Dodaj do ulubionych

Głośno w kraju o naszej regionalnej "chlubie"-UMK

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.08, 17:40
Habilitacja Krajewskiego od nowa
Eksposeł Samoobrony może stracić stopień naukowy. Decyzje po
wakacjach
Alicja Cichocka, Czwartek, 31 Lipca 2008


UMK ma przeprowadzić postępowanie habilitacyjne byłego posła
Samoobrony Mirosława Krajewskiego jeszcze raz.

Rozprawa nie zasługuje na miano samodzielnej - orzekła w styczniu o
habilitacji Mirosława Krajewskiego specjalna komisja historyków,
którą powołał UMK w 13 lat po feralnej obronie pracy.

Mirosław Krajewski na Wydziale Nauk Historycznych UMK przeszedł
postępowanie habilitacyjne pt. „Powstanie styczniowe między Skrwą a
Drwęcą”. Wykorzystał w niej zgromadzone przed wojną wyniki badań ks.
Czesława Lisowskiego. Odwołał się do tych samych źródeł co ksiądz,
choć część z nich uległa zniszczeniu w czasie wojny. Krajewskiemu
nadano naukowy stopień.

Z opinią uniwersyteckiej komisji zapoznała się Centralna Komisja ds.
Stopni i Tytułów Naukowych, jedyna, która w sprawie niesamodzielnej
rozprawy mogła podjąć wiążące decyzje.


- Dotarło do nas postanowienie, które nakazuje ponowne
przeprowadzenie postępowania habilitacyjnego - mówi o decyzji
Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych Marcin
Czyżniewski, rzecznik UMK.

Rada Wydziału Nauk Historycznych ma jednak wątpliwości. Uczelnia
nigdy wcześniej nie prowadziła takiej sprawy. - Rada zwróciła się do
CKSiTN o rozstrzygnięcie, m.in., jaką przyjąć procedurę. Czekamy na
odpowiedź - mówi Czyżniewski.

Mirosław Krajewski od początku twierdził, że sprawa się przedawniła.
Powoływał się na przepisy KPA. - Nadanie stopnia odbywa w oparciu o
ustawę o stopniach naukowych i tytule naukowym, a nie o KPA -
powtarza opinię CKSiTN rzecznik UMK.

Postępowanie, które zdecyduje o dalszych losach habilitacji
Krajewskiego, ruszy po wakacjach, gdy zbierze się Rada Wydziału Nauk
Historycznych UMK.

Fakt

Kilka dni temu po raz pierwszy w historii uczelnia odebrała tytuł
magistra swojej absolwentce. Wcześniej sąd w Toruniu uznał ją za
winną splagiatowania obronionej pracy magisterskiej.

Czy UMK można już nazwać producebtem nie tylko bezrobotnych
humanistów ale także plagiatów?
Obserwuj wątek
      • Gość: mariusz Re: Głośno w kraju o naszej regionalnej "chlubie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.08, 19:02
        Gość portalu: Maja napisał(a):

        > Nie udało ci się dostać, czy skończyć UMK?

        tylko ten kto nie ma szans na inną uczelnię może stsrtować na
        UMK.Kto chciałby na codzień obcować z wykładowcami szujami w
        rodzinnej szkółce gdzie odwoływane są wykłady bez podania
        przyczyny,studentom rzuca się indeksy pod nogi a zaliczenia obywaja
        się często na sesjach wyjazdowych?
        To fakty powszechnie znane i nie jedyne żeby omijać plagiatowo
        szerokim łukiem.
          • Gość: obserw. Re: Głośno w kraju o naszej regionalnej "chlubie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.08, 15:52
            Tekst z forum Torunia

            "Uniwersytet Mikołaja Kopernika jest jedyną uczelnią wyższą w
            Polsce, która od czasów PRL-u zarządzana jest przez tę samą grupę
            osób. Obecne władze kanclerskie to te same osoby, które przed
            transformacją gospodarczą w Polsce w 1990 pełniły funkcje
            dyrektorskie. Obecni kanclerze (za wyjątkiem Pani Morzy) trwają na
            swych stanowiskach po 20 lat. Panowie Ci zbudowali w tym
            czasie swoje imperium "administracyjne", których filarami są
            nepotyzm, poczucie strachu i brak transparentności. W każdej innej
            uczelni tego typu zachowania nie miały by prawa zaistnieć ale na UMK
            od 1990 roku ster władzy dzierży dr hab. Jamiołkowski. Co
            prawda w latach 1990-1993 rektorem był prof. Kalembka lecz osoby
            pamiętające ten okres doskonale wiedzą, że ówczesny prorektor
            dr hab. Jamiołkowski był najważniejszy w rektoracie. Było on
            rektorem do 1999 r,. W 1999r. odbyły się wybory rektorskie wtedy
            to ze względów ustawowych nie mógł on kandydować na następną
            kadencję. Niemniej planem dra hab. Jamiołkowskiego było sterowanie
            Uniwersytetem z za pleców prof. Chwirota, kolegi z wydziału, którego
            wystawił jako swojego protegowanego w wyborach rektorskich.
            Zamiar ten nie został zrealizowany bowiem prof. Chwirot przegrał
            wybory z prof. Kopcewiczem. Po zakończeniu kadencji prof.
            Kopcewicza stanowisko rektorskie ponownie objął dr hab. Andrzej
            Jamiołkowski (prof. UMK). Już niedługo wybory na czteroletnią
            kadencję 2008-2012. Czy 66-latek będzie mógł sprawnie i skutecznie
            prowadzić Uniwersytet, instytucję bardzo zróżnicowaną,
            zatrudniającą ponad 4 tys. osób? Z pewnością zawsze pomogą mu w tym
            trzej muszkieterowie z rektoratu."

            • Gość: słuchacz Re: Kolejny SB-ek na umk w Toruniu!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.08, 20:19


              Audycje

              Radiowe pamiątki

              Muzyka

              O nas

              Reklama



              Zamówienia publiczne

              Odnośniki

              Rendez-Vous

              Region

              Księga gości

              Forum



              Lista przebojów


              notowanie: 934/935
              z dnia: 10-08-2008





              1 Ławka
              Formacja Nieżywych Schabuff




              2 Nie mam nic prócz ciebie
              Lady Pank




              3 Give It 2 Me
              Madonna
              więcej








              RSS i podcast


              Wiadomości
              Wybór kategorii






















              Ankieta


              Twoja ocena naszej strony:


              bardzo dobra
              dobra
              znam lepsze
              nie bardzo...
              szkoda słów
















              Z kraju i regionu Radio PIK


              Kłamstwo profesora?

              2008-08-14
              Emerytowany profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
              kłamał twierdząc, że nie podpisał zobowiązania do współpracy ze
              Służbą Bezpieczeństwa - uznał Instytut Pamięci Narodowej, który
              skierował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia
              przestępstwa.

              83-letni Zbigniew W. - profesor chemii - może stanąć przed sądem za
              składanie fałszywych wyjaśnień.





      • Gość: filuś Re:morale bierutowskich uczelni,umk przoduje w kra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.08, 09:38
        Polecam lekture Newsweek 29.02.2004 "Profesor Przekret"
        (podkreslenia i wybor
        cytatow dokonany przez autorow artykulu):
        Uniwersyteckie kliki trzesa polskimi uczelniami i NACIAGAJA SWOJE
        SZKOLY. W
        walce o kase i etaty nobliwi uczeni wykazuja brak zasad godny
        wioskowych kacykow.
        (...)
        Szkoly wyzsze TO HIERARCHICZNA STRUKTURA OPARTA CZESTO na
        nieformalnych ukladach.
        (...)
        W uczelnianym bagnie tona nie tylko pieniadze, ale tez resztki
        iluzji o
        ELEGANCKIM SWIECIE DZENTELMENOW W GRONOSTAJACH
        (...)
        Dzielenie kasy angazuje emocje kadry naukowej. Jak lew broni swojej
        pozycji, A
        DYDAKTYKA I INTERES STUDENTOW SA NA DRUGIM PLANIE.
        (...)
        KRYCIE BRUDOW jest w srodowisku akademickim zasada. Kto naruszy
        zmowe milczenia,
        grzebie szanse na naukowa kariere.
        -------------

        Szczegolnie to ostatnie tlumaczy dlaczego na polskich uczelniach
        zanikla krytyka
        naukowa i rzetelnosc - jest zwyczajnie PRZESZKODA w karierze
        naukowej. To
        wyjasnia wysoka tolerancje dla plagiatow i zamiatanie spraw pod
        dywan. A im
        bardziej rozbudowana formalna struktura kariera tym wiecej mozliwosci
        'utracenia' niepokornych przez kliki uczelniane!!!
              • Gość: z forum Re:Wszędzie tylko nie na UMK,to ignoranci!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.08, 09:30
                UMK nie tylko w tym przypadku "dało ciała". Znam przypadek studiów
                podyplomowych, gdzie okazuje sie że ta "renomowana" uczelnia
                nastawiona jest tylko i wyłacznie na wyciągniećie pieniędzy od
                studentów. Bo czym innym jest fakt że zajecia odbywaja sie w róznych
                miejscach Torunia, a dziekanat nawet nie raczy o tym powiadomic
                studentów, ze na zajecia przychodzą prowadzący nie przygotowani i
                pełni pretensji do studentów. Dorosłych ludzi na tych studiach
                podyplomowych traktuje sie jak uczniaków klas pierwszych.
                Te drobiazgi składają sie na całkiem nieciekawy obraz i majac to na
                względzie podpowiadam : zastanówcie sie czy podejnmować studia
                podyplomowe z LOGOPEDII na UMK w Toruniu.

                  • Gość: doją oj doją Re:Wszędzie tylko nie na UMK,to ignoranci!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.08, 20:44
                    Operacja - droga rekrutacja
                    Co się stanie z olbrzymimi pieniędzmi, jakie UMK zarobił na
                    tegorocznych kandydatach na studia?
                    Alicja Cichocka, Czwartek, 11 Września 2008


                    Maturzysta, który w Gdańsku złoży papiery na pięć kierunków studiów,
                    zapłaci za to 85 zł. A w Toruniu? Co najmniej 375 zł.

                    - 50 tysięcy złotych na dodatki do pensji dla pracowników działu
                    dydaktyki, najwięcej 500 tysięcy na wynagrodzenia dla członków
                    komisji rekrutacyjnych - podlicza wydatki z zeszłorocznego naboru
                    Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK. Wtedy jeszcze uczelnia opłacała
                    kilkudziesięciu członków komisji, dziś w jednej, centralnej jest
                    zaledwie... 16.

                    Reklama
                    Rekrutacja słono kosztuje. Każdego maturzystę - 75 zł, a jeśli
                    młodemu wymarzy się być artystą, zapłaci 150 zł (cenę podbija
                    egzamin praktyczny). Tegoroczny maturzysta rekordzista zostawił w
                    ten sposób na UMK kwotę, za którą mógłby spędzić dwie noce w
                    czterogwiazdkowym toruńskim hotelu - 750 zł.

                    W zeszłym roku na konto toruńskiego UMK maturzyści przelali
                    bagatela... 1 mln 750 tys. zł. Z tego ok. 1 mln zł pochłonęła
                    rekrutacyjna machina. Obsługa informatyczna - komputery, obsługa
                    systemu, opłaty licencjackie - pożarła w sumie 160 tys. zł. Do tego
                    doszły jeszcze listy do maturzystów (130 tys. zł), organizacja
                    egzaminów wstępnych (90 tys. zł), a nawet materiały biurowe (40 tys.
                    zł).

                    Na pokrzepienie uczelnia podaje, że pieniądze wróciły, ale do...
                    trzecioklasistów. W postaci darmowych folderów informacyjnych,
                    rozdawanych na targach edukacyjnych.

                    - Promujemy się za te pieniądze. Część idzie na działalność
                    statutową uczelni - mówi rzecznik UMK.

                    Rekrutacja, choć wirtualna, to dziś zadziwiająco kosztowna operacja.
                    Ale można rekrutować taniej. Politechnika Gdańska kasuje tylko raz
                    85 zł (150 zł na architekturze) i to bez względu na to, ile wybierze
                    się kierunków. Zachęca w ten sposób do studiów technicznych.

                    Jej rzecznik przyznaje, że gdy wchodził „system jednej opłaty”,
                    obawiano się, że może przynieść straty. Tak się jednak nie stało.

                    - Nie dopłacamy do naboru - mówi Katarzyna Żelazek, rzecznik
                    technicznej uczelni. - System wprowadziliśmy dwa lata temu, gdy
                    weszła e-rekrutacja, a ta obniżyła koszty naboru.

                    W tym roku za 915 tys. zł politechnika obsłużyła ok. 8 tys.
                    maturzystów.

                    - Pieniędzy wystarczy na publikację wydawnictw promocyjnych dla
                    maturzystów, wizyty rekrutacyjne w szkołach lub udział w targach
                    edukacyjnych – mówi Zofia Kułaga, kwestor uczelni. - Nie narzekamy.

                    Dzięki wprowadzeniu e-rekrutacji udało się zmniejszyć biurokratyczną
                    machinę na uczelniach. Spadły koszty operacji. Ale na UMK są
                    niewzruszeni.

                    - Nabór zaczynamy już w lutym, musimy opłacać ludzi, system
                    komputerowy - odpiera argumenty rzecznik UMK.

                    W tym roku UMK skasował od kandydatów na studia około dwóch milionów
                    złotych.

                          • Gość: ilu jeszcze? Re:Następny SB-ek na UMK-gwiazda uniwersytetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.08, 19:46
                            Gość portalu: rafal napisał(a):

                            > dwie sprawy:
                            > 1. czy to przekreśla jego dorobek naukowy? Moim zdaniem - nie.
                            Rozdzielmy te
                            > dwie sprawy.
                            > 2. pozostaje kwestia tego do jakiego stopnia Wolszczan jest dziś
                            pracownikiem
                            > UMK... Owszem, prowadzi okazjonalne wykłady (coś ok. 2 tygodni na
                            rok
                            > akademicki), ale to wszystko.
                            >
                            > I z pewnością facet poraża swoja esbecjością kolejne galaktyki.

                            Nie wypowiadam się na temat jego dorobku naukowego. Biorąc pod
                            uwagę jednak otumanienie prowadzone przez UMK w eksponowaniu dorobku
                            innych naukowców sądzę ,że jest przesadzony.
                            Dla mnie ten człowiek wydaje się już przekreślony ,po
                            wypowiedzi ,że "otrzymywał prezenty np. szynkę,pierniki ale wtrzucał
                            je do Wisły".
                            Rozważanie w pkt2.jest po prostu hipokryzją do kwadratu z twojej
                            strony. Dopóki nie ujawniono jego związków z SB był gwiadzą UMK i
                            kandydatem na honorowego obywatela Torunie. Obecnie
                            stwierdzasz "Owszem, prowadzi okazjonalne wykłady ".
                            Żenada!!!

                            • Gość: rafal Re:Następny SB-ek na UMK-gwiazda uniwersytetu IP: *.chelmno.mm.pl 17.09.08, 20:39
                              po kolei...

                              mówimy o dniu dzisiejszym, prawda? zatem gdzie tutaj hipokryzja, gdzie tutaj
                              żenada? Nie miałem zamiaru nikogo rozgrzeszać, ale nie mi ani nie Tobie
                              kogokolwiek osądzać - w dzisiejszych czasach bardzo łatwo zepsuć komuś
                              reputację, szczególnie gdy w jakiś sposób znajduje się na świeczniku. Idąc tym
                              tropem dojdziemy do sytuacji, w której 80 czy 90% ludzi mających jakieś
                              osiągnięcia przykleimy łaty i... może wyślemy w kosmos?

                              Kwestia dorobku naukowego. Dziś dorobek naukowy ocenia się głównie na podstawie
                              ilości cytowań itp. Jak UMK może promować kogokolwiek, kiedy większość redakcji
                              największych pism naukowych jest niezależna od jakiejkolwiek uczelni? Sądzisz,
                              że nawet esbeckie, jak to z grubsza nazwano, władze UMK mają taki wpływ? Więc
                              widać, że nie masz zielonego pojęcia jak wygląda świat współczesnej nauki.

                              Pomijając już samego prof. Wolszczana - UMK to także przykłady bardzo wybitnych
                              postaw wspaniałych naukowców, ale tym już nie wspomnisz, bo najprawdopodobniej
                              nie masz o tym zielonego pojęcia. Poszedłeś z owczym pędem mniej lub bardziej
                              słusznego ruchu antyesbeckiego... I widać, naprawdę widać że masz klapki na oczach.

                              W kwestii honorowego obywatela Torunia - cóż ma tutaj do gadania UMK?
                              Uproszczając sprawę - esbeccy radni Torunia chcieli wyróżnić swojego esbeckiego
                              kumpla po fachu.

                              Wybacz, ale jakoś nie mogę przestać siać żenady i hipokryzji.
                              • Gość: superowy Re:Następny SB-ek na UMK-gwiazda uniwersyt-.Lange IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.08, 20:48
                                "Lange"
                                Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich astronomów, prof.
                                Aleksander Wolszczan, był przez wiele lat zarejestrowany jako tajny
                                współpracownik kontrwywiadu PRL o pseudonimie "Lange"
                                Za cenne informacje otrzymywał od SB pieniądze i prezenty.
                                Z dokumentów, jakie zachowały się w jego teczce pracy, wynika, że
                                informował SB o własnym bracie, który wyjechał do Szwecji, osobach
                                wwożących do Polski dolary oraz koledze krytykującym "Dziennik
                                Telewizyjny". Większość przekazywanych informacji dotyczyła
                                pracowników Instytutu Radioastronomii UMK w Toruniu, w którym
                                Wolszczan wówczas pracował.



                                Prof. Aleksander Wolszczan, fot. PAP/Stefan Kraszewski




                                TW "Lange" – wówczas asystenta w Zakładzie Radioastronomii Instytutu
                                Astronomii UMK w Toruniu, pozyskano na początku 1973 r., przed jego
                                wyjazdem na roczne stypendium w Bonn, do sprawy obiektowej
                                krypt. "Baza". Współpraca nigdy nie została rozwiązana, lecz jedynie
                                zawieszona w roku 1988.

                                "W czasie osobistego zetknięcia się z kandydatem stwierdziłem, że
                                jest on pozytywnie ustosunkowany do organów SB. Sam deklarował
                                zachowanie w konspiracji rozmów – spotkań. Mimo młodego wieku jest
                                poważny, zrównoważony, taktowny" – ocenił funkcjonariusz SB kpt.
                                Dudziński, który dokonał werbunku i był później oficerem prowadzącym
                                Wolszczana. Dudziński pisał, że jest jego prywatnym znajomym.

                                Wolszczan podpisał, że zobowiązuje się "zachować w ścisłej tajemnicy
                                wojskowej i państwowej przebieg prowadzonych rozmów i udzielonych
                                informacji oficerowi Kontrwywiadu Polski Ludowej o osobach, faktach
                                interesujących tę służbę". Określił, że swoje informacje i uwagi
                                będzie podpisywał pseudonimem "Lange". Jego pierwsza pisemna
                                informacja, jaką przekazał, dotyczyła pobytu służbowego we Włoszech
                                i charakterystyki znanych mu naukowców.

                                Przed wyjazdem TW do instytutu naukowego w Niemczech Zachodnich do
                                komórki SB w Komendzie Powiatowej MO w Toruniu dociera szyfrogram od
                                zastępcy naczelnika Wydziału II KWMO w Bydgoszczy mjr.
                                Stefanowskiego z zadaniami, jakie należy przedstawić TW "Lange".
                                Powinien on przejrzeć zawartość archiwów i uczelnianych bibliotek, w
                                kontaktach towarzyskich dążyć do nawiązywania znajomości z
                                pracownikami wiodących ośrodków naukowych i kontrolować innych
                                naukowców polskich, z którymi się zetknie w czasie rocznego pobytu w
                                RFN. Po przyjęciu zadań TW został uprzedzony, że nie wolno mu
                                udzielać za granicą żadnych wywiadów dla mediów.

                                Po ponadrocznym pobycie w instytucie radioastronomicznym Maksa
                                Plancka w Bonn, w czerwcu 1974 r. TW "Lange" przekazuje SB pisemną
                                relację, w której opisuje osoby, z którymi współpracował, m.in.
                                prof. Ryszarda Wielebińskiego, określonego jako "naukowiec
                                narodowości polskiej", który co jakiś czas bywał w kraju. TW
                                niejednokrotnie przekazywał SB informacje o Wielebińskim, na którego
                                zaproszenie wyjeżdżał później do instytutu w Bonn. Profesorem
                                interesował się Wydział III Dep. II MSW.

                                O elektrykach, co przemycali dolary

                                TW zrelacjonował SB, że w drodze powrotnej z RFN do kraju napotkał
                                Polaków, którzy wracali po przepracowaniu czterech miesięcy w Belgii
                                jako elektrycy i wieźli z sobą dużo rzeczy i dewiz. Przekazał, że
                                ukryli oni przed celnikami dolary i złoto pod siedzeniem w
                                przedziale, a na korytarzu w paczkach, których nie sprawdzili
                                celnicy, znajdowało się wiele części samochodowych. Po tym
                                doniesieniu zastępca naczelnika Wydziału SB KWMO w Toruniu kpt.
                                Synogradzki nakazał zebrać dane personalne Polaków wracających z
                                Belgii w celu poprowadzenia przeciwko nim dalszych działań.

                                W roku 1976 w SB opracowano charakterystykę TW "Lange". "Przez okres
                                trzyletniej współpracy z roczną przerwą dał się poznać jako człowiek
                                inteligentny z dużym wyrobieniem życiowym, o swobodnym stylu życia
                                mogącym łatwo zyskiwać sobie sympatię otoczenia. Jako młody
                                naukowiec na uczelni posiada bardzo dobrą opinię" – zapisano. Pada
                                też stwierdzenie, że TW dostarczył dotąd informacji m.in. o
                                pracownikach Instytutu Radioastronomii w Bonn.

                                O rodzinie

                                W czerwcu 1976 r. TW "Lange" sporządza dla SB notatkę, w której
                                stwierdza, że w Szwecji przebywa jego brat, który w grudniu
                                poprzedniego roku wyjechał do swojej narzeczonej i do tej pory nie
                                powrócił. TW zapowiedział oficerowi kontrwywiadu, że niebawem
                                dostarczy szczegółów. "Jak będzie na konferencji w Szwecji, to brata
                                odwiedzi, o wszystkich detalach się dowie" – zapisał po spotkaniu z
                                TW oficer SB.

                                TW poinformował SB, że podczas pobytu w Szwecji był u brata, który
                                czyni starania o uzyskanie pracy w szwedzkich liniach oceanicznych,
                                musi jednak w pierwszej kolejności uzyskać paszport konsularny. W
                                grudniu 1976 r. TW przekazał informację, że trudno było mu się
                                zorientować, czy jego brat wróci do Polski, czy zostanie w
                                Szwecji. "Z uwagi na pozycję ojca i innych członków rodziny
                                zamieszkałej w kraju będzie prawdopodobnie zajmował właściwą
                                postawę" – pisał "Lange". W marcu 1977 r. TW "Lange" przekazuje,
                                że "ojciec poinformował go telefonicznie o pobycie brata w
                                Szczecinie w połowie lutego. Jak będzie u rodziców, postara się
                                wszystko o nim ustalić i przekazać" – zapisał po spotkaniu oficer SB.

                                W lutym 1976 r. TW "Lange" poinformował SB, że mieszkający we
                                Francji mąż jego kuzynki, Dariusz Komorowski, zajmuje się importem
                                sprzętu elektrotechnicznego i często przyjeżdża do Warszawy. Wskazał
                                też miejsce, w którym Komorowski zatrzymuje się w Polsce.

                          • Gość: hehe Re: SB-ek na UMK to normalka .Tylko kasa się liczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.08, 11:09
                            Astronomowie z UMK chcą dalej prowadzić wspólne projekty naukowe z
                            prof. Aleksandrem Wolszczanem, który przyznał się do kontaktów ze
                            Służbą Bezpieczeństwa.

                            Fot. Robert Górecki / AG
                            Aleksander Wolszczan




                            Reklamy googleZarabiaj online
                            Pracuj w domu i wykorzystaj swoją szansę na zarobienie w Internecie
                            www.MoneyMakerMethod.com
                            Prof. Przybylski Kolagen
                            Przepis Na Wieczną Młodość Jedyny oryginalny Kolagen
                            www.apboss.pl
                            Książka o Mackiewiczu
                            "Pisarz dla dorosłych" Absolutna nowość!
                            www.nepo.pl



                            W czwartek wieczorem Wolszczan powiedział w TVN24, że społeczność
                            akademicka może przestać z nim współpracować: - Po prostu skończy
                            się ta część mojej historii kontaktów z Polską. I to chyba z dnia na
                            dzień. Sądzę, że wiele projektów, które trwały i trwają, już legło w
                            gruzach.

                            Spytaliśmy toruńskich astronomów, czy są gotowi nadal pracować z
                            prof. Wolszczanem? Większość z nich uważa, że fakt współpracy
                            uczonego z bezpieką nie zamyka drogi do wspólnych badań. - Z mojego
                            osobistego punktu widzenia byłoby zupełnie niezrozumiałe, gdyby
                            został poddany jakiemuś ostracyzmowi naszego środowiska. Wręcz
                            przeciwnie, uważam, że jest wiele osób, które go wspierają i
                            szanują - mówi dr hab. Krzysztof Goździewski z Centrum Astronomii
                            UMK.

                            Prof. Michał Hanasz z CA UMK: - Z naszej strony nie ma żadnych
                            przeszkód, uśredniając opinie w środowisku.

                            Naukowcy nie ukrywają, że doniesienia o współpracy Wolszczana z SB
                            to dla nich przykra niespodzianka, ale podkreślają jego zasługi dla
                            rozwoju polskiej astronomii: pomoc w udziale naszych uczonych w
                            międzynarodowych projektach badawczych, wspólne badania nad
                            pulsarami, promowanie doktorów, cykliczne wykłady dla studentów. -
                            Uczestniczyliśmy w budowie teleskopu SALT w RPA. To był projekt,
                            który prof. Wolszczan przywiózł nam niemal gotowy - mówi dr hab.
                            Andrzej Niedzielski z CA UMK.

                            W wart 28 mln dolarów teleskop Polska zainwestowała prawie 3 mln
                            dolarów, uzyskując dzięki temu 10 proc. czasu obserwacyjnego.

                            Ponadto zespół Niedzielskiego poszukuje planet pozasłonecznych za
                            pomocą 10-metrowego teleskopu HET w Teksasie. To urządzenie
                            zbudowane za pieniądze m.in. Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii.
                            Pracuje tam Wolszczan i dzięki niemu torunianie mogli rozpocząć w
                            2004 r. swoje badania nie płacąc Amerykanom ani złotówki. Obecnie
                            monitorują ok. tysiąca gwiazd. Odkryli już pierwsze planety, więc
                            projekt "broni się sam", ale przez pierwsze trzy lata, kiedy nie
                            było wyników, decydujące było poparcie Wolszczana. Współpraca z
                            Amerykanami będzie kontynuowana. - Poszerzamy nasze poszukiwania o
                            gwiazdy typu słonecznego i gwiazdy na innych etapach rozwoju, bo
                            dotychczas śledziliśmy głównie tzw. olbrzymy, czyli obiekty
                            zaawansowane ewolucyjnie - mówi Niedzielski.

                            Sceptycznie o dalszej współpracy z Wolszczanem wypowiada się za to
                            dr inż. Jerzy Usowicz z CA UMK: - Decyzja należy do niego, bo to on
                            znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Jednak spodziewałem się po
                            nim czegoś więcej. Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale jeśli człowiek
                            zbłądzi, trzeba powiedzieć: Tak, zbłądziłem. Takie słowa nie padły,
                            więc trudno mówić, że pracownicy przywitają go z otwartymi ramionami
                            i powiedzą, że nic się nie stało. Dlaczego tak mało mówi się o
                            normach moralnych? Naukowców - także w Stanach Zjednoczonych -
                            obowiązuje przecież kodeks postępowania etycznego.

                            Dalsze losy prof. Wolszczana na toruńskim uniwersytecie rozstrzygną
                            się na początku października. Rektor prof. Andrzej Radzimiński omówi
                            jego sprawę z komisją doradczą pod kierownictwem prof. Stanisława
                            Salmonowicza. W środę rektor zapowiedział w oświadczeniu, że "jest
                            zainteresowany pełnym i rzetelnym zbadaniem faktów i okoliczności
                            związanych z kontaktami prof. Wolszczana z SB".

          • Gość: aleksander Re:Kolejny przykład kompromitacji umk w Toruniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.08, 21:32
            Krajewski: z detalami i po nazwisku
            Prawnicy uniwersytetu popełnili błąd, ograniczając dostęp do jawnych
            informacji
            Alicja Cichocka, Poniedziałek, 22 Września 2008


            UMK upubliczni ekspertyzę komisji, która uznała habilitację prof.
            Mirosława Krajewskiego za niesamodzielną. W bydgoskim sądzie
            administracyjnym zapadł właśnie wyrok w tej sprawie.

            250 zł - tyle toruński uniwersytet w Toruniu musi zwrócić Markowi
            Wrońskiemu tytułem kosztów procesowych za przegraną sprawę w
            Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym.

            Redaktor, znany z miesięcznika „Forum Akademickie”, od lat tropi
            kanty naukowe w Polsce. Wytropione przez niego czarne owce
            środowiska akademickiego opisuje z detalami i po nazwisku. Tak miało
            być i w przypadku prof. Mirosława Krajewskiego.

            Po 13 latach od obrony habilitacji na UMK praca eksposła Samoobrony
            okazała się naukowym kantem. Komisja historyków UMK ustaliła, że nie
            była pisana samodzielnie. Uczelnia podała do publicznej wiadomości
            wyniki naukowego śledztwa. Jednak z niejasnych powodów do samego
            sprawozdania odmawiała dostępu. Wroński poszedł z UMK do sądu.

            Reklama
            - Dokument nie miał znamion informacji publicznej - przedstawia
            opinię uniwersyteckich prawników rzecznik UMK, Marcin Czyżniewski.

            Ale prawnicy pomylili się. Wojewódzki Sąd Administracyjny nie tylko
            stwierdził, że te informacje są jawne. Nakazał upublicznienie
            sprawozdania albo jednoznaczną odmowę jego wydania (Wroński w pozwie
            skarżył dziekana historii o bezczynność).

            Redaktor ma jednoznaczny pogląd na to, dlaczego nie udostępniano
            sprawozdania.

            - Ilość braków i zapożyczeń w tej habilitacji kompromituje
            recenzentów z uniwersytetu - mówi. Zapowiada też, że jeśli UMK
            odmówi mu wglądu do ekspertyzy, znów pójdzie do sądu. - A z takim
            orzeczeniem wygram po raz kolejny - nie ma wątpliwości.

            Rektor UMK, prof. Andrzej Radzimiński, już zapowiedział, że dokument
            będzie jawny. Uczelnia wyciągnęła z tej sprawy wnioski. Chce
            wzmocnić swój dział prawny.

                • Gość: są następni Re: UMK SB-ekami stoi .Dna moralne precz od młodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.08, 09:24
                  „Lange”, „Dux”, „Kosmos” i inni
                  Alicja Cichocka, Adam Luks, Piątek, 26 Września 2008


                  W toruńskim Centrum Astronomii wrze. Z akt dotyczących agenturalnej
                  przeszłości prof. Aleksandra Wolszczana wynika, że w środowisku
                  toruńskich astronomów działało jeszcze pięciu innych tajnych
                  współpracowników SB.

                  Oprócz TW „Lange” środowisko toruńskich astronomów infiltrowało
                  przynajmniej pięciu innych agentów. Zachowały się ich donosy, m.in.,
                  na Wolszczana. / Fot. Adam Zakrzewski
                  TW „Dux”, TW „Orion”, TW „Kosmos” (lub „Cosmos”), TW „Omega”,
                  TW „Profesor”. Te pięć pseudonimów z mniejszą lub większą
                  regularnością przewija się w aktach dotyczących profesora
                  Wolszczana, które znajdują się w bydgoskiej delegaturze Instytutu
                  Pamięci Narodowej. W liczącej ponad 300 stron dokumentacji figuruje
                  dodatkowo kilka tak zwanych kontaktów operacyjnych (forma współpracy
                  z SB różniąca się od TW tylko drobnymi niuansami, m.in., brakiem
                  wymogu złożenia pisemnego zobowiązania. Jako KO działali często
                  członkowie PZPR, których oficjalnie można było werbować jedynie za
                  zgodą władz wojewódzkich partii).

                  Mówić mało, dobrze albo nic

                  Między innymi na podstawie charakterystyki przeprowadzonej w
                  listopadzie 1972 r. przez KO „Sabina” („Magister Wolszczan jest
                  dobrze zapowiadającym się naukowcem z dziedziny radioastronomii.
                  Jest również dobrze ustosunkowany do naszego państwa”)
                  funkcjonariusze SB zainteresowali się młodym Wolszczanem, wówczas
                  asystentem w Zakładzie Radioastronomii UMK. Niedługo potem, na
                  początku 1973 roku, Wolszczan został pozyskany do współpracy.
                  Podpisał oświadczenie, w którym zobowiązał się „zachować w ścisłej
                  tajemnicy wojskowej i państwowej przebieg prowadzonych rozmów i
                  udzielonych informacji oficerowi Kontrwywiadu Polski Ludowej o
                  osobach i faktach interesujących tę służbę”. Określił też, że
                  przekazywane informacje będzie podpisywał pseudonimem „Lange”.

                  Reklama
                  Do 1981 roku Wolszczan aż 48 razy spotykał się z oficerami SB.
                  Sporządzał raporty ze swoich wyjazdów zagranicznych, przekazywał
                  informacje o pracownikach Instytutu Astronomii UMK. Według raportów
                  funkcjonariuszy SB, były to dane „o istotnej treści operacyjnej”. W
                  charakterystyce Wolszczana sporządzonej 24 lutego 1973 roku
                  zapisano: „Na szczególną uwagę operacyjną zasługują informacje
                  dotyczące profesora Wielebińskiego”. Prof. Ryszard Wielebiński był
                  wówczas dyrektorem Instytutu Maksa Plancka w Bonn. Właśnie na jego
                  zaproszenia Wolszczan wielokrotnie wyjeżdżał na zagraniczne
                  stypendia.

                  - Mnie też esbecja wzywała, gdy wróciłem z Holandii. Trzeba było
                  mieć odwagę, aby odmówić współpracy - mówi dr Jerzy Usowicz. / Fot.
                  Jacek Smarz
                  Profesor Wolszczan zupełnie inaczej przedstawia dziś charakter
                  ówczesnej współpracy: „Rozmawiając z tymi ludźmi starałem się
                  formułować i przekazywać sygnały i sprawy, o których i tak było
                  przecież powszechnie wiadomo. Kiedy pytano mnie o osoby, starałem
                  się trzymać prostej zasady: mówić mało, dobrze, ogólnikowo albo nie
                  mówić nic” - pisze w swoim oświadczeniu do mediów.

                  Postawa dyrektora „niewłaściwa”

                  Z perspektywy czasu trudno jednoznacznie uznać przekazywane przez
                  TW „Langego” informacje za szczególnie istotne. W większości
                  rzeczywiście są to treści ogólnikowe. W kilku przypadkach Wolszczan
                  ewidentnie wykręca się od powierzanych mu przez esbecję zadań. Tak
                  jak w 1977 roku, kiedy w Toruniu odbywało się Kolokwium
                  Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Do miasta przyjechało 80 osób,
                  głównie naukowcy z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.
                  Wydarzenie pozostawało w szczególnym zainteresowaniu SB. „Lange”
                  zawiódł jednak. „W związku ze zmianą mieszkania i urządzania go,
                  bardzo mało czasu spędzałem w pracy, dlatego nie posiadam informacji
                  z terenu uczelni” - napisał w raporcie.

                  Również opracowywane na polecenie SB charakterystyki pracowników
                  Instytutu Astronomii zawierały bardzo ogólnikowe informacje, a
                  często wręcz pochwały pod ich adresem. Zastanawiającym wyjątkiem
                  jest tutaj profesor Stanisław Gorgolewski, wieloletni dyrektor
                  Instytutu Astronomii UMK.

                  „Bez końca konstruujemy aparaturę elektroniczną. Wszystkie
                  poważniejsze prace powstają w czasie wyjazdów zagranicznych.W skali
                  21 lat funkcjonowania placówki dało to fatalne rezultaty” - narzekał
                  TW „Lange” na sytuację w Zakładzie Radioastronomii w raporcie dla SB
                  z sierpnia 1978 roku.

                  Prof. Stanisław Gorgolewski był wyjątkowo ostro krytykowany w
                  donosach TW „Langego” / Fot. Adam Luks
                  Wolszczan kilkakrotnie podkreślał, że winny tego stanu rzeczy jest
                  profesor Gorgolewski. W notatce z sierpniowego spotkania Wolszczana
                  z SB czytamy: „Postawa dyrektora nie była właściwa, co doprowadzało
                  pracowników do frustracji, obniżyło poziom naukowy instytutu”.

                  TW „Lange” donosi o konkretnych przewinieniach swojego
                  przełożonego: „Niesłychanie formalistyczne załatwianie nawet
                  najprostszych spraw, faworyzowanie osób, które lubi, prześladowanie
                  osób, do których czuje niechęć. Wykorzystuje w tym celu swoją
                  pozycję. Doprowadza do powstania bardzo napiętych stosunków
                  personalnych w instytucie”.

                  - Szkoda, że nigdy nie miał odwagi powiedzieć mi o tych
                  zastrzeżeniach prosto w oczy - ubolewa 82-letni dziś profesor
                  Gorgolewski. - To przykre, że dowiaduję się o takich sprawach po
                  tylu latach i w dodatku od dziennikarzy.

                  „Dux” i „Profesor” o „Lange”

                  Donosił jednak nie tylko TW „Lange”, donoszono również na niego. TW
                  ukrywający się pod pseudonimem „Dux” w raporcie z października 1978
                  r. tak opisywał relacje Wolszczana i Gorgolewskiego: „Byłem
                  świadkiem rozmowy, w której S. Gorgolewski powiedział o Aleksandrze
                  Wolszczanie: - Należy do osób, które robią tylko to, co przynosi im
                  osobiste zadowolenie i korzyści. Unika pracy społecznej. Pracuje
                  głównie w Toruniu z dala od Zakładu Radioastronomii, uważa przyjazdy
                  do Piwnic za durne i bezsensowne. Nastawiony jest na zbieranie
                  materiałów za granicą. Uważa, że mało zarabia, że tylko dzięki
                  wyjazdom może się podnieść finansowo”.

                  Inny agent - TW „Profesor” - tak scharakteryzował Wolszczana podczas
                  jednej z rozmów z esbekiem: „Człowiek zafascynowany Zachodem, pracę
                  naukową w kraju traktował jako okres kwarantanny przed następnym
                  wyjazdem”.

                  - Dziś nie można uczciwie rozmawiać o tamtych czasach - uważa prof.
                  Andrzej Kus / Fot. Adam Zakrzewski
                  Rozmowa miała miejsce w 1982 roku, już po wyjeździe Wolszczana do
                  USA, kiedy to urwały się jego kontakty z SB. Oficjalnie współpracę
                  zawieszono w 1988 roku.

                  Astronomowie o Wolszczanie

                  W teczce TW „Langego” znaleźć można również wzmianki o
                  innych „równoległych źródłach informacji” (TW „Orion”, TW „Kosmos”,
                  TW „Omega”). Takie „krzyżowe” donoszenie było z punktu widzenia
                  esbecji niezbędne dla upewnienia się co do wiarygodności
                  poszczególnych agentów.

                  - Nie chcę snuć domysłów, kto kryje się pod tymi pseudonimami - mówi
                  profesor Jan Hanasz z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii
                  Nauk w Toruniu, w latach 80. aktywny opozycjonista, który zasłynął
                  organizacją Radia „S” w Toruniu oraz spektakularnymi akcjami,
                  polegającymi na emisji solidarnościowych haseł w telewizorach przy
                  użyciu specjalnie skonstruowanego sprzętu. - Jestem „ścisłowcem” i
                  wolę opierać się na faktach. Przyznam jednak, że tak jak dotąd nie
                  miałem jakiejś szczególnej potrzeby przeglądania zgromadzonych na
                  mój temat donosów, po ostatnich zdarzeniach zaczynam tak
                  • Gość: rafal Re: UMK SB-ekami stoi .Dna moralne precz od młodz IP: *.chelmno.mm.pl 26.09.08, 10:55
                    mimo wszystko powinniśmy jasno rozgraniczyć dwie sprawy. Prof. Wolszczan nigdy
                    nie był i nie powinien być stawiany jako autorytet moralny - bo mimo wszystko
                    (chociaż mówię to z niemałym żalem) wielu naukowców za taki przykład branych być
                    nie może. Ale nie możemy mu odmówić jego osiągnięć naukowych...

                    Jestem daleki od stawiania kogokolwiek pod ścianą. Czasy były jakie były.
                    Owszem, wielu ludzi swoim agenctwem skrzywdziło innych, ale tutaj nie wygląda na
                    coś takiego.

                    A odnośnie wzajemnego donoszenia na siebie - nie od dziś wiadomo, że środowisko
                    naukowe jest dość zawistne...
                  • Gość: ciąg dalszy Re: UMK SB-ekami stoi .Dna moralne precz od młodz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.08, 12:44
                    taką potrzebę odczuwać.

                    W kwestii samego Wolszczana profesor Hanasz nie chce formułować
                    kategorycznych sądów: - Wydaje się, że donosy Wolszczana
                    rzeczywiście nie wyrządziły większych szkód w naszym toruńskim
                    środowisku. Z drugiej strony określenie „nieszkodliwy donos” budzi
                    we mnie sprzeciw. Nie można było przecież mieć pewności, jaka
                    informacja wzbudzi akurat niezdrowe zainteresowanie esbeków. Ale,
                    szczerze mówiąc, ważniejsze od tego, co minęło, jest dla mnie to, co
                    dzieje się obecnie. Mimo wszystko oczekiwałem teraz ze strony
                    Wolszczana uznania swojej winy i jakiejś skruchy. Niestety, nie
                    doczekałem się.

                    Podobnie uważa dr Jerzy Usowicz z Katedry Radioastronomii UMK: -
                    Trzeba mieć odwagę cywilną, żeby przyznać się do błędu i przeprosić.
                    Tymczasem Wolszczan staje na pozycji oskarżającego. Atakuje, że mu w
                    życiu prywatnym grzebią. Taka postawa jest naganna i wymaga
                    napiętnowania. Mnie też SB wzywało, gdy wróciłem z Holandii,
                    podobnie jak i innych naukowców. Wielu miało jednak tę odwagę, aby
                    odmówić współpracy.

                    W środowisku toruńskich astronomów nie brakuje również obrońców
                    Wolszczana. Jednym z największych jest profesor Andrzej Kus,
                    dyrektor Centrum Astronomii UMK: - Nikt nie zadaje sobie pytania,
                    kim Wolszczan wtedy był. Nie słynnym naukowcem, tylko chłopakiem po
                    studiach. Miał tak lekceważący stosunek do esbecji, że dla niego ta
                    współpraca zupełnie nic nie znaczyła. Ale dziś nie można uczciwie i
                    spokojnie rozmawiać o tamtych czasach, bo człowiek od razu staje się
                    agentem. I jest skończony.

                    Zapytany o donosy na swój temat, Kus odpowiada: - Nawet jeśli był
                    przepytywany z naszych rozmów, dla mnie nie jest to donoszeniem.
                    Zresztą jaką te nasze rozmowy miały wtedy wartość? Wielu kolegów
                    było wówczas zaangażowanych w opozycyjność, gdyby w środowisku
                    działali agenci, w pełnym tego słowa znaczeniu, ci ludzie
                    siedzieliby przecież w więzieniu. Dlatego nie wierzę w tę
                    dwulicowość. Było raczej odwrotnie. Wolszczan grał, to był jego
                    kamuflaż. Gdyby otwarcie stawiał się esbecji, nie byłoby teraz
                    Wolszczana. Te nic nieznaczące donosy uznaję za cenę, jaką zapłacił
                    za swój sukces. Dla mnie Wolszczan pozostanie człowiekiem godnym
                    szacunku.

                    Inni TW

                    W sprawie pozostałych tajnych współpracowników SB, infiltrujących
                    środowisko pracownicy Centrum Astronomii nie chcą się wypowiadać.
                    Rzecznik prasowy UMK, Marcin Czyżniewski, zapewnia, że obecnie
                    rektor ma informacje dotyczące wyłącznie TW „Langego”. Z wszelkimi
                    dodatkowymi pytaniami odsyła do profesora Wojciecha Polaka,
                    kierującego zespołem historyków badających tę tematykę.

                    - W tej chwili mogę powiedzieć tylko tyle, że sprawa analizowana
                    jest kompleksowo - mówi profesor Polak.

                    • Gość: ?? Re: UMK wraca do normalności? Czy był kiedy normal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.08, 13:49
                      Uniwersytet wraca do normalności
                      Toruńska uczelnia nie chce dokładać do kształcenia zaocznych. Chce
                      postawić na studia podyplomowe
                      Alicja Cichocka, Poniedziałek, 29 Września 2008


                      - Boom edukacyjny wymusił na nas obniżenie poziomu studiów -
                      przyznaje w rozmowie z Nowościami rektor UMK, prof. Andrzej
                      Radzimiński. Zapowiada zmiany.


                      Prof. Andrzej Radzimiński, rektor UMK / Fot. Archiwum
                      Szacujecie Państwo, na ile w tym roku „tąpną” studia niestacjonarne?

                      Trudno o precyzyjną odpowiedź, bo rekrutacja jeszcze trwa. Na pewno
                      nie rozpoczniemy kształcenia na pierwszym roku biologii oraz
                      filozofii. Niewielka liczba kandydatów powoduje, że szacowane koszty
                      kształcenia przekraczają wpływy z czesnego. Takiej sytuacji nie
                      można akceptować. Do tej listy trzeba jeszcze dodać stacjonarne
                      studia polonistyczne prowadzone w naszym Ośrodku Dydaktycznym w
                      Grudziądzu. Sytuacja najlepiej przedstawia się na kierunkach prawo i
                      administracja

                      Intratne studia niestacjonarne chce Pan zastąpić podyplomowymi i
                      kursami komercyjnymi. Naprawdę wierzy Pan, że da się na tym zarobić?

                      Jest sprawą oczywistą, że wpływy ze studiów niestacjonarnych będą
                      systematycznie malały. Postawimy na inne, odpłatne formy
                      kształcenia. Sądzę, że jesteśmy w stanie prowadzić nawet
                      kilkakrotnie więcej takich studiów podyplomowych, niż to ma miejsce
                      dzisiaj. Będziemy kształcili na zlecenie różnych instytucji. W
                      najbliższym czasie podpiszemy umowę z Izbą Celną w Toruniu na
                      kształcenie celników na studiach podyplomowych, językowych,
                      komputerowych i rozmaitych kursach. Na około pół miliona euro.

                      Na UMK słychać, że uczelnia potrzebuje nie tylko reorganizacji
                      administracji, ale i bilansu zatrudnienia w tym pionie, bo jest
                      przerośnięta kadrowo.

                      Reklama
                      Od stycznia 2009 roku dokonamy przeglądu wszystkich jej działów pod
                      kątem kadrowym i kompetencyjnym. Zastanowimy się nad ich rolą w
                      nowoczesnym systemie zarządzania uczelnią. Warto zobaczyć, jak w
                      istocie wygląda relacja pomiędzy liczbą pracowników
                      administracyjnych, ich kompetencjami i zakresami obowiązków, a także
                      rolą, jaką odgrywają dla uczelni.

                      Będą zwolnienia na UMK?

                      Istota problemu nie polega na zwalnianiu. Obecna struktura
                      administracyjną wywodzi się z lat 80. Potrzebne są w niej zmiany o
                      charakterze strukturalnym. Właśnie został ogłoszony otwarty konkurs
                      na stanowisko kanclerza UMK. Dopiero z nowymi władzami
                      administracyjnymi będą dokonywane oceny działalności poszczególnych
                      działów administracji uczelni. Musimy koniecznie wzmocnić kluczowe w
                      danym momencie dla uczelni działy, m.in. programów strukturalnych i
                      prawny. Za wcześnie jednak mówić, które działy znikną, względnie
                      zostaną zreorganizowane.

                      W kampanii krytykował pan horrendalnie wysokie koszty pośrednie
                      grantów naukowych. Dziś uczelnia kasuje 30 proc. z każdej zdobytej
                      złotówki.

                      Od początku przyszłego roku będziemy pracowali nad zmianą systemu.
                      Rzeczywiście, spora część pracowników naukowo-dydaktycznych narzeka
                      na wysokie obciążenie kosztami pośrednimi grantów badawczych. Musimy
                      więc stworzyć system, który będzie premiował aktywność w zakresie
                      pozyskiwania środków na badania naukowe. Tym samym chcielibyśmy
                      doprowadzić do sytuacji, w której pracownicy uczelni będą
                      pozyskiwali znacznie więcej grantów obciążonych mniejszymi narzutami.

                      Wyznaczył pan kierunek dla uczelni - „rozwój intensywny, a nie
                      ekstensywny”. Co to właściwie oznacza dla studentów i kadry?

                      Nadszedł ponownie czas na skoncentrowanie się na jakości
                      kształcenia, nie zaś na liczbie studentów, szczególnie studiów
                      niestacjonarnych. Boom edukacyjny wymusił na nas - niestety -
                      obniżenie poziomu studiów. Powracamy do uniwersyteckiej normalności.
                      Będziemy dbali o poziom studiów. W sposób bardziej dynamiczny chcemy
                      także zarządzać majątkiem uniwersytetu. Oddawanie do użytku
                      nowoczesnych obiektów naukowo-dydaktycznych musi skutkować
                      pozbywaniem się obiektów niefunkcjonalnych i drogich w eksploatacji.
                      Bardzo poważnie myślimy o sprzedaży budynku przy ul. Sienkiewicza 4,
                      a także - po oddaniu Collegium Humanisticum, budynku Katedry
                      Historii Sztuki i Kultury przy ul. Mickiewicza 121.

      • Gość: e,marcin Re:Kiwernek,specjalizacja? Czy to nie przekręt? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.08, 10:33
        Studenci zamówieni oraz zagubieni
        Toruński UMK ogłosi konkurs na stypendystów kierunków sponsorowanych
        Alicja Cichocka, Piątek, 24 Października 2008


        PROBLEM:

        - Jesteśmy studentkami nowo otwartej na toruńskim uniwersytecie
        agrobiotechnologii. Są to studia sponsorowane przez ministerstwo
        nauki i szkolnictwa wyższego - informują Czytelniczki. - Jak się
        dowiedziałyśmy, UMK nie prowadzi takiego kierunku, a wszyscy
        przyjęci na studia „zamawiane” są studentami biotechnologii.
        Próbowałyśmy dowiedzieć się w dziekanacie, czy mamy szansę na
        wysokie stypendium w kwocie tysiąca złotych, ale zostałyśmy zbyte.
        Kto ma szanse na takie stypendia?

        WYJAŚNIENIE:

        Reklama
        - Agrobiotechnologia to nie jest nowy kierunek, lecz specjalizacja
        realizowana w ramach istniejącej od kilku lat biotechnologii.
        Wszyscy przyjęci na tę specjalizację będą mogli starać się o takie
        stypendium - mówi Marcin Czyżniewski, rzecznik uczelni. - Jest już
        regulamin stypendium. Najprawdopodobniej w listopadzie ogłosimy
        konkurs dla studentów. Ministerstwo zapowiedziało, że chce aby do
        końca roku pierwsze pieniądze z wyrównaniem od października wpłynęły
        na konta „sponsorowanych” studentów.

        Resort zamówił na UMK studia na kierunku automatyka i robotyka oraz
        na dwóch specjalizacjach: agrobiotechnologii oraz matematyce i
        ekonomii w finansach (na kierunku matematyka).

          • Gość: lin Re:UMK=e-SB-ecja i plagiatowo?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.08, 09:02
            Kolejne plagiaty u toruńskich studentów UMK
            Maciej Czarnecki2008-11-03, ostatnia aktualizacja 2008-11-02 18:29

            Przypadek studentki toruńskiego uniwersytetu, która splagiatowała
            magisterkę, nie był wyjątkiem. UMK wszczyna dwie nowe sprawy o
            plagiat i zapowiada ostrzejszą walkę z tym nielegalnym procederem
            W lipcu br. toruński uniwersytet podjął precedensową decyzję:
            odebrał tytuł magistra absolwentce filozofii Emilii P. Powód
            decyzji? Ponad połowa jej pracy magisterskiej była kompilacją
            monografii poznańskiego uczonego, o czym kobieta nie wspomniała w
            przypisach.

            - Wydawało się, że będzie to dla studentów pewna przestroga - mówi
            prof. Witold Wojdyło, prorektor ds. studenckich UMK. - Niestety, już
            na początku swojego urzędowania [czyli we wrześniu - red.] wszcząłem
            dwie procedury dotyczące podobnych problemów. Ponadto nowo powołani
            rzecznicy dyscyplinarni informują o dalszych sprawach. Wszystkie te
            przypadki dotyczą plagiatów prac magisterskich, tym razem na innych
            wydziałach niż humanistyczny. Za wcześnie jeszcze mówić o
            szczegółach, bo od miesiąca dwie wymienione przeze mnie sprawy
            badają biegli i rzeczoznawcy. Wszystko wskazuje jednak, że to, co
            wykryli promotorzy, nosi znamiona kradzieży intelektualnej.



            Jak dowiedziała się "Gazeta", obie sprawy dotyczą wydziału nauk
            pedagogicznych UMK. Uczeni, którzy prowadzili seminaria
            magisterskie, nabrali podejrzeń co do oryginalności prac od razu po
            ich przeczytaniu. Studenci nie zostali dopuszczeni do obrony, a
            jeśli opinie biegłych potwierdzą przypuszczenia promotorów, uczelnia
            zawiadomi prokuraturę. Ponadto studiującym będzie grozić
            postępowanie dyscyplinarne i wydalenie z UMK.

            W nieoficjalnych rozmowach naukowcy z toruńskiej uczelni przyznają,
            że problem niesamodzielnej pracy studentów istniał od dawna, ale
            dopiero niedawno zaczęto o nim mówić. - W ostatnich kilku latach
            były pojedyncze próby niesamodzielnego pisania prac, co prawda nie
            magisterskich, a zaliczeniowych - potwierdza rzecznik UMK Marcin
            Czyżniewski. - Trudno więc mówić o wzroście liczby plagiatów. Po
            prostu po sprawie Emilii P. media zaczęły poświęcać tego typu
            zjawiskom więcej uwagi, a my baczniej się wszystkiemu przyglądać.

            By zapobiec próbom oszustwa, na wszystkich kierunkach promotorzy
            informują podczas seminariów licencjackich i magisterskich o
            regułach dotyczących cytowania i podkreślają wagę problemu. Na
            większości studiów są też przedmioty związane z metodologią badań.
            Władze uczelni sceptycznie podchodzą do skuteczności komputerowych
            programów anytplagiatowych, woląc "wychowywać" studentów. Tyle że -
            jak widać - to nie wystarczy. Stąd nowe pomysły. - Ciekawą
            propozycję zmian przepisów przygotowały władze wydziału
            humanistycznego - mówi prorektor Wojdyło. - Chodzi o to, by pewne
            rozwiązania, włącznie z surowym karaniem, rozciągnąć także na niższe
            stopnie pracy naukowej, takie jak kolokwia, prace pisemne. To
            projekt, który musi być zbadany. Zamierzam powołać specjalistyczną
            komisję, złożoną między innymi z prodziekanów i pracowników
            naukowych z wydziału prawa, by wcielić ten pomysł w życie na UMK.

            - Nikt nie wie, ile rzeczywiście jest plagiatów, bo część z nich
            pozostaje zapewne niewykryta - komentuje jeden z toruńskich
            naukowców. - Na rynku ukazuje się ogromna liczba publikacji, także w
            internecie, i uczeni nie są w stanie tego wszystkiego czytać.
            Najważniejsza rzecz to dobry kontakt promotora ze studentem.
            Profesor, który zna możliwości i potencjał intelektualny
            seminarzystów, łatwiej rozpozna, spod czyjego pióra wyszły ich prace.

            Podobnego zdania jest wielu uczonych z UMK. - Na naszym wydziale, na
            szczęście, nie było jeszcze plagiatów prac magisterskich - mówi
            prof. Włodzimierz Karaszewski z wydziału ekonomii i zarządzania
            UMK. - Każdy z nas stara się przekonywać studentów, że oszustwo
            intelektualne jest czymś nagannym i niegodziwym. Z drugiej strony,
            prace pisane na naszym wydziale mają charakter prac empirycznych, co
            samo w sobie jest pewnym sposobem zapobiegania plagiatom.

            RAMKA

            Sprawa Emilii P.

            Pochodząca z Mogilna Emilia P. napisała pracę "Kant. Zasady poznania
            i pojmowania świata". Obroniła ją na czwórkę w czerwcu ub.r. Jednak
            uczelnia nabrała podejrzeń, że jej dzieło o filozofie z Królewca
            jest oszustwem intelektualnym, i zawiadomiła prokuraturę. Śledczy
            ustalili, że 38 z 58 stron pracy stanowi kompilację książki "Kant.
            Samoświadomość i poznanie dyskursywne" dr. hab. Marka Kilijanka z
            Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kobieta broniła się,
            twierdząc, że dzieło poznańskiego naukowca nie pojawia się w
            przypisach, bo korzystała z notatek znajomego studenta z UAM. Proces
            skończył się w kwietniu br. Sędzia orzekł, że Emilia P. popełniła
            przestępstwo i skazał ją nieprawomocnym wyrokiem na osiem miesięcy
            robót społecznych w zawieszeniu. Decyzję o odebraniu kobiecie tytułu
            magistra pozostawił uczelni.

            maciej.czarnecki@torun.agora.pl


              • Gość: lin Re:UMK=e-SB-ecja i plagiatowo?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.08, 12:01
                Gość portalu: rafal napisał(a):

                > wśród tylu tysięcy studentów zawsze znajdą się czarne owce. I
                oczywiście - UMK
                > jest beznadziejne, złe itp. bo walczy z plagiatami :D
                >
                > gratuluje logicznego myślenia :)

                UMk to bodajże najbardziej zakłamana komusza szkoła w
                Polsca,zamiatająca swoje smieci pod dywan i szczycąca się swoim
                pozornym poziomem.Czyżby tych śmieci tyle się nazbierało ,że dywan
                zaczął unosić się ku górze?

                • Gość: rafal Re:UMK=e-SB-ecja i plagiatowo?? IP: 158.75.42.* 03.11.08, 14:57
                  > UMk to bodajże najbardziej zakłamana komusza szkoła w
                  > Polsca,zamiatająca swoje smieci pod dywan

                  aż tyle tych szkół znasz? Wszystkie obskoczyłeś? Konkrety, konkrety...

                  > zamiatająca swoje smieci pod dywan

                  Chyba akcje w stylu procesy wytaczane plagiatorom wskazują na coś innego...

                  > szczycąca się swoim
                  > pozornym poziomem

                  Tu oczywiście wiele zależy od kierunku/wydziału.
                  Przykładowo - czyżby druga chemia w kraju to efekt doskonałego marketingu UMK...?

                  > Czyżby tych śmieci tyle się nazbierało ,że dywan zaczął unosić się ku górze?

                  Na UMK nie ma dywanów. Gdzieniegdzie w nowszych budynkach są marmury ;)
            • Gość: ilu jeszcze? Re:Ujawniono następnego kapusia "Oriona" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.08, 08:53
              Naukowiec z UMK przyznał się do współpracy z SB
              mar, IAR2008-11-13, ostatnia aktualizacja 2008-11-13 09:35
              Kolejny naukowiec Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przyznał
              się do współpracy z SB. Szef astronomów profesor Andrzej Kus był
              tajnym współpracownikiem bezpieki o pseudonimie "Orion" przez 17
              lat.

              Fot. umk.pl
              Strona internetowa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
              ZOBACZ TAKŻE
              Wolszczan: Wszystkich kolegów i współpracowników przepraszam (23-10-
              08, 18:09)
              Wolszczan zrezygnował z profesury na UMK (08-10-08, 15:36)
              O swojej przeszłości poinformował rektora uczelni, a podczas
              posiedzenia rady wydziału przeprosił swoich kolegów. Jak mówił, do
              ujawnienia sprawy skłoniła go wrzawa medialna wokół profesora
              Aleksandra Wolszczana.

              Do teczki profesora Kusa dotarli miejscowi dziennikarze. Wynika z
              niej, że naukowiec został zwerbowany do współpracy w 1972 roku, tuż
              przed wyjazdem stypendialnym do Anglii. Od tego momentu spotykał się
              z oficerami SB 81 razy. Uwamwiane telefonicznie rozmowy odbywały się
              w hotelach, parkach, samochodach i mieszkaniach operacyjnych. W
              latach 70-tych i 80-tych wyjeżdżał wielokrotnie za granicę a przed
              każdą podróżą dostawał listę zadań. Wśród dokumentów zebranych w
              drugiej połowie lat 70. są donosy na niemal wszystkich ówczesnych
              pracowników ośrodka w Piwnicach i Astronomów z Polskiej Akademii
              Nauk. Za przekazywanie informacji profesor Kus miał brać pieniądze i
              prezenty.
              • Gość: Paweł Re:Ujawniono następnego kapusia "Oriona" IP: *.adsl.inetia.pl 14.11.08, 20:19
                Żałuje was bo niewicie co piszecie .
                1. Bierzemy pod uwagę pana prof. Aleksander Wolszczan w stanach zjednoczonych
                piętnują komunistów to dlaczego go przyjęli z otwartymi rękoma.
                2. Nie znaliście sytuacji tamtych czasów prof Wolszczan żeby choćby wyjechać za
                granice musiał podpisać lojalkę (no tak poco szerzyć wiedzę i imię polskich
                uniwersytetów)

                UMK to moloch no tak bo to jest olbrzymi uniwersytet co przeszkadza wam to ze ma
                dużo kierunków może zazdrościcie tych dużych budynków
                a może macie kompleksy bo chodzicie do uniwersytetu gdzie oblali was profesorzy
                z UMK ,no tak trzeba mieć swoich prof

                Co do poziomu nie na wszystkich kierunkach jest taki sam powiedzmy ze niektóre
                kierunki są nowe a czy takie kierunki jak Prawo Chemia Fizyka co z tego ze
                ludzie po tych kierunkach z UMK maja prace przecież słaby poziom ...... nc

                Tak najlepiej pozbyć się jednego z najlepszych Uniwersytetów i promować Szkołę
                Wyższa ludzie zanim będziecie pisać jakiekolwiek bzdury zastanówcie się i
                przeanalizujcie wcześniejsze posty



                    • Gość: skandal Re:"Wybitny " naukowiec poseł Z. Girzyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 12:43
                      Płatny urlop posła
                      Dotychczas wyrabiał całe pensum w poniedziałki, ucząc od świtu do
                      wieczora
                      Małgorzata Oberlan, Czwartek, 20 Listopada 2008


                      Rada Wydziału Nauk Historycznych UMK zgodziła się, by doktor
                      Zbigniew Girzyński wziął pół roku płatnego urlopu naukowego. Poseł
                      ma pisać rozprawę habilitacyjną, o której temat nikt nie pytał.

                      Poseł Zbigniew Girzyński lubi łączyć sport z polityką / Fot. Jacek
                      Smarz
                      - We wniosku o urlop doktor nie określił, czego jego praca
                      habilitacyjna ma dotyczyć. Na posiedzeniu rady nikt o to nie pytał,
                      nie było żadnej dyskusji. Większością głosów wniosek o urlop
                      zaakceptowano - mówi Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK, który
                      osobiście uczestniczył w obradach. Zainteresowania badawcze
                      pozostają tajemnicą nawet dla najbliższych współpracowników posła. W
                      Zakładzie Historii Powszechnej i Polski po 1945 Roku pracuje 2
                      profesorów i 3 adiunktów. - Sam chętnie przeczytam w gazecie, o
                      jakiej tematyce dzieło naukowe przygotowuje doktor Girzyński - mówi
                      prof. Jan Szilling. - Doktor jest moim wychowankiem, pisał u mnie
                      magisterkę, ale potem nasze drogi naukowe się rozeszły. Tematyki
                      habilitacji nie zna także dr hab. Waldemar Chorążyczewski, zastępca
                      dyrektora Instytutu Historii i Archiwistyki. Może za to wystawić
                      posłowi jak najlepsze świadectwo z dotychczasowej pracy na uczelni. -
                      Miał do wypracowania pensum, jak każdy inny adiunkt, czyli 210
                      godzin rocznie. Świetnie sobie radził. To dało się tak zorganizować,
                      że prowadził zajęcia ze studentami tylko w poniedziałki - mówi.

                      „Nowości”: - Naprawdę? A dyżury?

                      Dr hab. Chorążyczewski: - To spokojnie daje się skumulować. Od
                      godziny 8.00 do 20.00 zajęcia, z przerwą na obiad i dyżur ze
                      studentami. Jeśli doktorowi coś wypadło, to zawsze to odpracowywał.

                      Reklama
                      Teraz, jeśli tylko rektor UMK wyrazi zgodę, poseł Girzyński zajęć
                      prowadzić nie będzie. Na płatnym urlopie ma oddać się pracy
                      naukowej. Oczywiście, nadal z poświęceniem sprawować będzie mandat.
                      Jest członkiem Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, co łączy się z
                      wyjazdami. Wczoraj był jeszcze w Mołdawii, dlatego nie odbierał
                      komórki. Ostatni dyżur poselski miał 30 października. Następny
                      oficjalny termin to dopiero 26 listopada. Jak widać, Girzyński nie
                      dyżuruje tradycyjnie, jak inni, w poniedziałki.

                      Z tego, jak wykorzystał urlop naukowy, poseł nie będzie się musiał
                      przed UMK rozliczać. - Nie ma takiego wymogu - mówi Marcin
                      Czyżniewski.

                      Prawo do płatnego urlopu daje naukowcom raz na 7 lat ustawa o
                      szkolnictwie wyższym. Podkreślono w niej, m.in. że urlopowany w ten
                      sposób naukowiec nie może wówczas świadczyć innej pracy ani
                      prowadzić biznesu. Statuty uczelni precyzują zapisy ustawowe. W
                      dokumencie UMK (par. 114) czytamy, że urlopu na habilitację rektor
                      może udzielić, „jeżeli jest to odpowiednio uzasadnione stopniem
                      zaawansowania rozprawy habilitacyjnej i dorobkiem naukowym
                      nauczyciela akademickiego oraz potrzebami kadrowymi uniwersytetu”.
                      Rzecznik UMK tymczasem informuje, że habilitacja Girzyńskiego nie
                      jest zaawansowana. - Doktor chce ją dopiero przygotowywać - mówi
                      Czyżniewski.

                      • Gość: ????? Re: Studenci umk nabici w butelkę????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.08, 14:31
                        Studia zamawiane lekko naciągane
                        Czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uzna argumenty
                        studentów?
                        Alicja Cichocka, Sobota, 22 Listopada 2008


                        Studenci biotechnologii UMK zaczynają żałować, że dali się namówić
                        na lukratywne studia sponsorowane. Wysokie stypendia nie trafią do
                        najlepszych.

                        Rozczarowani są dwukierunkowi studenci zamówionej biotechnologii
                        UMK. Do kolejnych studiów przekonało ich, między innymi, wysokie
                        stypendium - tysiąc złotych miesięcznie dla najlepszych. Na
                        pieniądze nie mają co liczyć.

                        - Choć z naszymi wynikami mamy ogromną szansę na stypendium, nie
                        dostaniemy ani grosza - piszą w mailu do naszej redakcji.

                        Reklama
                        UMK nie bez racji mówi, że od początku uprzedzał, że pieniądze nie
                        popłyną do wszystkich. Dostaną je najlepsi i świeżo upieczeni
                        studentci, którzy dopiero w tym roku zaczynają studia. Dotyczy to
                        studentów z wszystkich trzech zamówionych na UMK kierunków.

                        - I nie jest to nasz wymysł. Taki warunek postawiło ministerstwo -
                        mówi Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK.

                        Dwukierunkowcy z biotechnologii wściekają się tym bardziej, że w
                        dziekanacie nie mogą się niczego dowiedzieć.

                        - Nikt nie chce z nami na ten temat rozmawiać - piszą w swoim mailu.

                        UMK uczciwie przyznaje, że dziekanaty po prostu jeszcze niewiele
                        wiedzą o tych stypendiach. Jak to jest w ogóle możliwe?

                        - Nie ma jeszcze skończonego regulaminu przyznawania stypendium dla
                        tych studiów - wyjaśnia rzecznik uczelni. Tylko że w tej sprawie
                        regulamin, nad którym pracuje UMK, nic nowego nie wniesie.
                        Pozbawienie dwukierunkowców sowitego stypendium, to żelazny warunek
                        ministerstwa. Uczelnie po prostu muszą się do tego dostosować.

                        Studenci biotechnologii udowodnili ministerialnym urzędnikom coś
                        jeszcze. Założenie resortu, że stypendium będzie dla najlepszych na
                        roku, jest nie do spełnienia, jeśli wyłączy się niektórych
                        studentów. Co na to resort?

                        Podkreśla, że w projekcie chodzi o najlepszych, którzy spełnią
                        wszystkie kryteria programu. Nie wyklucza jednocześnie zmiany
                        zasad. - W tym roku prowadzimy pilotaż programu - mówi Bartosz Loba,
                        rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - W
                        przyszłym roku może się okazać, że wprowadzimy inne regulacje i
                        zasady.

                • Gość: oo Re:Ujawniono następnego kapusia "Oriona" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.08, 08:46
                  "Tak najlepiej pozbyć się jednego z najlepszych Uniwersytetów i
                  promować Szkołę
                  Wyższa ludzie zanim będziecie pisać jakiekolwiek bzdury zastanówcie
                  się i
                  przeanalizujcie wcześniejsze posty"

                  Pawełku pewnie jesteś jednym z tych kapusi kóry dostaje pensje w
                  tej szkólce umk-owskiej/ulubione miejsce konfidentów /?
                  Najlepsza -umk ,to jest pod względem ilości dwulicowców tak
                  zatrudnionych i ilości absolwenów nie mających szans na zatrudnienie
                  w zawodzie.

                      • Gość: heh Re:Kolejna wpadka uczelni z wydziałem prawa!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.08, 11:34
                        Fatalna pomyłka uniwersytetu
                        Plagiatorka nie straciła tytułu magistra, bo UMK źle przeprowadził
                        całą procedurę
                        Alicja Cichocka, Poniedziałek, 15 Grudnia 2008


                        UMK jeszcze raz pozbawi tytułu magistra skazaną za plagiat Emilię P.
                        Tytuł w lipcu odebrano jej bezprawnie. W praktyce nigdy nie
                        przestała być absolwentką toruńskiej uczelni.

                        Po raz pierwszy uniwersytet wykreślił Emilię P. z listy swoich
                        absolwentów pół roku temu. Straciła magistra po tym jak, przed sądem
                        udowodniono jej, że 38 z 58 stron pracy dyplomowej splagiatowała.
                        Kobieta nawet nie próbowała odwoływać się od decyzji. Sprawa
                        wydawała się zamknięta.

                        W praktyce plagiatorka nigdy tytułu magistra nie straciła, bo UMK
                        źle przeprowadził całą procedurę jego unieważnienia. Błędy wyłapał
                        dziennikarz Forum Akademickiego, Marek Wroński, który od lat tropi i
                        opisuje przypadki naukowych kantów. Wszystkie pomyłki spisał i
                        przesłał listem do dziekana wydziału humanistycznego, gdzie pracę
                        obroniła skazana.

                        UMK tłumaczy się tym, że sprawa była precedensem. – Ścieżki
                        unieważniania dyplomu nie precyzuje żaden przepis – mówi Marcin
                        Czyżniewski, rzecznik UMK.

                        Skąd więc Wroński wiedział, jak odbiera się tytuł?

                        Reklama
                        - Z ustawy o szkolnictwie wyższym - mówi. Pisząc do dziekana oparł
                        się właśnie na jej przepisach. - Mówi ona wyraźnie, że wyłącznie
                        rektor może unieważnić dyplom absolwenta szkoły wyższej – podaje
                        dziennikarz. – W Toruniu zrobił to poprzedni dziekan wydziału obecny
                        prorektor prof. Witold Wojdyło. Pomyłek w tej sprawie popełniono
                        zresztą znacznie więcej.

                        W tym samym liście dziennikarz podpowiedział uniwersytetowi, jak
                        bezbłędnie odebrać tytuł magistra. UMK już wszczął procedurę. Drugi
                        raz wszystko ma odbyć się zgodnie z prawem. O pomyłce dowiedziała
                        się już sama zainteresowana. Rektor UMK wysłał do niej list z
                        informacją, że wznowił procedurę odebrania jej dyplomu.

                        Efektem będzie unieważnienie decyzji o przyznaniu magistra. Emilia
                        P. dowie się o tym wkrótce w kolejnym liście od rektora.

                        UMK już raz tłumaczył z nieznajomości prawa, gdy utajnił dokument,
                        który tajnym nigdy nie był. Dziennikarzom odmówiono wglądu do
                        sprawozdania komisji, która oceniała podejrzaną o plagiat
                        habilitację Mirosława Krajewskiego. Marek Wroński wytoczył wtedy UMK
                        proces. I wygrał. Uczelnia musiała pokryć koszty procesu i
                        upublicznić kompromitujące sprawozdanie.

                        Nowe plagiaty na UMK

                        Podejrzane są dwie prace magisterskie studentek pedagogiki. Rzecznik
                        dyscyplinarny uczelni wnioskuje o ich wydalenie z uczelni. Decyzja
                        ma zapaść jutro. Przypadkami zajmuje się już prokuratura.

                            • Gość: co ujawnił NIK Re:Jak się chce to i bez dyplomu mozna??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.09, 09:48
                              Uniwersytet zganiony przez NIK
                              Nieprawidłowości wykryte na UMK po kontroli Najwyższej Izby Kontroli
                              Alicja Cichocka, Czwartek, 8 Stycznia 2009


                              UMK przyznaje, że na podyplomówki przyjmował bez dyplomu studiów
                              wyższych i że studiowały osoby bez wymaganej praktyki w zawodzie.

                              Studenci UMK są poruszeni informacjami o wynikach kontroli na
                              studiach podyplomowych. Najwyższa Izba Kontroli wykazała, że
                              uczelnia przyjęła na studia podyplomowe z zabytkoznawstwa i
                              konserwatorstwa dziedzictwa architektonicznego m.in. magistra
                              teologii, choć nie praktykował on w zawodzie konserwatora ani
                              muzealnika. Z kolei księgowa i terapeuta studiowali podyplomowo
                              konserwację zabytków metalowych, pomimo że nie legitymowali się
                              jakimkolwiek doświadczeniem w tej profesji.

                              - UMK nie stosował zasad, które sam ustalił - mówi Błażej Torański,
                              rzecznik NIK.

                              Reklama
                              Zarządzenie rektora UMK mówi jasno, że na określonych podyplomówkach
                              konieczne jest doświadczenia zbieżne z podejmowanymi studiami.
                              Zaświadczeń z praktyk nie miało w sumie u 12 osób, które studiowały
                              na wydziale sztuk pięknych. Kolejne dwanaście osób nie przedstawiło
                              takich dokumentów, a studiowało na wydziale pedagogicznym.

                              Co jeszcze wykazał raport NIK? UMK przyjmował na studia bez wyższego
                              wykształcenia. Takich studentów kontrolerzy znaleźli na
                              dziennikarstwie i logopedii.

                              W praktyce wyglądało to tak, że podyplomówkę na UMK student zaczynał
                              już w trakcie studiów. Na taką kombinację pozwolił rektor wydając
                              specjalne zarządzenie. - Świadectwo ukończenia studiów otrzymywali
                              jednak tylko ci słuchacze, którzy w trakcie skończyli studia
                              magisterskie - zastrzega rzecznik uczelni, Marcin Czyżniewski.

                              UMK odstąpił od takich praktyk, bo były niezgodne z ustawą o
                              szkolnictwie wyższym. - I zrobiliśmy to już w 2007 roku - uspokaja
                              studentów rzecznik.

                              Toruński uniwersytet był jednym z pierwszych kontrolowanych przez
                              NIK. Od 2007 roku kontrolerzy zapukali w sumie do 26 uczelni. W 14
                              wykryli nieprawidłowości. Najczęstsze grzechy uczelni to te, które
                              popełnił UMK.

                              • Gość: wolsz+ 3 Re:Już trzeci astronom przyznał się do współpracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 15:16
                                Toruń: Już trzeci astronom przyznał się do współpracy z SB
                                Twój głos został dodany. IAR | 2008-11-20 08:54, aktualizacja: 2008-
                                11-20 09:08:31
                                0 0 / 0 przeczytano: 160
                                Dwaj kolejni astronomowie, związani z toruńską uczelnią, byli
                                zarejestrowani jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa.
                                Jednym z nich jest twórca radioastronomii, profesor Stanisław
                                Gorgolewski, drugim wicedyrektor Centrum Astronomicznego UMK,
                                profesor Andrzej Strobel.

                                Warto przeczytać:
                                Polscy astronomowie zaobserwowali rzadkie zjawisko
                                Toruń patrzy przez lunetę
                                Sukces polskich astronomów
                                Polscy astronomowie odkryli gwiazdę nową typu WZ Sagittae
                                Spadające gwiazdy w lipcu na polskim niebie
                                Wcześniej do współpracy ze Służbami bezpieczeństwa przyznali się
                                inni astronomowie: Profesor Aleksander Wolszczan i Andrzej Kus.
                                Dzisiaj może zapaść decyzja, czy profesor Kus, który oddał się do
                                dyspozycji rektora nadal będzie dyrektorem Centrum Astronomii
                                Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

                                Tymczasem studenci astronomii UMK, w oświadczeniu wydanym w sprawie
                                współpracy prof. Andrzeja Kusa z SB, wyrazili "całkowite poparcie"
                                dla wykładowcy. Osobne oświadczenia wydali też pracownicy naukowi
                                oraz doktoranci Centrum Astronomii UMK.
                            • Gość: nasz dziennik Re:Prawnik i poseł co esbeków szkolił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 18:46
                              Marian Filar, główny orędownik zmian w ustawie o Instytucie Pamięci
                              Narodowej blokujących lustrację i dostęp do archiwów, był
                              pracownikiem Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW w Legionowie im.
                              Feliksa Dzierżyńskiego, która przygotowywała “wybitnych
                              specjalistów” Służby Bezpieczeństwa.

                              Zniszczenie archiwów Instytutu Pamięci Narodowej albo przynajmniej
                              zamknięcie tej instytucji i uniemożliwienie szerokiego dostępu do
                              esbeckich archiwów wielu osobom pełniącym funkcje publiczne
                              umożliwiłoby ukrycie brudnych plam w życiorysie, który po 1989 roku
                              usiłują “przeredagować” na nowo. Jedną z takich osób chcących zmian
                              w działalności IPN jest prof. Marian Filar, lewicowy poseł na Sejm,
                              który w oficjalnych życiorysach zręcznie przemilcza istotny epizod
                              swojej kariery zawodowej. A ten jednak odsłaniają archiwa i katalogi
                              IPN upublicznione już mimo intensywnych wysiłków parlamentarzysty -
                              pod koniec lat 70. pracownika WSO MSW im. Feliksa Dzierżyńskiego w
                              Legionowie, szkoły znanej jako kuźnia kadr dla wysokich struktur SB.

                              • Gość: jacula Re:Prawnik i poseł co esbeków szkolił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 19:54
                                "Studentka UMK wyrzucona za oszustwo?
                                Kamila Mróz

                                Wczoraj do komisji dyscyplinarnej ds. studentów UMK trafił wniosek o
                                wydalenie z uczelni studentki podejrzanej o fałszowanie podpisów w
                                indeksie.

                                Postępowanie w sprawie studentki I roku dziennej administracji
                                rzecznik dyscyplinarny ds. studentów wszczął w ubiegłym roku.
                                Dziewczynie zarzucano, że sfałszowała podpisy w indeksie.

                                Jak udało nam się dowiedzieć, rzecznik zakończył swoją pracę i
                                wczoraj skierował sprawę do komisji dyscyplinarnej. Przewodniczy jej
                                w tej kadencji dr Marcin Kałduński z Wydziału Prawa i Administracji.

                                Jeszcze w marcu komisja spotka się także w innej sprawie. Chodzi o
                                ubiegłoroczne dwie studentki IV roku niestacjonarnego prawa, gdzie
                                jedna podszywała się pod drugą. Egzaminy z kilku przedmiotów zdawały
                                wspólnie, bo jedna była na sali, a koleżanka jej podpowiadała.
                                Wyszło to na jaw w momencie, kiedy została przyłapana na korzystaniu
                                z zestawu głośnomówiącego. Dopiero wówczas zorientowano się, że na
                                egzamin przyszła niewłaściwa osoba. Komisja dyscyplinarna pod
                                kierunkiem prof. Ewy Kustry orzekła, aby wydalić obie dziewczyny z
                                uczelni.

                                Studentki się odwołały. Odwoławcza komisja dyscyplinarna zwróciła
                                sprawę do ponownego rozpatrzenia, a rzecznik odpowiedzialności
                                dyscyplinarnej ponownie zawnioskował o ich wydalenie.

                                W tej chwili rzecznicy dyscyplinarni ds. studentów UMK nie prowadzą
                                żadnych spraw.

                                Najgłośniejszy był jednak przypadek Emilii P. z filozofii -
                                plagiatorki pracy magisterskiej. To pierwsza w historii
                                magistrantka, której pracą zajmował się sąd. W obu instancjach
                                została uznana za winną. Skazano ją na osiem miesięcy prac
                                społecznych.

                                Po tych wydarzeniach uczelnia postanowiła zaostrzyć regulamin
                                studiów i surowiej traktować nieuczciwych studentów, np. także za
                                pisanie prac zaliczeniowych."

                                Jacy wykładowcy tacy studenci?

      • Gość: ber Re: Głośno w kraju o naszej regionalnej "chlubie" IP: 94.254.191.* 27.02.09, 07:34
        hehe trochę widać zakompleksionych ludzi...

        Teraz parę pozytywnych informacji - z aktualności ze strony UMK

        26 lutego w Auli UMK odbędzie się spotkanie z wybitnym kosmologiem
        ks. prof. Michałem Hellerem.
        Ks. prof. Heller, profesor Ośrodka Badań Interdyscyplinarnych
        Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i laureat Nagrody
        Templetona, najwyższej (jej wartość wynosi 795 tys. funtów)
        indywidualnej nagrody na świecie, przyznawanej za pokonywanie barier
        pomiędzy nauką a religią, wygłosi wykład „Czas człowieka, czas
        Wszechświata”.
        Odbywa się on w ramach cyklu wykładów im. im. Aleksandra
        Jabłońskiego, twórcy toruńskiej szkoły fizyki, i jest jednocześnie
        zwieńczeniem oficjalnej inauguracji Roku Astronomii w Polsce.
        Początek o godz. 17.15.
        23 lutego 2009

        Dr hab. Andrzej Niedzielski z Centrum Astronomii UMK znalazł sie
        wśród laureatów Złotych i Srebrnych Karet gazety "Nowości".
        Karety przyznawane są osobom, które w sposób szczególny zasłużyły się
        w danym roku w swojej dziedzinie. Astronom otrzymał Złotą Karetę w
        kategorii "nauka i edukacja". Dr Niedzielski stał na czele
        międzynarodowego zespołu astronomów, który odkrył planetę o masie 5.9
        mas Jowisza (MJ) na orbicie wokół gwiazdy HD 102272.

        Dr hab. Sebastian Maćkowski z Instytutu Fizyki UMK został jednym z
        trzech laureatów pierwszej edycji programu WELCOME.
        W ramach tego programu Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej finansuje
        projekty realizowane przez wybitnych uczonych z zagranicy lub
        polskich naukowców powracających z zagranicy, tworzących zespoły
        badawcze w polskich jednostkach naukowych.
        Dr hab. Sebastian Maćkowski, otrzymał 4 mln zł na projekt badawczy
        „Hybrid nanostructures as a stepping-stone towards efficient
        artificial photosynthesis”.

        Jak chcesz tak patrzysz...
          • Gość: socjaliści bronią Re: Głośno w kraju o naszej regionalnej "chlubie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 18:59
            UMK. Nie chcemy płacić więcej!
            Kamila Mróz

            Studenci ze stowarzyszenia "Młodzi socjaliści” protestują przeciwko
            podwyżce akademików i przygotowują w tej sprawie petycję do rektora.

            Od marca ceny akademików UMK średnio wzrosły o 25 zł i mają nie
            zmienić się do października 2010 r.

            Aleksander Gavlas ze stowarzyszenia "Młodzi socjaliści” mówi: - W
            sprawie podwyżek akademików organizujemy spotkania z ich
            mieszkańcami. Pytamy, czy według nich są one słuszne, czy chcą się
            włączyć do protestu. My uważamy, że podwyżek nie powinno być, bo
            były w tamtym roku. Teraz ceny pokoju w akademiku są porównywalne z
            tymi na mieście.

            Stowarzyszenie przygotowało także w tej sprawie petycję do rektora
            Ma ona trafić do niego dziś lub jutro. Aleksander Gavlas myśli, że
            pod petycją znajdzie się około 1000 podpisów.

            Młodzi socjaliści chcą również wysłać list do kierownika Domów
            Studenckich Zbigniewa Olszewskiego, w którym poproszą go o wykaz
            wydatków ponoszonych na akademiki.

            Jakub Stanowski, przewodniczący Samorządu Studenckiego UMK
            odpowiada: - Ta akcja nie jest merytorycznie przygotowana, bo
            stowarzyszenie nie ma żadnego pomysłu na rozwiązanie problemu
            rosnących kosztów w akademikach. SocjalIści z jednej strony nie
            zgadzają się na płacenie więcej, a z drugiej chcą podwyższenia
            standardu pokojów. Jedno z drugim się wyklucza.

                • Gość: kolas.plagiatorem? Re:Czy pracownik umk nie popełnił plagiatu?? IP: *.chello.pl 26.04.09, 20:22
                  miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,6156949,Prof__Filar__Nie_robilem_niczego_zlego.html

                  Ten też uważał się sam , wielu mu wierzyło i nazywało "wybitnym"
                  karnistą.Nawet dostał się do Trybunału Stanu, a jednak nie bardzo
                  potrafił kojarzyć faktów ,działając oczywiście na swoja korzyść.
                  Co to za różnica "Fundacja Kopernikańska w Polsce" czy "Fundacja
                  Kopernikańska" równiez działającą w POlsce. No chyba ,że ten gość
                  działa już z tego Torunia w kosmosie -planetoidy w kształcie psiej
                  kupy??
                      • Gość: haha Chcesz pracować w barze, studiuj w Toruniu IP: *.chello.pl 27.05.09, 08:30
                        <Wolą bar niż bezrobocie
                        Absolwenci szkół średnich muszą liczyć się z problemami ze
                        znalezieniem pracy po ukończeniu studiów
                        Tomasz Niejadlik, Wtorek, 26 Maja 2009


                        Młodym ludziom coraz trudniej znaleźć w Toruniu tak zwaną pracę
                        umysłową. Zawczasu warto więc dobrze wybrać kierunek studiów.

                        Dla osób, które nie mogą znaleźć pracy po studiach, ratunkiem może
                        być praca dorywcza, chociażby rozdawanie ulotek / Fot. Paweł
                        Wiśniewski
                        - Teraz, w trakcie kryzysu gospodarczego to już jakaś paranoja -
                        stwierdza Joanna, zatrudniona jako kelnerka w jednym z barów na
                        toruńskiej starówce. - Skończyłam prawo, chciałam robić aplikację,
                        ale po prostu nie wyszło. Dziś uganiam się z tacą po sali, żeby
                        zarobić parę groszy na życie. Dla mnie prywatnie jest to osobistą
                        porażką. Cieszę się jednak, że w ogóle znalazłam pracę. Niedawno
                        starałąm się o stanowisko sekretarki w jednej z miejscowych firm.
                        Nawet mnie nie zaprosili na rozmowę kwalifikacyjną. Podobno
                        otrzymali przeszło setkę podań.

                        Polowanie na etat

                        W instytucjach publicznych jest podobnie. Po niedawnym ogłoszeniu o
                        naborze na aplikację kuratorską do toruńskiego Sądu Okręgowego
                        wpłynęło ponad 70 podań. Dziesiątki kandydatów na jeden etat to nic
                        nadzwyczajnego w wielu instytucjach samorządowych. Tak jest
                        chociażby w przypadku niektórych stanowisk w Urzędzie Marszałkowskim.


                        Polski odsetek studiującej młodzieży należy do najwyższych w
                        Europie. To rodzi ogromną konkurencję. W wielu silnych ośrodkach
                        akademickich, takich jak Toruń problem jest naprawę szeroki.
                        Specjaliści rynku pracy wskazują, że młodzi ludzie nieraz zbyt
                        pochopnie podejmują decyzję o wyborze kierunku studiów wyższych.

                        Nie sondują rynku pracy

                        - Absolwenci szkół średnich często wybierają kierunki, na których są
                        wolne miejsca, nie sprawdzając, czy po ich ukończeniu znajdą
                        zatrudnienie. Wśród ofert, jakimi dysponują urzędy pracy, najwięcej
                        jest tych dla fachowców średniego szczebla - podkreśla Barbara
                        Kopczyńska, kierownik Wydziału Rynku Pracy Wojewódzkiego Urzędu
                        Pracy w Toruniu. - Na szczęście daje się zauważyć stopniową
                        reaktywację kształcenia zawodowego. Jest to wyraźna odpowiedź na
                        potrzeby lokalnych rynków pracy. Jednocześnie przed pójściem na
                        uczelnię, warto zastanowić się nad trafnym wyborem kierunku
                        kształcenia, bo przez pochopne decyzje łatwo się rozczarować.

                        Nawet przedstawiciele toruńskiego uniwersytetu przyznają, że część
                        młodzieży studiuje tylko po to… by studiować.

                        - To prawda, że dla niektórych nie ma większego znaczenia, czy
                        zostaliby przyjęci chociażby na filozofię, ekonomię czy na
                        biotechnologię - stwierdza Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK. -
                        Uczelnia nie jest jednak od tego, by podpowiadać ludziom, co mają
                        studiować. To indywidualna decyzja każdego z osobna. My ze swojej
                        strony dajemy młodzieży możliwość kształcenia na upatrzonych
                        kierunkach. Idziemy z duchem czasu, ale nie patrzymy wyłącznie na
                        wskazania rynku pracy. Jeśli wśród przyszłych studentów widzimy
                        wyraźne zainteresowanie jakimś kierunkiem, to nawet jeśli jest on
                        teoretycznie „nierynkowy”, staramy się wyjść naprzeciw temu
                        zapotrzebowaniu.>



                        Sęk w tym panie rzeczniku ,że po żadnym kierunku na UMK w Toruniu
                        nie można znależć pracy w wyuczonym zawodzie.Po co więc takie bajki
                        opowiadasz?? Chodzi ci jedynie o utrzymanie etatów na uczelni???

                        • Gość: pechowastudentka Re:Sciągają od kandydatów bez litości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.09, 22:42
                          przyklad 'prestizu' zacnego UMK, zaoczni studeci prawa nie maja zadnych praktyk,
                          zadnych cwiczen (cwiczenia wprowadzono w 2008-2009), wysokie czesne i NIC POZA
                          TYM:) student traktowany jak smiec, ktory trzeba szybko sprzatnac:) i tacy to
                          prawnicy wychodza na swiatlo dzienne po UMK:) jaki czlowiek byl glupi i nie mial
                          nikogo, kto moglby mu wczesniej odradzic i podpowiedziec z czego nalezalo
                          rezygnowac!
                          przestrzgam wszystkich kandydatow, ktory wybieraja sie na wydzial prawa i
                          administracji! - wchodzisz na wlasne ryzyko;|
                            • Gość: zforum Re:Nie ma chętnych na studiowanie,bo i po co?? IP: *.chello.pl 26.07.09, 00:20
                              Przyszedł czas na kandydatów z drugiego szeregu. Uczelnia obniża
                              limity punktowe
                              Alicja Cichocka, Środa, 22 Lipca 2009


                              Nawet na najbardziej obleganych kierunkach nie udało się wypełnić
                              wszystkich miejsc w pierwszym rozdaniu. Toruński uniwersytet
                              proponuje studia kolejnym, „pod kreską”.

                              Rekrutacyjne szaleństwo na UMK nie skończyło się wraz ogłoszeniem
                              list przyjętych. Kandydaci na studentów, którzy 14 lipca poznali
                              wyniki rekrutacji, do poniedziałku musieli się zdecydować, czy chcą
                              studiować na toruńskiej uczelni. Przypieczętowaniem wyboru było
                              złożenie dokumentów.

                              W części toruńskiej UMK na 5650 wszystkich miejsc na studiach
                              dziennych I stopnia dokumenty ostatecznie złożyło 4229 osób. W ten
                              sposób zwolniło się miejsce dla kolejnych kandydatów.

                              Nawet na najbardziej obleganym kierunku - dziennikarstwie (17,95
                              osoby na jedno miejsce) - po pierwszym rozdaniu pozostało jeszcze 12
                              miejsc. Na japonistyce (11,66 osoby na miejsce) - siedem wolnych
                              miejsc. Z ich podziałem nie ma problemu.

                              Reklama
                              Wczoraj UMK obniżył limity punktowe i ogłosił kolejne listy
                              przyjętych. Kandydaci, którzy znaleźli na swoich kontach zaproszenie
                              na studia, mają teraz czas na dostarczenie dokumentów. Można je
                              składać w siedzibie Uczelnianej Komisji Rekrutacyjnej, mieszczącej
                              się w rektoracie przy ul. Gagarina 11, do 27 lipca do godz. 15. Po
                              tym chętni będą mogli zawalczyć o miejsce dopiero w drugim naborze.

                              Wciąż trwa również rekrutacja na studia dzienne magisterskie
                              uzupełniające. Do 24 lipca chętni mogą składać dokumenty. Najdłużej
                              uniwersytet poczeka na kandydatów na studia niestacjonarne. Chętni
                              mogą się zapisywać i przynosić dokumenty do 21 września.

                              UMK przygotowało w tym roku 18 tysięcy miejsc na wszystkich
                              rodzajach studiów. W tym roku po raz pierwszy uniwersytet deklaruje,
                              że jeśli nie będzie wystarczającej liczby chętnych na studia
                              dzienne, kierunku nie uruchomi. - O tym, czy jakieś studia
                              rzeczywiście nie ruszą, ostatecznie zdecydują rady wydziałów - mówi
                              rzecznik Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Marcin
                              Czyżniewski.

                              Decyzje będą podejmowane dopiero we wrześniu, gdy uniwersytet na
                              dobre skończy nabór i będzie wiadomo, ilu studentów kierunek
                              przyciągnął.

                              • Gość: z forum Re:Klan i Familiada na UMK w Toruniu IP: *.chello.pl 04.09.09, 17:32
                                Klan i Familiada na UMK
                                W rektoracie uniwersytetu matka, siostra, córka brata? Niektórym ta
                                sytuacja kojarzy się z nepotyzmem
                                Alicja Cichocka, Piątek, 28 Sierpnia 2009


                                Prorodzinna polityka UMK? W administracji i jednostkach toruńskiego
                                uniwersytetu pracują całe rodziny. Są choćby dzieci, ale i synowe
                                wysokich rangą urzędników.

                                Jedna z ostatnich nominacji w uniwersyteckiej administracji - w
                                czerwcu nowe stanowisko planowania inwestycji, bez żadnego
                                zewnętrznego naboru czy konkurencji, na mocy decyzji kanclerza
                                uczelni objęła córka kwestora UMK, Sławomira Głowackiego. Jakie
                                miała doświadczenie? To absolwentka studiów humanistycznych, przez
                                ostatnie trzy lata pracownica sekretariatu Studium Praktycznej Nauki
                                Języków Obcych UMK.

                                Z ciekawości i zainspirowani tym przykładem postanowiliśmy sprawdzić
                                powiązania rodzinne urzędników wyższego szczebla administracji UMK.

                                Reklama
                                Najliczniejsza jest rodzina Henryka Pańki, wicekanclerza ds.
                                administracyjnych. Na UMK pracuje również jego żona (kierowniczka
                                działu zaopatrzenia i transportu) oraz synowa (specjalistka w dziale
                                socjalnym, podległym notabene wicekanclerzowi Pańce). Klan Pańków na
                                uniwersytecie zamyka jego syn - zatrudniony na administracyjno-
                                dydaktycznym stanowisku kierownika Uniwersyteckiego Centrum
                                Nowoczesnych Technologii Nauczania. Z kolei kierownikiem obiektu
                                Collegium Maximum przy placu Rapackiego jest synowa Jana Kachniarza,
                                dyrektora ds. technicznych UMK.

                                - Nagromadzenie tylu synowych i dzieci wysokich urzędników w jednej
                                instytucji stawia znaki zapytania i jest niepokojące. Uniwersytet to
                                instytucja publiczna, która powinna wystrzegać się sytuacji, które
                                mogą kojarzyć się z nepotyzmem - komentuje dla „Nowości” Anna
                                Wojciechowska-Nowak, ekspertka z Fundacji im. Stefana Batorego. Czy
                                UMK prowadzi politykę prorodzinną? - pytamy rektora toruńskiego
                                uniwersytetu. - Mówimy o uczelni której administracja liczy 1,5 tys.
                                osób, cztery wymienione przypadki to nic nieznaczący margines -
                                twierdzi prof. Andrzej Radzimiński, rektor UMK.

                                Podkreśla, że taką sytuację w administracji już zastał. A decyzję o
                                zatrudnieniu córki kwestora podjął kanclerz, który jest niezależny w
                                swoich postanowieniach.

                                - Poza tym część osób została przyjęta do pracy biorąc udział w
                                konkursach i wygrała je w sposób ewidentny - podkreśla rektor.

                                Sprawdziliśmy. Tylko syn wicekanclerza wygrał konkurs na kierownicze
                                stanowisko. Wcześniej, przez rok, pracował na etacie młodszego
                                programisty w Uczelnianym Centrum Informatycznym.

                                  • Gość: filarki Re:Krezusi są na prawie IP: *.chello.pl 09.09.09, 20:34
                                    Krezusi toruńskiego uniwersytetu są na prawie
                                    Lista płac pracowników Uniwersytetu Mikołaja Kopernika została
                                    upubliczniona w Internecie
                                    Alicja Cichocka, Środa, 17 Czerwca 2009


                                    Ile zarabia profesor prawa, ile portier na teologii, a ile pani w
                                    dziekanacie chemii? „Solidarność” UMK prześwietla zarobki na
                                    uniwersytecie.

                                    „Solidarność” UMK opublikowała listę płac wszystkich grup
                                    pracowniczych uniwersytetu. Dane pochodzą z uczelnianego działu
                                    płac. Porównano średnie miesięczne zarobki brutto na wydziałach
                                    toruńskiej części uniwersytetu w latach 2006-2008. Zestawiono pensje
                                    kadry naukowej - profesorów, adiunktów, asystentów, wykładowców (I
                                    lista) oraz pracowników nienaukowych, m.in. portierów, sprzątaczek,
                                    pracowników administracyjnych, technicznych (II lista). - Chodzi o
                                    to, żeby pracownicy zobaczyli, jak wyglądają ich zarobki na tle
                                    innych - mówi Jerzy Romański z NSZZ „Solidarność” UMK, który
                                    opracował dane działu płac - a dokładnie stworzył ranking najlepiej
                                    i najgorzej zarabiających, opatrując każdą grupę odpowiednią liczbą -
                                    pozycją wśród 12. wydziałów.

                                    Reklama
                                    Reklama

                                    Lista pokazuje, ile przeciętnie pensji stałej dostają pracownicy
                                    (wynagrodzenie zasadnicze plus dodatek za staż, funkcję i premię
                                    regulaminową), ale i to, ile razem zarabiają np. za dodatkowe
                                    godziny - nadgodziny, studia zaoczne, podyplomowe, kursy, które
                                    oferuje UMK (np. dla celników i urzędników). W zestawieniu
                                    wynagrodzenie razem obejmuje też 13. pensję.

                                    Jak wynika z listy, pracownikom UMK w ostatnich latach finansowo się
                                    polepszyło. Zarabiają od około kilkudziesięciu do kilkuset złotych
                                    więcej.

                                    Zdecydowanymi krezusami toruńskiego uniwersytetu są prawnicy. Za
                                    dodatkowe godziny - studia zaoczne czy podyplomowe - mogą dostać
                                    drugą pensję! 12.608 złotych, tyle średnio miesięcznie zarabiają
                                    profesorowie zwyczajni (ukoronowanie kariery akademickiej) wydziału
                                    prawa i administracji (pensja razem).

                                    Nie gorzej wiedzie się tamtejszym adiunktom (doktorom oraz doktorom
                                    habilitowanym). Średnia stała pensja tej grupy to 3145 złotych. Z
                                    dodatkowymi godzinami i trzynastką bagatela... średnio 6377 złotych.

                                    Dla porównania średnia pensja profesora zwyczajnego na teologii już
                                    z dodatkowymi godzinami równa się 7266 złotych, adiunkta - niespełna
                                    4 tys. złotych. Obie grupy... są w ogonie listy płac.

                                    - Pensje profesorów nawet na tym samym wydziale różnią się od siebie
                                    tak bardzo, że jakiekolwiek uśrednienie zarobków sprowadza się co
                                    najwyżej do suchej statystyki i nijak się ma do rzeczywistości -
                                    komentuje zestawienie Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK. - Są
                                    oczywiście profesorowie, którzy pracują od poniedziałku do niedzieli
                                    na studiach stacjonarnych, zaocznych i świetnie płatnych studiach
                                    podyplomowych, gdzie za godzinę wykładu dostają 200 złotych, ale to
                                    żadna reguła. Z drugiej strony są przecież naukowcy bez nadgodzin i
                                    pensji za „podyplomówki”.

                                    Lista pracowników nienaukowych budzi mniej emocji, a więcej
                                    zdziwienia.

                                    - Pracują u państwa najlepiej opłacane na UMK sprzątaczki i
                                    portierzy - dzwonimy powołując się na ranking do Wydawnictwa
                                    Naukowego UMK (pracownik obsługi zarabia tam średnio 2312 zł
                                    brutto), na wydział prawa i administracji (2116 zł) oraz do
                                    Biblioteki Uniwersyteckiej (2037 zł). - Zadziwiające..., dobrze
                                    wiedzieć..., proszę dzwonić do rzecznika - słyszymy w komentarzach.
                                    Co na to rzecznik Czyżniewski? - Różnice w zarobkach nienaukowych
                                    pracowników wynikają z polityki kadrowej kierowników jednostek,
                                    którzy ustalają, ile potrzebują pań w dziekanacie, sprzątaczek,
                                    pracowników technicznych. I ile im płacić.

                                    Pensum razem pracowników nienaukowych - według rzecznika - podbija:
                                    13. pensja, nadgodziny, premie uznaniowe, np. za świetną pracę,
                                    obsługę studiów niestacjonarnych, nocne dyżury...

                                    Warto wiedzieć

                                    Listę można znaleźć w Internecie na stronie www.solidarnosc.umk.pl

                  • Gość: umk piagiatowo Re:Wykładowca umk skazany za plagiat IP: *.chello.pl 12.09.09, 03:23
                    pomorska.pl » Miasta » Toruń

                    A A A dodano: 11 września 2009, 20:03

                    tagi:karaplagiatsąduczelniaumkuniwersytet kazimierza wielkiego

                    To precedens! Wykładowca z UMK skazany za plagiat!
                    (km)

                    Doktor z Wydziału Filologicznego został pozbawiony praw wykonywania
                    zawodu nauczyciela akademickiego przez 10 lat.


                    To precedensowe wydarzenie na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego

                    Jakub W. przetłumaczył i opublikował pod swoim nazwiskiem dwie prace
                    innego autora.

                    Jego sprawą zajął się prof. Andrzej Adamski, rzecznik dyscyplinarny
                    ds. pracowników naukowych UMK.

                    Doktor przyznał się do winy, a rzecznik wnioskował o dożywotni zakaz
                    wykonywania przez niego zawodu nauczyciela akademickiego. Dziś
                    (piątek, 11 września, komisja dyscyplinarna skróciła ten czas do 10
                    lat. Wyrok nie jest prawomocny, a Jakub W. ma prawo zwrócić się
                    jeszcze do odwoławczej komisji dyscyplinarnej ds. pracowników
                    naukowych UMK.

                    Sprawą Jakuba W. zajmuje się ponadto prokuratura.

                    Doktor jest również dziekanem w prywatnej szkole języków obcych w
                    Świeciu.

                    Nadal nierozstrzygnięta jest inna sprawa. O plagiat oskarżany został
                    również Janusz G., profesor z tego samego wydziału.

                    • Gość: korekta Re:Wykładowca umk skazany za plagiat IP: *.chello.pl 12.09.09, 08:20


                      pomorska.pl » Miasta » Toruń

                      A A A dodano: 11 września 2009, 20:03

                      tagi:karaplagiatsąduczelniaumkuniwersytet kazimierza wielkiego

                      To precedens! Wykładowca z UMK skazany za plagiat!
                      (km)

                      Doktor z Wydziału Filologicznego został pozbawiony praw wykonywania
                      zawodu nauczyciela akademickiego przez 10 lat.


                      To precedensowe wydarzenie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika.

                      Jakub W. przetłumaczył i opublikował pod swoim nazwiskiem dwie prace
                      innego autora.

                      Jego sprawą zajął się prof. Andrzej Adamski, rzecznik dyscyplinarny
                      ds. pracowników naukowych UMK.

                      Doktor przyznał się do winy, a rzecznik wnioskował o dożywotni zakaz
                      wykonywania przez niego zawodu nauczyciela akademickiego. Dziś
                      (piątek, 11 września, komisja dyscyplinarna skróciła ten czas do 10
                      lat. Wyrok nie jest prawomocny, a Jakub W. ma prawo zwrócić się
                      jeszcze do odwoławczej komisji dyscyplinarnej ds. pracowników
                      naukowych UMK.

                      Sprawą Jakuba W. zajmuje się ponadto prokuratura.

                      Doktor jest również dziekanem w prywatnej szkole języków obcych w
                      Świeciu.

                      Nadal nierozstrzygnięta jest inna sprawa. O plagiat oskarżany został
                      również Janusz G., profesor z tego samego wydziału.


                        • Gość: zaciskanie pasa Re:Powoli wychodzi szydło z worka?? IP: *.chello.pl 11.10.09, 19:12
                          UMK zaciska pasa. Coraz mniej pracowników i zajęć
                          (ea)

                          - Nasza kondycja finansowa nie jest zła - zapewnia rzecznik UMK w
                          Toruniu. Uczelnia planuje jednak poważne oszczędności.


                          (archiwum/sxc.hu)

                          Polskie uczelnie mają długi, które według obowiązującego obecnie
                          prawa spłaca za nie państwo. Rząd jednak chce to zmienić. Dlatego
                          ministerstwo nauki przygotowało nowelizację ustawy Prawo o
                          szkolnictwie wyższym. Uczelnie nie będą mogły już zadłużać się bez
                          końca. Rząd zamierza wyznaczyć im granicę, do której będzie można
                          zaciągać pożyczki. Jeśli ją przekroczą, będą musiały same znaleźć
                          wyjście z tej sytuacji. Gdy się to nie uda, rząd wyznaczy uczelni
                          komisarza

                          - Zakładany na ten rok deficyt budżetowy - 9 mln zł - będzie na
                          pewno niższy - informuje Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK. -
                          Wdrażamy program naprawczy, który przewidziany jest na trzy lata -
                          do 2011. Nie przedłużamy umów osobom w wieku emerytalnym,
                          nauczycielom pracującym na UMK na drugim etacie oraz tym, które nie
                          przeszły awansu zawodowego w wyznaczonym czasie. Zmniejszamy liczbę
                          godzin zajęć, bo było ich znacznie więcej niż przewidują standardy.
                          Zamierzamy zwiększyć liczebność grup.

                          Problemy finansowe nie dotyczą natomiast bydgoskich uniwersytetów. -
                          Nie mamy długów ani deficytu budżetowego - mówi Tomasz Zieliński,
                          rzecznik uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. - Nasz budżet jest
                          zrównoważony - informuje też Wojciech Chmara, rzecznik UTP.

                        • Gość: trafny komentarz Re:Powoli wychodzi szydło z worka?? IP: *.chello.pl 20.10.09, 09:26
                          "Niestety słaba kadra, masa leni spośród profesorów i wykładowców
                          którzy pobieraja kase zgodnie z zasadą "czy sie stoi czy sie leży",
                          snucie sie z kawkami po korytarzach od znajomego do znajomego,
                          awanse i tytuły przyznawane według znajomości i pokrewienstwa,
                          tworzenie etatów i miejsc na studiach dla synusiów i córeczek
                          profesorów, układy, znajomośc, struktura mafijna to codzienność na
                          tej tzw. pożal się boże "uczelni". Doradzam każdemu zmianę uczelni
                          albo poprostu pójśćie do pracy bo co jak co ale umk tworzy
                          wykształconych bezrobotnych... a no i miejsca pracy- dla "swoich"
                          • Gość: obniżyli stypendia Re:Powoli wychodzi szydło z worka?? IP: *.chello.pl 30.11.09, 12:15
                            Mniej dla najbiedniejszych
                            Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu rozdzielono pomoc
                            socjalną dla studentów
                            Alicja Cichocka, Poniedziałek, 30 Listopada 2009


                            Stypendia socjalne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika są w tym roku
                            niższe. Samorząd studencki tłumaczy, że pieniędzy z ministerstwa
                            przyszło mniej, a liczba chętnych nie spadła.

                            Samorząd studencki UMK w tym roku inaczej rozdzielił pieniądze
                            pomiędzy poszczególne progi dochodowe. - Zależało nam na wyrównaniu
                            dysproporcji. Przepaść pomiędzy progami była zbyt duża. W
                            poprzednich latach różnice wynosiły nawet 110 zł - tłumaczy Michał
                            Horajski z Samorządu Studenckiego UMK, który koordynował podział
                            środków.

                            Reklama
                            Reklama

                            Samorząd zabrał najbiedniejszym, obniżył stypendia żywieniowe i
                            podniósł majętniejszym studentom z ostatniego progu. Najbiedniejsi z
                            zarobkami od 0 do 150 zł oraz od 151 do 300 zł (na osobę w rodzinie)
                            dostali o 30 zł mniej niż przed rokiem (odpowiednio 320 zł oraz 270
                            zł). O 10 zł przycięto też stypendium żywieniowe. O 60 zł wzrosły za
                            to stypendia studentów łapiących się na ostatni próg (zarobki od 451-
                            572 zł na osobę w rodzinie).

                            Jeszcze kilka tygodni temu Samorząd Studencki UMK w rozmowie
                            z „Nowościami” prognozował, że stypendia socjalne raczej nie
                            zmaleją. Co więc się stało? - Pieniędzy z ministerstwa przyszło o 3
                            mln zł mniej niż rok temu. Ostatecznie kolejka chętnych do
                            stypendiów wcale tak bardzo się nie zmniejszyła, jak sądziliśmy -
                            mówi Michał Horajski.

                            Na toruńskim uniwersytecie podziałem stypendialnego funduszu zajmują
                            się wydziałowe komisje stypendialne. Studenci od lat narzekają, że
                            na pieniądze czekają zbyt długo. Stypendia październikowe dostają
                            dopiero w końcu listopada, tak jest i w tym roku.

                            Samorząd broni się, przekonując, że praca jest mozolna. - Polega na
                            ręcznej weryfikacji każdego wniosku. Na największych wydziałach mamy
                            po 800 podań do sprawdzenia - mówi Michał Horajski, dodając, że
                            przyspieszyć tego nie sposób.

                            Pomoc socjalna na UMK


                            Stypendia: socjalne 170-320 zł (w zależności od zarobków),
                            żywieniowe 50 zł oraz mieszkaniowe 100 zł (dla wszystkich studentów,
                            których dochód w rodzinie nie przekracza 572 zł), specjalne dla
                            niepełnosprawnych od 100-300 zł oraz sportowe - 250-350 zł.


                            • Gość: z prasy Re:Kuriozum na toruńskim uniwersytecie IP: *.chello.pl 17.12.09, 22:21
                              Kuriozum na toruńskim uniwersytecie - studenci zaoczni po raz drugi
                              mają te same zajęcia
                              Alicja Cichocka, Czwartek, 17 Grudnia 2009; aktualizowano:
                              17.12.2009 11:27


                              - Kpina z nauki - tak o studiach na zaocznej socjologii II stopnia
                              mówią studenci UMK. Toruński uniwersytet zafundował im powtórkę
                              materiału za prawie 2,4 tys. złotych za semestr.
                              Studenci pierwszego roku zaocznej socjologii studiów uzupełniających
                              wykształcenie magisterskie są oburzeni, a część domaga się zmiany
                              planów studiów.

                              - Wszystkie zajęcia mieliśmy już na studiach licencjackich. Za
                              ciężkie pieniądze UMK serwuje nam powtórkę materiału. Jaki sens mają
                              takie studia? - bulwersują się studenci.

                              Reklama
                              Reklama

                              - Za plecami bez naszej zgody Uniwersytet Mikołaja Kopernika zmienił
                              warunki umowy. Gdy decydowaliśmy się na studia, w planie były między
                              innymi zajęcia z antropologii społecznej, teraz ich nie ma. Zamiast
                              tego powtarzamy wszystko, co przerobiliśmy już na licencjacie:
                              logikę, filozofię, metodologię nauk społecznych. Część zajęć różni
                              się tylko nazwą - mówi nam jedna ze studentek.

                              Szef studiów zaocznych na socjologii dr Paweł Załęcki twierdzi, że
                              plan powstał zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
                              Wyższego.

                              - Nie mamy wyboru - mówi. - Musimy ściśle trzymać się standardów
                              kształcenia. W 2007 roku resort wywrócił je do góry nogami, teraz
                              logiki, metodologii i filozofii mamy uczyć już nie na licencjacie,
                              tylko na studiach II stopnia. Studenci są ofiarami takich
                              przekształceń.

                              Sytuację pogorszyła jeszcze polityka oszczędnościowa uczelni.
                              Urozmaicające dodatkowe godziny ćwiczeń i wykładów od tego roku
                              obcięto. Plan zubożał aż o jedną czwartą zajęć!

                              - Trzymamy się minimum programowego - mówi dr Załęcki. Co do
                              antropologii twierdzi, że absolwenci UMK mieli ją na studiach
                              licencjackich. - Dwa lata temu, zgodnie z wytycznymi ministerstwa
                              przedmiot przewędrował ze studiów uzupełniających na licencjackie -
                              po zastanowieniu dr Załęcki przyznaje, że mogło się tak zdarzyć, że
                              jakiś rocznik na te zajęcia się nie załapał.

                              - Jaki więc sens mają studia, na których tylko powtarza się
                              materiał? - pytamy.

                              - Nam też się to nie podoba. Ból transformacji - mówi szef
                              zaocznych.

                              Po naszej interwencji sprawa trafia do rektora prof. Andrzeja
                              Radzimińskiego. Widział plan socjologów i chce wyjaśnień. Dziś
                              spotka się z dziekanem humanistów prof. Andrzejem Szahajem oraz
                              odpowiedzialną za kształcenie prorektor prof. Danutą Janicką.

                              - Chcemy sprawdzić, czy taka sytuacja spotkała tylko socjologów,
                              spróbujemy temu zaradzić - mówi poprzez rzecznika rektor UMK.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka