iszpan
08.10.13, 14:04
Jeszcze w pierwszym tygodniu nauki, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie każda. Syn do tzw. "zerówki" uczęszczał do SP34, byłam bardzo zadowolona, czas tak zajęty, że dziecko z satysfakcją uczęszczało na zajęcia. Ze względu na przeprowadzkę zapisałam syna do SP 12 w Poznaniu i w tym momencie rozpoczął się cyrk. Najgorzej jest w świetlicy, gdzie dzieciaki, owszem, są pod opieką, ale bez żadnego sensownego zajęcia najzwyczajniej w świecie się nudzą! Popalający papierosy gimnazjaliści niby nie przeszkadzają, jednak się przewijają, można wręcz nazwać ich imieniem parki w okolicznym parku, ale tego problemu szkoła nie zauważa. Do szkoły poza tradycyjną wyprawką donieść należało ręczniki papierowe, mydło w płynie, chusteczki, papier ksero i wciąż słyszę, że się kończy! Dziennik elektroniczny służy jedynie do przesyłania informacji w jedną stronę, wychowawczyni nie odpowiedziała mi na żadną z trzech przesłanych wiadomości i w tym wszystkim Moje dziecko, które nie jest aniołkiem, ale bez przesady, jest normalnie rozwijającym się siedmiolatkiem... żal dziecka... czy ktoś jeszcze ma podobne doświadczenie? Co zrobić w sytuacji gdy szkoła narusza prawo prywatności rodziców? Co zrobić, gdy szkoła nie wywiązuje się ze składanych deklaracji?