Nocne eksperymenty poznańskich uczonych

IP: *.173.23.12.tesatnet.pl 25.09.10, 01:09
Ogromny szacunek dla naukowców:)) Naprawdę męcząca praca. Odskocznia od codziennych zajęć i 10 000 tysięcy dzieci zadających po kilka pytań. Po 10 godzinach i 30 000 odpowiedzi można być zmęczonym. Właśnie wróciłem. Ciao!!
    • szymko123 Nocne eksperymenty poznańskich uczonych 25.09.10, 07:41
      Tylko szkoda, że tam, gdzie były najatrakcyjniejsze eksperymenty bez rezerwacji przeznaczone dla młodszych dzieci, tam był tłum i przepychanki. Z moją córką nie zdołałem się tam dostać i odpuściłem, bo nie chciałem, by była stratowana. Spotykałem znajomych z dziećmi, którzy mieli identyczne doświadczenia z innych miejsc na terenie kampusu. Nie dostali się tam, gdzie chcieli. Złudne nadzieje i poczucie zawodu. Tak było na Kampusie Politechniki Poznańskiej. Organizacyjne nieporozumienie.

      A wszystko można by rozwiązać dystrybuując wejściówki na poszczególne wydarzenia i godziny np. przy stoisku informacyjnym. Wówczas na wejście do sali na 40 osób nie czekałoby 200.
    • germanista1975 Nocne eksperymenty poznańskich uczonych 25.09.10, 09:00
      Bo jak już pisałem wiele razy na blogu prezydenta Grobelnego, potrzebny jest całotygodniowy park techniki interaktywnej, albo przynajmniej w weekendy, gdy nie ma już dokąd pójść z dzieckiem, które już widziało wszystkie animowanki w kinie. Alternatywy dla nastolatka brak, tylko basen został. A co dla ducha? Skąd mamy niby brać naukowców?
      • Gość: ppp Re: Nocne eksperymenty poznańskich uczonych IP: *.icpnet.pl 25.09.10, 09:59
        Straszny tłok, byłam z 5 letnia córką, nie dostałyśmy się na żadne pokazy. Kto silniejszy ten lepszy. Wejściówki byłyby najlepszym rozwiązaniem. Maskara
    • Gość: monika Organizacyjnie katastofa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 09:56
      Same wykłady i pokazy o ile udało się na nie dostać były naprawdę ciekawe, ale organizacyjnie to była katastrofa i porażka.
      Ja byłam z kuzynką, choć sama tez bym sie przeszła bo jestem humanistką i ciekawią mnie te różne ścisłe wynalazki.
      Udało się nam wejść na fizyka turbo show, bo byłyśmy dość wcześnie. Na chemię na wesoło musiałyśmy się na siłę wpychać! Kuzynka została prawie stratowana, ale bardzo jej zależało żeby wejść więc parliśmy do przodu. Najgorszy był pan wpuszczający przez drzwi bliżej wyjścia, on praktycznie wpuszczał tylko grupy zorganizowane! A gdzie na stronie www nocy naukowców było napisane że to tylko dla grup zorganizowanych! Najlepsze jest to, że siedząc obok dzieciaków z tych grup - gimnazjalistów, którzy mają chemie na co dzień, nie zauważyłam jakiegokolwiek zainteresowania, wiekszość miała nosy w komórkach! A pani nauczycielka która najwięcej się rzucała przed drzwiami i odpychała ludzi z dziećmi wyszła ze swoją grupą przed końcem pokazu! To po co od razu zajęła ponad 20 miejsc!? Z labolatorum zimna zrezygnowałyśmy widząc kolejne grupy zorganizowane przed drzwiami.
      Następnie była przejażdżka na Morasko specjalnie na co mówią kości, ulubiony serial kryminalny kuzynki to Bones i bardzo jej zależało żeby wejść. Czekałyśmy ponad pół godziny, międzyczasie obejrzałyśmy Śmiertelne związki i Czy pani mieszka sama - fantastyczne wystawy ze świetnymi prowadzącymi!, po czym pani z pokazu co mówią kości nie wpuściła nas tłumacząc że jest za dużo ludzi! A sala była w połowie pusta! Niestety kolejne 40 min juz nie czkeałyśmy i zawiedziona z kuzynką wróciłam do domu.
      Za rok - owszem chętnie pójdę, ale wyłącznie na rezerwowane pokazy, z dala od świętych krów - grup zorganizowanych i szalejącego tłumu.
Pełna wersja