Dodaj do ulubionych

Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodnich

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 09:39
Ruszono w poniedziałek. Zaraz po Samain. / I szli taką drogą: / Najpierw na
południe od Cruachan Ai, / Przez Miucc Cruinb, / Przez Terloch Teóra Crích,
bagniste łożysko jeziora, gdzie stykają się trzy krainy, / Potem koło Tuaim
Móna po skraju torfowiska, / Potem przez Cuil Silinne, gdzie leży Carrcin
jezioro, / Potem około Fid i Bolga, przez lasy i pagórki, / Dalej przez
Coltain i przez nurty Sinann (...)


...I w dalszym ciągu ta wyliczanka miejscowości, przez które szła armia
królowej Medb, zajmuje trzy strony. Czego to fragment? "Táin Bó Cuailnge"
czyli "Uprowadzenie stad z Cuailnge", staroirlandzkiego eposu. Wiele z tych
nazw można (podobno) zidentyfikować i pokazać na współczesnych mapach
Irlandii. Czy ma to jakiś związek z tematem wypracowania na święta (1
listopada 2001), zadanym przez Jany'ego Waluszkę? Ma. Ponieważ ta wyliczanka
irlandzkich bagien i pagórków, jest kwintesencją lokalności. Podobne gęste
nasycenie lokalnością mamy chyba tylko w Biblii, a szczególnie w Księdze
Jozuego i w Księdze Sędziów. Jeden i drugi naród, Żydzi z wielkim rozgłosem,
Irlandczycy z dużo mniejszym, przemienił swoją ziemię w Ziemię Świętą. Jak w
porównaniu z nimi wypada Polska? My żyjemy na ziemi zdecydowanie nieświętej.
Dawno temu nasi przodkowie przyjęli chrześcijaństwo, które swoją świętą
ziemię ma nad Jordanem i w jakimś stopniu nad Tybrem, ale na pewno nie nad
Wisłą. W 17-18 wieku budowano u nas święte miejsca czyli parki kultu pod
gołym niebem (łudząco przypominające święte miejsca szamańskich ludów
Syberii) i nazywano je "kalwariami", bo to miały być odbitki właściwego
Świętego Miejsca w Jerozolimie. Potem nasi literaci stworzyli wielką narodową
literaturę, ale jej miejscem akcji nie była ta ziemia, na której teraz
żyjemy, tylko cokolwiek dalej: Białoruś, dawniej nazywana Litwą, w "Panu
Tadeuszu" Mickiewicza i Ukraina w Trylogii Sienkiewicza. Przy czym swoją
Litwę Mickiewicz przynajmniej znał i pamiętał, a Naddnieprze opisane przez
Sienkiewicza było krainą całkiem fantastyczną i czysto literacką kreacją. O
ile mi wiadomo, Sienkiewicz osobiście Dzikich Pól nie widział, i inspirował
się preriami Ameryki, które był odwiedził. Trzecią jeszcze świętą krainę
udało się naszym twórcom wykreować pod koniec 19 wieku: Tatry i Podhale. I
wygląda, że to na tym koniec. Przeciętny Polak mieszka w miejscu, które go
ani ziębi ani grzeje, nie rozgrywa się tam akcja mitów (ani tych pradawnych,
ani tych nowszych literackich), nie zamieszkują jego ziemi żadne duchy,
bóstwa ani herosi, nawet gdyby wliczyć ewentualne postaci literackie. Gdyby
lokalność, o którą tu mi chodzi, czyli istnienie intymnych związków z ziemią,
z krajobrazem, z przestrzenią fizyczną i kulturową, dało się jakoś zmierzyć,
to jej poziom okazałby się dużo niższy niż w Anglii, Włoszech, Niemczech czy
w ogóle na zachodzie Europy. Kiedyś byłem w Norwegii, gdzie ktoś z
miejscowych uświadomił mnie, że tam ciągłość istnienia wielu farm chłopskich -
farm, nie miast! - sięga do lat 1300-nych. Ten długi wstęp potrzebny był mi
do wykazania, że problematyczna polskość Śląska, Pomorza i Prus jest tylko
częścią szerszego problemu, czyli naszego w ogóle zakorzenienia w ziemi, na
której mieszkamy. Można powiedzieć, że sprawa zakorzenienia jest wydumana i
sztuczna, bo przecież żaden naród nie mieszka "od zawsze" w tym kraju, gdzie
mieszka obecnie. Rzeczywiście, 10 tysięcy lat temu w Polsce leżał lodowiec i
ludzi nie było. Jeszcze 1600 lat temu w Europie nie było żadnego z obecnych
narodów: ani Polaków, ani Niemców, Francuzów, Włochów i tak dalej, tylko
etnosy, które definiowały się inaczej. Pewnie za następnych tysiąc lat, a
może prędzej, też żadnych Polaków nie będzie, a ludzie, którzy tu będą
mieszkać, być może o nas nie będą wcale pamiętać. Lokalność nie jest więc
czymś absolutnym, lecz czasowym i przemijającym. Co nie zmniejsza jej wagi.
Przynajmniej ja jestem przekonany, że związek narodu z jego ziemią dziwnie
przypomina związek człowieka z jego duszą. A z duszą zdarzają się kłopoty.
Wśród prymitywnych ludów znana jest jednostka chorobowa pod nazwą utrata
duszy. Ci nieszczęśnicy, którzy utracili duszę, najczęściej ponieśli tę
stratę za sprawą złych duchów lub złośliwych czarowników, którzy kradną
dusze. Kiedy tak się stanie, wtedy wkracza fachowiec-szaman i wyrusza na
niebezpieczne poszukiwania, podczas których (często) udaje mu się duszę tego
osobnika odzyskać. Nowocześni psychiatrzy nazwaliby tę jednostkę chorobową,
utratę duszy, po swojemu. W każdym razie jest to zjawisko realne, i według
mojego rozeznania, obecnie bardzo pospolite. Mam wrażenie, że znaczna część
ludzi przeżywa większość swojego życia w stanie utracenia duszy. Może mieli
ją kiedyś, na początku, w dzieciństwie, ale to było krótko i dawno. Dusza, ta
którą wykradają czarownicy, to takie dziwne stworzenie, które do swego
rozwoju wymaga szczególnego środowiska. Lubi stare mury, stare budowle. Ale
niekoniecznie one muszą być stare. Niektóre gmachy już w chwili wybudowania
są obdarzone dziwną mocą przyciągania i leczenia dusz. (Stanęła mi tu przed
oczami świątynia Sagrada Familia w Barcelonie, niedokończone dzieło Antonia
Gaudiego.) Ale dużo częściej są wznoszone budowle toksyczne, a na widok
niejednej z nich dusza gotowa jest sama uciec, nie czekając aż przyjdzie
demon i ją porwie. (Przykład: Dworzec Centralny w Warszawie.) Dusza lubi też
stare drzewa. Lasy i aleje. Bagna, trzciny i torfowiska; szczególnie
słowiańska dusza w nich gustuje (ale czy także np. dusza arabska, tego już
nie wiem). Także morze, jeziora i rzeki, ale koniecznie z czystą wodą. Widok
z wierzchowin gór i wzgórz, to też. Dusza potrzebuje też obecności duchów
przodków, którzy żyli w jej okolicy, śladów pamięci o przeszłości; muzyki,
pieśni, obrzędów, także ptaków i zwierząt. Dusza, aby nie dała się porwać i
utracić, musi żyć w związku z tym, co jest wokół niej. Jeśli ma stworzone
odpowiednie środowisko, trzyma się mocno i nie ucieka. Zakorzenienie narodu w
swojej ziemi jest (przynajmniej ja tak to czuję i rozumiem) szczególnym
przypadkiem posiadania właściwego środowiska dla duszy. Myślę, że jeśli
gdzieś pewnej społeczności udałoby się tak urządzić miejscowe środowisko, aby
ich duszom było tam dobrze, to ci ludzie, jako naród lub część narodu,
poczuliby się tam zakorzenieni. Zapewne są przykłady tego w świecie. Zapewne
dałoby się też tak urządzić polski Śląsk, Pomorze i Prusy, aby ziemie te i
ich miasta były odpowiednim środowiskiem dla duszy. Wymagałoby to wielu
szczególnych starań, wymagałoby - przede wszystkim - świadomości tej sprawy,
a tej w Polsce jest o wiele za mało. Stworzenie sprzyjającego środowiska dla
duszy jest trudniejszym zadaniem niż zaopatrzenie mieszkańców w prawo
własności, a także sprawienie, aby mieli pracę i bogacili się. Wygody dla
ciała (dobrobyt, sprawiedliwość i bezpieczeństwo) są łatwiejsze do stworzenia
niż wygody dla ducha, a jak widać nawet z tym są w Polsce nieustanne kłopoty.
Ale pewnie można wzmocnić poczucie zakorzenienia: w tym celu należy zostawiać
więcej starych drzew w lasach i przy drogach. Kryć dachy dachówką a nie szarą
falistą blachą. Chronić bagna i ptaki. Restaurować zabytki i budować nowe
domy tak, żeby się ich nie wstydzić. Nie szatkować całej przestrzeni płotami-
zasiekami. Nie rozrzucać torebek foliowych. Nie wywozić śmieci do lasów. To
niektóre działania na materię. Potrzebne są także (i są jeszcze ważniejsze)
działania na świadomość: poczuć się spadkobiercami ludzi, którzy na tych
ziemiach kiedyś żyli, kontynuatorami ich pracy, chronicielami tego, co tamci
stworzyli. Zaakceptować przeszłość i nie przekłamywać jej. Zapewne trzeba
uczyć dzieci w szkołach nie tylko tej wielkiej, państwowej historii o
Sobieskim i Piłsudskim, ale również tej małej, lokalnej, tłumaczącej dlaczego
w jakiejś Jeleniej Górze albo Słupsku jest teraz tak jak
Obserwuj wątek
    • Gość: Pioter cd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 09:40
      Zapewne trzeba uczyć dzieci w szkołach nie tylko tej wielkiej, państwowej
      historii o Sobieskim i Piłsudskim, ale również tej małej, lokalnej, tłumaczącej
      dlaczego w jakiejś Jeleniej Górze albo Słupsku jest teraz tak jak jest.
      Historii tych, którzy budowali, i tych, którzy niszczyli. (Może ktoś to robi,
      nie jestem dobrze wprowadzony w temat.) Hasło "odwiecznych polskich ziem
      piastowskich", albo "ziem odzyskanych" jest kłamliwe i szkodliwe, ale tego
      potworka nikt prócz nas Polaków nie wyegzorcyzmuje. Do tego trzeba przyjąć
      wielowątkowość i wielonarodowość polskich historycznych tradycji. Mówiąc
      anegdotami: trzeba polubić i przygarnąć Krzyżaków! Żeby nie musieli już
      odgrywać roli uosobienia zła i antypolskiego imperializmu, tylko stali się tym,
      kim byli: pewną "alternatywną cywilizacją" nad Wisłą. (Tak było: pod koniec
      średniowiecza istniały dwa konkurencyjne ośrodki państwowotwórcze w dorzeczu
      Wisły: Kraków w górnym biegu rzeki i Malbork u jej ujścia. Ludność obu miast w
      dużym stopniu była niemiecka...) Może przydałoby się założyć Towarzystwo
      Przyjaciół Zakonu? Może należałoby nazwy niektórych miast zmienić na bardziej
      zbliżone do oryginalnych? - a na pewno nazwy wielu ulic. Tamten rozdział
      historii, kiedy Stalin z Churchillem i Rooseveltem przesuwali Polskę i jej
      mieszkańców jak wózek na kółkach, należy jednak uznać za nieodwracalnie
      zamknięty. Przesunięcie granicy na zachód i wysiedlenia były aktem przemocy i
      niesprawiedliwości, ale dobrze będzie, jeśli za sto lub więcej lat okaże się,
      że stanowiły koniec nacjonalistycznych obłędów w naszej części Europy.

      Mam świadomość, że to jest drobna część tego, z czym te sprawy się kojarzą, ale
      chętnie kiedyś napiszę więcej.

      Wojciech Jóźwiak

      31.10.2001 w Milanówku

      • Gość: bravo Re: cd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 11:32
        Mnie wydaje się, że pan Jóźwiak pisał te słowa w stanie upojenia alkoholowego,
        bądź w zaawansowanym stadium choroby duszy, co w zasadzie na jedno wychodzi.
        Przednia jest myśl powołania Towarzystwa Przyjaciół Krzyżaków, oraz zmiana nazw
        miejscowości na bardziej niemieckobrzmiące.

        Krzyżacy "alternatywą cywilizacyjną" nad Wisłą? Paradne. Dobrze, że chociaż w
        cudzysłowie:-D
    • Gość: Pioter Mazowiecka Atlantyda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 12:39
      Dzisiaj (10 czerwca '99) byłem w Muzeum Hutnictwa w Pruszkowie.
      Dla Tych z Was, którzy nie są obznajomieni z moją okolicą, dodam, że Pruszków
      jest pomiędzy Milanówkiem a Warszawą. 12 km ode mnie.
      Wiedziałem wcześniej, że w mojej okolicy istniało w starożytności zagłębie
      hutnicze, i że niedaleko mnie (starsi milanowianie pamiętają...) w latach
      siedemdziesiątych robiono wykopaliska.
      (Ja mieszkam w Milanówku od ośmiu lat, więc nie jestem całkiem tutejszy. Ale
      Łowicz skąd pochodzę, to ten sam region, południowe Mazowsze, dawne województwo
      Rawskie.)
      Więc byłem w tym muzeum. Wiedzieć, a zobaczyć to jednak nie to samo.

      Okazuje się, że mieszkam na istnej Atlantydzie!

      Prawie 2000 lat temu było tu aż gęsto od osad, pieców hutniczych i wapiennych,
      kuźni, dróg. W muzeum leży wielka kupa srebrnych monet rzymskich. Inna kupa -
      bursztynu. Oczywiście, jak to w muzeach, narzędzia, naczynia, kości. Największe
      wykopaliska - w centrum tego zagłębia - były jakiś kilometr od mojego domu.

      Zdumiewające, jak mało się o tym wie.
      Nie uczy się o tym dzieci w szkołach. A to jest przecież dodatkowy tysiąc lat
      naszej historii.
      I smutne, dlaczego tak się dzieje. Bo ja wiem, dlaczego.
      Z tego samego powodu, dla którego na Śląsku, Pomorzu i Mazurach spychaczami
      równano z ziemią niemieckie cmentarze. W Zielonogórskiem rozbierano i tłuczono
      na kruszywo całe miasteczka. Wypędzono z Beskidów odwiecznych mieszkańców tych
      gór, Łemków.

      Bo to nie byli "nasi".

      W muzeum w Pruszkowie ani razu NIE NAZWANO tego ludu, który tu żył, uprawiał
      ziemie i wytapiał żelazo. Jest napisane przy gablotach: "Wpływy
      rzymskie". "Późne Imperium Romanum". "Barbaricum" (tzn. "ziemie barbarzyńcow").
      W jednym miejscu jest napisane: "Nie wiemy, kim byli ci ludzie". W innym
      miejscu: "Być może to byli Celtowie".

      Otóż DOBRZE WIADOMO, kto to był, tylko dotąd przemilcza się imię tego ludu.

      Był to naród germański (chociaż z celtycką domieszką), znany rzymskim pisarzom
      najpierw jako Lugiowie (Lugioi), następnie jako Hasdingowie, wreszcie
      Wandalowie. Archeologowie nazwali ten lud "Kulturą Przeworską". (Oczywiście w
      tamtych czasach Przeworsk nazywał się inaczej - nie wiadomo jak.) Żyli przez
      600 lat na naszych ziemiach, niemal dokładnie na obszarze dzisiejszej Polski,
      oprócz Pomorza i Mazur, za to na wschód sięgali aż w okolice Lwowa i dalej. W
      końcowej fazie Imperium Rzymskiego skolonizowali dużą część Niziny Węgierskiej.
      W 406 roku n.e. ruszyli na podbój Państwa Rzymskiego. Udało im się. Całego
      imperium oczywiście nie zdobyli, było ich tylko około 100 tysięcy, ale podbili
      północną Afrykę, gdzie założyli państwo ze stolicą w Kartaginie. (Szukając
      historii swojej ziemi będę musiał pewnie wybrać się na pielgrzymkę do
      Tunezji...) Z żelaza wytapianego na Mazowszu sporządzono miecze zdobywców
      Afryki.
      Państwo Wandalów istniało tam ponad sto lat. Zniszczyli ich Grecy z Bizancjum,
      pod wodzą Belizariusza, słynnego wodza cesarza Justyniana.
      Część Wandalów pozostała na Mazowszu (i gdzie indziej w Polsce). Ci doczekali
      nadejścia innego ludu ze wschodu - Słowian , którym przekazali nazwy miejsc na
      ich ziemi. Głownie rzek, bo prawie wszystkie nasze większe rzeki mają nazwy
      starsze niż słowiańskie. Wisła, Odra, Warta, Bzura, Bug, San...

      Czułem, chodząc po muzeum, że tym ludziom wyrządza się krzywdę, a na pewno -
      przemilczając - znieważa się ich pamięć.
      Jak obrzydliwie małoduszny jest nacjonalizm, który każe mścić się na ludziach
      sprzed 2000 lat!
      Przydałoby się Towarzystwo Miłośników Kultury Przeworskiej - z siedzibą w
      Przeworsku i z oddziałem w Milanówku.
      Drugie wielkie zagłębie hutnicze było w Górach Świętokrzyskich, z centrum w
      Nowej Słupi. Także Kultury Przeworskiej czyli Wandalów. Ilu ludzi w Polsce o
      tym wie?

      Jak długo nie oddamy czci naszym przodkom - a wraz z nimi również tym, z
      którymi łączy nas to, że żyli na tej samej co my ziemi - tak długo nasza dusza
      będzie chora. I będziemy niszczyć to, co "nie swoje".

      Z mazowieckiej Atlantydy donosi

      Wojciech Jóźwiak

    • Gość: Szkoda ........... Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.05, 13:17
      Z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuły, w których zostały poruszone
      problemy zakorzenienia na tak zwanych Ziemiach Zachodnich czy Odzyskanych.
      Poruszył Pan problemy, które mnie zaczęły nurtować już bardzo dawno temu i
      byłem ciekaw, czy znajdę ludzi, którzy odczuwają je w sposób podobny.

      Urodziłem się na Dolnym Śląsku, tuż przy granicy polsko-niemieckiej i polsko-
      czeskiej, na skraju Górnych Łużyc. Urodzony na Dolnym Śląsku, ale wychowany w
      całkiem innym wymiarze - użyję tego określenia - duchowym. Mój ojciec pochodził
      z rodziny litewskiej z domieszką białoruską (a i może łotewską); cała ta część
      rodziny zamieszkiwała region Bracław-Widze-Ignalina - obecna Litwa i Białoruś.
      Część żyje tam nadal, część przeniosła się aż do Petersburga - wtedy jeszcze
      Leningrad, część do Polski - na Pomorze lub na Dolny Śląsk.

      Rodzina matki, polsko-ukraińska, o zdecydowanej przewadze elementu
      ukraińskiego, gdyż babcia Ukrainka tworzyła dom - jego duch był stricte
      prawosławny, wschodniosłowiański, choć już w języku polskim i z katolicyzmem w
      tle.

      Wyrastałem przy rodzinie matki, karmiony byłem obficie krajobrazami Wołynia,
      słowami ukraińskimi, bajkami, historyjkami, obrzędowością prawosławną. Rodzina
      ojca zamieszkała daleko na Pomorzu miała oczywiście ilościowo mniejszy wpływ,
      ale jakościowo chyba większy. Raz do roku odwiedzana na Pomorzu rodzina -
      rozmowy z bardzo nieufną babką, która używała białoruskiego z kilkoma
      litewskimi słowami na określenie specyficznych obrzędów czy zwyczajów...
      Niestety, bardzo było trudno wyciągnąć od niej coś więcej... Strach, nieufność,
      że się nie jest Polakiem - tylko kimś trochę innym... Ojciec przed śmiercią
      próbował spisać to, co pamiętał jeszcze ze specyficznych obrzędów litewsko-
      białoruskich, lecz nie zdążył; nauczył mnie kilku słów litewskich i
      białoruskich. Pozostały w pamięci jakieś bajki i opisy życia, na przykład atak
      wygłodniałych wilków na wieś...

      Nigdy nie odwiedziłem tych terenów - a miałem okazję - jednak mentalnościowo
      chyba tam pasuję, do tej nostalgicznej Północy - małomównej, zamkniętej w
      sobie, lecz chowającej w sobie ogień. W Niemczech - jestem filologiem
      germańskim - wyglądem brany jestem zawsze za kogoś ze Szlezwiku, Danii albo
      Szwecji...

      Wychowywany byłem duchowo w tych wyżej wymienionych klimatach. Aby skomplikować
      sprawę, moim pierwszym wysokim językiem - przepraszam za to określenie - był
      rosyjski. Pierwsze książki i gazety były po rosyjsku, Ogoniok na przykład. Od
      liceum nastawiałem zawsze swój odbiornik na rosyjskojęzyczne stacje - Radio
      Swoboda, BBC - ich program kulturalny był wyjątkowo bogaty i nasiąknąłem nim
      bez reszty. Dopiero potem przyszły łacińskie litery języka i polskie książki.

      Jednak rosłem na Dolnym Śląsku, na tym nieznanym terytorium. Wystarczyło tylko
      pogrzebać łopatką w piasku za stodołą babci i znajdowało się niemieckie monety,
      a w stodole były jeszcze butelki i talerze z niemieckimi napisami. Nie zapomnę
      nigdy niszczenia niemieckich cmentarzy: niwelowania grobów, niszczenia
      przepięknych grobowców. Gier starszych kolegów w piłkę nożną czaszką... Ta
      ziemia miała być czysto polska bez innych śladów.

      Zawsze dziwiło mnie, jak można tu czuć się u siebie? Zostały domy, kościoły,
      dworki, pałace, łąki, lasy, zwierzęta - zniknęli ludzie. Zostali wymiecieni,
      ludzie zamieszkujący tutaj ciągle od stuleci, mówiący po słowiańsku czy w
      różnych dialektach niemieckich zostali wymazani z tych ziem. I zostały duchy -
      duchy umarłych przodków... Duchy, które żyły już wśród innych, wśród
      kolonistów. Zostały piękne, wielkie miasta: Wrocław, moja ukochana Jelenia
      Góra - lecz są one sztuczne, nie mają ducha; ludzie mieszkający tutaj nic nie
      wiedzą o tym świecie, w którym żyją.

      Może Łódź jest brzydka - ale kiedy tam pierwszy raz przyjechałem, odczułem, że
      to miasto ma DUCHA. Tak samo inne: i Kraków, i Sieradz, i Skierniewice...

      Miasta na Dolnym Śląsku tego Ducha nie mają - są sztuczne i nudne. Mają piękne
      budynki - piękny materiał, lecz zawsze odczuwałem brak ducha. Zawsze odczuwałem
      sztuczność życia tutaj - bycie kolonistą - a bycie kolonistą nie pasowało mi
      nigdy...

      Lansuje się obecnie pojęcie małej ojczyzny, regionalizmu - i słusznie. Lecz jak
      budować małą ojczyznę na Dolnym Śląsku? Zaczynać od 1945 roku, czyli zniszczyć
      bogactwo epok wcześniejszych, tę piękną dolnośląską przeszłość, słowiańsko-
      germańską, wyrażaną jednak w języku hochdeutsch. Czy uczyć się o wielkim
      mistyku Jakobie Boehme, jak o swoim? A mieszkał on zaledwie 25 kilometrów od
      miasta, gdzie ja żyję.

      Ile osób wie, ilu noblistów pochodziło z Breslau?

      Tragiczne jest, że polska młodzież urodzona na tych terenach nie zna historii
      swoich wiosek i miast, i uczy się tylko historii Korony i Wielkiego Księstwa -
      są wyjałowieni, są obcymi duchowo w tej krainie. Większość ich jest nastawiona
      strasznie szowinistycznie, anty-śląsko - zrównaliby wszystko i postawiliby
      piękne bloki. Oni nie odbudują ciągłości historycznej, oni nie sięgną po Ducha
      tych ziem, nie połączą się z duchami byłych mieszkańców tych ziem.

      Wątpię, aby do Korony - posłużę się tym historycznym określeniem - dochodziła
      świadomość zagłady całego landu, specyficznej krainy kulturalnej -
      Niederschlesien.

      Od dzieciństwa czułem się tutaj nieswojo - wśród obcych budynków i duchów.
      Zawsze czułem się wykorzeniony, miałem poczucie życia wśród Obcego, bycia
      wrzuconym w inny wymiar, wymiar pozbawiony żywych ludzi, a napełniony
      kolonistami, którzy czasami przypominają barbarzyńców sposobem zachowania.
      Dziwiło mnie, jak można tak szybko się tu zaaklimatyzować, uznać za swoje - nie
      znając niczego. Ale można! Powstał specyficzny typ człowieka: bez przeszłości,
      bez kontaktu z ziemią, właściwie z lekceważącym stosunkiem do tych terenów,
      gdzie się wyrosło...

      Szkoda Niederschlesien.

      Mariusz Sarkan

      • hermann5 Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 01.10.05, 01:39
        Cały ten wątek jakiś inny, niż zwykle to bywa na Silesianie. I dobrze, że
        „etatowi” ironiści i prowokatorzy zamilki, bo czasem trzeba porozmawiać
        spokojnie i poważnie.

        Chciałbym podziękować Panu za Pańską wypowiedź. Słyszałem już takie słowa wiele
        razy z ust mieszkańców Dolnego Śląska. Jest wiele gorzkiej prawdy w tym, co Pan
        pisze: jak można bowiem zżyć się z ziemią, która została pozbawiona swojej historii?

        Widzę jednak całą tę sprawę trochę inaczej. Czasy się zmieniły, z historii i
        piśmiennictwa znikło wiele tematów-tabu, dorosło już też na Dolnym Śląsku kilka
        pokoleń ludzi o wschodnich korzeniach, dla których ziemia ta jest ich domem. I
        znam wielu wśród nich takich, którzy na nowo odkrywają tę ziemię, bogactwo jej
        dziejów, a im więcej wiedzą o miejscach, w których przyszło im żyć, tym te
        miejsca stają się im bliższe.

        Brak zakorzenienia jest często wynikiem niewiedzy – może dotknąć również tych,
        których przodkowie żyli w tym samym miejscu od stuleci. Takie przypadki znam
        również.

        Dodam jeszcze, że choć jestem solidnie zakorzenionym Górnoślązakiem, coś wciąż
        na nowo ciągnie mnie na Dolny Śląsk. I ziemia ta nie jest dla mnie obca – każda
        miejscowość, każda stara budowla, każdy zakątek jakie odwiedzam, z czymś mi się
        kojarzą, coś przywołują. I gdy przemierzam Dolny Śląsk, w głowie snują mi się te
        wszystkie wspaniałe nazwy w tylu różnych językach – łacińskie, niemieckie,
        czeskie, polskie – i jest zupełnie tak, jak w tym eposie o uprowadzeniu stad z
        Cuailnge. Gdybym nie starał się coraz lepiej poznawać tej pięknej ziemi, pewnie
        i dla mnie byłaby obca. Dlatego się staram...
        • xs550 Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 01.10.05, 04:04
          Podobnie jest z emigracja. Przyjezdzajac gdzies w wieku kilkunastu lat ta lacznosc z miejscem z ktorego sie pochodzi nigdy do konca nie zanika. Niemniej ludzie potrafia silnie identyfikowac sie z miejscem zamieszkania nawet jezeli przybyli do niego w pozniejszym wieku.

          Jezeli chodzi o "Ziemie Odzyskane" to moje pokolenie, urodzone trzydziesci lat po wojnie, tez juz w nie wroslo. Pokolenie rodzicow juz sie tam urodzilo, a wspomnienie o Kresach zyje zazwyczaj jedynie w pamieci dziadkow. Znam dobrze pewna osobe z Warmii i Mazur. Dla niej ziemie rodzinne dziadkow to wlasnie taki odlegly sen. Ktos kiedys z tych ludzi moze pojedzie tam zobaczyc gdzie zyli przodkowie, ale to sa jednostki. Kiedy czasem ja zazartuje sobie lekko, rzucajac cos z "kresowym" akcentem, napotykam na zyczliwy usmiech, nic wiecej. Jest juz czwarte pokolenie na tych ziemiach a ilu z nas tak naprawde znalo swoich pradziadkow? Wystarczy wejsc na forum Wroclawia aby sie przekonac, ze sa tam ludzie ktorzy naprawde kochaja swoje miasto, pomimo tego, ze ich odlegli przodkowie mieszkali we Lwowie badz w innych kresowych miastach. Sam autor jednego z poprzednich tekstow piszac o wykorzenieniu historycznym mowil o JEGO ukochanej Jeleniej Gorze... Kluczem do wszystkiego jest to, ze tozsamosc nie musi siegac wieki wstecz. Tozsamosc jest tylko tak stara jak narodziny jednego czlowieka. Bowiem jego jesterstwo jest ksztaltowane przez otaczajacy go swiat. Ludzi mieszkajacych w Jeleniej Gorze przed wojna juz nie ma albo sa bardzo starzy. Sa jedynie ci ktorzy zamieszkali tam po wojnie. Ich etos, etos wysiedlenia z Kresow i przesiedlenia na ziemie zachodnie jest tez czescia historii tej ziemi. Pol wieku to okres w ktorym przyszly na swiat dwa pokolenia; dwa pokolenia ktore nie znaja innego swiata a ziemie zachodnie uwazaja za swoj dom rodzinny.
          • leon_degrell Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 01.10.05, 08:30
            Przeczytałem posty w skupieniu. Wynika z nich wiele poważnych wniosków. Jeden
            jednak wbił mi się przed oczy jako pierwszy. Może warto aby Polacy pokonali
            swoje demony i fobie. Muszą stanąć oko w oko z oczywistą prawdą. Śląsk był
            zamieszkiwany nie tylko przez nich , a może głównie przez Niemców. Oni tworzyli
            na tych obszarach tzw kulturę wysoką. Ktoś zapytał czy wiadomo ilu noblistów
            mieszkało w Wrocławiu , może warto zapytać gdzie Niemcy pierwszy raz nieśli
            swój sztandar . Nie chodzi mo o podkreślanie różnic , ale o podkreśłenie
            znaczenia Śląska dla wielu klutur. Myślę , że kresowiakom jest szczególnie
            łatwo to zrozumieć wszak sami tęsknią za wschodem , Lwowem.
            Śląsk nie jest mi obcy , znam na ilę potrafię kulturę i historię jego miast i
            ludzi. Szanuję każde poglądy - pod jednym warunkiem - muszą miec wymiar
            kulutralny , twórczy i pojednawczy. To jest kluczem do pokochania " obcych "
            ziem - poznanie historii ( tej prawdziwej ) , ludzi zamieszkujących te ziemie,
            zrozumienie i pojednanie.
            • Gość: van deer Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 01.10.05, 12:08
              leon_degrell napisał:

              > Przeczytałem posty w skupieniu.

              A i pomyslec tez sie pan zagalopowales, no, no. :)

              Pan wybaczy, ale truizmy typu, ze Slask w duzej mierze zamieszkiwali Niemcy sa
              zbyteczne - chociaz szkoda mi Tadeusza, ktorego G. Hedgehog obsypuje linkami i
              cytatami odnosnie bytnosci ludow germanskich na polskich dzis ziemiach.


              > Myślę , że kresowiakom jest szczególnie łatwo to zrozumieć wszak sami tęsknią
              > za wschodem , Lwowem.

              Skoro jest im tak ewidentnie latwo zrzec sie roszczen (znamy bialoruski i
              ukrainski wymiar sprawiedliwosci), to dlaczego podobnych nie potrafia sie
              wyzbyc w "identycznej" niemal sytuacji polozeni Niemcy? Wielu tych polskich
              kulakow i kamienicznikow z Kresow dzis zyje za renty rzedu kilkuset zlotych,
              sytuacja finansowa niemieckich wypedzonych z pewnoscia jest odmienna...

              Ze o tak oczywistych faktach, czyj przywodca do zmian i przesuniec granic
              doprowadzil nie wspomne, choc zdaje sobie tutaj sprawe, ze ludzkie cierpienie
              zwiazane z utrata bliskich i majatku jest o tyle gorsze, ze powrot do tych
              rodzinnych ziem nie nastapil predko, w najgorszym i najczestszym razie nigdy.

              > To jest kluczem do pokochania " obcych "
              > ziem - poznanie historii ( tej prawdziwej ) , ludzi zamieszkujących te
              > ziemie, zrozumienie i pojednanie.

              Idealizm godzien pozazdroszczenia, jednak wspolczesni mieszkancy Slaska
              zatroskani potrzebami dnia codziennego nie maja ochoty, ani czasu by siegnac
              chocby po "zaklamane komunistyczne podreczniki historii" (by Arni), a co
              dopiero samodzielnie wyszukac te dane w internecie, czy nie daj Boze czerpac
              swa wiedze z tego forum. Nie kazdy jest tu wiarygodny, nie kazdy...

              Milego dnia, Leonie.
              • leon_degrell Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 01.10.05, 14:33
                Panie van Deer odpowiem w kolejności :
                1 Podkreślam fakt zamieszkiwania Śląska przez Niemców tylko dlatego aby było
                jasnym dla wielu , że wyobcowanie ziem Śląskich dla Polaków wynika z braku
                wiedzy w tym temacie. Nie znając histori tych ziem -nie można zrozumieć niczego.

                2 Co do relacji tematu o kresowiakach to pisałem dość jasno. Powinni zrozumieć
                fakt wyobcowania na tej ziemi bo sami z innej zostali wypędzeni. Twoje kolego
                pisanie o roszczeniach świadczy tylko , że czytać nie umiesz. Nic na ten temat
                nie piszę. Fakt słabego stanu gospodarki Polacy zawdzięczają tylko sobie.
                Obawim się , że jescze za 100 lat będą Polacy obarczać wszystkich tylko nie
                siebie za dziury budżetowe i inne polskie dramaty. Słabe emerytury ? Sorry ale
                to też wina Niemców ? Fajny wniosek.
                3 Myślę , że stan nie posiadanie czasu do działań poznawczo rozwojowych wyniak
                chyba z twoich doświadczeń ( no i niektórych ludzi w tym kraju ). Zawsze należy
                mieć czas na poznanie miejsca gdzie się żyje. Fakty , które podaję oparte są o
                źródła z polskich i międzynarodowych książek. Proszę podać choć jedną
                informację , którą podałem jako nieprawdziwą.

                Zaprawdę indolencja jest powodem zacofania

                Z pozdrowieniem
                • Gość: van deer Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 01.10.05, 15:20
                  leon_degrell napisał:

                  > Panie van Deer odpowiem w kolejności :
                  > 1 Podkreślam fakt zamieszkiwania Śląska przez Niemców tylko dlatego aby było
                  > jasnym dla wielu , że wyobcowanie ziem Śląskich dla Polaków wynika z braku
                  > wiedzy w tym temacie. Nie znając histori tych ziem -nie można zrozumieć
                  > niczego.

                  Na tym forum okazuje sie to byc chyba zbedne, ale nie twierdze, ze kazdy jest
                  tego wszystkiego swiadom, wiec moze dla kogos okazac sie to czyms nowym...(?)

                  > 2 Co do relacji tematu o kresowiakach to pisałem dość jasno. Powinni zrozumieć
                  > fakt wyobcowania na tej ziemi bo sami z innej zostali wypędzeni.

                  Powinni i na ogol sa w tym uswiadomieni lepiej niz sie panu zdaje.

                  > Twoje kolego pisanie o roszczeniach świadczy tylko , że czytać nie umiesz.

                  To jest na szczescie tylko panska skromna hipoteza.

                  > Nic na ten temat nie piszę.

                  A musi pan? Konsekwencja refleksji nad tematem doprowadza w koncu niewygodny
                  dla nas wszystkich trudny watek do konkluzji wiazacej sie z zagadnieniem tych,
                  czy innych roszczen, mniej lub bardziej uzasadnionych. To chyba zrozumiale.

                  Jedno co moze mnie tu nieco niepokoic to fakt, ze roszczenia Niemcow kierowane
                  sa do polskiego wymiaru sprawiedliwosci, wiec logicznie rzecz ujmujac Kresowiacy
                  winni kierowac swe wnioski do obecnej Bialorusi i Ukrainy, a nie do wlasnego
                  panstwa (sic!) - chyba kazdy jakis czas temu dostrzegl te swoiscie pojmowana
                  niekonsekwencje....?

                  Pojednanie to odrebna konstytutywna i nieodzowna sprawa, bez ktorej nie sposob
                  mowic o pokojowym wspolistnieniu. Wiekszosc Niemcow na szczescie patrzy na
                  Ziemie Wyzyskane tak jak Kresowiacy na piekny wciaz Lwow, Wilno i Grodno. ;)

                  > Fakt słabego stanu gospodarki Polacy zawdzięczają tylko sobie.

                  Absolutnie sie zgadzam, tylko, ze brak slusznie Polsce "nalezacego sie"
                  kapitalu z planu Marshall'a i 45-letnia kuratela nad polska gospodarka
                  sterowana z Kremla zrobily tu swoje, czego efektem jest: polskie miganie sie
                  i "kult" zawodowego cwaniactwa zapoczatkowany jeszcze w czasach szkolnych.

                  > Obawim się , że jescze za 100 lat będą Polacy obarczać wszystkich tylko nie
                  > siebie za dziury budżetowe i inne polskie dramaty.

                  Nie moge sie za wszystkich wypowiadac, ale nie kazdy szuka zdzbla w oku cudzym,
                  jesli mnie tak pan odebral, to sprostuje, ze tak w mym przypadku nie jest...

                  > Słabe emerytury ? Sorry ale to też wina Niemców ? Fajny wniosek.

                  Kolejna to i pewnie nie ostatnia z pana strony nadinterpretacja czytanego slowa.

                  > 3 Myślę , że stan nie posiadanie czasu do działań poznawczo rozwojowych
                  wyniak
                  > chyba z twoich doświadczeń ( no i niektórych ludzi w tym kraju ). Zawsze
                  należy
                  >
                  > mieć czas na poznanie miejsca gdzie się żyje. Fakty , które podaję oparte są
                  o
                  > źródła z polskich i międzynarodowych książek. Proszę podać choć jedną
                  > informację , którą podałem jako nieprawdziwą.

                  Jedynie nieprawdziwe sa panskie dywagacje na temat tego co ja mysle, jak
                  interpretuje i w jaki sposob dochodze do - prosze mi wierzyc - nieraz
                  gruntownie przemyslanych spraw i zagadnienien w gronie wielu wartosciowych
                  i myslacych podobnie (lub nieco inaczej niz ja) ludzi.

                  > Zaprawdę indolencja jest powodem zacofania

                  Chyba indolencja w inteligencji emocjonalnej w procesie wczuwania sie w czyjes
                  intencje - tu pelna zgoda obiema rekami podpisywana, panie Leonie, pelna... ;)

                  > Z pozdrowieniem

                  Nie inaczej, panie Leonie. (dzis juz nie odpisze)
                  • leon_degrell Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 01.10.05, 15:48
                    Panie van Deer odpisuję od razu mimo , że dzisiaj nie otrzymam odpowiedzi.
                    Proszę wybaczyć ale nie zgodzę się z kilkoma Pańskimi wnioskami.Refleksje
                    ogólnie ujmując w naszej rozmowie tzw" kresowe" z mojej strony nie prowadzą do
                    tematu roszczeń. Poruszyłem je ponieważ ktoś wcześniej pisał o wyobcowaniu na
                    Śląskiej ziemi. Wyszedłem z logicznego przesłania : skoro kresowiacy tak dobrze
                    znają kulturę i historię swoich wschodnich włości to tym łatwiej powinni
                    zrozumieć kulturę i historię ziem na które rzuciły ich losy. Poniekąd podobnie
                    zostali okaleczeni przez paradoks tej histori. Nie rozmumiem więc skąd ten
                    natarczywy głos pana osoby na temat roszczeń.Ja podaję tylko sposób jak Polacy
                    moga polepszyć sobie i zrozumieć obraz Śląska , umiłowania go przez innych ,
                    którzy odeszli i tych którzy zostali.
                    Co do stałego hasła , że paln Mashala itd. Ok zgoda ale ... Chyba od 16 lat
                    Polska sama się rządzi? Dlaczego cięgle szuka się w tym kraju winnych ? Może z
                    tym źdźbłem w oku to dobre porównanie tylko w odpowiednim kierunku.
                    Nie szukam miejsca na kłótnie. Naprawdę pierwsze spoty w tym temacie były
                    fajne. Więc może w tym duchu piszmy. Roszczenia , fanatyzm itd zostawmy na inny
                    temat. Nie musimy się zgadzać w niczym ale poziom rozmowy można zachować
                    • Gość: van deer Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 02.10.05, 09:58
                      leon_degrell napisał:

                      > Proszę wybaczyć ale nie zgodzę się z kilkoma Pańskimi wnioskami.

                      Nie lezy w zakresie moich kompetencji komukolwiek wybaczac czyjs subiektywizm:)

                      > Refleksje ogólnie ujmując w naszej rozmowie tzw" kresowe" z mojej strony nie
                      > prowadzą do tematu roszczeń.

                      Na tyle jestem spostrzegawczy, ze dawno to zauwazylem, iz pan ten temat ugryzl
                      tylko czesciowo, a ze kwestia roszczen komus nie lezy, to jestem sklonny odciac
                      sie od nic i tak nie dajacych mi drazen tematu; mnie uplycenie nie przeszkadza.

                      > Poruszyłem je ponieważ ktoś wcześniej pisał o wyobcowaniu na Śląskiej ziemi.
                      > Wyszedłem z logicznego przesłania : skoro kresowiacy tak dobrze znają kulturę
                      > i historię swoich wschodnich włości to tym łatwiej powinni
                      > zrozumieć kulturę i historię ziem na które rzuciły ich losy. Poniekąd
                      > podobnie zostali okaleczeni przez paradoks tej histori.

                      Nie musi mi pan tlumaczyc tego, co i tak pojalem w sumie od samego poczatku w
                      sposob "wlasciwy", tj. intencjonalnie zgodny z panskimi przekonaniami, ja to
                      wszystko doskonale rozumiem i szanuje. - Grupa porownawcza Kresowiakow jest
                      adekwatna do poruszanej kwestii "wypedzonych kolonizatorow" z Wsch. Rzeszy.

                      > Nie rozmumiem więc skąd ten natarczywy głos pana osoby na temat roszczeń.

                      J.w. nadmienilem: tylko rozszerzenie tematyczne, i tyle...

                      > Ja podaję tylko sposób jak Polacy moga polepszyć sobie i zrozumieć obraz
                      > Śląska , umiłowania go przez innych , którzy odeszli i tych którzy zostali.

                      "Polepszanie sobie obrazu" jest mym zdaniem co najmniej nieosiagalne, Slask
                      jak wiele innych miejsc na ziemi nie moze byc sztucznie utrwalajaca sie
                      rzeczywistoscia sterowana wolicjonalna checia zmiany jej postrzegania. :))

                      > Co do stałego hasła , że paln Mashala itd. Ok zgoda ale ... Chyba od 16 lat
                      > Polska sama się rządzi?

                      I dlatego uplycanie, ze obecny stan Polski jest efektem dzialan politykow tylko
                      przez ostatnie poltorej dekady malo przekonujaco przypomina mi program
                      pierwszej lepszej z brzegu populistycznej partyjki: prosze sobie wybrac jakiej.

                      > Dlaczego cięgle szuka się w tym kraju winnych ?

                      Prosze sie mnie nie pytac dlaczego wladza ustawodawcza bawi sie kompetencjami
                      tej sądowniczej urzadzajac nam wszystkim cyrkowe reality-show w postaci
                      kolejnych sejmowych komisji sledczych ds. Misia Uszatka, itp. (...)

                      > Może z tym źdźbłem w oku to dobre porównanie tylko w odpowiednim kierunku.

                      Nie bardzo wiem jaki kierunek mial pan na mysli, ale nie szkodzi:)

                      > Nie szukam miejsca na kłótnie.

                      Popieram i tej wersji sie trzymac bede.

                      > Naprawdę pierwsze spoty w tym temacie były fajne.

                      Juz myslalem, ze podobaly sie panu spoty wyborcze jakies, mnie ostatniego
                      czasu "urzekly" wysilki lidera PPN w polsko-krzyzackiej scenerii daremnie
                      jednak starajacego sie mnie przekonac do swej wizji jednonarodowej Ojczyzny.

                      > Więc może w tym duchu piszmy. Roszczenia , fanatyzm itd zostawmy na inny
                      > temat. Nie musimy się zgadzać w niczym ale poziom rozmowy można zachować

                      Poziom, tak jak i pion musza byc w zyciu trzymane i zachowane, zgadzam sie!
                      ;)

                      --
                      Napisalem to wszystko ad hoc, jesli spodziewales sie pan jakiejs innej riposty,
                      to ciesze sie, ze znow udalo mi sie kogos zaskoczyc, mam nadzieje, ze mile... ;)


                  • Gość: 623 Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.10.05, 22:21
                    Gość portalu: van deer napisał(a):

                    > Jedno co moze mnie tu nieco niepokoic to fakt, ze roszczenia Niemcow kierowane
                    > sa do polskiego wymiaru sprawiedliwosci, wiec logicznie rzecz ujmujac Kresowiac
                    > y
                    > winni kierowac swe wnioski do obecnej Bialorusi i Ukrainy, a nie do wlasnego
                    > panstwa (sic!)

                    Z tego co wiem to niemieckie roszczenia nie sa uznawane przez polskie sady a
                    zabuzanskie sa. Wynika z tego jasno, ze sady polskie uznaja, ze zaplata
                    odszkodowan lezy w gestii panstwa na terenie ktorego mieszkaja jednostki o nie
                    sie ubiegajace.
          • Gość: 625 mea ex parte IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.10.05, 22:37
            Ale mozna i inaczej, mniej oficjalnie. Tak na przyklad dzieje sie w ksiazce
            Tokarczuk "Dom dzienny, dom nocny". Laczy ona tam terazniejszosc z przeszloscia
            Dolnego Slaska. A o przeszlosci tych ziem pisza i inni. Wydaje mi sie, ze
            przytaczane na poczatku tego watku opisy byly bardzo subiektywne. Nie braly one
            pod uwage doswiadczen osob ktore sie urodzily i cale zycie mieszkaly na obszarze
            o ktorym tu mowa. Dla nich to wlasnie tam byla pierwsza szkola, pierwsza
            milosc, pierwsza praca itp. Malo kto zyje na codzien historia ale wszyscy
            zyjemy w oparciu o zbior doswiadczen zyciowych. Dla pierwszych przesiedlencow z
            Kresow te zbiory doswiadczen tworzyly sie na wschodzie. Ale co z tymi ktorzy
            tych Kresow nie znaja? Oni juz nie tesknia za tym co po prostu nie istnieje w
            ich swiadomosci. A ilu ludzi tak naprawde pamieta te nasze "mityczne" kresy?
            Czy ktos z osob tu obecnych zna rzeczywistosc inna niz ta w ktorej sie znajduja?
            Jezeli ktos tutaj ma wiecej niz 65 lat to moze, ale zapewne sa to juz
            jednostki. Dlatego jeszcze raz podkresle, nie mozemy mowic o braku
            zakorzenienia w przypadku tych ktorzy nie znaja innych realiow niz te ziemie.
            Ba, nawet ich rodzice juz czesto nie znaja innych realiow. Bo czym jest to
            "zakorzenienie"? Jakims abstraktem historycznym czy emocjonalna wiezia?
              • Gość: 626 Re: mea ex parte IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.10.05, 02:33
                Gość portalu: :) napisał(a):

                > znamy fakty. powiedz nam dlaczego twoi przodkowie kopali studnie przed
                > budynkami z biezaca woda?
                >
                > to jest przeciez fakt, albo?

                Nie wiem za bardzo o czym jest mowa i jak to sie odnosi do dyskusji w tym watku.
                Nie wydaje mi sie aby moi przodkowie kopali studnie przez budynkiem z biezaca
                woda... Twoja znajomosc takich faktow zdaje sie raczej swiadczyc, ze tego typu
                zdarzenia mialy miejsce wsrod Twoich przodkow.

            • Gość: tramp Re: mea ex parte IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.05, 19:29
              Gość portalu: 625 napisał(a):

              > Ale co z tymi ktorzy tych Kresow nie znaja? Oni juz nie tesknia za tym co po
              prostu nie istnieje w ich swiadomosci.

              Tęskonota u ludzi wzbudza się w różnym czasie i miejscu, wg. słabo znanych
              prawideł. Zdarza się, że u osobnoików żywiących obojętność wobec tych spraw
              przez dużą część życia, że nie stąd ni z owąd eksploduje jakaś dziwna tęsknota,
              co serce omota, dziwna ciekawość za miejscem życia swoim oraz przodków, i
              zwykle z siłą odwrotnie proporcjonalną do intensywności własnych wcześniejszych
              zainteresowań przeszłością własną i własnej rodziny. Znam takich, którzy gotowi
              są wydać krocie, majątek, by poznać własną przeszłość, stanąć w miejscu
              urodzenia/pochówku swoich ahnen, dotknąć i przytulić się do tych miejsc. Tak,
              młodzi nie znają tego uczucia, oni zajęci są robieniem businessu. Nie martwcie
              się, na niejednego z was przyjdzie i to, bo to przychodzi jak złodziej w nocy,
              jak potrzask!
              A zatem na nic zdaje się więc pytanie:

              > A ilu ludzi tak naprawde pamieta te nasze "mityczne" kresy?

              Bo jeżeli jacyś aktualnie nie znają, brak gwarancji, że nigdy nie poznają! Poza
              tym istnieje coś takiego jak pamięć zbiorowa, którą się przyjmuje jako swoją.
              Podobnie jest z pytaniem:

              > Czy ktos z osob tu obecnych zna rzeczywistosc inna niz ta w ktorej sie
              znajduja?

              Wpółczesne środki przenoszenia informacji umożliwiają poznawanie na odległość.
              Już dosyć dawno, I. Kant był nabył tak szerokiej wiedzy o świecie nie ruszając
              się specjalnie z miejsca swego zamieszkania, - a co dopiero dzisiaj są zdolni
              zrobić ludzie.

              Natomiast to oto zdanie:

              > Jezeli ktos tutaj ma wiecej niz 65 lat to moze, ale zapewne sa to juz
              > jednostki.

              jest powalające, - świadczy o zupełnym braku szacunku dla ludzi starszych!
              Częstokroć w tym właśnie wieku odżywają sentymenty i nostalgie, mające wymiar
              wręcz mistyczny. Zakładając, że taki wiek osiągają wszyscy ludzi, jeżeli
              wcześniej z różnych przyczyn, nie zejdą z tego padołu, to mamy tu do czynienia
              z ŻADNĄ SPRAWĄ JEDNOSTKOWĄ!!
              Pozdrawiam

      • master_in_lunacy Re: Lokalność, dusza, Polacy na ziemiach zachodni 03.10.05, 06:36
        Gość portalu: Szkoda ........... napisał(a):
        > Tragiczne jest, że polska młodzież urodzona na tych terenach nie zna historii
        > swoich wiosek i miast, i uczy się tylko historii Korony i Wielkiego Księstwa -
        > są wyjałowieni, są obcymi duchowo w tej krainie. Większość ich jest nastawiona
        > strasznie szowinistycznie, anty-śląsko - zrównaliby wszystko i postawiliby
        > piękne bloki. Oni nie odbudują ciągłości historycznej, oni nie sięgną po Ducha
        > tych ziem, nie połączą się z duchami byłych mieszkańców tych ziem.
        >
        > Wątpię, aby do Korony - posłużę się tym historycznym określeniem - dochodziła
        > świadomość zagłady całego landu, specyficznej krainy kulturalnej -
        > Niederschlesien.
        >
        > Od dzieciństwa czułem się tutaj nieswojo - wśród obcych budynków i duchów.
        > Zawsze czułem się wykorzeniony, miałem poczucie życia wśród Obcego, bycia
        > wrzuconym w inny wymiar, wymiar pozbawiony żywych ludzi, a napełniony
        > kolonistami, którzy czasami przypominają barbarzyńców sposobem zachowania.
        > Dziwiło mnie, jak można tak szybko się tu zaaklimatyzować, uznać za swoje .

        Tez mieszkam w okolicach Lubania, ale mam inne doswiadczenie moze dla ze
        urodzili się na Łuzycach praktycznie wszyscy moi zyjacy krewni, traktuje te
        zimie jak swoja oczywiscie mam swiadomosc ze od XIV-XV wieku do polowy XX na
        tych ziemiach wiekszosc stanowili Niemcy.
        Ale z tamtych czasów zachowaly sie tylko ruiny, wiekszosc miast ma calkowicie
        nowe powojene dzielnice w wielu miastach np Glogow nawet te domy ktore wygladaja
        na poniemieckie zostataly w 95% zabudowy odbudowane po wojnie przez nas.
        Jest sporo zabudowan glownie wiejskich z XIX i pierszej polowy XX wieku trudno
        uznac je za zabytki a co do polskiego ducha to tez tu jest pewien Niemiec
        turysta dziwil się, ze w wsi Swieciu ladnie wyeksponowano i "odnowiono" riuny
        zamku Niemca, a o ruinach zamku Polaka znajdyjacych się w pobliskch gorach nic
        nie wiemy i to jest pena bolaczka, ze niemcy bardziej znaja polska przeszlosc
        tych ziem, byc moze dla tego wielu pogodzilo sie z ich utrata choc nie wszyscy.
      • Gość: BomberHarris SS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 01:22
        Mój ojciec pochodził
        z rodziny litewskiej z domieszką białoruską (a i może łotewską); cała ta część
        rodziny zamieszkiwała region Bracław-Widze-Ignalina - obecna Litwa i Białoruś.
        Część żyje tam nadal, część przeniosła się aż do Petersburga - wtedy jeszcze
        Leningrad, część do Polski - na Pomorze lub na Dolny Śląsk.

        Rodzina matki, polsko-ukraińska, o zdecydowanej przewadze elementu
        ukraińskiego, gdyż babcia Ukrainka tworzyła dom - jego duch był stricte
        prawosławny, wschodniosłowiański, choć już w języku polskim i z katolicyzmem w
        tle.

        Może byli litewskimi policjantami,albo ukraińskim SS-manami.


      • Gość: BomberHarris Re: czy polacy byli (sa?) .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 01:15
        Re: czy polacy byli (sa?) ....
        Autor: Gość: 630 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
        Data: 03.10.05, 19:09 + dodaj do ulubionych wątków

        skasujcie post

        + odpowiedz

        --------------------------------------------------------------------------------
        Gratuluje uproszczen myslowych. Tak, to co mialo miejsce szescdziesiat lat temu
        ma miejsce nadal. A Niemcy pewnie dalej poluja na Zydow. ;) Ile klas skonczyles
        chlopcze? Dwie?
        Pytajnik skończył coś około dwóch klas i pracuje na łopacie w
        Niemczech.Znakomicie odpowiada definicji Prawdziwego Ślązaka.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka