amoremio
31.10.09, 22:58
Ziemia wielokrotnie obiecana
WPROST - Numer: 24/2008 (1329)
Sześć najbardziej rozpowszechnionych mitów o Śląsku
Wśród narodów graniczących z Królestwem Polskim nie ma bardziej
zawistnego i wrogiego Polakom niż Ślązacy" – pisał Jan Długosz,
słynny kronikarz króla Kazimierza Jagiellończyka.
Wielu Polaków musiało pomyśleć coś podobnego, gdy pod kancelarią
premiera zobaczyło demonstrację Ślązaków żądających autonomii. Tym
bardziej że pikietę wsparł Kazimierz Kutz. Można przypuszczać, że
tak jak demonstranci myślą zwykli śląscy autochtoni, a nie tylko
aktywiści Ruchu Autonomii Śląska. Świadczy o tym choćby fakt, że
podczas ostatniego spisu powszechnego aż 173 tys. osób w rubryce
narodowość wpisało „śląska".
Nie ma chyba drugiego regionu w Polsce, na którego temat
powstałoby tyle mitów co o Śląsku. Warto się im przyjrzeć.
Mit śląskich aborygenów
Dość powszechne jest przekonanie, że Ślązacy przed odzyskaniem przez
Polskę niepodległości i plebiscytami w latach 20. nie mieli własnych
elit ani świadomości własnej tożsamości. „Bez nas nie wiedzieliście,
kim jesteście!" – wykrzykiwano kiedyś pod adresem Ślązaków na
spotkaniu z Kazimierzem Kutzem w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki.
W rzeczywistości do połowy XIX wieku Górny Śląsk miał elity
szlacheckie, mieszczańskie i duchowne. Być może doszłoby nawet do
powstania śląskiego narodu, gdyby procesu tego nie przerwała akcja
germanizacyjna kanclerza Ottona von Bismarcka. Z kolei o
słowiańskich pobratymcach przypomnieli sobie też polscy patrioci z
Galicji i Wielkopolski. Śląscy chłopi i robotnicy mieli wówczas
najczęściej jedynie świadomość lokalną, ale to żaden ewenement.
Większość chłopów z Kongresówki zaczęła się uważać za Polaków
dopiero w czasach II RP, a niektórzy socjologowie jako cezurę uznają
dopiero II wojnę światową.
Ślązacy, poszukując własnej tożsamości, wybierali różne drogi.
Wykształceni we Wrocławiu czy Berlinie inteligenci w pierwszym
pokoleniu łatwo się germanizowali, bo Niemcy oferowały prawdziwy
awans cywilizacyjny, podczas gdy w swoich rodzinnych wsiach czy
miasteczkach niewiele mieli do roboty. Polska zaś jawiła się im jako
daleka i nieznana kraina, w dodatku nie było jej na mapie.
W związku z plebiscytem w 1921 r. zjechało na Śląsk, głównie z
Berlina, 200 tys. osób tam urodzonych. Duża część owych „Niemców"
miała dziwnie znajome, polsko brzmiące nazwiska. Biedniejsi Ślązacy
ciążyli ku Polsce, bo dość mieli Niemców nazywających ich
Wasserpolacken (rozwodnionymi Polakami).
Co ciekawe, zaraz po I wojnie światowej hasła niepodległości Śląska
wznosili różni działacze polityczni, m.in. Józef Kożdoń ze Skoczowa,
który ostatecznie opowiedział się po stronie czeskiej. Czesi w
tamtych czasach także upominali się o Śląsk, bo cały region przez
kilka wieków znajdował się w granicach ich państwa.
Ślązaków łączy z Czechami niewątpliwie zamiłowanie do biesiad
piwnych, konkretność i stoicki stosunek do dziejowych zawieruch. O
pokrewieństwie mieszkańców Śląska z Polakami świadczy natomiast
przede wszystkim język.
Polakom śląska gwara wydaje się grubiańska, bo nie wiedzą, że można
w niej odnaleźć wiele pięknych staropolskich słów zapomnianych przez
współczesną polszczyznę (na przykład słowo „cknić", w którym zawiera
się uczucie tęsknoty, ale i znudzenia).
Ślązacy są narodem „niedokonanym”. Proces narodowotwórczy przerwała
polsko-niemiecka wojna o dusze i bogactwa ich ziemi. Prof. Dorota
Simonides z Opola określa swoich ziomków jako wspólnotę
etnoregionalną. Ślązacy w ogromnej większości są dziś po prostu
Polakami o innej tradycji, z silniej wyodrębnionym poczuciem
tożsamości.
Autor: Rafał Geremek