Gość: ktos
IP: *.icpnet.pl
13.11.05, 10:53
chcialabym poruszyc temat: spedzanie na zajeciach tak duzo czasu; czy nie
sadzicie ze 1,5godz. to troche za duzo? czy nie sadzicie ze zajecia powinny
trwac krocej? szczegolnie na studiach jezykowych? studiuje akurat na takiej
uczelni w poznaniu, gdzie mam prawie same cwiczenia, a i nawet na wykladach
obecnosc jest obowiazkowa. irytuje mnie to bardzo czesto, bowiem uwielbiam
uczyc sie w domu, we wlasnym tempie; dlatego czesto siedze na zajeciach z
niecierpliwoscia, szczegolnie tych, ktore wydaja mi sie niepotrzebne, ktore
prowadzone sa przez nieudolnego nauczyciela. wolalabym w tym czasie isc np.
do biblioteki i pracowac sama. w niektorych krajach jest tak, ze studenci
maja ok.5 albo 6godzin zajec tygodniowo (choc wydaje mi sie to za malo),a
nauczyciele potrzebni sa po to, by zwrocic studentom uwage na pewne tematy,
dac wskazowki,gdzie czegos poszukac (jakie ksiazki,gdzie w necie np.), ale
studenci ci wydaja mi sie bardziej "rozwinieci intelektualnie", wiedza wiecej
rzeczy niz my, potrafia lepiej sie wyslawiac, potrafia grac w rozne zabawy
intelektualne....maja czas i pieniadze na spotkania po zajeciach, sa
pewniejsi siebie i dostaja dobre prace. oczywiscie, wiem ze wielu naszych
jest docenianych szczegolnie za granica za ich pracowitosc i madrosc, ale
ciagle mi tu jeszcze czegos u nas brakuje, gdy porownuje inna mlodziez
europejska. dlaczego tak jest? co o tym sadzicie? czesto sie nad tym
zastanawiam, wiec bede wdzieczna za wszelkie,pozytywne badz
negatywne,komentarze co do mojej wypowiedzi.