stix
02.09.12, 09:39
Niemieckie zbrodnie w trakcie Powstania Warszawskiego
www.konflikty.pl/a,2235,II_wojna_swiatowa,Niemieckie_zbrodnie_w_trakcie_Powstania_Warszawskiego.html
Warszawa najzupełniej słusznie była uważana przez niemieckich okupantów za centrum polskiego oporu przeciw hitlerowskiemu „nowemu porządkowi”. Mimo iż w okupowanym Generalnym Gubernatorstwie dawną stolicę Polski zdegradowano do roli miasta prowincjonalnego, Warszawa pozostawała nadal centrum polskiego życia politycznego, intelektualnego i kulturalnego. Stanowiła też siedzibę władz polskiego Państwa Podziemnego i główny ośrodek oporu przeciw niemieckiej okupacji. Generalny gubernator Hans Frank narzekał gorzko: „gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnym Gubernatorstwie, to nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostanie ogniskiem zamętu, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”.
Nic więc dziwnego, iż wybuch powstania warszawskiego nazistowskie władze uznały za znakomitą okazję do rozwiązania raz na zawsze „polskiego problemu”. Na wieść o wybuchu powstania (1 sierpnia 1944 roku) podekscytowany Himmler zwrócił się do Hitlera następującymi słowy: „Mój Führerze, pora jest dla nas niezbyt pomyślna. Z punktu widzenia historycznego jest błogosławieństwem, że Polacy to robią. Po pięciu, sześciu tygodniach wybrniemy z tego. A po tym Warszawa, stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16-, 17-milionowego narodu będzie zniszczona, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód i od czasu pierwszej bitwy pod Tannenbergiem leży nam na drodze. A wówczas historycznie polski problem nie będzie już wielkim problemem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą”.
Rozwścieczony wybuchem powstania Führer, który prawdopodobnie wciąż był w szoku po niedawnym zamachu na swoje życie, nie dał się długo przekonywać. Początkowo zażądał „wycofania wszystkich wojsk [niemieckich] z Warszawy i odsunięcia od skraju miasta, aby następnie przez masowe użycie wszystkich samolotów frontu środkowego, włącznie z samolotami komunikacyjnymi, zrównać Warszawę z ziemią i przez to zdusić ognisko powstania”. Zadanie to miał wykonać dowódca Luftflotte VI – generał pułkownik Robert Ritter von Greim. Okazało się jednak, że wybuch powstania odciął w mieście wielu niemieckich żołnierzy i cywilów, których nie można było ich ewakuować przed rozpoczęciem nalotów. W związku z tym stłumienie powstania powierzono Wehrmachtowi oraz oddziałom SS i policji.
Z upoważnienia Führera Himmler wydał dowódcom odsieczy ustny rozkaz całkowitego zburzenia Warszawy i eksterminacji jej mieszkańców. Rozkaz ten, według zeznań generała Ericha von dem Bacha brzmiał następująco:
1. Ujętych powstańców należy zabijać bez względu na to, czy walczą zgodnie z Konwencją Haską, czy też ją naruszają.
2. Niewalcząca część ludności, kobiety i dzieci, ma być również zabijana.
3. Całe miasto ma być zrównane z ziemią..
Warszawa miała „stworzyć zastraszający przykład dla Europy”. Przeciw zbuntowanemu miastu niemiecka machina wojenna skierowała teraz wszelkie dostępne w tym momencie środki militarne. Co gorsza, do stłumienia powstania Niemcy rzucili jednostki złożone z szumowin i renegatów najgorszego autoramentu – takie jak Sonderbataillon Dirlewanger, sformowany z kryminalistów powyciąganych z niemieckich więzień i obozów, czy kolaboranckie jednostki złożone z byłych obywateli ZSRR w rodzaju brygady RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa). Od tego momentu los stolicy i jej mieszkańców był przesądzony.
1) Eksterminacja ludności cywilnej
Już od pierwszych minut powstania niemieckie patrole i posterunki otwierały ogień do każdego Polaka znajdującego się w zasięgu wzroku – bez względu na to, czy był to powstaniec, czy osoba cywilna. Dowodzący garnizonem warszawskim generał Reiner Stahel zagroził (za pośrednictwem działających wciąż megafonów) zburzeniem każdego domu, z którego strzelano do Niemców i rozstrzelaniem wszystkich jego mieszkańców.
O tym, że nie były to bezpodstawne pogróżki, przekonało się chociażby dziewiętnastu mieszkańców domu przy ulicy Powązkowskiej 41 rozstrzelanych już w pierwszym dniu powstania, czy też mieszkańcy okolic Fortu Mokotowskiego, z którymi w nocy z 1 na 2 sierpnia krwawo rozprawili się żołnierze Luftwaffe z Flughafen Kommando Warschau. W następnych dniach areną krwawych akcji odwetowych stało się Śródmieście Południowe i Mokotów, gdzie oddziały SS i policji dość sprawnie odparły powstańcze ataki. Do masowej eksterminacji mieszkańców stolicy Niemcy przystąpili jednak dopiero po nadejściu „sił odsieczy” dowodzonych przez SS-Gruppenführera Heinricha „Heinza” Reinefartha. Jako pierwsze spłynęły krwią warszawskie dzielnice Wola i Ochota.