Polityka:Wstrząsające listy niemieckich żołnierzy

15.12.04, 20:14
„Każdemu w łeb, wesoła robota”

Wstrząsające listy niemieckich żołnierzy z czasów II wojny światowej

Między wrześniem 1939 r. a majem 1945 r. niemiecka poczta polowa
dostarczyła ok. 40 mld przesyłek, z czego jedną czwartą stanowiły listy,
paczki i telegramy wysłane z frontów. Polskie podziemie przechwytywało część
tej korespondencji. Sięgamy do niej po latach.


JERZY KOCHANOWSKI, MARCIN ZAREMBA

Najwięcej listów nadchodziło z frontu wschodniego. Nic dziwnego: na wschodzie
walczono nie tylko najdłużej, ale także najzacieklej, tutaj wojna była
najbardziej brutalna. Pisane pod Moskwą czy Stalingradem listy są dla nas
nieocenionym źródłem informacji o ówczesnych postawach, sposobie myślenia,
mentalności, skuteczności (i nieskuteczności) propagandy. Źródłem tym
lepszym, że kontrolowanym tylko w znikomym stopniu: do dokładnego sprawdzenia
25 mln nadawanych codziennie listów potrzebna byłaby 150-tysięczna armia
cenzorów.

W rezultacie kontrola była wybiórcza i stosunkowo dużo
defetystycznych, „naruszających dyscyplinę” czy wręcz „szpiegowskich”
informacji bez problemu płynęło do Heimatu i odwrotnie – na front. Między
innymi na takie listy liczył wywiad ZWZ (a potem AK), od 1941 r.
przechwytujący wędrującą przez Polskę pocztę. Dzięki sieci agentów w urzędach
pocztowych przejmowano listy, fotografowano, po czym przesyłano adresatom z
możliwie jak najmniejszym opóźnieniem, aby uniknąć wykrycia całego procederu.
Kopie trafiały do konspiracyjnych analityków, wyciskających z listów
najcenniejsze informacje militarne i przygotowujących raporty. Wysyłane do
Londynu, trafiały ponoć także na biurko Winstona Churchilla.

Przechwycona poczta pomagała też dokumentować zbrodnie wojenne. W tym samym
celu w warszawskich i krakowskich zakładach fotograficznych robiono kopie
zdjęć rozstrzeliwań, paleń, egzekucji, które urlopowani żołnierze zostawiali
do wywołania.

Kilka teczek z opracowanymi przez akowski wywiad wyciągami z niemieckiej
poczty polowej z lat 1941–1944 zachowało się w warszawskim Archiwum Akt
Nowych. Poniżej prezentujemy próbkę z 1942 r. Był to rok brzemienny w
wydarzenia: czas zagłady Żydów, nasilenia się ruchu oporu i partyzantki, dla
niemieckich żołnierzy zaś – rodzącej się świadomości początku końca.

Mimo że o brutalizacji II wojny wiemy już tak dużo, lektura tych listów jest
nadal wstrząsająca. Są przerażającym świadectwem tym bardziej, że w ich
autorach widać „zwykłych ludzi”. Stacjonujący w Brześciu Litewskim Emil
Fritsch pisał: „Praca moja polega na walce z bandytami i tępieniu żydów, a
więc ta sama praca co dotąd. Na tym polu dokonałem już do dzisiaj (jestem tu
blisko 4 miesiące) niejednego. Nerwy moje ucierpiały znowu trochę, bo praca
ta nerwy szarpie, ale musi być zrobiona”.

Pojęcie dobrze wykonywanej pracy używane jest w listach nie tylko wobec
Żydów. Starszy szeregowy Heinz Mekler donosił na początku
października: „Jestem jednym z tych, którzy przyczyniają się do zmniejszania
liczby partyzantów. Ustawiam ich pod mur i każdemu w łeb, bardzo wesoła i
ciekawa robota”. Natomiast starszy szeregowy Born chwalił się w maju
szwagrowi: „Polujemy na partyzantów, a do tego potrzeba chłopaków bez litości
i współczucia. Tak, kochany szwagrze, co wpadnie nam w łapy, nie pożyje i pół
godziny, bo na żadną łaskę nie zasługują”.
Nie należały do rzadkości listy – także do ukochanych żon – podkreślające
konieczność „ostatecznego rozwiązania” i przyjmujące jego techniczną stronę
jako coś absolutnie naturalnego. Szeregowy Lehr zwierzał się na początku
października: „O urlopie w tym roku nie ma co marzyć – w maju, czerwcu,
przyszłym roku, to może... wszystkiemu winni żydzi. Tu unikają nas jak tylko
mogą, gdy słyszą nasze kroki, to schodzą na jezdnię, ściągając czapki. Z
czasem to wszyscy tutaj znikną z horyzontu. Najwyższy czas skończyć z tymi
wyrzutkami społeczeństwa. W odległości 30 km od Pińska zastrzeliliśmy 5000
takich typów. Musieli się rozebrać doszczętnie, obojętnie, czy kobiety, czy
mężczyźni, po tym nastąpił ich koniec. Tak będzie z każdym. Nie będę ci
więcej pisał i zatrzymaj to proszę dla siebie, ażeby nie rozniosło się, bo
wiesz, co to może spowodować. (…) Obecnie właśnie nasz batalion jest w akcji,
polują na partyzantów, tkwiąc po kolana w błocie. Gdyby nas tu nie było,
spłonęłoby niejedno gospodarstwo. Chłopi wiedzą o tym i chcąc okazać
wdzięczność, oddają nam do jedzenia wszystko, co mają”.

Satysfakcji z wykonywanej pracy nie krył żołnierz Teith, pisząc do swojego
byłego szefa:„Od czasu mego wyjazdu z Saarbrücken objąłem moje obowiązki już
na trzecim miejscu. Walka z bandami niekiedy jest tak przyjemna jak na
froncie. (…) Od kilku dni mamy mrozy, a więc najlepszą okazję wytoczyć walkę
bandom w bagnach Prypeci. Praca nasza na wschodzie jest tak różnorodna, że
niektóre dni nie wiadomo zupełnie od czego zacząć. Kto dojrzał do dołu, ten
musi do niego wejść. Z zakończeniem tutejszego żydostwa działalność band
trochę ustała. Życzę każdemu koledze, by tu był w czasie oczyszczania getta.
Przeżyć tych nie można spisać na papierze. (…) Praca ta w Brześciu i Mińsku
sprawiła mi – nie myślcie sadystycznie – dużo radości”.

Nie brakowało także pragmatycznego podejścia do sprawy. Stacjonujący w
Janowie Podlaskim Hans Lustig pisał we wrześniu: „Dziś odbyło się w Janowie
wypędzanie żydów. 5000 mieszkańców miał Janów, z tego 3000 żydów. Ale
Gubernatorstwo ma być z żydów oczyszczone. (...) 3 wagony otwarte kolejki
wąskotorowej naładowano i odwieziono; potem była długa kolumna pieszo i
szereg wozów [które] były pełne rupieci, łóżek itp., kobiety z dziećmi, (…)
stare baby, mężczyźni wszystko razem przy spazmatycznym krzyku i płaczu. 2
kobiety dawały podczas marszu dzieciom piersi, do wagonu wrzucono ludzi do
góry nogami, a jest to jednak na 1 m wysoko, a zajezdni kolejowej nie ma;
jeden pchał drugiego, straszny krzyk i straszny obrazek. Jutro ma być dalszy
ciąg, a oni już będą wiedzieć, że za 14 dni nie będą już przy życiu. Wówczas
polacy będą mieć więcej do jedzenia i będzie też taniej”.

Zaś Willy Schneider informował rodzinę w Kolonii o jednym z miasteczek na
(zapewne) wschodzie Polski: „Przed paru tygodniami zostali tu żydzi posłani
na łono Abrahama i ja odwiedziłem kilka razy getto. Możesz sobie żywo
przedstawić, że nie było to bezowocne. Zabrałem duży kosz pełen bielizny i
materiałów ubraniowych, które zabiorę ze sobą lub Wam poślę”.

Ale akowscy analitycy wynajdowali – choć sporadycznie – przykłady współczucia
dla mordowanych Żydów. Gefrajter Hirschnik, po narzekaniach na marne jedzenie
i brak papierosów, zapisał: „Tutaj w Polsce w Sokolnie [?] usuwa się
wszystkich żydów a tych, którzy się ukryli, tych się zastrzela i wrzuca do
grobu masowego. Chwycono się takiego środka, że jeżeli polak poszedł do getta
żydowskiego lub się go tam spostrzeże, to się go tam też zastrzeli, a żydzi
mają ciągle jeszcze kosztowności. A Polacy trzymają się z żydami. A przecież
i to są ludzie. Czas by już się wojna skończyła”. Nieznany rangą Otto Heid
pisał 12 listopada: „Tu skończyło się z wszystkimi żydami, niektórych w
nieludzki sposób zabijano, to są bohaterowie nad bezbronnymi kobietami i
dziećmi. Takie postępowanie jest nieludzkie. Dzielnica żydowska jest wymarła
i wygląda tam jakby wojna przeszła”.

Miał w tym sporo racji, gdyż i na tyłach nie było bezpiecznie. Zwłaszcza w
Polsce. Szeregowiec Heimar Thormann podkreślał wręcz po przeniesieniu z
Polski na front wschodni, że „Rosjanin jest o wiele bardziej wartościowym
gatunkiem ludzkim niż Polak. Więcej dobroduszni i nie tak mściwi jak ci
ostatni”. Na
    • grba Wstrząsające listy niemieckich żołnierzy 2 15.12.04, 20:18
      Na początku października pisał stacjonujący w Opocznie esesman: „Od kilku
      tygodni nie jestem już w Kielcach, lecz w polskim zbójeckim miasteczku Opoczno.
      Przydzielono nas tu do plutonu myśliwskiego i mamy w tej nędznej okolicy
      zaprowadzić porządek, co wcale nie jest takie proste, gdyż są to przeważnie
      bandy od 12 do 30 ludzi, którzy bezwzględnie nie mają najgorszej broni, tak że
      nie obywa się bez ofiar, a nawet poległych z naszej strony. Te bandy są tak
      bezczelne, że napadają nawet na placówki wojskowe. Jesteśmy więc dniem i nocą
      zajęci szukaniem, jednego dnia tu, drugiego gdzie indziej, ale z wyników
      jesteśmy poniekąd zadowoleni. Walki są ciężkie, bo oni nie mają nic do
      stracenia. (...) Jak długo będziemy tu jeszcze polować na zbójów, nie wiadomo,
      bo jak tu kilku ustrzelimy, to zaraz są nowi z Warszawy”. Stolica jawiła się
      zresztą w listach jak oaza spokoju. „Warszawę opuściliśmy z ciężkim sercem –
      donosił również w październiku przeniesiony do Radomia radiotelegrafista Hans
      Profitlich. – Dostaliśmy się z królestwa niebieskiego do piekła... Zaraz
      pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z partyzantami. Następnie już 2 razy
      uroczysty pogrzeb... Tu idzie ostro”.

      Ale naprawdę ostro było dalej, na froncie, gdzie doświadczenia żołnierzy
      przekroczyły wszystko, co ojcowie zaznali podczas I wojny, a oni sami w czasie
      poprzednich kampanii. „Pomyśleć jak pięknie i spokojnie było we Francji, co za
      porównanie – miejmy nadzieję, że wyjdę cały stąd” – pisał w listopadzie w
      liście do żony gefrajter Quick.

      Jeszcze pół roku wcześniej doniesienia tchnęły większym optymizmem. W kwietniu
      1942 r. starszy szeregowiec Kurt Gutknecht mógł pisać do swojej rodziny koło
      Frankfurtu nad Odrą: „Codziennie maszerujemy naprzód, po 45–50 km i obecnie
      jesteśmy przy wielkiej autostradzie, która prowadzi do Moskwy, prosta jak
      świeca. (…) Idziemy piechotą przez Słonim, Baranowicze, Słuck, Mińsk, teraz w
      kierunku na Moskwę. Dokąd dojdziemy, nie wiadomo, ale że idziemy na walkę to
      pewne. Mówi się także o walce z partyzantami. (…) Mówią, że wojna z Rosją
      skończy się w sierpniu”. Jednak latem 1942 r. nie było już chyba wielu
      optymistów. Z pewnością nie należał do nich Saarlandczyk podoficer P.
      Marck: „Czy istnieją u was naprawdę tacy idioci – pisał w rodzinne strony w
      końcu sierpnia – że wierzą w to, iż wojna z Rosją w tym roku się skończy? Ja
      osobiście takim wariatem nie jestem i z żadnym takim nie rozmawiałem. Poradź mu
      w każdym razie, by się leczył u psychiatry, lub od razu zamieszkał w domu dla
      obłąkanych. Czy nie widzicie, co się dzieje na świecie, na środkowym i
      północnym froncie”.

      Przeciwnik, który według goebbelsowskiej propagandy miał być słaby, źle
      wyposażony, załamany, pokazywał teraz zupełnie inne oblicze: „Siły są
      wyrównane, nieprzyjaciel ma tak samo dobrą broń jak my, nie możemy tego dłużej
      znieść, biją nas własną bronią” – żalił się hamburczyk Witold Osinsky. „W
      dalszym ciągu leżymy niedaleko Rżewa – donosił we wrześniu 1942 r. kapral
      Richter z Drezna. – Skąd już czerpać siły na to wszystko, aby przetrzymać
      ciężkie chwile i przetrwać. Liczymy teraz na cudowne jakieś wybrnięcie z tego
      całego gówna. Czujemy na własnej skórze, że bolszewicy są coraz silniejsi w
      lotnictwo, myślę, że to nie tak szybko się skończy. Dopóki nie potrafimy
      zniszczyć kompletnie baz wypadowych, źródeł dostaw i całego przemysłu wrogów,
      dopóty borykać się będziemy aż do chwili kompletnego wyczerpania się, bo
      przecież nie poddamy się, wiedząc, że kapitulacja to śmierć naszej ojczyzny i
      nasza śmierć straszniejsza o wiele niż w [19]18 r. Już wrogowie nasi nie będą
      nas tak traktowali jak to było po wojnie światowej – wyssają z nas wszystko, a
      potem tylko pilnować nas będą, abyśmy już nigdy głowy podnieść nie mogli”.
      Pochodzący z Meklemburgii kapral Schubert nie krył w liście
      rozgoryczenia: „Zaatakowały nas czołgi, a za nimi piechota rosyjska. Pierwszy
      atak odparliśmy, z chwilą jednak, kiedy nasze działa odmówiły posłuszeństwa,
      otrzymaliśmy rozkaz: cofać się. Wyobrażasz to sobie!?”.

      W jesiennych listach odbijał się piąty żywioł, z którym kłopoty miał zarówno w
      Polsce, jak w Rosji już Napoleon – błoto. „Już zaczynają padać deszcze, błotko
      już przeraźliwe – pisał w połowie września gefrajter Adolf Hahn. – Znowu
      będziemy czekać na mróz, bo wówczas będzie można ruszyć naszymi czołgami, a gdy
      przyjdą mrozy, to będą tak silne, że motory będą zamarzać, oddychać nie będzie
      można, nosy i uszy odpadać będą; więc znowu będziemy musieli czekać i będą
      mówili, że czekamy aż trochę mróz zelży, gdyż wówczas będziemy mogli ruszyć
      naszymi czołgami, bo nimi można tylko miasto zniszczyć, zburzyć i opanować.
      Mróz zelży, to znowu staną nasze maszyny, gdyż grzęznąć będą po osie w błocie i
      tak ciągle, bez końca, aż do utraty cierpliwości”.

      Im bliżej zimy, tym listy wypełniały się coraz większą dawką
      niepokoju. „Paskudnie zimno – 11 listopada pisał starszy kapral Tischler – nie
      mamy ciepłego obuwia. W zeszłym roku można było skraść buty filcowe jeńcom lub
      poległym, w tym roku i tego nie ma”. W podobnym duchu donosił (tego samego
      dnia) grenadier Schöffel spod Opawy: „Jesteśmy zmęczeni [i] mamy tylko jedno
      życzenie – wydostać się z tej przeklętej Rosji. Każdy, co spędził tu jedną
      zimę, wie, co to oznacza. Obecnie dużo rannych i zabitych”.

      „Z kompanii prawie nic nie zostało” – pisał w końcu grudnia do mazurskiego
      Kętrzyna sierżant Radtke. W tym samym czasie także pochodzący z Prus Wschodnich
      podoficer Regolatt chwalił się, że 15 grudnia został dowódcą kompanii, zaraz
      jednak tłumacząc, dlaczego: „Z mych towarzyszy z Neukirch pozostał przy życiu
      tylko plutonowy Ranuschaft i ja. To jest reszta z 240 ludzi”.

      Ilu z marznących wtedy w okopach nad Wołgą czy Donem miało wszystkiego dość i
      marzyło tylko o tym, by cało wynieść głowę z tej całej awantury? Wiedeńczyk
      kapral Ranges już we wrześniu 1942 r. odsetek takich, „którzy chcą stąd
      koniecznie uciec, którym ten kraj gardłem wyszedł”, oceniał na 98 proc. „Ja do
      nich należę – nie ukrywał. – Pieszo poszedłbym do mego pięknego Wiednia”.
      Jednak spośród tych, którzy w końcu 1942 r. byli na froncie wschodnim, tylko
      nieliczni zobaczyli ponownie Ren, Dunaj czy Łabę.

      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1207966&MP=1
      • Gość: balest wie kto Re: Wstrząsające listy niemieckich żołnierzy 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.04, 20:45
        tatuś balesta na pewno tez niejedno synusiowi opowiadał. To zamiłowanie do
        solidnej roboty mają po prostu we krwi...
      • Gość: erwin Bartoszcze - wątek do usunięcia. IP: *.podchorazych.katowice.pl 15.12.04, 21:28
        Kiedy ja podałem linka wyłacznie, bez komentowania (choc w temacie zawarłem
        komentarz) to wywaliłeś posta. Tu tekst jest wklejony i nieskomentowany. Liczę
        na konsekwencję.
        • Gość: wlodek emeryt Re: Bartoszcze - wątek do usunięcia. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.04, 22:58
          a czego się wstydzisz PRAWDY?
          • Gość: erwin Re: Bartoszcze - wątek do usunięcia. IP: *.podchorazych.katowice.pl 15.12.04, 23:29
            ja pisze o czyms zupelnie innym, ze moj watek nie zawierajacy komentarza zostal
            za to usuniety. ale widac ze wystarczy uskarzyc sie na dyskryminacje w takim
            miejscu i o malo co nie wyzywaja od faszystow i takie tam
        • bartoszcze Re: Bartoszcze - wątek do usunięcia. 16.12.04, 00:04
          Erwin,
          Twój link nie działał:)
          • Gość: erwin Re: Bartoszcze - wątek do usunięcia. IP: *.podchorazych.katowice.pl 18.12.04, 12:33
            tego nie napisałeś wcześniej :)
    • grba Żołnierze Fuehrera 16.12.04, 00:32
      ANATOMIA WEHRMACHTU

      Michał Kopczyński


      Mimo 11 lat, jakie upłynęły między publikacją książki izraelskiego historyka
      Omera Bartova a jej udostępnieniem polskiemu czytelnikowi, Żołnierze FŁhrera
      ukazali się w samym środku aktualnej dyskusji polityczno-historycznej. Bartov
      stawia sobie za cel udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy niemiecki Wehrmacht
      był tylko dobrze wyćwiczonym i sprawnie dowodzonym profesjonalnym wojskiem, czy
      też armią ideologicznie umotywowaną, gotową na wszelkie okrucieństwa w imię
      realizacji imperialnych celów Hitlera na Wschodzie. W istocie chodzi nie tylko
      o Wehrmacht, lecz o całe społeczeństwo niemieckie, bowiem w ciągu 6 lat wojny
      przez armię przewinęło się 17 mln Niemców (w 1939 roku Rzesza liczyła 24,5 mln
      mężczyzn w wieku 15–65 lat). Książka Bartova sytuuje się więc w samym środku
      dyskusji nad historią społeczną Trzeciej Rzeszy. Podstawowe pytanie brzmi, czy
      rzeczywiście zasadne jest rozróżnienie naziści – reszta społeczeństwa,
      ewentualnie SS – Wehrmacht.
      Z obszernej literatury wspomnieniowej autorstwa niemieckich generałów Wehrmacht
      wyłania się jako armia profesjonalistów. Dowódcy, a często i historycy
      wojskowości, przemilczają bestialstwa dokonywane przez żołnierzy, mało też bądź
      w ogóle nie piszą o celach wojny. Pozostaje więc strona techniczna działań,
      epizody frontowe z pierwszej linii (jak w książkach Paula Carela). Próżno
      szukać w tych memuarach szerszej refleksji. Generałowie lubią się przedstawiać
      jako ofiary historii, których nikt nie pytał o zdanie. Wykonywali rozkazy.
      Amerykanie przesłuchujący po wojnie wielu wyższych dowódców Wehrmachtu nazwali
      ten sposób rozumowania wypaczoną moralnością. Czy funkcjonowała ona także wśród
      większości szeregowych żołnierzy? Autor słusznie podkreśla zasadniczą różnicę
      pomiędzy kampaniami na Zachodzie, gdzie Wehrmacht zachowywał się w sposób nie
      odbiegający od wojennej normy, i walkami na Wschodzie – przede wszystkim w
      Rosji, choć już kampania wrześniowa i początek okupacji w Polsce pokazały inną
      twarz Wehrmachtu.
      Na książkę składają się cztery odrębne eseje. Pierwszy poświęcony został
      demodernizacji niemieckich sił zbrojnych. Pod pojęciem tym autor rozumie
      narastającą od 1942 roku różnicę między Wehrmachtem a Armią Czerwoną. Ten
      pierwszy nie podniósł się po stratach w sprzęcie poniesionych w kampanii 1941
      roku, podczas gdy zasilana sprzętem własnej produkcji i otrzymanym z Zachodu w
      ramach lend-lease Armia Czerwona zyskiwała przewagę nad Niemcami. Kurczowe
      trzymanie się zajętych pozycji było więc nie tylko konsekwencją obłędu Hitlera,
      ale i obiektywnym rezultatem technologicznej depresji armii niemieckiej. Nie
      zmieniły obrazu nawet imponujące rezultaty starań Alberta Speera, ministra do
      spraw produkcji zbrojeniowej. Zderzenie rzeczywistości z propagandowym obrazem
      prymitywnego Rosjanina sprzyjało narastaniu wśród żołnierzy frustracji i
      potęgowało nienawiść do przeciwnika i ludności cywilnej.
      Drugi esej dotyczy motywacji żołnierzy. W literaturze spotyka się pogląd, iż
      zadziwiająca umiejętność odradzania się Wehrmachtu po klęskach była
      konsekwencją silnych więzi wewnątrz poszczególnych jednostek. Miały temu
      sprzyjać patriarchalne stosunki między oficerami a żołnierzami, kultywowanie
      tradycji i system poboru o charakterze terytorialnym. Posługując się danymi o
      stratach Wehrmachtu – zarówno jako całości, jak i na poziomie poszczególnych
      jednostek – autor dowodzi, że chaos, jaki zapanował w systemie uzupełnień
      jednostek, oraz stale rosnące straty już w początku 1942 roku spowodowały
      rozpad owych więzi. Na marginesie tych danych warto podkreślić irracjonalność
      sposobu, w jaki Hitler kierował wojną, wyrażającego się zasadą trzymania każdej
      piędzi ziemi i twierdzeniem, że straty nigdy nie są zbyt duże, bowiem w
      przyszłości staną się zaczynem chwały. Warto podkreślić, że w czasie gdy Hitler
      jako wódz zatracał zdolność rozumienia wydarzeń, Stalin stopniowo uczył się od
      swych dowódców, a w każdym razie przestał im nadmiernie przeszkadzać. Obraz
      działań całkowicie się odwrócił. Armia Czerwona nauczyła się nowoczesnych zasad
      prowadzenia działań, podczas gdy Wehrmacht zaczął stosować metody, które w 1941
      roku omal nie doprowadziły do upadku ZSRR.
      Trzeci esej poświęcony został dyscyplinie w szeregach Wehrmachtu. Uderza liczba
      surowych kar wymierzanych żołnierzom. O ile w latach 1914–1918 na karę śmierci
      skazano 48 żołnierzy niemieckich, o tyle w czasie drugiej wojny los taki
      spotkał 15–20 tys. Rzecz charakterystyczna, że kary orzekano za niesubordynację
      i ustępowanie przed wrogiem, a nie za przestępstwa wobec ludności cywilnej. Na
      te ostatnie nie reagowano. Udział sił zbrojnych w zbrodniach nie był tylko
      kwestią sławnego rozkazu o komisarzach z 1941 roku, lecz miał charakter
      systematyczny. Dowodzą tego dane o stratach w tzw. operacjach
      antypartyzanckich, realizowanych przez Wehrmacht w okresie stabilizacji frontu.
      Jeśli straty po stronie wojska wynosiły dwóch zabitych, a po stronie
      partyzantów kilka tysięcy, to znaczy, iż nie były to żadne walki, lecz zwykłe
      mordy, połączone z rabunkiem. Cierpiący na braki w zaopatrzeniu wskutek długich
      linii komunikacyjnych Wehrmacht musiał żyć kosztem zdobytego kraju, a to
      oznaczało rabunki na bezpośrednim zapleczu. Siłą utrzymującą dyscyplinę w
      Wehrmachcie nie były więc silne więzi wewnątrz jednostek, lecz drakońskie kary,
      połączone z przyzwoleniem na rabunki i zbrodnie. Te z kolei przyczyniały się do
      rozluźnienia dyscypliny, co musiało skończyć się eskalacją represji.
      Ostatni esej poświęcono indoktrynacji żołnierzy. Autor przytacza rozkazy
      wyższych dowódców nawołujące do bezwzględności wobec ludności. Ważnym źródłem
      obrazującym stopień zideologizowania sił zbrojnych są listy żołnierzy z frontu
      oraz raporty urzędów kontroli korespondencji. Okazuje się, że w większości
      listów obraz Rosjan stanowi wierne odbicie propagandy. Podobnie jest z wiarą w
      nadprzyrodzoną moc Hitlera, osiągającą szczególnie karykaturalne rozmiary w
      ostatnich dwóch latach wojny. Kilkunastoletni żołnierze Wehrmachtu w chwili
      dojścia Hitlera do władzy mieli po około 10 lat, a więc przed wybuchem wojny
      zdążyli przejść przez pranie mózgu Hitlerjugend. Nie bez znaczenia dla
      twardości oporu, jaki stawiał Rosjanom Wehrmacht, była obawa przed zemstą za
      to, co robiono na Wschodzie. W kwietniu 1945 roku w berlińskim S-Bahnie
      żołnierz przysłuchujący się narzekaniom podróżnych krzyczał: Nie wolno nam
      tracić odwagi. Jeżeli oni zwyciężą, przyjdą tu do nas i zrobią tylko cząstkę
      tego, czego myśmy się dopuścili na terytoriach okupowanych, za kilka tygodni
      nie będzie już Niemców – wspominał 16-letni berlińczyk.
      Książka Bartova wykracza poza tradycyjną historię wojskowości. I choć niektóre
      twierdzenia autora mogą budzić wątpliwości (np. interpretacja raportu gen.
      Blaskowitza z 1939 roku, krytykującego politykę w Generalnej Guberni), to jest
      ona z pewnością pozycją godną polecenia.

      www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=1131
    • Gość: . Re: Polityka:Wstrząsające listy niemieckich żołni IP: 81.210.102.* 16.12.04, 08:34
      Między wrześniem 1939 r. a majem 1945 r. niemiecka poczta polowa
      > dostarczyła ok. 40 mld przesyłek, z czego jedną czwartą stanowiły listy,
      > paczki i telegramy wysłane z frontów. Polskie podziemie przechwytywało część
      > tej korespondencji
      Ile? Dwa, trzy, pięć procent?

      nieocenionym źródłem informacji o ówczesnych postawach, sposobie myślenia,
      > mentalności, skuteczności (i nieskuteczności) propagandy
      niereprezentatywnym ze względu na to iż:
      Nie cała korespondencja była kontrolowana, w wojsku istnieli cenzorzy, i mimo
      iż było ich mało (w stosunku do ilości listów), to nigdy żołnierz nie wiedział
      czy akurat jego list nie będzie przeglądany. Śmiem twierdzić że nie było to bez
      wpływu na treść.

      Kopie trafiały do konspiracyjnych analityków, wyciskających z listów
      > najcenniejsze informacje militarne i przygotowujących raporty. Wysyłane do
      > Londynu, trafiały ponoć także na biurko Winstona Churchilla.
      >
      > Przechwycona poczta pomagała też dokumentować zbrodnie wojenne. W tym samym
      > celu w warszawskich i krakowskich zakładach fotograficznych robiono kopie
      > zdjęć rozstrzeliwań, paleń, egzekucji, które urlopowani żołnierze zostawiali
      > do wywołania.
      > Kilka teczek z opracowanymi przez akowski wywiad wyciągami z niemieckiej
      > poczty polowej z lat 1941–1944 zachowało się w warszawskim Archiwum Akt
      > Nowych.

      "Kilka teczek", materiałów selekcjonowanych pod kątem szukania określonych
      informacji, o czym niby ma świadczyć? Że w armii niemieckiej byli ludzie którzy
      wierzyli w hitlera jak w gwiazdę, zapewne. Że gebelsowska propaganda urobiła
      mózg niejednemu szwejowi, z pewnością. Że w takiej masie ludzi trafią się typy
      sadystyczne i dewianci, oczywiście.
      Dla mnie artykuł o niczym, w każdym o niczym o czym bym nie wiedział wcześniej.
      • grba Wilm Hosenfeld w listach do domu 16.12.04, 08:53
        Pabianice, 10 listopada 1939

        Moja Annemi, leży przede mną Twój kochany list z 8 listopada. Napisany pod
        wrażeniem mowy Führera, która wstrząsnęła zarówno Tobą jak i mną. Słuchałem
        tylko przez chwilę, jednak zrozumiałem z niej, że Führer chce wojny. Widoki na
        pokój rozwiewają się coraz bardziej. Nieszczęście będzie więc miało ciąg
        dalszy. Własne marzenia odciągają człowieka od cierpień, które trafiają innych.
        Głęboka gorycz i męka zapada w moje serce. Wiem, że sprawiam ci tylko ból, ale
        robię to także po to, by cię wzmocnić. Z tych wszystkich doświadczeń zabieram
        ze sobą tylko te, które moje serca zwracają ku Bogu i jego Synowi. (...) Fala
        aresztowań przechodzi przez ten nieszczęsny kraj. Na podstawie donosów
        tutejszych niemieckich mieszkańców zabiera się i wywozi setki ludzi. Można
        sobie wyobrazić, jak są traktowani, bo to odwet. W jakiejś mierze może być
        uzasadniony, ale przecież wojna się skończyła, a my chcemy budować. Tymczasem
        za jednym zamachem jest niszczone to dobro, które zostało zbudowane w ciągu
        ostatnich spokojnych tygodni. Bezsilna wściekłość, paraliżująca zgroza przenosi
        się z jednego domu do drugiego, w którym mieszka Polak sięgający ponad
        przeciętność. To wcale nie chodzi o odwet. Wygląda na to, że za przykładem
        Rosjan chce się wytępić inteligencję. Kto by pomyślał, że sięgnie do tego rząd,
        który śmiertelnie nienawidził bolszewizmu i tępił go we własnym kraju. Jakże
        lubiłem być żołnierzem, ale teraz chciałbym porwać szarą kurtkę na strzępy. My
        mamy trzymać tarczę, za którą mają być popełniane te zbrodnie na ludzkości?
        Wehrmacht nie jest winny, nie pochwala tego wszystkiego, ale stoimy bezsilni na
        uboczu i musimy się tylko przyglądać.

        *

        W Sokołowie, o 10 rano, stoi na stacji pociąg, z przodu kilka wagonów
        osobowych, z tyłu wagony do transportu bydła. Wszystkie zapchane Polakami
        wyrzuconymi z tej części byłej Polski, która stała się niemiecka. (...) Ci
        ludzie w ścisku jechali pociągiem przez trzy dni. (...) Jakiś mężczyzna
        pokazuje swe małe dziecko, które leży w rozpadającym się wózku, całe
        zmarznięte. Już nie ma sił płakać. Śnieg wiruje i opada na ludzi białymi
        płatkami. Stoją bezbronni i opuszczeni. Jakiś mężczyzna podchodzi do
        policjanta, który konwojował pociąg: „Proszę pana, co my tu robimy?”. Ma na
        sobie stary kożuch, jego żona stoi za nim. Mężczyzna płacze. „Wróciłem z lasu z
        końmi i wozem, a oni mi mówią, masz się natychmiast wynosić, wszyscy mają się
        wynosić, twoja żona i twoje dzieci. Za 10 minut ma was tu nie być. Moi starzy
        rodzice mają po osiemdziesiąt lat. Mam sześcioro dzieci. Od trzech dni nie
        dostaliśmy nic do jedzenia. Moje dzieci umierają z głodu. Nie mogłem niczego
        zabrać, nie mam pieniędzy. Sękatymi dłońmi zakrywa twarz, stoi przede mną
        bezradny. A ja im nie mogę pomóc. Nieszczęście rozdziera mi serce. Tak wygląda
        to przesiedlenie, o którym się mówi tak wielkimi słowami. Ludzie tłoczą się w
        budynku dworcowym, szukają ochrony przed zimnem. Wysoki, szczupły mężczyzna z
        czarną czapką futrzaną na szlachetnej głowie patrzy na mnie poważnym wzrokiem.
        Pewnie widzi we mnie jeszcze jednego potwora, a może myśli, że mam dobre serce?
        Chętnie bym z nim porozmawiał, ale lękam się zacząć rozmowę. Jest jednym z tych
        inteligentów, którzy mają być wytępieni. (…) Ale te dzieci, te dzieci Węgrów,
        14 grudnia 1939 (z zapisków)

        . Gdy myślę o was, moje kochane dziatki tam w domu, to robi mi się gorąco na
        duszy i chciałbym każde dziecko wziąć na ręce i pocieszyć, chciałbym wszystkich
        tych dzień stoją na zimnie, siedzą na swych tobołkach, na swym smętnym dobytku
        i nie dostają nic do jedzenia. W tym jest system, tych ludzi chce się wtrącić w
        choroby, nędzę i bezradność, oni mają wymrzeć. Tych, których oszczędziła wojna,
        chce się zabić w ten ohydny sposób. Skąd ten diabelski plan, kto może tak
        obchodzić się z ludźmi? Dla siebie domagamy się sprawiedliwości i mówimy, że
        zagrożone były nasze żywotne prawa, że zagrażali nam nieszczęśników pocieszyć i
        prosić o wybaczenie, że Niemcy tak z nimi postępują, tak straszliwie
        niemiłosiernie, tak okrutnie nieludzko. Dlaczego wyrywa się tych ludzi z domów,
        jeśli nie wiadomo, gdzie ich ulokować? Przez cały Anglicy, Czesi, Polacy, a tu
        miliony ludzi wtrąca się w nędzę. Czyżbyśmy byli barbarzyńcami, za jakich nas
        mają gazety na całym świecie? Ale nie jesteśmy, są nimi tylko obecni władcy,
        naród niemiecki w swej całości jest niewinny, on nic o tym nie wie. Nasz dobry
        naród niemiecki będzie oburzony i zawstydzony, gdy się od niego będzie
        oczekiwać takiej postawy. A jednak wszyscy jesteśmy winni, nie, nas wszystkich
        oszukano, okłamano i zwiedziono. (...)

        *

        Węgrów, 15 grudnia 1939

        Wczoraj wieczorem zasnąłem ogromnie zatroskany o naszą przyszłość. Słuchałem z
        kolegami radiostacji angielskiej. Goebbelsa obwiniano o podpalenie Reichstagu,
        Göringa o zamach na Hitlera w piwiarni Bürgerbräukeller, 8 listopada. Podawano
        listy z nazwiskami jeńców. Angielski spiker mówił, że Rosjanie nadal
        podszczuwają przeciwko państwom faszystowskim i wzywają światowy proletariat do
        walki z nazistowskimi Niemcami. Mówi o układzie handlowym Rosji z Wielką
        Brytanią oraz załamaniu się rosyjskiej pomocy dla Niemiec. Nie wszystkiemu
        można wierzyć. Ale dlaczego nie publikuje się w Niemczech mowy Mołotowa do
        Kominternu. Nawet jeśli propaganda jest zręczna, to nie zaszkodziłaby nam,
        gdybyśmy byli w Niemczech jednej myśli i w to samo wierzyli, ale jak ma powstać
        jedność, skoro wielu członków naszego narodu było tak brutalnie
        prześladowanych, niesprawiedliwie traktowanych, wyklinanych i poniżanych tylko
        dlatego, że mieli inne przekonania niż naziści. Zwłaszcza prześladowania
        religijne zostawiły wiele złej krwi... A teraz widać, co gestapo wyprawia
        tutaj. Liczni Polacy, nie mówiąc już o Żydach, są więzieni. Jeden z oficerów
        zapytał gestapowca: „Czy sądzi pan, że tymi metodami możemy pozyskać tych ludzi
        do odbudowy? Gdy wrócą z obozów koncentracyjnych, to będą najgorszymi wrogami
        Niemców!”. Na co gestapowiec odpowiedział: „A sądzi pan, że choć jeden z nich
        wróci? Wszyscy zostaną zastrzeleni w czasie próby ucieczki”.
    • grba Prekursorzy szabru 16.12.04, 09:30
      Zaś Willy Schneider informował rodzinę w Kolonii o jednym z miasteczek na
      (zapewne) wschodzie Polski: „Przed paru tygodniami zostali tu żydzi posłani
      na łono Abrahama i ja odwiedziłem kilka razy getto. Możesz sobie żywo
      przedstawić, że nie było to bezowocne. Zabrałem duży kosz pełen bielizny i
      materiałów ubraniowych, które zabiorę ze sobą lub Wam poślę”.

      Szaber
      1. grabież rzeczy opuszczonych, pozostawionych bez opieki z powodu katastrof
      żywiołowych, przewrotów społ., wojny itp.
      2. przest. tłuczeń, drobne kruszywo skalne
      1. nm. schaben 'zeskrobywać'
      2. nm. Schiefer 'łupek; drzazga' pod wpływem 'schieben' suwać
      (Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych)
    • piast1025 Re: GRBA! 16.12.04, 15:08

      ...daremne Twoje szlachetne trudy Grba..."demaskowanie" zbrodni Wehrmachtu nie
      jest teraz w modzie - lecz coś zupełnie odwrotnego - pokazywanie bohaterstwa,
      waleczności i twardości (które na mnie nie robią żadnego wrażenia) żołdaków tej
      armii...Zbrodnie się przemilcza - tak jak na tym forum, gdzie "ślązakowcy"
      wypominają wiele rzeczy (słusznie bądź nie) Polsce i Polakom, ale Niemiec
      nie "ruszą", milczą...Od czasu do czasu któryś tylko pochwali się (z dumą)
      krzyżem żelaznym wujka, który być może wcale go nie chciał otrzymac (jak
      chciał, to tym gorzej...)pozdrawiam!
      • grba Re: GRBA! 17.12.04, 09:57
        Zjeździłem sąsiednią opolszczyznę na rowerze i widziałem kilkanaście pomników
        postawionych poległym żołnierzom niemieckim. Na pomniku zawsze są dwie listy:
        krótsza - polegli w pierwszej i zdecydowanie dłuższa - polegli w drugiej
        wojnie. Dlatego zaskakuje mnie opisywanie obu wydarzeń przez co poniektórych z
        perspektywy niemieckiego imperializmu, nadal sprzedają nam treści z gazetek
        propagandowych dla Wehrmachtu. Wojna to dla nich trochę 39 i dopiero 45, kiedy
        zawędrowała na Śląsk. O tym co było pomiędzy nie lubią pisać i nie dziwota...
        • piast1025 Re: GRBA! 17.12.04, 10:13
          ...to jest "bitwa o pamięć"...Niemcy chcą reinterpretacji swojej historii
          (także ze względów politycznych, nie tylko społecznych...) - zapomnieć o
          zbrodniach, pamiętać o sukcesach...co za "pieprzona" nostalgia...
        • stefan_ems Re: GRBA! 17.12.04, 10:46
          Grba, co Ty tu insynuujesz? Przecież siedzisz troszku w temacie i wiesz, że
          pomiędzy podanymi latami nie dzieło się wiele na Śląsku. No chyba, że chcesz
          pogadać o kobietach za pługiem ;-)
          • grba Re: GRBA! 17.12.04, 11:46
            stefan_ems napisał:

            > Grba, co Ty tu insynuujesz? Przecież siedzisz troszku w temacie i wiesz, że
            > pomiędzy podanymi latami nie dzieło się wiele na Śląsku. No chyba, że chcesz
            > pogadać o kobietach za pługiem ;-)
            >

            Proszę, świetny przykład myslenia, o którym piszę: "nic się nie działo".
            Naprawdę, na Śląsku nic się nie działo?
            Jesteś pewien?
            Dlaczego zapominasz o Ślązakach na "wszystkich frontach II wojny światowej"?
            • stefan_ems Re: GRBA! 17.12.04, 12:05
              grba napisał:


              > Proszę, świetny przykład myslenia, o którym piszę: "nic się nie działo".
              > Naprawdę, na Śląsku nic się nie działo?
              > Jesteś pewien?
              > Dlaczego zapominasz o Ślązakach na "wszystkich frontach II wojny światowej"?

              A od kiedy wydarzenia na "wszystkich frontach II wojny światowej" są
              wydarzeniami na Śląsku?
              • Gość: Braid Re: GRBA! IP: 62.206.176.* 17.12.04, 12:46
                stefan_ems napisał:

                > No chyba, że chcesz pogadać o kobietach za pługiem ;-)

                > A od kiedy wydarzenia na "wszystkich frontach II wojny światowej" są
                > wydarzeniami na Śląsku?

                Hitlera bardzo szanowano bo dal ludziom prace

                1. Firma "Firma Josef Kluge (aus Gleiwitz)" przykladowo
                zakladala w obozie Auschwitz piece krematoryjne (Krematorien IV und V.)
                Prace wykonala jako podwykonawca pomagajac bogatej w tradycje budowy
                piecow firme "Topf und Söhne" z Erfurtu.

                2.Roboty drenazowe i odwadniajace na terenie Krematorium II,III,IVi V
                (Auschwitz) wykonala Gliwicka firma " Karl Falck (aus
                Gleiwitz) przy wspolpracy firmy Triton z Katowic

                Jak widzisz nie tylko kobiety za plugiem mialy co robic na Slasku
              • grba Re: GRBA! 17.12.04, 17:33
                stefan_ems napisał:

                > grba napisał:
                >
                >
                > > Proszę, świetny przykład myslenia, o którym piszę: "nic się nie działo".
                > > Naprawdę, na Śląsku nic się nie działo?
                > > Jesteś pewien?
                > > Dlaczego zapominasz o Ślązakach na "wszystkich frontach II wojny światowe
                > j"?
                >
                > A od kiedy wydarzenia na "wszystkich frontach II wojny światowej" są
                > wydarzeniami na Śląsku?
                >

                Pomniki dowodzą, że w Wehrmachcie i innych formacjach walczyli Ślązacy, którzy
                również pisali listy do domu. Jak myslisz, co pisali?
      • Gość: erwin obecnie IP: *.podchorazych.katowice.pl 18.12.04, 12:35
        Niemcy nei szkodzą narodowi Śląskiemu tak jak Polska, jak będą szkodzić to i im
        się oberwie
        • piast1025 Re: obecnie 20.12.04, 09:55

          ...pewnikiem "ty som ich strzaskosz"?!!! ;-D
    • pistulka2 Bzdury pana Grby 17.12.04, 18:00
      Grba co ty tu za farmazony wypisujesz? Kto i gdzie pisze z perspektywy
      niemieckiego imperializmu?
      Facet gdzie ty zyjesz?
      Zacznijmy moze od tych listow tych niby zolnirzy niemieckich, sam nazwa watka
      jest typowe dla ciebie, czyli niescisla.
      Wiekszosc przytoczonych listow to listy czlonkow tzw. Eisatztruppen czy tez SS
      (nie mylic z Waffen -SS), czlonkowie tych organzacji z wojskiem nie mieli nic
      wspolnego nie podlegali po rzadne jednostki wojskowe i dzialali na tylach
      frontow nigdy nie walczyly. Wiadomo, ze Einsatztruppen dokonaly massowych
      zbrodni i zabily ponad 500tys ludzi, z czego tylko mala czesc to byli
      partyzanci.
      Co do walki z partyzamtami, to niemieckie reakcja w stasuku do skali zjawiska
      byly dosc wywazone. Partyzantow zaden okupant nie toleruje. Zobacz USA czy
      Rosje dzis jak ich poczynania w 1945 na terenie Niemiec ale to inny temat.

      Teraz do tych farmazonow z przytaczanej ksiazki:
      Pisanie o demodernizacji armii niemieckiej jest naprawde idiotyzmem do kwadratu.
      Armia sowiecka napewno od 1941 rozbyduwowywala swoja przewage w ilosci sprzetu
      ale nie w jakosci.
      Ktos co takie niedorzecznosci wypisuje, dyskwalifikuje sie jako historyk.
      Tak samo jak te opowiastki o zezwalaniu na mordy i rabunki. Za to sie szlo do
      kompani karnej albo pod mur.
      Pisanie, ze armia sie zaopatrywala z rabuku ludnosc okupowanych terenow jest
      nastepnym idiotyzmem do kwadratu.
      Jak by tak bylo to wojna skonczyla by sie w pazdzierniku 1941 bo Niemcy
      poumierali by zglodu.
      Do reszty tych farmazonow nie chce mi juz komentowc.
      Ksiazka ta jest typwa proba przy pomocy polprawd i przekrecen zrobienia z
      Wehrmacht bandy nieskordynowanych zbirow, ten tred mozny zaobserwowac wsrod
      wielu historykow w Niemczech i nie tylko. Takie "dziela" sa napewno jak balsam
      na dusze takich jak ty grba, jednak to nie zmienia faktu, ze sa bzdurami.

      Co do pomnikow dla poleglych niemeickich zolnierzy, to moj drogi kazdy ma prawo
      do czczenia swych zmarlych, a osadzanie zostaw juz Temu u gory.

      Takich specjalistow jak ty bylo i nadal jest na tym forum wielu np. piast,
      hierowski kiedys np.luka i aqua itd, moze to ciagle ci sami tylko pod innymi
      nikami.
      Typowa dla was jest to, ze zyjecie w krainie basni, skleconej z farmazonow
      wielu epok, od polskiego romatyzm az po propagande PRLu. Jestescie wrecz
      niewolnikami tych urojonych historyjek, ktore wciaz powtarzacie nawet jak wam
      sie pokarze, ze sa bzdurami, to robicie krotka przerwe a jak ucichnie to znow
      to samo. Moze byl by czas na refleksje?

      Do wolnosci dochodzi sie tylko przez prawde!
      Ale kazdy ma wolny wybor!
      • grba pistulce2 17.12.04, 18:30
        Z kim chcesz polemizować? Polemizuj z żołnierzami niemieckimi, którzy napisali
        to co napisali w listach do domu. Daruj sobie swoje felietony. O wiele chętniej
        przeczytam listy Ślązaków z wojny. Imienia prawdy nie wymienaj nadaremnie.
        • Gość: -- Re: pistulce2 IP: *.protonet.pl / 80.51.161.* 17.12.04, 19:24
          grba napisał:

          > Z kim chcesz polemizować? Polemizuj z żołnierzami niemieckimi, którzy
          napisali to co napisali w listach do domu. Daruj sobie swoje felietony. O wiele
          chętniej przeczytam listy Ślązaków z wojny. Imienia prawdy nie wymienaj
          nadaremnie.

          - Przykro słuchać waszych kłótni na temat listów z piekła, w jakim znależli się
          ludzie. To był zapewne koszmar i nie można go cynicznie traktować. Znamy listy
          żołnierzy z frontu i wiemy, że były różne (nie myślę tu o konkretnych stronach
          konfliktu). "Grba" przytacza zeile pisane ręką zwyrodnialców, albo listy
          wymuszane "ówczesną poprawnością polityczną". De 'facto był to chyba margines
          na każdej ze stron.

          - Człowiek jest tylko człowiekiem, demonów jest mało, tylko, że oni robią dużo
          larma! Jeżeli "grba" chce to gdzieś znalazłem list żołnierza pisany w zupełnie
          innym duchu i jeżeli chce, mogę go przytoczyć w oryginale. W sumie jednak
          widzę, że nie o to tu chodzi, tylko o podtrzymywanie konfliktu. A szkoda.

          Pozdrawiam.
          • grba Re: pistulce2 17.12.04, 21:47
            Gość portalu:
            • Gość: -- Re: pistulce2 IP: *.protonet.pl / *.protonet.pl 18.12.04, 10:23
              grba napisał:

              > Chętnie je przeczytam. Tylko, żeby to nie były apokryfy.

              - Nie mogę zagwarantować, że to nie apokryfy (utwory o wątpliwym autorstwie).
              Zresztą, co na tym świecie jest pewne? Te kilka listów, które miałem na myśli
              wydawały mi sie oryginalne. Niestety, na wyrost obiecałem możliwość ich (listów)
              przytoczenia, gdyż uciekło mi, że ta książka jest już oddana do wypożyczalni.
              Może jeszcze ją wypożyczę, skseruję i będzie w mej biblioteczce.
              - Sądzę, że jako wyedukowany i światły człowiek nie wątpisz, że takie na pewno
              były, - pośród tych wstrętnych barbarzyńskich. Może do tematu jeszcze kiedyś
              będzie okazja wrócić.

              Pozdrawiam.
              • grba Re: pistulce2 18.12.04, 11:51
                Gość portalu:
                • Gość: -- Re: pistulce2 IP: *.protonet.pl / *.protonet.pl 18.12.04, 13:08
                  grba napisał:

                  > Raczej na myśli miałem utwór nieautentyczny, fałszerstwo.
                  > Możesz podać tytuł książki?

                  - Jednak znalazło się gdzieś z tego trochę zapisane, oto to:

                  Hermann W.
                  Abschiedsbrief aus dem Felde
                  (Im Felde 1941)

                  Meine Lieben daheim!

                  Ich las einmal, daß Soldaten manchmal Abschiedsbriefe in der Tasche trugen.
                  Diese Sitte finde ich sehr schön. So kann man dann noch zu seinen Angehörigen
                  sprechen, wenn man selbst die Erde verlassen hat. Ich habe, da ich diese Zeilen
                  schreibe, keineswegs Todesahnungen, aber namchen Kameraden decken schon die
                  Erde. Warum sollte der Bannerträger und Erzengel, der die seelen zum Heiligen
                  Lichte führt, vor mir haltmachen? Falls es mich einmal trifft, dann sollt Ihr
                  wenigstens wissen, daß ich ohne Traurigkeit und Angst von dieser Welt gehe.
                  Ich habe den guten Kampf gekämpf. Das Reich Gottes war immer mein Ziel. Ich
                  wollte ein tüchtiger Priester in der Welt werden. Auch wenn das später mit den
                  größten Schwierigkeiten verbunden wäre. Nur die Erkenntnis, das ich nur ein
                  mittelmäßiger Priester sein werde, hätte mich von meinem Ziel abbringen können.
                  Wenn ich einmal dort oben im Himmelreich ankommen werde, dann werde ich
                  sagen: „Lieber Gott, schön war es in Deiner Welt!“ Ich habe etwas von meiner
                  Jugend gehabt. Die großen Fahrten durch unser herrliches Land zeigten mir immer
                  ganz besonders Gottes wunderbare Schöpferhand. Und die letzten zwei Jahre
                  daheim waren so voll von schönen Erlebnissen, daß ich für die schönsten meines
                  Lebens halte. Ich hatte treue Freunde, in der Schule gute Kameraden und
                  verständnisvolle Lehrer.
                  Liebe Eltern, daß ich so eine inhaltsreiche Jugendzeit hatte, danke ich zum
                  allergrößten Teil Euch. Die Opfer, die Ihr für Eure Kinder gebracht habt,
                  machen Euch heilig. Wenn Euer stilles Wirken nicht mehr in dieser Welt bekannt
                  wird, dann aber um so strahlender in unserer ewigen Heimat. Papa gab sogar die
                  Gesundheit und vielleicht gar das Augenlicht dafür hin. Oft, sehr oft hat mich
                  in der Fremde der Gedanken an meine lieben Eltern hochgerissen.
                  Dann danke ich für alles Gute, was Ihr, meine Geschwister, mir in der Liebe
                  erwiesen habt. Ich wünsche, daß alle möchten sein ein Schein von Gottes Licht. –
                  Und die lieben Verwandten haben auch so manches beigetragen, um mir Freude zu
                  bereiten. Allen, allen, auch dem treuen E. und unserm letzten Kaplan, der mir
                  ein neues Priesterideal vor Augen stellte, allen verspreche ich, für sie
                  einzutreten beim lieben Herrn und Gott, der nun mein Hausvater ist.
                  Nun, liebe Eltern, habe ich Euch alles gesagt, was ich auf dem Herzen habe.
                  Bedenkt besonders das eine: Uns Christen wird durch den Tod ja das Leben nicht
                  genommen, sondern nur neugestaltet. Ich habe große Pläne gehabt für mein
                  späterse Wirken, aber der Lenker unserer Schicksale hat etwas anders mit mir
                  vorgehebt.
                  Lebt wohl, alle meine Lieben, Verwandten und Freunde!
                  Gott segne Euch.
                  Gruß, Gnade und Frieden!

                  Euer Hermann in der Heimat.

                  [ Hildegard Kropp „Geleit in die Ferne“ St. Benno-Verlag GmbH Leipzig]
                  Hermann W.
                  Abschiedsbrief aus dem Felde
                  (Im Felde 1941)

                  Meine Lieben daheim!

                  Ich las einmal, daß Soldaten manchmal Abschiedsbriefe in der Tasche trugen.
                  Diese Sitte finde ich sehr schön. So kann man dann noch zu seinen Angehörigen
                  sprechen, wenn man selbst die Erde verlassen hat. Ich habe, da ich diese Zeilen
                  schreibe, keineswegs Todesahnungen, aber namchen Kameraden decken schon die
                  Erde. Warum sollte der Bannerträger und Erzengel, der die seelen zum Heiligen
                  Lichte führt, vor mir haltmachen? Falls es mich einmal trifft, dann sollt Ihr
                  wenigstens wissen, daß ich ohne Traurigkeit und Angst von dieser Welt gehe.
                  Ich habe den guten Kampf gekämpf. Das Reich Gottes war immer mein Ziel. Ich
                  wollte ein tüchtiger Priester in der Welt werden. Auch wenn das später mit den
                  größten Schwierigkeiten verbunden wäre. Nur die Erkenntnis, das ich nur ein
                  mittelmäßiger Priester sein werde, hätte mich von meinem Ziel abbringen können.
                  Wenn ich einmal dort oben im Himmelreich ankommen werde, dann werde ich
                  sagen: „Lieber Gott, schön war es in Deiner Welt!“ Ich habe etwas von meiner
                  Jugend gehabt. Die großen Fahrten durch unser herrliches Land zeigten mir immer
                  ganz besonders Gottes wunderbare Schöpferhand. Und die letzten zwei Jahre
                  daheim waren so voll von schönen Erlebnissen, daß ich für die schönsten meines
                  Lebens halte. Ich hatte treue Freunde, in der Schule gute Kameraden und
                  verständnisvolle Lehrer.
                  Liebe Eltern, daß ich so eine inhaltsreiche Jugendzeit hatte, danke ich zum
                  allergrößten Teil Euch. Die Opfer, die Ihr für Eure Kinder gebracht habt,
                  machen Euch heilig. Wenn Euer stilles Wirken nicht mehr in dieser Welt bekannt
                  wird, dann aber um so strahlender in unserer ewigen Heimat. Papa gab sogar die
                  Gesundheit und vielleicht gar das Augenlicht dafür hin. Oft, sehr oft hat mich
                  in der Fremde der Gedanken an meine lieben Eltern hochgerissen.
                  Dann danke ich für alles Gute, was Ihr, meine Geschwister, mir in der Liebe
                  erwiesen habt. Ich wünsche, daß alle möchten sein ein Schein von Gottes Licht. –
                  Und die lieben Verwandten haben auch so manches beigetragen, um mir Freude zu
                  bereiten. Allen, allen, auch dem treuen E. und unserm letzten Kaplan, der mir
                  ein neues Priesterideal vor Augen stellte, allen verspreche ich, für sie
                  einzutreten beim lieben Herrn und Gott, der nun mein Hausvater ist.
                  Nun, liebe Eltern, habe ich Euch alles gesagt, was ich auf dem Herzen habe.
                  Bedenkt besonders das eine: Uns Christen wird durch den Tod ja das Leben nicht
                  genommen, sondern nur neugestaltet. Ich habe große Pläne gehabt für mein
                  späterse Wirken, aber der Lenker unserer Schicksale hat etwas anders mit mir
                  vorgehebt.
                  Lebt wohl, alle meine Lieben, Verwandten und Freunde!
                  Gott segne Euch.
                  Gruß, Gnade und Frieden!

                  Euer Hermann in der Heimat.

                  [ Hildegard Kropp „Geleit in die Ferne“ St. Benno-Verlag GmbH Leipzig, s-
                  180/181.]

                  Pozdrawiam
                  • bartoszcze Re: pistulce2 20.12.04, 11:54
                    Dla pełnego zrozumienia musiałbyś jeszcze przetłumaczyć..
                    • Gość: -- Re: pistulce2 IP: *.protonet.pl / *.protonet.pl 20.12.04, 14:30
                      bartoszcze napisał(a):

                      > Dla pełnego zrozumienia musiałbyś jeszcze przetłumaczyć..

                      - Po pierwsze przepraszam za podwójne, niepotrzebne wklejenie tekstu, (coś
                      komputer nawala).
                      - Po drugie widać, że były zainteresowany jest już byłym zainteresowanym, a to
                      było głównie do niego.
                      - Po trzecie, by oddać dobrze klimat listu, trzeba trochę talentu
                      literackiego, który mi nie został dany w wystarczajacej ilości.
                      - Po czwarte są ludzie, co to zrozumią/zrozumieją lub ktoś się tu taki znajdzie
                      co przetłumaczy.

                      Serdecznie pozdrawiam.
                      • ramen5 Arnold7 i jemu podobni nie chca zabierac glosu 31.12.04, 21:55
                        Pozatym wszystkiego najlepszego w Nowym Roku
Pełna wersja