Dodaj do ulubionych

W przedszkolach tak słodko, że aż mdli

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.11, 22:43
sp2kornik.home.pl/nowa/page25.php
Obserwuj wątek
    • Gość: gosc Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.173.22.186.tesatnet.pl 07.01.11, 23:06
      z linku powyżej:

      - drobne słodycze, czekoladowe wyroby, chleb z dżemem, powidłami czy Nutellą to pierwsze pokarmy, które znikają z ich talerzy,

      to i bez badania było wiadome ... ach ręce opadają!

      Jak przy wyborze przedszkola w zeszłym roku usłyszeliśmy, że aby propagować zdrowe żywienie smaruje się chleb razowy Nutellą to łapaliśmy się za głowy jak takie placówki w ogóle funkcjonują. A najgorsze jest to, że takie jadłospisy posiadają aprobatę Sanepidu i innych pseudo organizacji dbających o żywienie dzieci.

      Na szczęście w Poznaniu są 2 placówki, w których uwzględniane są indywidualne diety żywieniowe.
    • Gość: Mefisto999 Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... IP: *.icpnet.pl 07.01.11, 23:19
      Pieniądze
      Drodzy rodzice, przyczyną takich jadłospisów w przedszkolach koszty, jadłospisy opierające się na: naleśnikach, plackach, pierogach, czekoladzie i słodyczach; jest najtańsza w przygotowaniu.
      Prawda jest taka że zdrowe żywienie(chleb razowy, pumpernikiel, warzywa i owoce) kosztuję masę pieniędzy. Wszystko zależy od sposobu finansowania placówki i budżetu jakim placówki dysponują.
        • Gość: Anq Re: Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... IP: *.xdsl.centertel.pl 08.01.11, 01:34
          Tak..odbierzcie dzieciom jeszcze radość z posiłku...
          Niech piją gorzką herbatę, jedzą gorzki pumpernikiel, chleb razowy, zagryzą pomidorem i ogórkiem najlepiej bez soli...Na obiad gorzka brukselka, buraki, ziemniak bez tłuszczu albo lepiej sucha kasza i gotowana ryba...na deser gorzka czekolada...Przedszkole od 6 rano do 18, w ogóle cały dzień zapewnić dziecku w przedszkolu...pełno zajęć dodatkowych, żeby broń boże nie miało czasu na normalną, ludzką zabawę...bo tych metod dzisiejszych zwanych zabawą z nauką....frajdą dla psychiki nazwać nie można...potem mycie (w ogóle dziecko cały dzień powinno być sterylne), kolacja fit i do spania...i tylko raz na jakiś czas wyrzuty sumienia, że dziecko nie ma dzieciństwa i ogólnie ma przerąbane...kojone drogą zabawką pod choinkę... SMUTNE ale prawdziwe.
          Pamiętam, że wiele lat temu jak sama byłam przedszkolakiem zawsze miałam na śniadanie słodką zupę mleczną, słodką bułkę z dżemem lub miodem i słodką herbatę. Na deser oczywiście też coś słodkiego, zazwyczaj pączek lub sławne amerykany z lukrem. Na obiad różnie, ale bywały naleśniki na słodko, ryż na słodko... I ja to pamiętam. Wspominam z sentymentem. Dzisiaj jestem zdrową, szczupłą osobą, a słodycze zajadane za czasów dzieciństwa przejadły mi się i teraz nie jestem ich fanem. Wątpię, żeby wasze dzieci jak będą dorosłe wspominały z uśmiechem pobyt w przedszkolu...skoro będą go kojarzyć z obleśnym pumperniklem popitym wodą. I wydaje mi się, że nawet jak się nauczą, że trzeba jeść zdrowe jedzenie to z czasem będąc nastolatkami nabiorą wręcz wilczego apetytu na te mniej fit posiłki, a wtedy będzie dopiero tragedia...
          • Gość: zenek Ojtam, ojtam. Widzę że nic się nie znasz IP: 95.108.69.* 08.01.11, 02:17
            Reklamy jakichś wynalazków wyrabianych z "naturalnych koncentratów" a słodzonych aspartamem, wmówiły ciemnemu ludowi, że cukier to nasz wróg i należy lać go w mordę.
            A to jeden ze składników diety, tak samo potrzebny jak tłuszcze czy białka.
            Oczywiście sekret tkwi w proporcjach oraz ilości.
            Dzieci zawsze lubiły się zajadać słodkościami, jednak to w wieku dorosłym większość z nas zaczyna łapać ciałka.
            I wynika to przede wszystkim z tego, że dzieci mają dużo, dużo więcej ruchu od nas, nawet jak siedzą w szkolnej ławce czy w przedszkolnej sali - to po prostu wynika z ich motoryki.
            Do tego dochodzi zapotrzebowanie na kalorie (złe, dobre,. obojętnie jakie) w okresie dorastania, u mnie syn od wielu lat je więcej niż cała reszta rodziny razem wzięta (czekolada na jeden przysiad to norma), a mimo to jest szczupły.

            Tym co dzieci dostaną w szkole / przedszkolu w ramach zbilansowanych posiłków, na pewno się nie utuczą. Ale rodzice wolą tradycyjnie zdjąć odpowiedzialność z siebie, i zwalić wszystko na naleśniki z cukrem w szkole / przedszkolu zamiast na junk food jakim dziecko opycha się poza szkołą.
          • landora Re: Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... 08.01.11, 11:12
            No fakt, gorzka herbata - tragedia! Wiesz, na wszystkich szkolnych wycieczkach musiałam błagać kucharki, żeby dawały herbatę gorzką i cukier osobno, bo tego słodkiego paskudztwa w ogóle nie byłam w stanie wypić! Nigdy w życiu nie słodziłam herbaty i od dziecka wolę owoce od czekolady. Jakoś nie mam traumy :P
          • Gość: MK Re: Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.01.11, 11:52
            Przepiękny wywód, przykład (przepraszam, ale) nie doedukowania żywieniowego i nie jest to grzech autorki posta, tylko nas wszystkich. Generalnie nie dbamy o to co jemy, a wzorce kulinarne bierzemy z reklam – straszne. Jednak każdy coś, gdzieś słyszał o zdrowej diecie i potem wychodzą takie teorie. Prawda jest taka że nastawienie do smaków i ich znajomości – kwaśny, gorzki, słodki, ostry, słony, dzieci czerpią od dorosłych – jaka jest nasza dieta ? Wystarczy sprawdzić w aptekach :)
            smacznego !
          • Gość: melinda Re: Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... IP: *.echostar.pl 09.01.11, 17:40
            nie chodzi o taką restrykcję ale chodzi o rozsądek. Ciastka z czekoladą na drugie śniadanie? Solone paluszki na podwieczorek? Frytki z paczki do obiadu? Ludzie! Dla mnie to coś niezrozumiałego, a takie właśnie posiłki dostają dzieci moich koleżanek. Można karmić dziecko zdrowo, smacznie, niedrogo i rozsądnie - tylko trzeba chcieć. Zamiast naładowanych cukrem danonków - naturalny jogurt zmiksowany z owocem (pyszny, słodki z owocu), zamiast tzw. kakao dla dzieci - kakao naturalne słodzone np. odrobiną miodu - smaczniejsze i zdrowsze itd. itd. Dlaczego niektórzy zakładają że jak się czegoś nie dosłodzi / dosoli to od razu jest niedobre?? Nie chodzi o to aby jeść w 100% zdrowo i dietetycznie bo jest to niezwykle trudne w państwowej placówce, ale można ograniczyć chodzenie na łatwiznę (po co się starać i przygotowywać dobre i odżywcze posiłki, skoro można naładować mnóstwo cukru, które większość dzieci uwielbia i problem z niejadkami z głowy).

          • which Re: Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... 18.01.11, 14:25
            Znam mnóstwo osób, które uznaje pumpernikiel z wodą za pyszność, a słodzone napoje i białe pieczywo nie przechodzą im przez gardło, a słodzone surówki wywołują u nich odruch wymiotny. I dzieci proszących rodziców o wodę w przedszkolu zamiast ohydnych (pardon, obleśnych) herbatek. Cukier (trucizna), mleko (podobnie, skaza białkowa u 9 na 10 małych dzieci, które strawią co najwyżej ser) i białe pieczywo (którego trawienie pozbawia organizmu witamin) powinny być w przedszkolach od święta. Jeśli pieczywo razowe jest drogie, można gotować kasze: jaglaną, jęczmienną, gryczaną, większej taniochy nie umiem sobie wyobrazić. Jaglaną można spokojnie robić na słodko: z rodzynkami, bananami, brzoskwiniami... Jabłko i marchewka zamiast batoników i jogurt naturalny zamiast ze słodzikiem i koszenilą też na pewno nie zrujnują państwowego budżetu. Od 20 lat mamy dostęp do różnorodnej żywności o różnych porach roku, a jadłospisy w przedszkolach nie zmieniły się od lat kilkudziesięciu chyba, jak w sklepach tylko mąka była.
    • Gość: Naucz. przedszkola W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.11, 08:42
      W przedszkolu, w którym pracuję, nie podaje się dzieciom żadnych nutelli ani dżemów, do każdego posiłku musi być owoc lub warzywo na surowo, do picia soki, herbata mało słodzona, mleko, ale są dzieci, które piją tylko wodę mineralną. Słodycze otrzymują tylko w paczkach i wtedy od rodziców zależy, czy i ile dziecko zje. Zresztą paczki ze słodyczami były pewnie ostatni raz, w nowym roku mają być już tylko zabawki. Stawka żywieniowa - 5,30 za jeden dzień.Przypuszczam,bo nie wiem na pewno, że w wielu przedszkolach jest podobnie. I to ma być tak słodko, że aż mdli?
    • Gość: parma W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.xdsl.centertel.pl 08.01.11, 09:03
      Taak... Dzieciom gorzką herbatę... Rodzice często mają pier...lca na punkcie tzw. "zdrowego odżywiania" a niektóre matki należałoby skierować do utylizacji bo odbierają dzieciństwo nie tylko swoim dzieciom ale też dzieciom innych, normalnych matek. Każdy rodzic ma prawo ustalić dietę dla swojego dziecka. Mój maluch ma swoje ulubione marchewki do chrupania ale nie wciskam innym dzieciom tej marchwi na siłę i nie wyrywam im batoników z rączek.
      • Gość: gość Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 08.01.11, 09:14
        Ja jestem osobnikiem, który NIE JE słodkiego w ogóle - po prostu nie lubię. Nie jem pączków, nutelli, drożdżówek, zup mlecznych, etc.
        Chodziłam do przedszkola w głębokiej komunie i jakoś mamie udało się załatwić, żeby omijały mnie kisiele, budynie z kartoflanki, słodkie pierogi, słodzona herbata czy słodzone kakao. Podczas gdy inne dzieciaki wcinały bułkę z dżemem, ja dostawałam z margaryną i byłam zadowolona (ach te czasy ;)

        Przeraża mnie taka słodka dieta w przedszkolach, barki w szkołach, gdzie można kupić snickersy. Nikt mi nie powie, że fiukśnie pokrojony kalafior albo marchew do chrupania na podwieczorek jest droższa od knopersa. Niestety jest to kwestia przyzwyczajenia dziecka do takich smaków, pewnie też kwestia edukacji rodziców: no bo co jest łatwiej i szybciej zrobić? Kupić snikersa czy posiekać warzywa tak, żeby nimi zainteresować dziecko?
      • Gość: __vi__ Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: 213.156.124.* 08.01.11, 23:50
        Tak jest, każdy rodzic powinien mieć prawo ustalić dietę swojemu dziecku. Dlatego nie rozumiem, dlaczego dzieciom wpycha się w ręce słodycze. Jako, że raczej trudno będzie gotować dla każdego dziecka z osobna, powinno się doprowadzić do jakiegoś niekrzywdzącego kompromisu. Podstawa żywienia człowieka od milionów lat to mięso, warzywa i owoce. Na tym powinien bazować jadłospis w szkole/przedszkolu. Dopiero po tym dochodzą bułeczki, cukier i inne wynalazki. A to, co rodzice dają dzieciom po zajęciach, to ich sprawa, ich prawo do decydowania. Jeśli chcą eksperymentować na dziecku karmiąc je tylko słodyczami to ich sprawa, jeśli chcą dbać o zdrowie dziecka to też ich sprawa. Ale szkoła/przedszkole nie może im odbierać takiej możliwości!

        I jeśli np jest tak, że rodzic chce zadbać o to, aby dziecko miało zęby, a w przedszkolu podaje wciska się mu słodycze, to coś jest nie tak. Specjalnie poruszam tą kwestię, bo w grupie mojego synka (5-latki) połowa dzieci nie ma już mlecznych zębów, a mają jakieś czarne kikuty.

        • Gość: hella Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 09.01.11, 20:46
          faktem jest, ze to pytanie nie było do mnie ale sie wtrącę P

          TAK, ja jestem szczupła jedząc co chcę, nie stroniac od słodkiego.

          a dzieci próchnicę mają nie tylko od jedzenia w przedszkolu - nikt nie wmówi mi, ze zęby się popsują jak raz czy dwa dziennie przegryzie dzieciak coś słodkiego. przyczyny tej próchnicy trzeba szukać raczej w domach niz w diecie przedszkolnej.

          tym wszystkim ześwirowanym rodzicom polecam do przeczytania to: www.eioba.pl/a134371/my_dzieci_tamtych_rodzic_w
          i niech sie zastanowią gdzie w tym ich szaleństwie jest miejsce na dzieciństwo ich dzieci...
          • which Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli 18.01.11, 14:32
            Po 3 mies. w przedszkolu moje dziecię miało po raz pierwszy w życiu widoczny osad na zębach i zaczątki próchnicy; wizyta u dentysty i pogadanka z przedszkolankami załatwiły problem, ale częściowo. Bo oprócz niesłodzenia herbatek są jeszcze wspomniane naleśniczki, drugie śniadanka, podwieczorki i in., a mycie zębów TYLKO po obiedzie (! dziecko prosiło mnie o to, żeby jej pozwolili po śniadaniu). Proporcje zdrowego, świeżego jedzenia i bezwartościowych, wysoko przetworzonych posiłków w polskich przedszkolach są odwrócone na głowie, i nie jest to kwestia pieniędzy, tylko świadomości i chęci.
      • Gość: Anna Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.echostar.pl 08.01.11, 17:41
        To się okaże później. Cukier jest świetną pożywką dla grzybów i pasożytów, które wywołują mnóstwo chorób. Wiele osób o tym nie wiem, dopóki po wielu problemach zdrowotnych nie zrobi wymazu np. z nosogardzieli i wtedy się okazuje, że przyczyną są np. grzyby, a co za tym idzie zła dieta prowadzona latami. Powodzenia! Polecam dokształcenie się w tym kierunku.
    • Gość: Mamam W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.11, 13:32
      Ten problem dotyczy też szkół - zerówek. Tutaj jednak już na menu w śniadaniówkach mają wpływ rodzice. Myśłę o tym co pakują swoim dzieciom na drugie śniadanie. Prosiłam na początku roku aby zamiast słodyczy dawali warzywa i owoce - nie widziałam entuzjazmu. Ja z uporem maniaka daję dziecku marchewkę jabłuszko, mimo, że czasem słyszę "pojękiwania" w stylu :mamooo a ona ma codziennie babeczki w śniadaniówce. Rodzice , intendenci - opamiętajcie się z tym cukrem.
    • Gość: letka W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: 109.58.165.* 08.01.11, 14:04
      Podoba mi sie, ze w koncu ktos chce rozprawic sie z dieta naszych maluchow.
      Czesto nalezaloby zaczac od rodzicow, ktorym czasem latwiej przychodzi "zapchac" dziecko czyms slodkim i niewartosciowym anizeli zdrowym.
      Mowi sie o szwedzkim raju i cos w tym jest. O jadlospisie swojego dziecka na kolejny tydzien mozesz dowiedziec sie z lokalnej gazety (kilka kuchni w miescie gotuje te same dania). To juz pozwala kontrolowac diete malucha (a i tak nie ma w niej cukru). Po drugie, juz w wieku 1 roku dziecko przechodzi pierwsza kontrole stomatologiczna (poznie co roku) a rodzice rozmowe uswiadamiajaca o tym, jakie spustoszenie w uzebiemiu dziecka (teraz i na przyszlosc) powoduje cukier.
      Czerpmy wzorce!
      ps. moje dziecko ma 3 lata i nie zna slodyczy i zyje :)
    • Gość: Gość W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.173.8.88.tesatnet.pl 08.01.11, 14:40
      "Czym za młodu skorupka nasiąknie tym na starość tryska
      Otyłość wśród dzieci jest niezmiernie ważnym sygnałem, któremu należy zapobiegać, a jeśli już wystąpi prawidłowo ją leczyć. W Grecji przeprowadzono badania wśród 250-ro dzieci, które poddano ważeniu i mierzeniu w różnych okresach ich życia, począwszy od narodzin, przez okres 6 miesięcy, 1- roku, 3,5,10,15 i 20 lat. Dokonano obliczeń odpowiednio do wagi i wieku. Dzięki tym badaniom, wykazano, iż waga w wieku niemowlęcym i wczesnym dzieciństwie wpływa na występowanie otyłości w wieku dojrzałym, a co się z tym wiąże, występowaniu chorób przewlekłych, jak cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, choroby układu sercowo – naczyniowego czy nowotworów. To kolejny punkt, który podkreśla ważność roli rodziców w profilaktyce otyłości."


      Dodam, że komórki tłuszczowe wyhodowane w dzieciństwie ma się już przez całe życie. Można swoje dziecko skazać na wieczną walkę z nadwagą oraz cukrzycę - cukrzyca typu 1 jest coraz częściej rozpoznawana u dzieci w wieku 12 lat! To oznacza, że dziecko otrzymywało zbyt duże dawki cukru od najmłodszych lat.
      Mój brat pozostawał pod opieką babci, kiedy moja mama była w szpitalu w ciąży ze mną. Spędziła tam około miesiąc, a gdy wróciła zastała swoje 5-letnie dziecko ważące 35 kilo. To trochę za dużo, co? Teraz jako dorosły facet musi cały czas uważać na to co je. Ja za to od małego dostawałam słodycze bardzo rzadko, a normalnym dla mnie było zjedzenie jabłka, banana, gruszki, pomidora, sałaty itd. Nigdy nie miałam problemów z próchnicą ani z wagą. Cukier krzepi? Cukier to pożywka dla bakterii, a podwyższony poziom cukru powoduje glikację białek i uszkodzenie trzustki. Samo zło.
      • Gość: Anq Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.xdsl.centertel.pl 08.01.11, 16:27
        Tylko wielcy rodzice dietetycy zapominają, że dzisiaj te fit produkty są gorsze od tradycyjnego cukru.

        "że fiukśnie pokrojony kalafior albo marchew do chrupania na podwieczorek jest droższa od knopersa." To jeszcze znajdź za mini pieniądze kucharkę, która będzie Ci te fikuśne kalafiorki, fikuśnie wycinać....Ty nie masz czasu żeby zająć się własnym dzieckiem i posyłasz je do przedszkola i oczekujesz, że ktoś za Ciebie będzie fikuśnie kroił kalafiorki, bo nie chcesz żeby dziecko wcinało pączka? W czym więc problem żebyś o 6 rano przed pracą fikuśnie pokroiła ten kalafior i zapakowała dziecku do przedszkola? Prawda jest taka, że dzieci nie tyją od przedszkolengo jedzenia tylko nagród fundowanych przez rodziców w chwilach ich słabości i braku ruchu. Pamiętam już jako przedszkolak mogłam cały dzień na podwórku siedzieć i się bawić pod opieką niewiele starszej sąsiadki czy siostry. Teraz matki traktują dziecko jak jajko i nie pozwalają wychodzić na dwór pobawić się na boisku czy podwórku. Tylko teraz matki nie mają czasu na doglądanie dziecka przez okno itp. Teraz wolny czas poświęcają na kosmetyczkę czy fryzjera. Nikt mi nie powie, że tak nie jest.
        • Gość: Anq Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.xdsl.centertel.pl 08.01.11, 16:54
          "Zostaw to bo się pobrudzisz" moje ulubione zdanie, które ciągle wszędzie słyszę jak widzę matkę z dzieckiem właśnie tak 4-6 letnim. Dziecko nudzi się i przebiera nóżkami, matka robi zakupy z rossmanie przez 30 minut przeglądając kremy, albo zabiera dziecko do fryzjera czy siedzi na przystanku i gada przez telefon przez 10 minut a dziecko się nudzi i wygrzebuje bucikiem albo kijem piach ze szczelin między płytami chodnikowymi, zdrapuje ogłoszenia ze słupa itp. Zawsze pada "Zostaw to bo się pobrudzisz!", no zawsze...a dziecko w pięknych ciuszkach w odcieniach bieli, różu, beżu...wystrojone jak na pokaz mody. Widzę, to w codziennej pracy, wśród rodziny itd. Połowa dzisiejszych matek, nigdy nie powinna nimi zostać. Zwłaszcza te co wydawałoby się są wzorem kulturalnego, porządnego człowieka....Bo one niestety zapominają, że dziecko jest dzieckiem, a nie dorosłym. Smutek w oczach tych dzieci jest przerażający...

          Ktoś tam napisał, że dziecko prosi żeby nie dostawać marchewki do szkoły.
          Może i matka dba o zdrowie tego dziecka, ale równocześnie wyrządza mu ogromną krzywdę...
          1) sprawia, że czuje się wyobcowane w stosunku do dzieci z uśmiechem zajadających drożdżówki
          2) potęguje zazdrość i negatywne emocje względem rówieśników
          3) nastawia negatywnie do wspomnianej marchewki przez co jak tylko dziecko zacznie mieć kieszonkowe to obkupi się snickersami itd.

          Wystarczyłoby dziecku dawać w domu ciągle słodycze, aż do zrzygania, a owoce i warzywa przemycać w różnych potrawach tak żeby dziecko nie widziało ich...ale samemu przy nim pogryzać marchewki, jabłko np. podczas czytania, oglądania tv, żeby dziecku kojarzyły się z przyjemnością. Dziecko widząc, że ma coś innego niż rodzic zaczyna się buntować i chce to co je dorosły. Wówczas należy wprowadzić takie warzywka w ramach "wyjątku" jak ogląda bajkę itp. Kiedy dziecko pójdzie do szkoły nie będzie się buntować, że wcina marchew zamiast babeczki. Wiadomo, że zakazane smakuje najlepiej, a z tym będzie mu się kojarzyć z dzieciństwa marchew.

          Ja jestem wdzięczna mojej mamie za jedno. Nie palę i nigdy nie paliłam i nie będę i nie piję alkoholu. Gdy byłam mała, miałam może 7-8 lat widząc, że wszyscy dorośli palą lub piją drinka też oczywiście chciałam spróbować, chyba jak wówczas każde dziecko. Podczas gdy mamy moich kuzynek czy koleżanek zaraz oburzone krzyczały, że nie wolno, broń boże itd. moja mama na spokojnie zrobiła mi drinka i pozwoliła się zaciągnąć papierosem. Myślałam, że mi oczy wyskoczą od kaszlu, a od drinka zrobiło mi się niedobrze. I przez to nigdy mnie nie ciągnęło do tego typu używek. Kiedy w wieku nastoletnim wszyscy moi rówieśnicy zaczęli popalać, pić w ukryciu piwo...mnie to w ogóle nie ruszało. I nie rusza do dziś. Kuzynki i koleżanki oczywiście palą. Skorzystały z pierwszej lepszej okazji żeby spróbować gdy rodzicie nie widzieli...

          Ale czytajcie drogie mamy dalej te wszystkie pisma dla matek, porady dietetyków itd...Nie zdziwcie się jednak, jak się okaże za parę lat, że chleb razowy, który wciskacie dziecku powoduje u małych dzieci problemy z wątrobą, które ujawniają się na starość itd...W końcu nie tak dawno zalecano pić wszystkim mleko...a teraz okazuje się, że w pewnym wieku zaczyna szkodzić...
          • which Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli 18.01.11, 14:45
            [quote]Ktoś tam napisał, że dziecko prosi żeby nie dostawać marchewki do szkoły.
            Może i matka dba o zdrowie tego dziecka, ale równocześnie wyrządza mu ogromną krzywdę...
            1) sprawia, że czuje się wyobcowane w stosunku do dzieci z uśmiechem zajadających drożdżówki
            2) potęguje zazdrość i negatywne emocje względem rówieśników
            3) nastawia negatywnie do wspomnianej marchewki przez co jak tylko dziecko zacznie mieć kieszonkowe to obkupi się snickersami itd.

            Wystarczyłoby dziecku dawać w domu ciągle słodycze, aż do zrzygania, a owoce i warzywa przemycać w różnych potrawach tak żeby dziecko nie widziało ich...ale samemu przy nim pogryzać marchewki, jabłko np. podczas czytania, oglądania tv, żeby dziecku kojarzyły się z przyjemnością. Dziecko widząc, że ma coś innego niż rodzic zaczyna się buntować i chce to co je dorosły. Wówczas należy wprowadzić takie warzywka w ramach "wyjątku" jak ogląda bajkę itp. Kiedy dziecko pójdzie do szkoły nie będzie się buntować, że wcina marchew zamiast babeczki. Wiadomo, że zakazane smakuje najlepiej, a z tym będzie mu się kojarzyć z dzieciństwa marchew.

            Ja jestem wdzięczna mojej mamie za jedno. Nie palę i nigdy nie paliłam i nie będę i nie piję alkoholu. Gdy byłam mała, miałam może 7-8 lat widząc, że wszyscy dorośli palą lub piją drinka też oczywiście chciałam spróbować, chyba jak wówczas każde dziecko. Podczas gdy mamy moich kuzynek czy koleżanek zaraz oburzone krzyczały, że nie wolno, broń boże itd. moja mama na spokojnie zrobiła mi drinka i pozwoliła się zaciągnąć papierosem.[/quote]

            To sporo wyjaśnia...

            A nie łatwiej jeść z dzieckiem słodycze od czasu do czasu, a jak się przypadkiem obje, to mu wyjaśnić, że od tego brzuch bolał? W naszym przypadku działało, bez traumy w żadną stronę. A zajadające się drożdżówką dziecko z widoczną próchnicą/brakiem zębów (wcale nierzadki widok, i to "w dzisiejszych czasach") pozytywnych emocji faktycznie nie wzbudza - no, zależy, jak się zakwalifikuje litość.
        • Gość: gość Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 08.01.11, 21:27
          zluzuj nieco

          Nie chodziło mi o wycinanie kaczora Donalda z marchewki, a pokrojenie jej w paseczki, a kalafiora na różyczki i zainteresowanie dzieciaka warzywami, poprzez zabawę, naukę. Trudne co? No fakt, trudniejsze niż podanie pączka do łapska. Jeszcze trudniejsze, gdy ktoś chce sobie dziecko wyhodować, a nie wychować.

          Dzieci nie chodzą do przedszkola tylko i wyłącznie dlatego, bo nie ma się nimi kto zająć. Mówiąc w ten sposób naprawdę generalizujesz i może nawet obrażasz niektórych. Radzę douczyć się nieco na temat socjalizacji pierwotnej i wtórnej, etc, itp.
        • which Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli 18.01.11, 14:40
          Kalafior jest gorszy od cukru (bo się dłużej kroi???), więc nakarmimy cukrem. Brawo.

          Tak, mam czas umyć dziecku jabłko albo marchewkę, a nawet ułamać kalafiora. To pewnie wstyd się przyznać, ale mam nawet czas zrobić mu z nich surówkę, a czasem ugotować. Chociaż nie płacą mi regularnej pensji za układanie jadłospisu ani za gotowanie.

          Potrafię jeszcze: wypłukać i wrzucić do garnka kaszę (ok, czasem przypalam), podlać bazylię na oknie, trzymać olej w ciemnym miejscu, a z magicznych zdolności łupać orzechy, mielić ziarna i suszyć owoce.

          Powiem więcej, moje dziecię to (prawie) wszystko potrafi, i pomaga, jak akurat nie siedzi na dworze.

          A matki, które nie puszczają dzieci na dwór, to czasem nie te same, co puszczają je do sklepu po knopersa? ;)
    • Gość: Anna Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.echostar.pl 08.01.11, 17:25
      Specjaliści z Instytutu Żywności i Żywienia twierdzą, że w diecie dzieci w ogóle nie powinno być cukierków, ciasteczek, pastylek i czekolady, ponieważ cukier w nich zawarty dostarcza tzw. pustych kalorii, które nie przynoszą malcowi żadnych korzyści. Składników potrzebnych dla zdrowia w cukierkach i ciasteczkach prawie nie ma. Specjaliści ci twierdzą, że powinno się przyzwyczajać malca do warzyw i owoców, zamiast proponować kolorowy cukiereczek, ciasteczko czy czekoladkę.
      • Gość: Dietetyk Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 09.01.11, 08:24
        No i właśnie list Anny podsumowuje całą dyskusję. Gdzie absolwenci po studiach związanych ze zdrowym żywieniem,żywnością. Gdzie wydziały oświaty.gdzie dietetycy,gdzie stołówki przyszkolne. Komu to przeszkadzało-bułka z masłem i serem,mleko,kucharki na miejscu w szkole lub przedszkolu. Teraz tzw.catering,urodziny,imieniny w firmie Mc Donald!!
        Ludzie opanujcie się,zobaczcie dzieciaki i póżniej dorosłych w USA. To jest już u nas.
        Wiecie co to jest otyłość,cukrzyca,koszty społeczne związane z leczeniem. Dietetycy do boju!!!
    • Gość: Grażyna W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.11, 13:20
      Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w przedszkolach są dzieci tak żywione jak opisano w artykule. Jadłospis jest ustalany raz na dwa tygodnie, dania muszą być urozmaicone i zachowane wszelkie normy żywieniowe, (nie będę się rozpisywała na czym one polegają mam nadzieję że rodzice wiedzą). Np. herbatę podajemy z miodem i cytryną, soki 100%, gdy robimy drser z owoców południowych jest do tego kleksik bitej śmietany i rurka - przewagą w tym zestawie sa owoce, do każdego posiłku podawany jest owoc lub warzywo. Dużo mogłabym pisać. Najważniejsze jest, że musimy się wmieścić w stawkach żywieniowych, która obecnie wynosi 6 zł, aby dobrze dzieci żywić, nie można kupować tanich produktów żywieniowych, bo one są bezwartościowe. Mam jeszcze apel do rodziców - uiszczajcie opłaty za pobyt dzieci w przedszkolach w terminach, bo to wy w 100% pokrywacie żywienie swoich dzieci, niestety na żywienie nie ma żadnych dotacji. Obserwując poczynania naszych rządzących, jak tak dalej pójdzie - doprowadzą do likwidacji zaplecza kuchennego w przedszkolach i wprowadzą katering, tak jak w szkołach.
      • which Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli 18.01.11, 14:48
        W większości przedszkoli, obawiam się, nie dokłada się tylu starań, co w opisywanym przez Ciebie przypadku. W jednym masz rację 100%: obyśmy się nie doczekali praktycznego przymusu wprowadzenia już w przedszkolach cateringu.

        Podobno dobry catering istnieje, ale chyba nie w Polsce.
    • Gość: Naomi W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.adsl.inetia.pl 09.01.11, 21:30
      Zgadzam się z opiniami, że w diecie dzieci jest za dużo cukru. Dotyczy to głównie jedzenia w domu, ale i przedszkola nie są bez winy. Ale to co zobaczyłam w żywieniu w przedszkolu mojego dziecka, to zgroza - do obiadu podaje się OGÓRKI KONSERWOWE!!! Mało tego sosy i zupy przygotowuje się z tzw. paczki, zamiast na bazie wywarów z warzyw i mięsa.I nikogo to nie zastanawia?!
      • Gość: mariejo Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.01.11, 22:00
        Jestem matka przedszkolaka, staram sie zachowac umiar z cukrem. W moim przedszkolu 3 x w tygodniu na podwieczorek sa kanapki nie tylko z dzemem. Uwazam ze w moim przedszkolu nie jest najgorzej. Moje dziecko zamiast herbaty dostaje czysta wode, oczywiscie niegazowana. gazowanej nawet lekko nie wypije nie mowiac o coli czy fancie ;-) w ogole uwazam ze podawanie czarnej herbaty dzieciom nie jest dobre, osobiscie nie daje mojej corce. Zamiast kolorowych jogurtow dostaje w przedszkolu jogurt naturalny. Slodycze dostaje z umiarem, lubi gorzka czekolade jada mleczna rowniez lizaki dopiero od 3 roku zycia i tez z umiarem. Starm sie wyrabiac dobre nawyki ale nie zabraniam dziecku.
    • Gość: mamamija W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 09.01.11, 21:51
      W 100 % popieram wyeliminowanie słodkości z przedszkoli. Przecież od tego, co jedzą nasze dzieci w dzieciństwie zależą ich przyszłe nawyki żywieniowe. Ubolewam nad tym, że nie wszyscy rodzice są świadomi szkodliwości cukru. Na prawdę nie na darmo mówi się o nim "biała śmierć" i szkoda, że tak mało wiedzy na temat temat posiada polskie społeczeństwo. Jasne, że można posługiwać argumetami typu: ja też jadłam/ jadłem słodycze w dzieciństwie i żyję. Warto tylko uświadomić jaką genezę mają te zapalenia, grzybice, alergie, zmęczenie, które nas dopadają.

      Zupełnie nie rozumiem już myślenia o eliminacji słodyczy jako o odbieraniu dzieciom dzieciństwa. Przecież mnóstwo jest przepysznych słodkich łakoci, które można zaproponować w zamian: suszone owoce, miód, sezamki, chałwa itd. Wystarczy trochę wyobraźni, dobrej woli, otwartości, chęci poszerzenia wiedzy na temat zdrowego żywienia i otwarcia się na świat.
    • Gość: mamamija W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 09.01.11, 22:02
      Jeszcze jedno:
      Mamie Danielka należą się ogromne brawa za odwagę!!!!!! To na prawdę nie łatwa sprawa probować zmieniać przedszkolne zwyczaje. Niestety w Polsce te instytucje ciągle tkwią gdzieś w PRLu i tego typu działania ze strony rodziców przez dyrektorów odbierane są jako akty agresji.

      TO OD NAS RODZICÓW ZALEŻY CZY SIĘ COŚ W TEJ KWESTII ZMIENI CZY TEŻ NIE!!

      Ogromnie się cieszę, że Gazeta Wyborcza ten temat podjęła, bo problem jest na prawdę spory. Znam przedszkola, w których, oczywiście nieoficjalnie, słodycze traktowane są jako nagroda za dobre zachowanie(!) lub też osłoda rozstania z rodzicami(!).

      Zatem odwagi rodzice!
    • Gość: masrych W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: 150.254.121.* 10.01.11, 14:27
      Dla mnie nie jest wcale takie straszne, że co drugi dzień (bo w naszym przedszkolu, nr 4 tak jest rozpisany jadłospis) dziecko dostaje coś słodkiego (ciastko, herbatnik, biszkopt, czy petitka lubisia). U nas jest na zmianę, na drugie śniadania: banan- wafelek- jabłko- jogurt- kanapka z serkiem itp... Przeszkadza mi natomiast to, że nie są uwzględniane specjalne potrzeby żywieniowe dzieci. Moje dziecko ma alergię na czekoladę i orzechy i nie wieżę, że to jedyne dziecko z taką przypadłością w całym przedszkolu. A jeśli nie przyniosę zamiennika bez czekolady, np suchych wafelków zamiast takich w polewie czekoladowej, to dziecko dostanie te, na które jest uczulone, i potem wraca mi 3-latek w kropki do domu... A w karcie zgłoszenia dziecka był podkreślony fakt uczulenia. A przecież na wysypce może się nie skończyć...
    • Gość: rodzic W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.centertel.pl 10.01.11, 23:17
      Jak się mamie Danielka podobają przedszkola w Niemczech to niech spada do Niemiec. Tu jest Polska, żywienie mamy takie od wielu lat i jakoś wszyscy żyją. Nie pozbawiajcie dzieci dzieciństwa. Chcecie, żeby dzieci wspominało swoje dzieciństwo z Wami, czarnym chlebem, i wieczne: tego nie będziesz jadł bo to za słodkie, tego nie dotykaj bo się pobrudzisz itd. Przecież wiek przedszkolny to piękne lata. Przesadzacie z tym, że w żywieniu w przedszkolach jest za dużo cukru. Przecież występują dosyć częste kontrole sanepidu, który sprawdza jakość i skład jadłospisu. Mama Danielka jest tak agresywna w swoich poczynaniach, że niektórzy rodzice się jej boją. Próbowała nawet narzucić całemu przedszkolu aby wszystkie zajęcia odbywały się po angielsku. Oczywiście odpłatnie za jedyne 700zł jak stwierdziła, przecież to jest bardzo tanio bo to ona załatwiała. Żenada!
      • Gość: Aneta Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.echostar.pl 11.01.11, 00:51
        No to jest szczyt kłamstwa proszę Państwa - nic takiego nie miało miejsca. Widzę, że plotki na mój temat królują w przedszkolu. Oferta nauki języka angielskiego była zupełnie niezwiązana z moją osobą. Po prostu uważałam, że czyjś pomysł na dodatkowy angielski dla dzieci w cenie 150zł!!! za miesiąc (5 godzin dziennie) to fajny i tani pomysł. Była szansa wprowadzenia takiego angielskiego tylko w jednej grupie, a nie w całym przedszkolu. Bardzo mi przykro, kiedy czytam teraz takie bzdury i kiedy się mnie po prostu obraża.
        • Gość: mama nieco starsza Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.tktelekom.pl 11.01.11, 08:32
          To niesamowite jak ludzie potrafią niszczyć wszystko to, co jest godne naśladowania. W dzisiejszych czasach, gdzie rodzice nie mają na nic czasu a najmniej na własne pociechy znalazła się osoba, która ze wszystkim sobie doskonale radzi i jeszcze wpaja dobre nawyki żywieniowe oraz edukacyjne. Mało tego stara się zaszczepić tym wszytkim inne mamy. No cóż Aneto widać niektórzy rodzice jeszcze nie dojrzeli do roli rodziców lub nie zdają sobie sprawy z tego, że krzywdzą własne dzieci. Podziwiam Ciebie za taki hart ducha chociaż nie wiem czy to nie będzie walka z "wiatrakami". Moja rada - wspierajcie inicjatywy takich osób bo jest ich coraz mniej.
          • Gość: rodzic Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.thinq.pl 11.01.11, 10:28
            Tak zgadzam się ! Nie zapomnijcie zamknąć dzieci jeszcze w klatce najlepiej dla ich własnego dobra, a waszego świętego spokoju. Niereformowalne i nawiedzone mamusie.... do roboty może trzeba iść i załatać sobie ten wolny czas przeznaczany na trucie dupy innym rodzicom oraz wypisywanie bzdur i męczenie tym nawet już w mediach. Proszę również nie kłamać na temat wielu głosów poparcia w grupie mamusi z powyższego artykułu - gdyż tych słów poparcia tam wcale nie ma, a są tylko problemy z panią, która męczy przedszkolanki i dyrektorkę oraz innych rodziców (dodam, że bardzo napastliwie) swoimi wymysłami na temat ciastek i jez. angielskiego (notabene - oferowanego przez jej znajomego za wcale niemałe pieniądze!!!!) ! Chcecie pisać takie knoty ? proszę bardzo - ale należy napisać całą prawdę !
            • Gość: mamamija Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 12.01.11, 13:20
              Szanowny "rodzicu",

              z Twoich wypowiedzi wynika jasno, że to raczej Ty masz problem z agresją. Może za duzo cukru w Twojej diecie???:)

              Na szczęście osoby wykazujące się na forum wulgarnością, brakiem kultury i poszanowaniem dla poglądów innych traktowane są z należnym im współczuciem.

              O braku przyzwoitości świadczy też fakt pisania nieprawdziwych faktów na temat ceny lekcji języka angielskiego, którym to po raz kolejny mama chłopca chciała "skrzywdzić" wszystkich wychowanków przedszkola nr 6.

              Poza tym nurtuje mnie pytanie, dlaczego zdaniem mniej oświeconej grupy polskiego społeczeństwa wszyscy Ci, którzy robią w tym kraju coś dobrego mają się z niego wyprowadzać. Z całym szacunkiem, ale proszę pozwolić sobie pomóc wyjść z polskiego zaścianka. Czy my, Polacy ciągle mamy żyć w mrokach średniowiecza?

              Czy nie możemy uczyć się na błedach innych tylko na własnych? Czy koniecznie musimy przekonać się nomen omen na własnej skórze o tym, o czym kraje rozwinięte przekonały się 10-20 lat temu? Alergie, otyłość, nowotwory to efekt złej diety!!!

              Drodzy rodzice, eliminacja słodyczy w przedszkolu na prawdę nie zapisze się traumą w życiu Państwa dzieci!! Jeśli tak bardzo pragniecie ich dla swoich pociech, to podajcie im je w domu. Jeśli waszym zdaniem to konieczne, to nawet w dużych ilościach. Pozwólcie jednak by publiczne placówki oświatowe mogły zapewnić dzieciom wszystkich dzieciom do nich chodzącym zdrowy start w życie. Nie chodzi tu przecież o to by wychować pokolenia anorektyków, lecz po prostu zaszczepić pozytyne wzorce żywieniowe.

    • Gość: rodzice W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 19.01.11, 19:49
      Prawda o krucjacie Pani Anety (znam osobiście) jest taka, że nie leży jej na sercu dobro dzieci, ale jej synek Daniel(sympatyczny chłopczyk)nie może jeść słodyczy, które dostaje w przedszkolu, (do którego uczęszcza od września). Burzy to świat bez słodyczy stworzony przez Panią Anetę w domu. Można ubolewać nad przypadłością Daniela, ale nie może się to odbijać na diecie innych dzieci. A co do samych słodyczy, np. czekolada zawiera magnez, żelazo itd. Wolę te minerały podać dziecku w postaci czekolady niż w tabletce. Dzienna norma spożycia cukru na dziecko wynosi 3g a w naszym przedszkolu dzieci otrzymują 1/3 tej normy. To wystarczająco dobitnie świadczy o przewrażliwieniu autorki artykułu. Dzięki Pani Anecie dzieci dostały na gwiazdkę maskotkę i mandarynki ale co z tymi dziećmi, które nie mogą jeść cytrusów pomyślał ktoś o nich.Na angielski Pani Aneta osobiście mnie namawiała i mówiła że jest bardzo duże zainetrsowanie rodziców a z tego co wiem to na dwie grupy było chętnych może 5 czy 6 osób i też tym razem nie pomyślała o dzieciach ponieważ z dwóch grup po miesiącu chodzenia do przedszkola utworzono by jedną grupę z angielskim. Dzieci zostałyby podzielone byłby to kolejny strers dla nich a przecież to są jeszcze małe
      dzieci nie odbierajmy im radości z dzieciństwa bo i tak już na 6 lat pójdą do szkoły.
      We wszystkim ważny jest umiar, zarówno w jedzeniu słodyczy jak i w myśleniu, czego Pani Anecie i niektórym rodzicom serdecznie życzę.


      • Gość: Aneta Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.11, 17:07
        Mało mnie Pani zna skoro np. nie wie Pani, że Daniel chodzi do naszego przedszkola od 1,5 roku i jadł normalnie słodycze jak wszyscy do zeszłego tygodnia (kiedy postanowiłam, że będzie dostawał zdrowe zamienniki przyniesione przeze mnie z domu). Magnez i żelazo są również w innych produktach - nie tylko w czekoladzie, którą dzieci mogą dostać w domu. O tym, że akcję, którą będę kontynuować robię dla dobra wszystkich dzieci, a nie tylko dla swojego Danielka świadczy nie tylko fakt, że przecież w każdym momencie mogłam ustalić dla niego dietę indywidualną, ale dla dobra sprawy narażam na wiele nieprzyjemności siebie i swoją rodzinę - dodam, że jestem już w 9 miesiącu ciąży. Co do cytrusów, to nie ja o nich decydowałam i nie ja je kupowałam, sugerowałam po prostu zabawki edukacyjne. Co do angielskiego, to bardzo wspierałam ten pomysł, m.in. dlatego, że dzieci uczą się świetnie przez zabawę bez wspomnianego "odbierania im radości z dzieciństwa", a oferta osoby, z którą nie mam nic wspólnego była interesująca i atrakcyjna cenowo. Co do wspomnianej 1/3 normy, pytam: jaki jest cel podawania przedszkolakom gniazdka, knopersa itd i czy ten cel, o ile istnieje, może się równać z zagrożeniami różnymi chorobami jakie dają słodycze? Wiem, że zbyt mała jest świadomość ludzi związana z tym tematem. Nie będę komentowała wszystkich zarzutów pod moim adresem, bo nie ja jestem tu najważniejsza, a zdrowie naszych dzieci. Mam prośbę - proszę się wypowiadać do tematu, a nie do mojej osoby.
    • Gość: mammamija W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 24.01.11, 10:16
      Całkowicie popieram tę Panią - mamę chłopca z artykułu. Myślę, że kampania uświadamiająca rodziców, którą Pani zdaje się zaczyna jest doskonałym pomysłem.

      Proszę mi wierzyć, że mimo tych zabawnych komentarzy na forum o odbieraniu dzieciństwa dzieciom, wielu rodziców Pani działania i jak to Pani nazwała "akcję" popiera tylko, że nie każdy z tych rodziców pisze tu na forum. Ale tak jest, że Ci zaciekli i agresywni zawsze znajdą na to czas, by trochę komuś naubliżać dla poczucia ulgi.

      Sama nigdy dotąd nie wpisywałam komentarzy pod artykułami, jednak ten temat uważam za bardzo ważny i bardzo się cieszę, że znalazł się ktoś, kto miał odwagę go poruszyć.

      Pani Aneto, popiera Panią wielu! Życzę powodzenia i szczęśliwego rozwiązania!
      • Gość: mama Re: W przedszkolach tak słodko, że aż mdli IP: *.icpnet.pl 28.01.11, 12:32
        Przeczytałam wszystkie komentarze i moim zdaniem niech każdy wychowuje swoje dzieci według własnego uznania. Nie żyjemy w średniowieczu każdy ma dostęp do internetu i może sobie poczytać o zdrowym żywieniu. Myślę że jak każdy rodzic zacząłby wprowadzać swój jadłospis w przedszkolu ( np. dania wegetariańskie , bezmleczne itd) to pewnie dla każdego dziecka trzeba by gotować osobno a kto nad tym zapanuje jeśli średnio w przedszkolach jest ok.125 dzieci. Ja swojemu dziecku daję wszystko do jedzenia (oczywiście jedne rzeczy lubi bardziej drugie mniej) jest zdrowy i bardzo dobrze się rozwija. Nie wierzę w to że te dzieci które nie będą jadły słodyczy w przedszkolach to jak pójdą do szkoły to nie spróbują tego ,,zakazanego owocu,,. Słodycze były są i będą tylko trzeba dzieci nauczyć umiaru w ich jedzeniu .

        I to nie prawda że tylko agresywni i zaciekli mają czas na swoje wypowiedzi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka