fto wjy fto wjy................

23.06.06, 16:59
Abo jygo do dzisiej zyjoncy (w Berlinie)
(telefonista) / ordonans / asystent / goryl
Górnoslonzok ROCHUS MISCH

(facet mimo wieku w gowie
baaardzo jesze swiyrzy)

- tysz miol bliski
codziyny kontakt.
    • fyrlok Re: fto wjy fto wjy................ 23.06.06, 17:01
      Wstydliwa rana Hitlera
      Grzegorz Wawoczny 16-06-2006 , ostatnia aktualizacja 16-06-2006 15:23


      Przez dziesiątki lat Johann Jambor z górnośląskich Bieńkowic nie wyjawił nikomu
      tego, co widział 5 października 1916 r. pod Bapaume. Wynosił z pola bitwy
      rannego Adolfa Hitlera. Do końca II wojny światowej żył w śmiertelnym strachu,
      że wódz III Rzeszy wpadnie na trop świadka swojego wstydliwego okaleczenia.



      W 1912 r. młody Johann Jambor (rocznik 1891), rodem z Brzezia nad Odrą,
      przywdział mundur armii cesarza Wilhelma II. Dwa lata później wymaszerował na
      front. Jego szlak bojowy nie jest dokładnie znany. Być może walczył w składzie
      stacjonującego przed wojną w Raciborzu 3. Górnośląskiego Pułku Piechoty nr 62.
      Niecałe dwa miesiące po zamachu w Sarajewie to liczące blisko 3,4 tys.
      żołnierzy zgrupowanie skierowano na front zachodni. Chrzest bojowy żołnierze
      przeszli 22 sierpnia 1914 r. w okolicy Rossignol w Ardenach. Następnie
      Górnoślązacy zaliczyli m.in. walki nad Marną oraz latem i jesienią 1916 r.
      bitwę nad Sommą.

      Dokładnie 5 października 1916 r. Jambor, służący jako frontowy sanitariusz,
      znalazł się pod Bapaume. Wraz z trzema innymi pielęgniarzami, w tym jednym
      również pochodzącym z Bieńkowic, znosił rannych Niemców z pola bitwy. Tu
      natrafił na rannego w nogę kaprala. Wraz z kolegą położyli go na nosze, ale
      Francuzi, wbrew frontowym zasadom, rozpoczęli ostrzał. Sanitariusze wskoczyli
      więc do leju po pocisku, zostawiając rannego na pastwę pocisków. Ten klął jak
      opętany. Groził oddaniem sanitariuszy pod sąd wojenny. Salwy w końcu umilkły.
      Kaprala odstawili do lazaretu, gdzie zajął się nim lekarz. Nieszczęśnik,
      jeszcze w obecności pielęgniarzy zapytał, czy będzie mógł mieć dzieci. Medyk
      nic nie odpowiedział. Tym rannym był Adolf Hitler.

      Po coś go ratował

      Po wojnie Jambor zamieszkał w Bieńkowicach, na ojcowiźnie żony Eufemii. W
      księdze adresowej powiatu raciborskiego z lat 30. widnieje jako mieszkaniec
      zagrody nr 27. utrzymujący się z roli i pracy najemnej (tzw. Halbbauer). Do
      dziś żyją jego krewni.

      Kiedy Hitler doszedł do władzy, rodzinie zajrzał w oczy strach. Bali się, że
      wódz III Rzeszy będzie szukał owych sanitariuszy spod Bapaume i to nie tylko z
      racji pozostawienia go na pastwę francuskich pocisków, ale i miejsce zranienia.
      Orędownik aryjskiej rasy został bowiem trafiony odłamkiem w krocze, co musiało
      spowodować okaleczenie przyrodzenia. O wydarzeniach i wstydliwej ranie Hitlera
      wiedziały żona i córka Jambora. Ta pierwsza, widząc z czasem do czego prowadzą
      rządy faszystów, miała powiedzieć mężowi: - Po coś go ratował?

      Podczas II wojny światowej Jambor organizował prowiant dla Wehrmachtu. W 1945
      r. uciekł przed Rosjanami do Czech. Do Polski wrócił w 1947 r. Uniknął
      wysiedleń, jakie spotkały wiele niemieckich rodzin z Górnego Śląska. Zajmował
      się rolnictwem. Zyskał nawet uznanie Polski Ludowej, dostając nagrody za
      wzorowe prowadzenie gospodarstwa. O jego epizodzie frontowym z 1916 r. nikt
      długo w Bieńkowicach nie wiedział.

      Jak na spowiedzi

      W 1968 r. Jambor postanowił opowiedzieć historię z Hitlerem ks. Franciszkowi
      Pawlarowi, proboszczowi z pobliskich Krzanowic, dokumentaliście i pasjonatowi
      lokalnej historii. Później do kręgu wtajemniczonych dołączył Blasius Hanczuch,
      dziś znany w Raciborskiem działacz Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców.

      Ks. Pawlar rozmawiał z Jamborem o wydarzeniach spod Bapaume dwukrotnie.
      Pierwszy raz bez zgody rozmówcy nagrał rozmowę. Po trzech latach znów, tym
      razem za zgodą sanitariusza z I wojny światowej, uwiecznił relację na taśmie
      magnetofonowej.

      Materiał ten, niestety, bezpowrotnie zaginął. Wiemy o tym z relacji żyjącego do
      dziś Franciszka Korczoka z Bieńkowic. Jako krewniak ks. Pawlara opiekował się
      duchownym, gdy ten był już na emeryturze. Zamieszkał wtedy w małym bieńkowickim
      domku nad rzeką Psiną. Zmarł w 1994 r. Piwnice chałupy pełne były pamiątek,
      jakie zebrał za życia. W 1997 r. cały ten bezcenny dobytek zalała powódź.
      Zmoczonych taśm nie dało się odsłuchać. U Korczoka zachowała się jedynie pisana
      przez księdza kronika Bieńkowic. Są tam zdjęcie Jambora i zredagowana po
      niemiecku notatka o wydarzeniu spod Bapaume.

      Groteska czy prawda?

      W 1998 r. relacja Jambora ujrzała światło dzienne, doczekawszy się pierwszych
      prasowych publikacji. Tematem zajął się W. Dobrowolski, publikując m.in. na
      łamach "Schlesische Wochenblatt" tekst pt. "Wenn er Hitler nicht gerettet
      hätte..." (nr 26/98). Stało się to 13 lat po śmierci sanitariusza spod Bapaume.
      Odtąd, nie licząc opublikowanego w 2003 r. na łamach rocznika "Ziemia
      Raciborska" szkicu autora poniższego artykułu, ujawnionymi doniesieniami
      bieńkowiczanina nie zainteresowali się biografowie wodza III Rzeszy. Wielu z
      nich snuje jednak domysły, jakież to obrażenia odniósł Hitler podczas swojej
      wojennej przygody w 1916 r.

      Czy relacja Johanna Jambora jest wiarygodna? Rodzi się pytanie, jakim cudem
      zapamiętał akurat ten epizod spod Bapaume, skoro wynosił z pola bitwy setki,
      jeśli nie tysiące rannych? Otóż relacjonował ks. Pawlarowi, że Hitler był
      obozowym krzykaczem. Dzięki temu mocno utkwił mu w pamięci. To samo o bohaterze
      swoich publikacji pisze uznany biograf Hitlera Karol Grünberg: "Wśród
      towarzyszy broni wyróżniał się tym, że przy każdej okazji - w toku rozmów na
      froncie i w listach pisanych do różnych osób - manifestował swój niemiecki
      patriotyzm".

      Zdaniem Jambora uraz krocza wstydliwie okaleczył führera. Rosyjscy medycy
      sądowi, badający jego zwłoki odnalezione w pobliżu kancelarii Rzeszy, podali,
      iż miał tylko jedno jądro! Zajmujący się sprawą amerykański badacz John K.
      Lattimer tak skomentował to na łamach wydanego również w Polsce opracowania
      pt. "Śmiertelna choroba Hitlera i inne tajemnice nazistowskich
      przywódców": "Może to odpowiadać prawdzie, chociaż za życia Hitlera nie
      znaleziono żadnych dowodów na poparcie tego stwierdzenia". Przypomina
      jednocześnie, że lekarzom niemieckim nigdy nie udało się przeprowadzić badania
      moszny wodza III Rzeszy. "Wiadomo, że Hitler pytał doktora Morella o
      spodziectwo, czyli deformację penisa" - dodał Lattimer.

      Wielu badaczy podchodzi jednak do sprawy sceptycznie. David Irving, autor
      książki pt. "Tajne dzienniki lekarza Hitlera", nie ma wątpliwości: -
      Dysponujemy dziś pełnym i wyczerpującym "portretem medycznym" Adolfa Hitlera;
      bezsensowne i niecelowe stało się tedy snucie na ten temat niedorzecznych i
      fantastycznych spekulacji.

      Z kolei Piotr Paziński, analizując na łamach "Midrasza" biografię wodza III
      Rzeszy pióra Rona Rosenbauma, konkluduje: - Jest niegdyś modna, choć dziś
      uważana za groteskową teoria o braku jednego jądra, z której eksploatowania
      żyli przez lata liczni freudyści.

      Kariera kaprala

      "Szczęśliwie przeniesiony na tyły znalazłem się w transporcie, który miał mnie
      odwieźć do Niemiec. Minęły dwa lata, odkąd ostatni raz widziałem swoją
      ojczyznę. W tych okolicznościach wydawało mi się, że upłynęła cała wieczność. Z
      trudem mogłem sobie wyobrazić, jak wyglądają Niemcy bez mundurów. Toteż gdy
      przebywałem w ewakuacyjnym szpitalu polowym, aż podskoczyłem ze strachu,
      usłyszawszy pielęgniarkę rozmawiającą z kolegą leżącym obok. Po raz pierwszy od
      dwóch lat usłyszałem głos Niemki" - tak sam Hitler pisał o swoich losach po
      zniesieniu z pola bitwy pod Bapaume.

      Skąpą wzmiankę uzupełnili badacze. Do zdarzenia doszło dokładnie dwie mile na
      południowy zachód od Bapaume, blisko miejscowości Le Barque. Hitler był tam
      łącznikiem frontowym w 16. Rezerwowym Pułku Piechoty. Został, jak można
      wyczytać w biografiach, zraniony przez odłamek pocisku w lewe udo. Od 9
      października do 10 grudnia 1916 r. leczył się w szpitalu w Beelitz koło
      Berlina. Po rekonwalescencji wrócił na front. 5 marca 1917 r., na własną
      prośbę, został ponownie wcielony do swojego dawnego pułku.


      Führer a medycyna

      Doktor More
      • fyrlok cd. 23.06.06, 17:01
        Führer a medycyna

        Doktor Morell, osobisty i zaufany lekarz wodza III Rzeszy, potwierdził po
        wojnie podczas przesłuchania, że Hitler miał bliznę na lewym udzie powstałą
        wskutek zranienia odłamkiem szrapnela w czasie I wojny światowej. "Tuż ponad
        środkiem zewnętrznej płaszczyzny uda miał starą, całkowicie zabliźnioną, owalną
        i głęboką szramę wielkości strąka grochu, pochodzącą z I wojny światowej" -
        zeznał w listopadzie 1945 r. inny medyk bonzów III Rzeszy dr Giesing.

        W książce Irvinga pt. "Tajne dzienniki lekarza Hitlera" przytoczona jest
        jeszcze ciekawa relacja niejakiego Hasselbacha, który 1951 r. ujawnił: "Hitler
        chronicznie nie znosił obnażania się przed obcymi osobami. Nawet ja nigdy nie
        widziałem go nagiego, nie wspominając już o tym, że nigdy go w takiej sytuacji
        nie badałem. Być może w kwestii, czy narządy płciowe Hitlera były zdeformowane,
        mógłby wypowiedzieć się jego dawny kierowca i służący Emil Maurice; gdy
        przebywaliśmy w niewoli, czynił na ten temat aluzje".



        Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika "Nowiny Raciborskie". Współpracuje
        z "Gazetą Wyborczą". Ma na koncie szereg publikacji poświęconych dziejom Śląska


        miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,3421328.html

    • cirano Re: fto wjy fto wjy................ 23.06.06, 21:22
      Ou co tu biego fyrlok. Duzo ludzi zno Rochusa Mischa, uon jajek Adolfowi niy
      ustrzelyl, a czy Adi w tyj sytuacji sie strzelic poradziol,tu jes pytanie.
      Jedni twierdzom, ze mog-jakby chciol- kupa dzieci zmajstrowac, inksi ze niy,
      prowda wiy ino Adi.
      • amoremio Re: fto wjy fto wjy................ 24.06.06, 02:32
        Mozno Misch widziol
        przynojmniyj udo adolfa,
        na terasie w Alpach ?
Pełna wersja