ropsik
28.11.04, 02:59
Eichendorff...
Jakże modna ostatnio postać w postmodernistycznym światku katowickiej bohemy
i elity. Wielu o nim mówi i pisze. Na przykład najlepsi nasi dziennikarze i
literaci. Ale ja nie o tym. Czytałem ostanio jakąś książkę Sapkowskiego. W
przerwie postanowiłem wyluzować się i poczytać coś lekkiego. Wpadł mi do ręki
jakiś esej o Eichendorffie. Okazało się, że tenże był urzędnikiem i przeżywał
wielkie rozterki bo miał niespełnione marzenia związanie z karierą w pruskiej
biurokracji.
I tu pojawia się pewien dylemat: czy można być jednocześnie romantycznym
poetą i pruskim urzędnikiem? No bo jak to może być! Taki Eichendorff idzie
rano do roboty, wkłada zarękawki, bierze do ręki liczydło, moczy pióro w
kałamarzu i (przykładowo) analizuje liczbę jaj kurzych zniesionych
określonego dnia i roku w państwie pruskim. Następnie tenże udaje się do domu
aby przelać na papier poemat o miłości tudzież o pięknie przyrody.
KIm był Eichendorff??
Romantycznym urzędnikiem czy urzędniczym romantykiem?
Jakąkolwiek odpowiedź damy, jednego jesteśmy pewni: jakież to niemieckie!