Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się

    • Gość: dopoma Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.10, 12:11
      U nas w liceum nie dało się wejść do toalety, brud, nie domykające się kabiny, które nie były remontowane od momentu powstania szkoły (lata 60-te). Wyglądały jak boksy dla koni. Dopiero na studiach zrozumiałam, że toaleta może być nieodrażająca. Domykające się kabiny, rolki papieru, mydło w dozowniku i suszarki przy umywalkach. Wszędzie kafelki, przez co łatwiej było utrzymać czystość. Nikt tego nie dewastował, Pani dwa razy dziennie chodziła i sprzątała. Pod tym względem UWr był bardzo dobry :)
    • teyoo Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 12:28
      "brzydko pachnie"

      Nie może "brzydko pachnieć", tak jak nie może "ładnie śmierdzieć".
      Więc powinno się użyć czasownika "śmierdzieć" albo "cuchnąć".

      A co do szkolnych toalet, to za moich czasów było to samo. Nigdy nie mówiło się inaczej niż "kible". I na lepszą nazwę rzeczywiście te miejsca nie zasługiwały.
      • Gość: ewa Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 13:29
        a u nas w szkole lata 80- te ( średnia) wprowadzono dyżury
        uczniowskie. To były inne czasy, nikt się nie burzył jak jego
        dziecko ( 15 lat) sprzątało kibel. Wprowadzono po epidemii
        salmonelli a szkoła była o profilu spożywczym. Porządek był,że aż
        miło. NIedawno odwiedziłam ją i co syf totalny .
        • Gość: Jonek Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.10, 14:32
          To prawda. Byłem w mojej starej podstawówce. Tragedia. Kiedy ja tam się uczyłem
          (lata 80-te) mówiono o syfie ale to co zobaczyłem teraz to już nawet syfem nie
          da się nazwać. Neandertalczycy chyba załatwiali swe potrzeby w bardziej
          higienicznych warunkach. Przy czym wiem, że łazienki co roku w wakacje są
          remontowane. Mam wrażenie że każde następne pokolenie cofa się w rozwoju. Każde
          kolejne pokolenie jest coraz bardziej zdziczałe i bezmyślne. Pozostają
          starodawne wojskowe latryny - szopa a w niej co metr dziura w ziemi a na
          zewnątrz wiadro z woda do opłukania rąk. Choć pewnie i to nasza cudowna,
          wspaniale wychowana młodzież zniszczyła by.
    • Gość: Zaloguj się Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 13:19
      Co do toalet to trzeba to potraktować jak lekcję survivalu którą pokazują na
      Discovery a co do "szarego" papieru: jest najlepszy no chyba że ma się
      hemoroidy :P.
      Pozdrawiam.
    • Gość: Jonek Nic się nie zmieni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.10, 14:08
      Chęć do niszczenia wszystkiego co "wspólne" dzieci dziedziczą po rodzicach.
      Dopóki rodzice nie zaczną wychowywać swoich pociech dopóty w szkolnych
      łazienkach będzie sajgon. Mówi się że nie ma papieru, drzwi, kranów itd. Ale
      gdzie pytanie "kto to zniszczył, bo przecież kiedyś to tam było". Narzeka się
      na dyrektora, że brak desek sedesowych. Przecież po ostatnim remoncie
      (niezależnie kiedy się on odbył) te deski były. Lekcje wychowawcze. Śmiech na
      sali. Co może zrobić nauczyciel przez jedną lekcję tygodniowo skoro dzieciak
      każdego dnia widzi jak tatuś wyrzuca za siebie na chodnik papier po hot dogu a
      mamusia w łazience w centrum handlowym wywala ręcznik papierowy na podłogę
      zamiast do kosza, który stoi o zgrozo całe 3 metry dalej. Ilu rodziców
      tłumaczy swoim pociechom, że o wspólną własność należy dbać jak o swoje
      własne? Wspólne=niczyje. Masz stresa albo chcesz pokazać kolegom jaki z ciebie
      herkules? To kopnij w drzwi, urwij kran, rozbij lustro, przecież to wspólne
      czyli niczyje. Żaden nauczyciel ani żadna szkoła nic nie zdoła zrobić jeśli
      rodzice mają w dupie wychowanie swoich dzieci.
      • sikorka68 Re: Nic się nie zmieni 09.04.10, 14:28
        "Żaden nauczyciel ani żadna szkoła nic nie zdoła zrobić jeśli
        > rodzice mają w dupie wychowanie swoich dzieci."

        To szkoła zachowuje się, jak "święte krowy"- nic nie mogą (tak nawet poza
        kiblami). Co rozmawiam z nauczycielem- załamuje ręce: mi nie wolno, ja nie
        jestem od tego, (i o zgrozo) ja mam xxx uczniów w klasie. Sorki, ale dzieciaki
        są pod ich opieką: a jak coś się stanie- kto odpowiada: rodzic?

        "Żaden nauczyciel ani żadna szkoła nic nie zdoła zrobić"
        Masz rację, ale to nie tyle wina rodziców, ile systemu, który pozwala
        pracownikom oświaty głupio się tłumaczyć (j.w.). Takich gadek nie powinno w
        ogóle być. Ci ludzie odpowiadają nie tylko za edukację, ale też i
        bezpieczeństwo- i nic nie mogą? Chyba, że wezwać i obwinić rodzica. To chory
        system. Za zachowanie dziecka w danym momencie odpowiada ten, kto w tym czasie
        się nim opiekuje. I to kropka w temacie.
        • Gość: Jonek Re: Nic się nie zmieni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.10, 14:49
          Bo nauczycielom naprawdę coraz mniej wolno. Spotkałem się z sytuacjami jak
          rodzice chcieli pozywać do sądu nauczyciela, który zrobił niezapowiedziana
          kartkówkę. Przecież zła ocena może zaważyć na obniżeniu średniej a to może
          stanąć na drodze wyboru elitarnej szkoły. Cała przyszłość dziecka złamana przez
          złego, brzydkiego i niedobrego nauczyciela. To nie kit. Rodzice coraz częściej
          posuwają się do zastraszania nauczycieli zamiast sprawdzić czy gówniarz uczy się
          w domu i przygotowuje do kolejnych zajęć. Wszystko co złe to wina nauczycieli. A
          teraz wracamy do zagadnienia - kto tak wychowuje dziecko. Zastraszony
          nauczyciel? Czy rodzic pokazujący swemu dziecku, że jest bogiem a pozostałe 5
          miliardów ludzi na tej planecie jest tylko tłem dla niego? Mi mama wytłumaczyła
          kiedyś, że nie wolno niszczyć ani cudzej ani wspólnej własności i trzymam się
          tego do dzisiaj. Inni rodzice tak nie mogą?
          • sikorka68 Re: Nic się nie zmieni 09.04.10, 15:14
            Myślisz, że ten demolujący dzieciak robi takie rzeczy w domu? Myślisz, że w domu
            ma śmierdzący kibel? Czy woźna nie może po przerwie spuścić wodę po gapowiczach?
            A pogadanki? Zresztą, same nic nie znaczą. Rodzic nie starcza do wszystkiego
            inaczej po co dzieciom szkoła. Może czas powinniśmy zacząć uczyć w domu, skoro
            szkoła "nie może. No sorki.
            Co do kartkówki: może być niezapowiedziana z trzech ostatnich lekcji. Nauczyciel
            d****a, skoro dał się zastraszyć. Przeczytaj Kodeks Ucznia, który jest w każdym
            dzienniczku (w każdym tornistrze):)
            • Gość: Jonek Re: Nic się nie zmieni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.10, 15:48
              A nie nie nie. W domu jest porządeczek, ślicznie, czysto i pachnąco. Ale to
              nasze więc trzeba dbać. Poza domem już możesz dzieciaczku robić co chcesz. O tym
              piszę. Nie chodzi o to czy nauczyciel dał się zastraszyć ale są próby pozywania
              nauczycieli o taką właśnie kartkówkę albo zwrócenie uwagi gówniarzowi. Mi chodzi
              właśnie o postawę rodziców, którzy wyznają zasadę Kalego - jak Kali ukraść krowę
              to dobry uczynek a jak ktoś Kalemu ukraść krowę to zły uczynek. Właśnie taką
              wiedzę rodzice bardzo często przekazują swoim dzieciom. Byłem kiedyś świadkiem
              jak dorosły facet mówił do ok 10-letniego łebka (chyba syna) - a co ci ta k...wa
              będzie gadała, ona ma cię uczyć a nie mówić jak się zachowujesz, olej ją. Ręce
              mi opadły jak to usłyszałem. Zastanówmy się na kogo dzieciak wyrośnie skoro
              tatus tak go wychowuje.
              • sikorka68 Re: Nic się nie zmieni 09.04.10, 16:09
                To fakt, że nie wszyscy rodzice są ok. Praca nauczyciela, to też praca z
                dorosłymi rodzicami. Jednak: kodeks. Jasno określa pewne sprawy, reguluje po obu
                stronach. Uczniowie raczej dbają o swoje prawa. A kto dba o obowiązki ucznia? Z
                tym kiepsko. I do tego obowiązuje zapis, że szkody pokrywa rodzic. Nie ma
                kontroli. Niżej napisałam- nauczyciele tam nie wchodzą.
                Trochę to brzmi, jak bajka, ale jakieś rozwiązanie musi być: kamerki choćby przy
                umywalkach, kontrola nauczycieli na przerwach?
                I jak to jest, że w np. marketach tak już nie ma. Nawet jak się zasyfi, to jest
                ktoś, kto sprzątnie. W szkole już nie można- to jakieś nieporozumienie.
    • Gość: asdf jak bydło korzysta... IP: 150.254.111.* 09.04.10, 14:09
      ... to potem wygląda jak w oborze. Toalety powinny być odpicowane i
      codziennie sprawdzane po kazdej przerwie przez dyzurnych. Jak coś nie tak,
      n.p. stłuczona umywalka, natychmiast zamawiać nowa i obciążać WSZYSTKICH
      UCZNIÓW SZKOLY kosztami, od razu następnego dnia. Rachunek podzielić na
      wszystkich i kazdy nauczyciel czyta na 1-j lekcji za co dziś płacimy. Do
      tego publiczne listy kto zapłacił, a kto nie, a uporczywych niepłacących
      wymieniać na apelu albo przez głośniki i wydrwiwac. Mniejsze szkody, n.p.
      grafitti, uczniowie powinni zamalowywac sami, albo rekami najwiekszych
      szkolnych awanturnikow, albo kazda klasa po kolei - oczywiscie PO
      LEKCJACH, i wszyscy czekaja solidarnie, az bedzie skonczone albo nawet
      cala szkole zatrzymac po lekcjach, az nie bedzie pomalowane. Mysle, ze po
      miesiacu takiej akcji zwierzaki nauczylyby sie do czego sluzy klop i jak z
      niego korzystac.

      Albo wersja lagodniejsza: wejscie do WC rejestrowane elektronicznie i
      wyswietla ci sie imie, nazwisko i klasa ostatniego uzytkownika kabiny. Jak
      kupa na podlodze lub cos nie tak - od razu raport do dyzurnego i wiadomo,
      ze ostatni uzytkownik, ktory nie zaraportowal jest odpowiedzialny.

      Poza tym uwazam, ze toalety w miejscach publicznych powinny byc
      bezdotykowe: zadnych muszli, tylko dziura w podlodze splukiwana
      automatycznie, bez papieru tylko podmywanie ze stosownej dyszy sterowane
      elektronicznie, woda, dozownik mydla i dmuchawa tez automatyczne i
      elektronicznie sterowane i tak samo elektronicznie sterowane drzwi, zeby
      klamki nie dotykac, jak w niemieckich pociagach. W dzisiejszych czasach to
      nie sa juz drogie rzeczy trzeba ich tylko upilnowac w szkolnej dziczy.
      • sikorka68 A w marketach? 09.04.10, 14:39
        Sto razy lepiej, mimo, że bardziej otwarte- dla niezidentyfikowanej rzeszy ludzi
        zwanej klientami. Jakoś sobie radzą.
    • Gość: jasio Re: Sami niszczą a później się brzydzą? Schiziole IP: *.chello.pl 09.04.10, 15:04
      No tak, i jak tu puszczać kulturalne dzieci pod opiekę nauczycielskiego bydła
      które wyłamuje drzwi, zatyka sr.cze, rozbija ceramikę łazienkową, rzuca papierem
      toaletowym a gó..em smaruje ściany! Nie o takie inteligencje chodzi!
    • Gość: Jarek Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.radiomaryja.pl 09.04.10, 16:01
      Nic nie pomoże i nie poprawi sytuacji, kiedy dzieciarnia umyślnie
      niszczy sprzęty w ubikacji. W "ósemce" na przykład dzieciary dla
      hecy rozchlapują całe mydło po łazienkach, zapewne syf musi być
      straszny. Trudno o czystość w toaletach, jeśli użytkownicy umyślnie
      niszczą mydło czy ręczniki. A kto bazgrze po ścianach i drzwiach?
      Sprzątaczki? Kto wali kupę i sika po desce? Psy? Nie, ukochane
      dzieciaki i wzorowi uczniowie.
      Za moich czasów nikt nas nie uwrażliwiał na czystość w toaletach i w
      80-tych latach normą był brak papieru, ciepłej woddy, mydła,
      niesprawne krany, obsikane podłogi i stan taki trwał latami (przez
      cały czas mojej edukacji w podstawówce). Załatwiało się "na
      Małysza". Widać, że wreszcie ktoś problem zauważył.
      • sikorka68 Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 16:18
        To dowód niedopilnowywania naszych dzieci przez szkołę.
        • the_ukrainian Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 16:34
          > To dowód niedopilnowywania naszych dzieci przez szkołę.

          To dowód niewychowania dzieci. Cywilizowanego dziecka nie trzeba pilnować w
          kiblu bo ona wie jak z niego korzystać.
          • sikorka68 Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 17:08
            Pojedyncze tak, jak te wychowane są w grupie, to głupieją. Wiedzą, że tam można.
            Dziecko, to dziecko- swoje trzeba przejść, zanim staną się ludźmi.
    • peppito Zlikwidować gimnazja!!! 09.04.10, 16:38
      Gimnazja sprzyjają demoralizacji młodzieży.
    • michals-3 Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 16:54
      Nie ma ręczników, papieru, ani mydła? Zgaduję w ciemno: nawet jak są, to
      chwilę potem już nie ma. I stąd się bierze problem. Drzwi są wyłamane? A
      kto je wyłamał? Dyrektor szkoły, Ministerstwo Oświaty, Tusk? Nie, proszę
      państwa. Są wyłamane, bo gówniarze wyłamali. I założę się, że tam wszyscy
      wiedzą, kto to robi, ale ich kryją. Bo taka jest wśród młodzieży moda i takie
      jest wychowanie młodego pokolenia. Dopóki kradzież i demolka tego co
      "niczyje" będą w modzie i dopóki będą miały akceptację społeczną, dopóty
      toalety będą wyglądały dokładnie tak jak wyglądają. I może to być nawet dla
      dzieciaków element ćwiczeń praktycznych z wychowania obywatelskiego.
      • sikorka68 Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 09.04.10, 17:13
        Z papierem i ręcznikami- nie problem. Gorzej z mydłem. Kiedyś były takie
        mydełka, tzn. "karteczki" nasączone mydłem. Idealne w podróży. Teraz co najwyżej
        mokre chusteczki. Tylko, aby te kible ktoś mył częściej, niż raz dziennie.
    • Gość: izolda Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 17:04
      Cywilizowany dzieciak szkolną ubikację omija szerokim łukiem.
      Zgadzam się z sikorką68. Dzieciaki w szkole powinny być dopilnowywane przez
      nauczycieli. Za wyrządzone przez dzieci szkody powinni odpowiadać ich rodzice.
      Nawet w ramach takiego systemu oświaty dyrektor szkoły ma możliwości
      reagowania na patologie. Tylko musi chcieć działać. Ale w wielu przypadkach
      cały wysiłek idzie na wymyślanie usprawiedliwień. I niemoc trwa.
    • Gość: miki Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 18:37
      W szkole w Santoku są bardzo czyste toalety. To wzorcowa szkła pod
      względem czystości i nie tylko...Pod każdym względem
    • Gość: izolda Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 19:09
      Skoro można w Sanoku, to można i w innych miastach. Proszę dyrektora szkoły w
      Sanoku, aby powiedział innym: jak to się robi:)
      Pozdrawiam tych wszystkich, co potrafią utrzymać porządek w toaletach. Dzięki
      temu wiele dzieciaków nie musi "trzymać" do końca zajęć ;)
    • Gość: kipi TM SP1 Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 20:07
      U mnie w szkole jest papier (szary :/) jest mydło, oraz ciepła woda. Ale co
      z tego jak jacyś debile wczoraj na deskę oraz obok kibla gówno narąbali. I
      dupę o ściany wycierali. A w pisuarze papier z klopa. Nauczyciele powinni tego
      pilnować ale co jak co Uczniowie są nie wychowani!!! Przynajmniej nie którzy.
      Nie potrafią poszanować niczego co nie swoje! Niestety tak jest.
    • Gość: sorrka dyrektorka Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.10, 23:22
      To nieprawda,ze to dzieci wina. W szkole, gdzie szefuje od samego początku
      zadbałam o to, by były to miejsca przyjemne. na początku też kombinowali z
      papierem, ale wykładalismy do skutku. dziś jest papier, mydło, ręczniki i oni
      traktują to jak normę. a jeśli coś jest zjawiskiem to normalna ciekawość
      dziecka każe to rozbrajać. ot i cały problem
    • Gość: phebe7@o2.pl Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.04.10, 14:11
      jedna z moich corek,ktore nie chca korzystac ze szkolnej toalety,z
      powodu obrzydzenia jakie czuja do brudnych ,smierdzacych toalet
      nabawila sie powaznej choroby nerek,zatrzymania moczu.
      mocz oddaje raz na dobe rano ,lub nie oddaje wcale,puchna jej kostki
      u nog,no ale kogo to interesuje?
      • the_ukrainian Re: Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się 10.04.10, 15:37
        Twojej córce potrzebny jest psychiatra. Jeśli dziewczyna nie może wejść na
        minutę nawet pomimo smrodu i syfu żeby się wysikać to ma coś z główką nie tego.
        Ty jako matka powinnaś się tym zająć a nie narzekać że "kogo to interesuje".
    • Gość: Ania Uczniowie o szkolnych toaletach: Brzydzę się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.10, 18:15
      Może trzeba przyłożyć się do wychowania własnego dziecka, a nie
      upatrywać wszelkiego zła w szkole? Szkoła jedynie może wspierać
      rodziców, ale to oni ponoszą odpowiedzialność za to, jakie wzorce
      dzieci czerpią z domu.
    • Gość: zalogowany W mojej szkole ... IP: *.ztpnet.pl 10.04.10, 21:05
      W mojej szkole ...

      W mojej szkole, w czasie moich dyżurów nauczycielskich ne było nic
      trudnego wejść do ubikacji w czasie przerwy, jeśli oczywiście belfer
      dyżurny miał pewne wyczucie sytuacji. No, i umiał zapukać w drzwi
      wejściowe.
      Wiem też, że te dyżury były pewnym nadużyciem dyrekcji wobec
      nauczycieli i dość nadprogramowym wymogiem - ale mówi się trudno i w
      domu się do następnej lekcji musi nauczyciel przygotować oraz przed
      i po otatniej lekcji

      Zgoda - nie było rady na taką dzieciarnię, co potrafiła wychlapać
      cały pojemnik mydła w płynie, wrzucić całą rolkę papieru do sedesu.
      Z czasem to zanikało.

      Za to kwoty za zniszczone wyposażenie toalet szkolnych były na
      bieżąco odzyskiwane od samych rodzin uczniów - rodzin, które
      uczciwie godziły się na to dopuszczając adekwatne zapisy w szkolnych
      regulaminach.

      Palarnia w ubikacji?
      U nas się to dość łatwo wykorzenia, jeśli się co przerwę, na zmianę
      z drugim dyżurującym na korytarzu nauczycielem tego pilnuje.
      Są i palący uczniowie, nie zaprzeczam. Ale tych potrafiłem nawet
      poza budynkiem szkolnym ścignąć. Jak odopwiednio człek to zrobił,
      podszedł dzieciarnię psychologicznie i dał wybór, to wszystkie pety
      z tych kryjówek uczeń grzecznie pozbierał i wyniósł do kosza, albo
      na miejscu zakopał.
      Wtedy dalsze ze swej strony konsekwencje odpuszczałem, ale rodziców
      i wychowawcę klasy o "petotematach" danego ucznia powiadamiałem.

      Jak przyjechała do nas z wizytą grupa uczniów z Francji, to dopiero
      człek na ich przykładzie zobaczył, kto i ile ma zaległości w
      wychowanu antynikotynowym.
      Wiadomo skądinąd, że moda na niepalenie - świadcząca o wysokiej
      kulturze społeczeństw nowoczesnych - jest w Polsce jeszcze w swym
      spadkowym odcinku.

      Wracając do rozważań o "defekacyjnej kulturze":
      Pamiętajmy, że w świecie jest wiele wariantów sedesów i pisuarów - a
      są i pisuary dla kobiet! Publiczne, dodajmy.

      W tejże Japonii, jaką często tu chwalimy za toalety, są i domowe
      kombajny z pełną obsługą podmywania i suszenia po ulżeniu sobie,
      ale - w domach!
      W publicznych toaletach króluje ... brak sedesów. To klasyczny i
      znany w Europie od wieków otwór w podłodze, czasem z
      wyłapywaczem "rozbryzgów" uryny. Żadnego kontaktu z deską sedesu.
      Kto umie, przyzwyczai się, nawet sobie butów nie zapaskudzi.
      Tanio. Czysto. Bezpiecznie.
      Te ubikacje są do odnalezienia na niektórych stacjach kolejowych w
      Polsce i mają się całkiem dobrze, są wśród nich i stuletnie,
      niezapychające się zabytki.

      Co do nawyków i kultury wyniesionej z domu, to można i swe kiszki
      nauczyć rytmu dobowego.
      Kto jada zdrowo, rytmicznie w ciągu doby, temu nic trudnego załatwić
      się "potrzebą większą" rano i wytrzymać z taką samą potrzebą do
      następnego ranka.
      Można tak latami - proszę popróbować.
      Mnie czasem ten rytm dobowy zakłóca letni mój nawyk podjadania dużej
      na raz porcji czereśni, za jakimi przepadam ;)
    • pyruszka Klozetowe histerie - opowieści z krypty..... 14.04.10, 17:22
      W skrócie: nawet najbardziej luksusowe łazienki mogą ulec "przeobrażeniom"
      dzięki ludziom, którym BRAK PODSTAWOWEJ KULTURY OSOBISTEJ.
      Stąd często spotykana dewastacja toalet - rozbite klozety i umywalki, urwane
      klamki, które nawet po naprawie szybko "urywają się" ponownie. W takiej
      toalecie panuje samo-nakręcająca się spirala paskudzenia. Otóż ludzie boją się
      usiąść na klapie (o ile ona w ogóle jest) i stąd można zaobserwować próbki
      stolca rozmazane nie tylko wewnątrz muszli klozetowej, nie wspominając o urynie.
      Jeżeli uczniowie zużywają papier toaletowy w celach rekreacyjnych, trudno się
      dziwić, że szkoła nie kupuje papieru Velvet - mięciutkiego jak aksamit...heh,
      bo i tyłka nikt nie wypucuje tym papierem.
      Nie oburza mnie, że notorycznie dewastowane łazienki nie są naprawiane. Ktoś
      tu wspomniał o kamerach - to dobry początek by nauczyć niektórych toaletowej
      kultury.

      A obrzydzenie bierze nawet w niektórych toaletach uniwersyteckich w Poznaniu!

      Tak więc, na początku każda łazienka była nowa i ładna
      A różnie ludzie umieją z łazienek korzystać..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja