yossarian2
12.11.06, 20:46
Byłem, postawiłem krzyzyk z radością i nadzieją. Czułem, że cos ode mnie
zależy. Przynajmniej jeżeli nie wygra ten, na którego postawiłem, będę mógł
powiedzieć sobie prosto w oczy ( w lustrze): BYŁEŚ I SIĘ STARAŁEŚ. A jeżeli
ten, który wygra, przez kolejne 4 lata nie powali na kolana, będę miał
satysfakcję, że to nie był mój wybór. Chociaż, jeżeli założymy, że będzie
jakiś wielki boom za tego, którego nie popieram, to będzie bardzo miłe
zaskoczenie, które będzie świadczyć o tym, że każdy może się zmienić na
lepsze.
A'propos. Czy "cisz wyborcza" nie oznacza, że nie należy nachalnie zachęcać
do wybrania konkretnej osoby? Mówię tu o samochodzie zaparkowanym na OMCS.