wilhelm4
01.10.09, 17:35
dr Grzegorz Bebnik :
... okopach członkowie OOP ostrzeliwują posuwające się ulicą
Kościuszki w kierunku centrum miasta oddziały 239. dywizji z kolumny
pułkownika Höckera. Niemieccy żołnierze rzucają się do przydrożnych
rowów, odpowiadają ogniem, by wreszcie wraz z freikorzystami rozbiec
się po parku w poszukiwaniu obrońców. Przynajmniej jeden z nich
zostaje wzięty do niewoli, wielu – jak poświadczają niemieckie
relacje – ma ukryć się pomiędzy gapiami, wylegającymi na spotkanie
oddziałów Neulinga. W parku pozostaje jeden tylko punkt oporu, na
którym wciąż trwają obrońcy. To wieża spadochronowa. Miejsce
symboliczne. Również chyba i dlatego, że trudno powiedzieć coś
pewnego o jego obrońcach. Wiele zdaje się wskazywać, że byli to
harcerze, którym być może towarzyszył jakiś powstaniec czy żołnierz.
Najpewniej przygotowani byli na walkę z przenikającymi od strony
Brynowa bojówkami Freikorpsu, nie zdając sobie sprawy, że wkrótce
znajdą się na głównym kierunku uderzenia 239. dywizji piechoty.
Toteż w chwili, gdy otwarli ogień do znajdującej się na Wzgórzu
Beaty grupy wyższych niemieckich oficerów (byli tam m.in.
generałowie Brandt i Neuling), ich los był przesądzony. Szybko
ustawiona armatka 37 mm z oddziału obrony przeciwpancernej 239.
dywizji kilkoma strzałami likwiduje punkt oporu na wieży. Cała ta
scena nie trwa zapewne dłużej niż kwadrans, może pół godziny. Co
stało się z ciałami obrońców, może być już tylko przedmiotem mniej
czy bardziej uprawdopodobnionych domysłów. Istnieją też poszlaki, że
już w trakcie ostrzału kilka osób z załogi wieży zdołało uciec –
windą lub schodami. Znamienne, że wdrapujący się na wieżę kilka dni
po tych wydarzeniach świadkowie nie znaleźli jakichkolwiek śladów
krwi. Może zatem oddane z armatki wystrzały nie dosięgły żadnego z
obrońców – gdyż najzwyczajniej już ich tam nie było?