomość dla króla. Posiadam niezwykły
      dar, który , otrzymałem od swojego ojca, a on otrzymał go od
      swojego. Mogę wsadzić ziarnko jabłoni do ziemi, a w ciągu nocy
      wyrośnie z niego kwitnące drzewo i natychmiast zrodzi owoc.
      Szkoda byłoby, gdyby taki tajemniczy dar miał umrzeć wraz ze mną,
      nim go przekażę dalej.
      Król zainteresował się słowami tego człowieka i poprosił, aby
      wyjawił mu sekret i zasadził jabłoń, zanim umrze.
      - Zrobiłbym to z przyjemnością- odparł więzień-lecz muszę cię
      ostrzec, że ziarnko może posadzić tylko ktoś, kto nigdy nie postąpił
      nieuczciwie- nigdy niczego nie ukradł ani nikogo nie okłamał, ani w
      żaden sposób nie oszukał. Oczywiście, sam nie mogę tego uczynić,
      ponieważ jestem skazany za złodziejstwo.
      Król wezwał więc swego premiera i jemu nakazał posadzić
      ziarnko. Jednak premier spojrzał lękliwie i przyznał, że kiedyś
      zatrzymał sobie coś, co do niego nie należało, dlatego nie będzie
      mógł posadzić ziarnka.
      Król wezwał zatem skarbnika, którego twarz natychmiast
      pokryła się krwistym rumieńcem. Wyznał, że pewnego razu nie był
      całkiem uczciwy w interesach.
      - Wasza Wysokość- powiedział skarbnik- myślę, że sam
      powinieneś posadzić to ziarnko.
      Król zawahał się i zaniepokoił, przypominając sobie, jak
      raz oszukał żonę i był jej niewierny. Zwiesił głowę i przyznał, że
      on także nie może tego zrobić.
      Złodziej kolejno popatrzył na każdego z nich.
      - Jesteście najpotężniejszymi ludźmi w tym kraju- rzekł
      - a żaden z was nie jest wolny od winy. Żaden z was nie może
      posadzić ziarnka jabłoni. Jednak to ja, który ukradłem kawałek
      chleba, bo byłem głodny, zostałem skazany na śmierć.
      A wtedy król ułaskawił mądrego złodzieja.

      źródło nieznane
    • jk3377 Nr 3-"Kanapka na kolację" 21.07.08, 16:19
      Pewna opowieść mówi o mężczyźnie, który codziennie przyjeżdżał
      do biura kosztownym samochodem, podejmował ważne decyzje i
      podpisywał kontrakty na duże sumy. Ten zamożny człowiek często
      chodził na biznesowe obiady ze swoimi klientami i starał się
      odwrócić uwagę swoich wpływowych gości od niesmacznego widoku
      żebraków na ulicy.
      Pewnego wieczoru po ciężkim dniu spędzonym na zarabianiu
      pieniędzy pakował teczkę przed wyjazdem do domu, gdzie czekała na
      niego wyborna kolacja. Zamykając biurko, zauważył nieświeżą kanapkę
      leżącą z tyłu szuflady. Nie namyślając się wiele, wepchnął ją do
      kieszeni płaszcza. Nie chciał, żeby spleśniała i zabałaganiła jego
      biurko. Po drodze na parking zobaczył na schodach skulonego żebraka
      owiniętego w koc.
      -Masz tu, przyjacielu-powiedział do żebraka-Zjedz sobie na kolację.
      I dał mu starą kanapkę.
      Tej nocy śniło mu się, że wyjechał w podróż służbową. Po
      całodziennych spotkaniach poszedł ze znajomymi dyrektorami na
      kolację do najlepszej restauracji w mieście. Wszyscy złożyli
      zamówienia i usiedli wygodnie z aperitifem, ciesząc się wesołym
      wieczorem.
      Podano dania. Pate de foi gras. Medaliony z sarny. Kotlety
      jagnięce z rozmarynem i czosnkiem. Przynoszone półmiski wywoływały
      wśród przyjaciół okrzyki podziwu. W tym momencie także jemu podano
      posiłek. Kelnerka postawiła przed nim mały talerz, na którym
      znajdowała się zeschnięta kanapka.
      -Co to ma znaczyć?- rozgniewał się mężczyzna-Ja tego nie zamawiałem!
      To ma być najlepsza restauracja w mieście?
      -Szanowny Panie-odezwała się kelnerka-został pan mylnie
      poinformowany. To nie jest żadna restauracja. To niebo. Możemy podać
      panu tylko to, co pan sam serwował za życia. Przykro mi, lecz
      sprawdziliśmy pod pana nazwiskiem i jedyne, czym możemy panu służyć,
      to ta kanapka.

      Wzięte z tradycji opowieści żydowskiej
    • jk3377 Nr 4 - "Inwestycja" 21.07.08, 16:47
      Żył sobie raz bogacz, którego jedynym pragnieniem było czynić
      dobro bliskim mu ludziom, zwłaszcza tym, którzy dla niego pracowali.
      Zauważył , że jeden z jego robotników, stolarz, był bardzo biedny
      i z trudem utrzymywał rodzinę. Na własne oczy przekonał się , że
      nędzna chałupa, w której mieszkał ten człowiek z żoną i dziećmi,
      popadła w ruinę i przestała chronić przed zimnem i deszczem. Poczuł
      dla stolarza i jego rodziny głębokie współczucie i wpadł na pewien
      pomysł.
      Któregoś ranka wezwał go do siebie i dał mu takie polecenie:
      -Chcę, żebyś zbudował dla mnie piękny dom-powiedział. –Nie szczędź
      wysiłku i pracuj tylko z najlepszymi rzemieślnikami. Muszę wyruszyć
      w podróż i nie będzie mnie przez jakiś czas. Jednak gdy wrócę,
      chciałbym, żeby dom był gotowy.
      Stolarz niezwykle się ucieszył z tego zadania. Natychmiast
      przystąpił do pracy i wiedząc, że właściciela nie będzie, postanowił
      to wykorzystać. Zamiast nająć dobrych rzemieślników i użyć
      najlepszych materiałów, oszczędzał na wszystkim co się dało. Uznał,
      że właściciel nigdy nie dowie się, on zaś weźmie nadwyżkę, a na
      dodatek zarobi dużo pieniędzy.
      I tak powstał dom. Z zewnątrz wyglądał pięknie, ale stolarz
      dobrze wiedział, że nie wszystko było w porządku. Drewno na dach
      było słabe i źle dopasowane. Cegły drugiego gatunku wkrótce zaczną
      się kruszyć. Dachówki były z odrzutu. Budynek został wzniesiony
      przez niedoświadczonych robotników za niską zapłatę.
      Kiedy właściciel wrócił, przystąpił do inspekcji domu.
      -Zrobiłem tak, jak pan kazał-powiedział stolarz.-Użyłem najlepszych
      materiałów i najzdolniejszych pracowników.
      -Cieszę się, że to słyszę-powiedział właściciel.-Oto klucze. Dom
      należy do ciebie. To mój prezent dla ciebie i twojej rodziny.
      Niechaj wam służy do końca życia.
      W następnych latach często można było usłyszeć, jak stolarz mruczy
      pod nosem:
      -Gdybym tylko wiedział, że dom ma być dla mnie…


      Opowieść wzięta z tradycji
      • agaireszta Mądra bajka 21.07.08, 17:23
        Istnieje w Polsce wspólnota, która ma tylko czterech członków. Nazywają się
        oni: KAŻDY, KTOŚ, JAKIŚ i NIKT.
        Pewnego dnia mają do wykonania ważną pracę i KAŻDY jest pewien, że KTOŚ to
        zrobi. JAKIŚ chce to zrobić, bo myśli, że NIKT tego nie zrobi. Wtedy KTOŚ się
        złości, bo przecież to robota dla KAŻDEGO.
        Jakiś ma nadzieje, że KTOŚ to zrobi, ale potem KAŻDY dochodzi do wniosku, że
        NIKT tego nie zrobi. Kończy się to tym, że KTOŚ wini JAKIEGOŚ za to, że NIKT
        nie zrobił tego, co mógł zrobić KAŻDY.
        • jk3377 Re: Mądra bajka 22.07.08, 15:52
          jakie to prawdziwe...i smutne ze prawdziwe.
    • jk3377 Nr 5 - "Za długie łyżki" 22.07.08, 15:51
      Pewien rabbi poprosił Boga, aby dał mu przebłysk tego, czym jest
      niebo i piekło.
      Bóg przystał na jego prośbę i poprosił proroka Eliasza, aby
      został przewodnikiem rabbiego w tej przygodzie.
      Eliasz najpierw zaprowadził rabbiego do wielkiej Sali. Pośrodku
      niej znajdowało się palenisko, na którym w wielkim kotle gotowała
      się smaczna potrawa.
      Wokół niego siedzieli ludzie. Każdy z nich trzymał w dłoni łyżkę
      o długiej rączce, którą zanurzał w gotującej się potrawie.
      Jednak ludzie ci byli bladzi i wynędzniali. W Sali panowała wroga
      cisza. Łyżki były niezwykle długie, zbyt długie, bo ktokolwiek mógł
      nimi włożyć sobie smakowitą potrawę do ust.
      Kiedy dwaj goście wyszli z Sali, rabbi zapytał Eliasza, co to
      było za dziwne miejsce.
      -To było piekło – wyjaśnił Eliasz.
      Następnie Eliasz zaprowadził rabbiego do drugiej Sali, która
      wyglądała dokładnie tak samo jak pierwsza. Pośrodku znajdowało się
      palenisko, a na nim stał bulgoczący kociołek pełen smakowitej
      aromatycznej potrawy. Wokół ognia siedzieli ludzie mający takie same
      łyżki o długich rączkach. Jednak ci ludzie rozmawiali ze sobą żywo i
      radośnie.
      Na czym polegała różnica? Ludzie w drugiej Sali nie próbowali
      jeść niewygodnymi łyżkami. Używali ich do karmienia drugich.
      -No tak, to jest niebo-powiedział do siebie rabbi.


      Źródło nieznane
    • mathiola Re: "W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania 22.07.08, 15:55
      coś mi dzwoni, gdzieś mi świta, wiem, że czytałam, a nijak nie umiem
      sobie przypomnieć.
      • mathiola Re: "W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania 22.07.08, 16:01
        to o wiadrze wywołało u mnie gęsią skórkę.
    • jk3377 Nr 6 - "Okno" 30.07.08, 13:34
      Dwaj mężczyźni, obaj poważnie chorzy, leżeli na tym samym
      oddziale ogromnego szpitala. Oddział był niewielki. Składał się z
      jednej Sali o dwóch łóżkach, której drzwi wychodziły na korytarz, a
      okno na świat.
      Jednemu z mężczyzn wolno było siedzieć godzinę rano i godzinę po
      południu na łóżku przy oknie. Drugi przez cały czas leżał płasko na
      plecach. Obu nie wolno było wstawać. Oczywiście jedną z
      niedogodności ich położenia było to, że mieli zabronione wiele
      rzeczy: nie mogli czytać, słuchać radia, oglądać telewizji. Musieli
      tkwić nieruchomo…tylko we dwóch. Całymi więc godzinami rozmawiali…o
      swoich żonach i dzieciach, o swoich domach i pracy, co robili w
      czasie wojny, gdzie byli na wakacjach…i tym podobne. Kiedy mężczyznę
      przy oknie sadzano rano i po południu, opisywał co widzi. Drugi
      mężczyzna nie mógł się doczekać tych godzin.
      Okno najwyraźniej wychodziło na park, w którym był staw z
      kaczkami i łabędziami. Dzieci rzucały im chleb i puszczały na wodzie
      małe łódki. Zakochani spacerowali pod drzewami, trzymając się za
      ręce. Było tam też mnóstwo kwiatów, głównie róż okolonych daliami i
      aksamitkami-brązowymi, złotymi i purpurowymi. W dalekim zakątku
      znajdował się kort tenisowy i niekiedy odbywały się tam nadzwyczaj
      ciekawe mecze. Z kortem sąsiadowało boisko do krykieta i choć być
      może nie odpowiadało najwyższym standardom, to było lepsze niż nic.
      Był tez trawnik do gry w kule, a tuż za nim ciągnęły się rzędy
      sklepików, za którymi widać było miasto.
      Mężczyzna, który musiał leżeć, słuchał opowieści o wszystkim, co
      drugi z nich widział przez okno, i cieszył się każdą minutą. O tym,
      jak dziecko prawie wpadło do stawu, jak pięknie wyglądały dziewczęta
      w swoich letnich sukienkach oraz sprawozdań z ekscytujących meczy
      tenisowych. Czuł się tak, jakby sam wszystko obserwował.
      Pewnego popołudnia, kiedy gracz wybijał piłkę na boisku
      krykietowym, słuchającego poraziła myśl: dlaczego to mężczyzna przy
      oknie ma całą przyjemność z oglądania tego, co się dzieje na
      zewnątrz? Dlaczego on sam nie może? Poczuł wstyd i starał się nie
      myśleć w tez sposób, lecz im bardziej się starał, tym było gorzej…
      po kilku dniach nastrój zwarzył mu się zupełnie. Dlaczego to nie on
      leży przy oknie?
      Rozmyślał o swoim nieszczęściu przez cały dzień i nie mógł spać
      w nocy. Jeszcze bardziej się przez to rozchorował, a lekarze nie
      wiedzieli dlaczego.
      Pewnej nocy, gdy nie mogąc zasnąć, wpatrywał się w sufit, drugi
      z mężczyzn nagle się obudził, zakaszlał i zaczął się dusić. Biedak
      próbował ręką dosięgnąć przycisku, aby przywołać pielęgniarkę mającą
      dyżur.
      Jego sąsiad patrzył w sufit bez ruchu. Co on takiego zrobił, że
      zasłużył sobie na miejsce przy oknie? Chory kaszlał coraz bardziej w
      ciemnościach…aż w końcu przestał. Odgłos oddechu ustał. Drugi z
      mężczyzn dalej wpatrywał się w sufit.
      Rankiem przyszła pielęgniarka z wodą, żeby ich umyć. Mężczyzna
      przy oknie nie żył. Zabrała więc jego ciało po cichu, nie robiąc
      zamieszania.
      Odczekawszy jakiś czas, drugi mężczyzna poprosił, żeby
      przeniesiono go na łóżko pod oknem. I przeniesiono go, ułożono
      wygodnie i zostawiono samego.
      Gdy wszyscy wyszli, niecierpliwie uniósł się na łokciu, sapiąc z
      bólu…i wyjrzał przez upragnione okno.
      Okno wychodziło na ślepy mur!


      Źródło nieznane
    • ango5 Re: "W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania 25.08.08, 13:12
      up
      • jk3377 a po co up?haha..podobaja wam sie?brakuje nowych? 25.08.08, 17:43
        bo nie wiem czy jest sens pisania?
        wy rowniez wpisujcie.
    • jk3377 tak dla przypomnienia..a moze beda nowe..;-) 03.07.09, 16:53

      • in-ca Re: tak dla przypomnienia..a moze beda nowe..;-) 03.07.09, 18:59
        jk377 dziękuję smile
        • jk3377 nie ma za co:) 03.07.09, 20:20

    • jk3377 Nr 7 - "Optymista i pesymista" 09.07.09, 19:02
      Żyli raz sobie dwaj mali chłopcy. Jeden był optymistą, a drugi
      pesymistą.
      Każdy z chłopców mial własne miejsce do zabawy. Pokoj zabaw malego
      pesymisty byl pełen zabawek. Na kazde swieta i urodziny rodzina i
      przyjaciele kupowali mu nowe drobiazgi, aby mogl się nimi bawic, ale
      on tylko siadal na srodku pokoju i zaczynal plakac, poniewaz nie
      mial bebenka. Bardzo chcial miec bębenek, dlatego zawsze byl
      rozczarowany. Zabawki lezały wokol niego w nieladzie,nietkniete i
      niedocenione.
      Maly optymista nie mial tyle szczescia. Na podworku,gdzie sie
      bawil,znajdowala sie tylko sterta nawozu i widły.
      Zdarzyło się pewnego dnia,ze rodzice obu chlopcow postanowili
      zobaczyc,jak spedzaja czas.Maly pesymista jak zwykle plakal,poniewaz
      nie mogl wsrod otaczajacej go sterty zabawek znalezc bebenka.
      Kiedy jednak rodzice optymisty zjrzeli do swojego synka,znalezli
      szczesliwe dziecko,z ochota kopiace w stercie nawozu widlami. Jego
      oczy błyszczały z podniecenia, a bawiac sie spiewał:
      -Tyle w koło nawozu-usłyszeli jego głos-ze na pewno jest tu gdzies i
      kucyk!



      źródło nieznane
    • jk3377 Nr 8 - "Aukcja" 09.07.09, 19:37
      Był sobie raz bogacz posiadajacy becenna kolekcje sztuki,wsrod
      ktorych znajdowały sie takze obrazy autorstwa starych mistrzow
      stanowiace przedmiot zazdrosci wielu koneserow.mezczyzna mial
      ukochanego syna,wraz z ktorym czesto cieszyl sie swoimi skarbami.
      jednak wybuchla wojna.syn zostal powolany do wojska i wyjechal na
      front.pewnego dnia przyszedl telegram informujacy ojca,ze syn zginal
      na polu walki.starszy mezczyzna wpadl w rozpacz. bezustannie
      oplakiwal syna w ciszy i samotnosci.
      minelo kilka miesiecy i pewnego dnia ktos zasukal do drzwi. na progu
      stal mlodzieniec z mala paczka pod pacha.
      -nie zna mnie pan-zaczal-ja jednak znalem bardzo dobrze panskiego
      syna.bylismy w tej samej jednostce i towarzyszylem mu w chwili, gdy
      umieral. jestem tym zolnierzem,za ktorego oddal zycie. tego dnia
      uratowal wielu ludzi i wlasnie wynosil mnie w bezpieczne miejsce,gdy
      trafil go pocisk. bylismy bliskimi przyjaciolmi i przd jego smiercia
      narysowalem jego portret. nie jestem wielkim artysta ale chcialbym
      aby pan zachowal ten szkic.
      ojciec nie odzywal sie przez dluzsza chwile wpatrujac sie w syna
      spogladajacego z wizerunku narysowanego przez zolnierza. gdy tak
      patzryl z jego oczu poplynely łzy. potem podziekowal zolnierzowi i
      zaoferowal mu zaplate za rysunek.
      -nie dziekuje.to prezent.nigdy nie zdolam odplacic za to co panski
      syn dla mnie zrobil,wiec chcialbym panu podarowac ten szkic tylko
      tyle moge dac.
      ojciec zawiesil portret nad kominkiem aby wszyscy go widzieli.cenil
      go o wiele bardziej niz cala reszte obrazow i zanim poprowadzil
      gosci do swojej galerii zawsze najpierw pokazywal portret syna.
      niedlugo po tym wydarzeniu starzec umarl i jego kolekcje wystawiono
      na aukcji. z calego swiata przybyli kolekcjonerzy sztuki
      podekscytowani mozliwoscia kupienia jednego z jego skarbow.
      prowadzacy aukcje rozpoczal licytacje.jako pierwszy wystawiono na
      sprzedaz szkic nieznanego artysty przedstawiajacy portret syna.
      rozpoczeto licytacje.
      -prosze podac cene wywolawcza pierwszego obrazu z kolekcji-poprosil
      licytator.
      nikt sie nie odezwal.w lekkim zamieszaniu rozlegly sie szepty.
      -prosimy-powiedzial jakis zbieracz-bysmy przeszli do rzeczy.nie
      jestesmy zainteresowani tym kiepskim szkicem.przyslismy kupic
      wartosciowe dziela.dlaczego nie wystawi ich pan na sprzedaz?
      licytator jednak byl nieugiety.
      -przykro mi-powiedzial-mam wyrazne instrukcje.zmarły rozporzadzil,
      aby jako pierwszy wystawiono portret syna.cena wywolawcza dziesiec
      funtow.kto da wiecej?
      na koncu sali niepewnie uniosla sie czyjas reka.byl to
      ogrodnik.przez wiele lat pracowal dla starszego czlowieka i kochal
      jego syna.
      -dziesiec funtow za syna-powiedzial.tyle tylko mogl dac.mlotek
      uderzyl raz,drugi i trzeci.zadnych innych ofert.nikt nie byl
      zainteresowany.
      -sprzedany!-zawolal licytator-panu z konca sali za dziesiec funtow.
      rozległy sie westchmienia ulgi.teraz kupujacy beda mogli unosic
      rece,aby nabyc cenne dziela.jednak licytator odlozyl mlotek.
      -aukcja zakonczona-obwiescil-dostalem polecenie od zmarlego,aby ten
      kto kupi syna,otrzymal caly majatek,z kolekcja dziel sztuki
      włacznie.mezczyzna z konca sali dostaje wszystko.


      źrodlo nieznane
    • jk3377 Nr 9 - "Szczęście czy pech?" 10.07.09, 15:09
      Był sobie raz staruszek, ktory mial syna i konia.pewnego razu kon
      poniósł i pogalopowal na wolnosc na pobliskie wzgorza.
      sasiedzi wspolczuli mezczyznie.
      -co za pech,tak stracic konia-mowili.
      -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to pech?
      tej samej nocy kon powrocil i przyprowadzil ze sobą dwanascie
      dzikich mustangów.syn staruszka szybko zamknal brame do zagrody i
      zamiast jednego mieli teraz 13 koni.
      nastepnego poranka zdmumieni sasiedzi spojrzeli na zagrode.
      -co za szczescie miec 13 koni!-zawolali
      -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to szczescie?
      chwilę pozniej jego syn wsiadł na jednego z nowych koni.jednak
      zwierze bylo tak dzikie,ze zrzucilo chlopaka na ziemie.syn zlamal
      noge.
      sasiedzi zgromadzili sie wokol staruszka,wspolczujac mu.
      -co za pech!-powiedzieli-twoj syn zlamal noge.
      -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to pech?
      i rzeczywiscie,niedlugo potem do wioski przybylo wojsko,aby brac
      mlodych mezczyzn na wojne,na ktorej wielu z nich moglo stracic
      zycie. gdy jednak zobaczyli syna staruszka lezacego ze zlamana noga
      mineli go i poszli dalej.
      -masz szczescie-rzekli sasiedzi.a staruszek tylko sie usmiechnął.


      źrodlo nieznane
    • licz-sie-ze-slowami Re: "W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania 11.07.09, 21:55
      piekne")))))
    • jk3377 Nr 10 - "Marzenie rybaka" 27.07.09, 20:45
      Pewnego razu rybak siedzial w popoludniowym sloncu i patrzyl w
      morze,obserwujac, jak jego maly kuter unosi sie i opada na falach,
      uczepiony kotwicy. pomyslal sobie jak dobrze jest tak siedziec w
      sloncu bez zadnych zmartwien, obserwowac uderzajace o brzeg fale i
      cieszyc sie Bozym swiatem.
      Jednak jego sen na jawie zostal przerwany. podszedl do niego
      elegancko ubrany,dosc otyly biznesmen i wtracil sie w jego marzenia
      ostrym pytaniem:
      -lenisz sie w srodku dnia? dlaczego nie wyplywasz na polow?
      troche skonsternowany rybak odparl:
      -juz dzisiaj lowilem.dostarczylem ryby na rynek i teraz odpoczywam w
      sloncu.
      -dlaczego jednak nie wyplyniesz w morze po raz drugi,zeby zlowic
      wiecej ryb?-upieral sie pytajacy.
      -po co mialbym to robic?-zapytal grzecznie rybak.
      -bo wtedy zarobilbys dwa razy tyle.
      -a po co by mi to bylo?
      -wtedy moglbys kupic wiekszy,lepszy kuter i nalapac jeszcze wiecej
      ryb.moglbys nawet zatrudnic ludzi do polowu. gdybys nie byl tak
      leniwy moglbys zostac wlasciecielem calej floty kutrow.
      -a po co by mi to bylo?
      -no coz, gdybys byl wlasciecielem floty i zatrudnial ludzi do
      polowu,mialbys tyle pieniedzy,ile nawet cie sie nie snilo.
      -po co by mi to bylo?
      -wtedy moglbys reszte zycia spedzic,robiac to tylko,na co mialbys
      ochote.moglbys siedziec na sloncu,odpoczywac i cieszyc sie
      zyciem,bez zadnych zmartwien.


      zrodlo nieznane
    • jk3377 Nr 11 - "Trzy sita" 22.08.09, 09:50
      Janice wpadła z pospiechem do ogrodka babci.
      -Babciu,babciu,musze ci cos koniecznie powiedziec...
      -Poczekaj chwilke-przerwala jej babcia z madrym usmiechem-czy to,co
      chcesz mi powiedziec,przesialas przez trzy sita?
      -Trzy sita?-zdumiala sie janice
      -tak kochanie.trzy sita!zobaczymy czy twoja opowiesc przejdzie przez
      trzy sita.pierwsze to sito prawdy.zastanowilas sie czy to co chcesz
      mi powiedziec jest prawda?
      -hm-zawahala sie janice-uslyszalam to od kogos innego,wiec nie
      jestem pewna...
      -dobrze-powiedziala babcia-to szczera odpowiedz.sprobujmy wiec z
      drugim sitem.drugie sito to dobroci.poniewaz nie wiesz czy to co
      chcesz mi powiedziec jest prawda to przynajmniej czy jest to cos
      dobrego?
      Janice spuscila oczy.
      -nie-przyznala-niezupelnie.wlasciwie zupelnie nie.
      -zatem-ciagnela madra babcia-sprobujmy trzeciego sita.przekonajmy
      sie czy to co chcesz mi powiedziec choc nie jest prawdziwe ani
      dobre,jest potrzebne.
      -nie calkiem potrzebne...-janice popadla w pelne namyslu milczenie.
      -tak wiec-powiedziala babcia,przytulajac ja z wyrozumialoscia-
      poniewaz to co chcesz mi powiedziec nie jest ani prawdziwe,ani
      dobre,ani potrzebne,proponuje zebysmy to zakopaly gleboko w
      niepamieci,gdzie nie uczyni nikomu zadnej krzywdy.

      źrodlo nieznane


      p.s.wlasnie dzis moje dzieci ogladaly pr'ziarno'i tam ks.bp.mowil o
      trzech sitach.i tak mi sie przypomnialo to opowiadanie,ktore kiedys
      czytalam i znamsmile
    • jk3377 up! do poczytania:) 24.04.10, 11:04

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka