stix
07.06.11, 16:16
wyborcza.pl/1,76842,9737640,Epidemia_niemieckiej_biurokracji.html
Epidemia niemieckiej biurokracji
To chaos w poszukiwaniu źródła ciężkich zatruć pokarmowych spowodował, że bakteria Escherichia coli zbiera tak śmiertelne żniwo. - Kliniki, instytucje, ministerstwa landowe i federalne - każdy pracuje sam dla siebie - oburzają się posłowie opozycji.
Czy ktoś tym zarządza? - pytają politycy niemieckiej opozycji i eksperci od służby zdrowia. Epidemia ciężkich zatruć pokarmowych szaleje w Niemczech prawie miesiąc. W całym kraju zmarło już 21 osób, 2,5 tys. jest chorych, w tym kilkaset ciężko. W północnych Niemczech zatrutych jest tyle osób, że w szpitalach zakaźnych lekarze pracują na okrągło. Od tygodnia wiadomo, że fala zatruć to dzieło zmutowanego i niezwykle zjadliwego szczepu Escherichia coli. Ale niemieckim ekspertom nie udało się ustalić, jak ta bakteria znalazła się w żywności. Źródła epidemii szukano najpierw w transporcie ogórków z Hiszpanii, fabrykach biogazu i restauracji na Starówce w Lubece. Najnowszy trop prowadzi na plantację w Bienenbüttel w Dolnej Saksonii, skąd pochodzić miały skażone bakterią kiełki fasoli. Pierwsze testy wykazały jednak, że i ten trop jest fałszywy.
Jak to możliwe, by najbogatszy kraj UE nie potrafił sobie z tym poradzić? - Winny jest niemiecki federalizm - tłumaczy Stefan Etgeton, znany działacz konsumencki.
W Niemczech główną instytucją zajmującą się chorobami zakaźnymi jest berliński Instytut im. Roberta Kocha, który bezpośrednio podlega federalnemu ministrowi zdrowia. Gdy w maju w Hamburgu zaczęły się mnożyć przypadki zatruć, Instytut wysłał tam swoją ekipę. Zbadała pacjentów, pobrała próbki i wróciła do domu.
W Niemczech za ochronę zdrowia odpowiadają bowiem landy, a nie rząd federalny. Instytut Kocha, choć cieszy się światową renomą, może jedynie doradzać ministrowi zdrowia landu.
Eksperci z Berlina jako pierwsi zwrócili uwagę, że bakteria przenosi się przez surowe warzywa: ogórki, sałatę i pomidory. Ale ostateczny werdykt w tej sprawie mógł wydać jedynie Federalny Instytut Oceny Ryzyka, który podlega ministrowi rolnictwa w Berlinie.
Instytut Oceny Ryzyka ma fantastycznie wyposażone laboratoria, ale nie może sam zbierać próbek żywności podejrzewanej o skażenie bakteriami - bo za bezpieczeństwo sanitarne też odpowiadają landy i ich instytucje. Mogą one wysłać próbki żywności do Berlina do powtórnej analizy.
Na tym nie koniec. Wczoraj się okazało, że landy tropią bakterię na własną rękę i nikt tego nie koordynuje. Dopiero w tym tygodniu na specjalnym posiedzeniu federalny minister zdrowia oraz federalna minister rolnictwa i konsumentów spotkają się ze swoimi odpowiednikami w rządach landów. Mają wspólnie ustalić, co robić.
- To co oni robili do tej pory? - pyta Renate Künast, szefowa frakcji Zielonych w niemieckim Bundestagu. - Kliniki, instytucje, ministerstwa landowe i federalne - każdy pracuje sam dla siebie. Minął miesiąc, a dalej nikt nad tym nie panuje - oburza się Thomas Oppermann z SPD.
Bakterie Escherichii coli wykorzystały też opieszałość władz. Specjalistów z Instytutu Kocha wezwano do Hamburga (miasto ma status landu) dopiero 18 maja, ponad dwa tygodnie po zanotowaniu pierwszego zatrucia. A dopiero w zeszłym tygodniu Instytut opracował szczegółowe kwestionariusze, na podstawie których lekarze przepytują pacjentów, co i gdzie jedli. - W przypadku epidemii liczy się czas, a my go zmarnowaliśmy - podkreślają niemieccy lekarze. Wielu twierdzi, że nie ma praktycznie żadnych szans na znalezienie źródła epidemii. Rząd twierdzi jednak, że wszystko jest w porządku, a o chaosie nie ma mowy.
Problemem jest też zaskakująco niski poziom higieny wśród Niemców. Dziennik "Die Welt" przytacza badania brytyjskiej Rady ds. Higieny, z których wynika, że w Niemczech tylko 32?proc. mężczyzn myje ręce po wyjściu z toalety (w Polsce według innych badań 40-50 proc.), a co drugie dziecko nie myje rąk przed posiłkiem.
Niemieccy naukowcy alarmują też, że wylęgarniami bakterii są kosze na śmieci, w których mieszkańcy segregują odpady. Pojemniki na m.in. szkło czy plastik opróżnia się raz na kilka dni. W tym czasie bakterie mnożą się bez przeszkód.