Dodaj do ulubionych

Polacy dzieki Niemcom otwieraja sie na swiat

19.11.06, 19:16
wiadomosci.onet.pl/1372590,2677,kioskart.html
Na naszym Slasku (Schlesien) zwalcza sie skutki warszawskiej okupacji i polityki
spoleczno-gospodarczej (Misswirtschaft)

Ciemniaki zas glosuja na kaczki (PiS)i innych oszolomow (LPR, Samoobrona)
Obserwuj wątek
    • Gość: tu i teraz Re: Polacy dzieki Niemcom otwieraja sie na swiat IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.11.06, 10:46
      Wszystko pieknie ale ten pochodzacy z niemieckiej gazety artykul (wiec jest sila rzeczy pisany z niemieckiej perspektywy) jest ciut na bakier z rzeczywistoscia. Jakos nikt w nim nie zauwazyl, ze obecni mieszkancy Ziem Odzyskanych sa zazwyczaj potomkami Kresowiakow... Hehe, "male" przeoczenie. O tym, ze wiekszosc ludzi wybiera niemiecki jako drugi jezyk na terytorium zachodniej i polnocnej Polski to nie wiem gdzie uslyszeli bo na terenie calego kraju angielski jest pod tym wzgledem zdecydowanie na pierwszym miejscu. A o tym, ze polozona w Polsce centralnej Warszawa regularnie popiera PO w wyborach to tez jakos nie napiasano. A co jak co ale Warszawa z pewnoscia nigdy nie byla pod niemieckim zaborem. A jak sie do tego ma Gorny Slask ktory lezy przeciez w Polsce poludniowej?
      • ballest Re: Polacy dzieki Niemcom otwieraja sie na swiat 20.11.06, 11:53
        a moze sie Polacy wkoncu czytac naucza, bio ten co to potrafi ma zawsze przewage
        "Jednak na zachodzie i na północy – "ziemiach odzyskanych" po II wojnie
        światowej, jak się to oficjalnie nazywało, kampanie owe odnosiły coraz mniejszy
        skutek, a obecnie robią wrażenie tylko na nielicznych. Wszędzie tam, gdzie
        kiedyś żyli Niemcy, w wyborach zwycięża raczej liberalno-konserwatywna PO,
        stawiająca na ścisłą współpracę z Republiką Federalną. Powód: kontakty z
        Niemcami, biznesmenami, ale także wypędzonymi, którzy wracają tu jako "turyści
        wiedzeni nostalgią", stały się codziennym doświadczeniem. Między byłymi i
        obecnymi właścicielami domów zawiązało się dziesiątki tysięcy przyjaźni, ponad
        400 polskich gmin i parafii zorganizowało w ostatnich latach spotkania
        wypędzonych"
        • pit-zeolit Bo pewne ważne fakty pomijasz Ballest.... 21.11.06, 08:20
          ...wielu mieszkańców ziem odzyskanych to ludzie z dawnych kresów, bądź północno-
          wschodnich lub południowo-wschodnich. Tam okupacja niemiecka to było zupełnie
          co innego niż w Polsce centralnej, czy Pomorzu lub Wielkopolsce. Po wkroczeniu
          werhmachtu latem 1941-ego wielu ludzi wojska niemieckie witało kwiatami po 2-
          latach władzy radzieckiej. Potem dla ludności polskiej głownym zagrozeniem była
          patryzantka sowiecka bądź nacjonaliści ukraińscy lub litewscy. Niemcy to był
          tam drugorzędny problem, dlatego spora częśc tych ludzi miała przynajmniej
          obojętny stosunek do Niemców ale napewno nie wrogi.
    • Gość: . Re: Polacy dzieki Niemcom otwieraja sie na swiat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 14:51
      Jeden z komentarzy:

      "Francuz cywilizuje Niemcy - im blizej francuskiej granicy tym bardziej widac zamoznosc , kulture i uprzemyslowienie, mniej bezrobotnych i mniej hasel nacjonalistycznych niz we wschodnich Niemczech, widac ostry podzial na cywilizowany zachod i dziki nacjonalistyczny wschod gdzie prawie codziennie napada sie na cudzoziemcow a robotnikow z Wietnamu probuje spalic zywcem w hotelach robotniczych"
    • tow.stalin niemcy ucywilizowani dzięki wpływom francji 23.11.06, 13:04

      w dzisiejszej rzepie (nie podejzewam oppelnera o czytanie prasy) także mozna
      przeytać wypociny pana urbana. na całe szczęscie jest też rozsądna odpowiedź
      panów muszyńskiego i raka.

      pozwolicie, że zacytuję:

      "francja cywilizuje niemcy. im więcej kontaktów mają niemcy z francuzami, tym
      bardziej są otwarci na świat i myslą liberalnie. im dalej na zachód niemiec,
      tym bardziej widać kulturę i dostatek. tam się nie napada na cudzoziemców,
      neonaziści nie mają szans na miejsca w parlamentach krajowych, a naukowcy nie
      profanują zwłok, wystawiając je obdarte ze skóry na pokaz"

      "według autora (urbana) dobry polak to taki, który będzie zwolennikiem
      dysproporcji pomiędzy głosami wazonymi w radzie ue pomiędzy polską a niemcami
      (oczywiście na korzyść niemiec), który poprze niemieckie zadania statusu
      stałego członka rady bezpieczeństwa onz, będzie gorącym orędownikiem budowy
      rosyjsko-niemieckiego rurociągu bałtyckiego, zgodzi się z panią steinbach, że
      polacy dokonali holokaustu na wypędzonych"

      "socjotechnika zastosowana przez urbana poraża brakiem intelektualnego
      wrafinowania"

      "idźmy więc śladem tych myśli i wyartykułujmy założenia jego wizji stosunków
      polsko-niemieckich(...) problrmrm w stosunkach dwustronnych są więc polscy
      germanofobi, którzy na dodatek są antyeuropejscy (no bo ten kto nie kocha
      niemiec, ten musi skrywać nienawiśc do europy) ta socjotwchnika ma za zadanie
      zakryć prawdziwy stan rzeczy. a mianowicie fakt, ze pomiędzy polską a niemcami
      narósł konflikt interesów (...) najwyraźniej kompromis byłby idealny wtedy,
      gdyby odbył się kosztem polski. dlatego polacy, którzy domagają się
      respektowania ich narodowych interesów sa postponowani jako niewykształcona i
      prymitywna antyeuropejska masa. nota bene, kiedyś prasa niemiecka dodawała
      jeszcze przymiotnik antysemicka"

      i na koniec zatrważający wniosek - urban i tak jest jednym z najrosądniejszych
      dziennikarzy niemieckich piszacyh o polsce.
          • ballest Myszki piszczom;) 23.11.06, 14:24
            Poczytejcie myszeczki za kogo wos majom, nie wiedza, ze zawsze pijani
            jestescie, a jak nie, - to sie tak zawsze zachowujecie.

            "Mysz, która ryknęła
            O roli samotności w polityce zagranicznej RP
            Jeśli ci mówią, że jesteś pijany, to posłuchaj dobrej rady i idź spać.
            Porzekadło sobie, a życie sobie i niewiele wskazuje na to, by władze RP - które
            z definicji wiedzą lepiej - przejmowały się tym, co o Polsce mówi się i pisze
            za granicą.
            Nie chodzi o to, rzecz jasna, by kształtować polską politykę zagraniczną pod
            gusta zagranicznych recenzentów, którzy miewają swoje interesy i swoich
            sponsorów. Taka postawa byłaby przejawem daleko posuniętego uzależnienia, na
            które Układ Warszawski nie miał wyłączności. Z drugiej strony władze państwowe
            nie powinny traktować dosłownie literatury romantycznej i byłoby lepiej mierzyć
            zamiary podług sił. Obserwowane teraz międzynarodowe osamotnienie Polski nie
            jest jednak przejawem szlachetnej walki pozytywizmu z romantyzmem, ale triumfem
            przenoszonej na zewnątrz kłótliwości i porażką dopasowywania świata do własnych
            wyobrażeń.

            To nie jest samotność długodystansowca. To samotność ludzi i państw mających do
            innych pretensje o własne błędy i niepowodzenia. Z którymi nie daje się
            mieszkać pod jednym dachem i czegokolwiek razem zrobić. Podobną opinię wyraził
            w tych dniach Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA Jimmy'ego
            Cartera ds. narodowego bezpieczeństwa. O zadrażnieniach w stosunkach między
            Polską a Niemcami powiedział on mniej więcej tak, że należy unikać podsycania
            ich emocjonalnymi wypowiedziami i przesadnymi porównaniami. Istotnie, nie
            trzeba pomocy prof. Brzezińskiego, żeby zauważyć, że spory w stosunkach
            międzynarodowych są naturalnym zjawiskiem, a Gazociąg Północny nie jest
            spiskiem Wehrwolfu i KGB, czyhających na cnotę IV RP.

            Polska jest coraz bardziej osamotniona i nie zmieniają tego niedawne, ulotne
            zapewnienia Finlandii czy Litwy o zrozumieniu dla polskiego stanowiska w sporze
            z Rosją, w którym oprócz racjonalnej kwestii mięsnej jest również bardzo silny
            czynnik emocjonalny, a także zaszłości w polskiej polityce zagranicznej
            najnowszej. Przez lata Warszawa stawiała w tzw. polityce wschodniej na Kijów,
            starając się o utworzenie przeciwwagi dla Rosji. Punktem kulminacyjnym była
            tzw. pomarańczowa rewolucja na Ukrainie i osobiste zaangażowanie się w nią
            wielu polskich polityków, którzy nie lubią publicznie powracać do tamtych
            czasów. Pomarańczowa rewolucja była niczym fajerwerk, który jasno rozbłysł i
            szybko zgasł. Wtedy jednak, dwa lata temu, polscy polityczni wolontariusze nie
            byli skłonni ani do samoograniczenia swych mesjanistycznych zapędów, ani do
            przemyślenia możliwych wariantów rozwoju sytuacji. Inna rzecz, i to także jest
            warte zauważenia, że nasi zachodni sojusznicy nie hamowali wówczas entuzjazmu
            Warszawy.

            To, co wydarzyło się później w stosunkach polsko-rosyjskich było poniekąd
            konsekwencją polskiego zaangażowania w pomarańczową rewolucję na Ukrainie, a
            także w wydarzenia na Białorusi oraz błędnej oceny możliwego rozwoju sytuacji w
            Rosji. Sformułowanej w gruncie rzeczy w czasach smuty Jelcyna, a kompletnie
            nieprzystającej do czasów Putina.

            W artykule opublikowanym równocześnie w kilku europejskich gazetach -
            francuskim "Le Figaro'', brytyjskim "Financial Times'' i "Dzienniku'' wydawanym
            w Polsce przez niemiecki koncern prasowy, rosyjski prezydent przedstawił w tym
            tygodniu swój punkt widzenia na stosunki z Unią Europejską, a więc pośrednio i
            z Polską. Zastrzegając, że Rosja nie dąży do członkostwa w Unii, wyraził
            nadzieję, że zablokowane przez Polskę negocjacje na temat nowej umowy o
            partnerstwie i współpracy jego kraju z Unią rozpoczną się zgodnie z planem.
            Obawy, szczególnie głośno artykułowane w Warszawie, przed uzależnieniem Europy
            od Rosji, Putin skwitował słowami, że to "przestarzały wzorzec podziału na
            wroga i przyjaciela''.

            Nie ulega wątpliwości, że jego słowa mają dla Europy większe znaczenie niż to,
            co w tej materii ma do powiedzenia Polska. Także dlatego, że Rosja (pomijając
            jej znaczenie jako dostawcy energii dla Europy) ma większe możliwości dotarcia
            ze swym zdaniem do zagranicy. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest -
            mówiąc oględnie - w ciągłym remoncie, a określając to dosadniej -
            przeprowadzana jest tam czystka personalna. Tak jak gdyby RP dojrzewała do
            wystąpienia z Unii Europejskiej i NATO i połączenia się braterskimi więzami np.
            z Północną Koreą. Nie mamy właściwie sprawnych instrumentów dotarcia do
            zagranicznej opinii publicznej, takich np. jak rosyjska agencja RIA Novosti. W
            tej chwili może to i lepiej, bo gdyby współczesny Interpress miał funkcjonować
            wedle takich reguł doboru pomysłów i ludzi jak publiczna TVP, to do Rosji byśmy
            wysyłali wyłącznie informacje o Katyniu, a do Niemiec - zdjęcia z Dachau.

            Jakiekolwiek zmiany dokonają się w Polsce, to i tak nie zmienią one naszego
            położenia geopolitycznego. Dopóki będą istniały Niemcy i Rosja - a nic nie
            zapowiada ich unicestwienia - dopóty będziemy musieli liczyć się z ich
            sąsiedztwem. Co najwyżej możemy sprawić, że nasz głos będzie lepiej słyszalny,
            a argumentacja - zrozumiała."
    • stix Misja cywilizowania słowiańskiego Wschodu... 23.11.06, 17:20
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_061123/opinie_a_5.html
      Urban, komentując dotyczące rozkładu poparcia wyborczego w Polsce dane
      Państwowej Komisji Wyborczej, dokonał intelektualnej manipulacji. Na ich
      podstawie podzielił Polaków na "dobrych" - liberalnych, otwartych na świat i
      współpracujących z Niemcami - oraz "złych" - pamiętających o tragedii II wojny
      światowej, budujących muzeaczy głosujących na "partię bliźniaków Kaczyńskich".
      Nie koniec na tym; podkreślił jeszcze, że ci pierwsi swoje cywilizacyjne
      oświecenie zawdzięczają dobroczynnemu wpływowi kontaktów z Niemcami.
      Tekst ten może posłużyć za kolejny przykład na to, że duża część niemieckich
      elit opiniotwórczych nie potrafi myśleć o Polsce inaczej niż za pomocą
      prymitywnych stereotypów. Dlatego szkoda miejsca na polemikę. Warto się jednak
      zastanowić, jaką lekcję powinniśmy z tego tekstu wyczytać. Najkrócej rzecz
      ujmując, jest on przykładem tego, w jaki sposób nowoczesne państwo korzysta ze
      struktury zagranicznych korespondentów prasowych w procesie realizacji
      narodowych interesów.
      Dzielenie Polaków przez niemieckie media na dobrych i złych ma długą tradycję.
      W budowanym przez nie obrazie łatwo zauważyć filozofię Kalego. "Źli Polacy" to
      tacy, którzy w stosunkach z Niemcami nie kierują się - w przeciwieństwie
      do "dobrych" - altruizmem, lecz własnymi interesami. Tę filozofię wyznaje
      Thomas Urban. Dokończmy zatem jego myśl, a cel dokonanego podziału będzie
      jasny.
      Kto nie lubi Niemców
      Według autora dobry Polak to taki, który będzie zwolennikiem zwiększenia
      dysproporcji pomiędzy głosami ważonymi w Radzie UE pomiędzy Polską a Niemcami
      (oczywiście na korzyść Niemiec), który poprze niemieckie żądania statusu
      stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, będzie gorącym orędownikiem budowy
      rosyjsko-niemieckiego rurociągu bałtyckiego, zgodzi się z panią Steinbach, że
      Polacy dokonali holokaustu na wypędzonych, a poza tym zapomni o II wojnie
      światowej i przeciwstawi się konieczności ostatecznego uregulowania jej
      skutków.
      Socjotechnika zastosowana przez Urbana poraża brakiem intelektualnego
      wyrafinowania. Idźmy więc śladem tych myśli i wyartykułujmy założenia jego
      wizji stosunków polsko-niemieckich. Otóż przyczyna napięć między Warszawą i
      Berlinem ma się sprowadzać do tego, że jedni Polacy (ci lepsi) lubią Niemców, a
      drudzyich nie lubią. Problemem w stosunkach dwustronnych są więc polscy
      germanofobi, którzy na dodatek są antyeuropejscy (no bo kto nie kocha Niemiec,
      ten musi skrywać nienawiść do Europy).
      Ta socjotechnika ma za zadanie zakryć prawdziwy stan rzeczy. A mianowicie fakt,
      że między Polską i Niemcami narósł konflikt interesów, którego rozwiązanie jest
      możliwe tylko za cenę realnych ustępstw. Ale najwyraźniej kompromis byłby
      idealny wtedy, gdyby odbył się kosztem Polski. Dlatego też Polacy, którzy
      domagają się respektowania ich narodowych interesów, są postponowani jako
      niewykształcona i prymitywna antyeuropejska masa. Nota bene, kiedyś prasa
      niemiecka dodawała jeszcze przymiotnik antysemicka.
      Deficyt zaufania
      Na szczęście, na Polaków taki prowincjonalny makiawelizm przestał już działać.
      Jak pokazują ostatnie wystąpienia polityków, w Polsce mogą istnieć spory
      wewnętrzne, ale żadna partia nie ma zamiaru rezygnować z polskich interesów.
      Przedstawicielom prasy niemieckiej przypominamy, że hasło: "Nicea albo śmierć"
      wymyślił Jan Rokita, a kwestie rezygnacji przez rząd RFN z wszelkich
      odszkodowań wobec Polski postawił jasno przed miesiącem w Berlinie Bronisław
      Komorowski. Są to liderzy Platformy Obywatelskiej, którym pan Urban przeznaczył
      rolę Wallenrodów niemieckich interesów.
      I na koniec generalna konstatacja. Zakorzenione w mentalności niemieckiej
      mentorstwo czy poczucie misji cywilizowania słowiańskiego Wschodu nie są
      zaskakujące. Zastanawiać jednak musi, że część niemieckich elit nie uczy się na
      własnych błędach i nadal lekceważy Polaków i innych mieszkańców Europy Środkowo-
      Wschodniej. A przecież ciągle żyją ludzie pamiętający, jak jeden "malarz z
      Wiednia" chciał tę część świata cywilizować.
      Mimo takich doświadczeń niemiecki korespondent poważnej gazety z uporem
      apologizuje germańską misję kulturową. Nie zauważa, że właśnie tego rodzaju
      medialne wybryki szkodzą polsko-niemieckim stosunkom dwustronnym, ponieważ
      podważają zaufanie do niemieckich partnerów. Tym samym godzą w ideę pojednania
      tak potrzebnego obecnie obu narodom.




Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka