stypendysta
04.09.09, 16:26
Z rezydenturą UE nie jest tak prosto, ale ...
Sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Dyrektorzy poznańskich szkół podstawowej, gimnazjum i liceum najprawdopodobniej łamali prawo i w ten sposób wprowadzali matkę i córkę w błąd. Autorka artykułu (ta sama) w poznańskim wydaniu GW pisze "Żeby nie płacić Żenia musiałaby być polską obywatelką.", co nie jest prawdą, bowiem sposobów na zapewnienie dziecku bezpłatnej nauki i studiów jest więcej, niekoniecznie sięgających do wątpliwej możliwości uzyskania rezydentury UE.
Załóżmy, że rodzice nie starali się ani o uzyskanie polskiego obywatelstwa, ani o zezwolenia na osiedlenie się (w poznańskim artykule jest wręcz mowa, że studentka i jej rodzina (chyba też) nie mają nawet prawa czasowego pobytu, co oznacza, iż przebywają w Polsce nielegalnie (jeśli nie mają wiz), wobec czego tak naprawdę powinni zostać deportowani). Gdyby rodzina wybrała drugą opcję, tj. zezwolenie na osiedlenie się (a czas pobytu wskazuje, że były ku temu podstawy), sytuację studentki rozwiązywałby art. 43 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 27 lipca 2005 roku Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. z 2005 r. Nr 164, poz. 1365, z późn. zm.), na podstawie którego dziewczyna mogłaby ubiegać się o przyjęcie na bezpłatne studia. Najwidoczniej jednak staranie się o taki status rodzicom dziewczyny było nie na rękę, bowiem nie musieli wywiązywać się z pewnych obowiązków nakładanych na obywateli polskich i na osoby, którym udzielono zezwolenia na osiedlenie się.
W artykule nie ma mowy o związkach dziewczyny i jej rodziny z Polską. Gdyby byli polskiego pochodzenia, mogliby uzyskać Kartę Polaka, a ich córka (mając taki dokument) po przejściu normalnej rekrutacji na uczelni miałaby nie tylko prawo do bezpłatnych studiów, ale i do świadczeń pomocy materialnej.
Stanowisko uczelni jest właściwe i zgodne z prawem - podjęcie przez rektora innej decyzji oznaczałoby złamanie prawa.