braid
14.01.07, 21:52
Jak sie okazuje niedbalstwo polskich urzedasow jest przyczyna wielu pozwow o
odzyskanie mienia przez Aussiedlerow ktorzy ten majatek kiedys "rzekomo" utracili.
Wielu wywlasczonych nie wykreslono z ksiag wieczystych i sa teoretycznie nadal
wlascicielami . Panstwo Niemieckie wyplacilo ze swojej strony czesto wysokie
odszkodowania za pozostawione mienie ...a teraz w ramach Uni
urzedy Niemieckie sprawdzaja czy osoby ktorym wyplacono odszkodowanie nie sa
wlascicielami w/g polskiego prawa ;)))
Jesli ktos nadal figuruje w ksiegach wieczystych - od tego wymaga sie zwrotu
odszkodowan. Ta sytuacja zmusza tych ludzi do podjecia krokow prawnych aby
faktycznie odzyskac majatek ....wkoncu musza oddac spowrotem kase panstwu
Niemieckiemu. Tak wiec to niedbalstwo urzednikow a nie zla wola
sa i beda najczestrzym motorem spraw sadowych w sprawie mienia
"Luzie Schaffrat z Dortmundu, która procesuje się z państwem polskim o ten
dom, ma 65 lat, marną emeryturę kelnerki i dwa zawały serca za sobą: - Nigdy
bym nic od Polski nie chciała, gdyby Niemcy nie kazali mi oddać 4,6 tys. euro
zapomogi za zostawiony w Polsce majątek.
Okazuje się, że skrupulatny niemiecki rząd wyciągnął z lamusa umowy o pomocy
dla repatriantów, zgodnie z którymi każdy, kto odzyska majątek w Polsce lub
dostanie zań odszkodowanie, musi oddać pieniądze.
Dwadzieścia sześć lat temu, kiedy Luzie i jej mąż Norbert brali w niemieckim
urzędzie pieniądze za porzuconą kamienicę, musieli podpisać kilka dokumentów,
m.in., że rząd może wystąpić o zwrot zapomogi. Ale nie czytali tego dokładnie.
Nikt nie czytał. Teraz muszą płacić za coś, co niby jest ich, ale nie jest."
"Ale urzędników w Berlinie nic to nie obchodzi. Prawo jest prawem - nieważne
jak małym drukiem spisane. Schorowana pani Schaffrat musiała zapłacić. Nawet
odsetek jej nie oszczędzili, 139 euro. - Całe szczęście, że rodzina pomogła -
mówi załamana.
Operacja odzyskiwania zapomóg zaczęła się w 1992 r. Na pierwszy ogień poszły
nieruchomości na terenie byłej Republiki Demokratycznej Niemiec. Sprawa nie
była łatwa, zajęła 9 lat, ale do federalnego skarbca wróciło 900 mln euro. W
2001 roku rozpoczęto remanent wśród 1,24 mln emigrantów z Polski (o
uciekinierach z PRL czytaj na str. 64). Każdy, kto kiedyś dostał za utracony w
Polsce majątek tzw. świadczenie wyrównawcze, musiał teraz przedstawić
dokument, że faktycznie nie jest już jego właścicielem.
I okazało się, że w księgach wieczystych leżących w gliwickim sądzie rodzina
Luzie Schaffrat nadal figuruje jako właściciel kamienicy. Jakiś urzędnik,
leniwy bądź nieuważny, a może współczujący, nie dopatrzył sprawy i nie wpisał
odpowiedniej adnotacji.
Ale jej przypadek nie jest jedyny - już 1500 przesiedleńców z Polski musiało
oddać Niemcom pobrane przed laty zapomogi (w sumie ok. 3 milionów euro), gdyż
i oni w dokumentach nadal figurują jako właściciele. Günter Gallenkamp z
Federalnego Urzędu Wyrównawczego spodziewa się, że takich osób będzie ze dwa
razy więcej.
W ten oto sposób niemiecka skrupulatność połączona z polskim niedbalstwem
doprowadziły do kryzysowej sytuacji, mogącej zaowocować lawiną sądowych
pozwów, a, co gorsza, narastającym napięciem między dwoma państwami.
- Niektórzy zaciskają zęby, płacą i milczą - mówi prof. Roman Kurzbauer,"
www.polonikmonachijski.de/57154/62754.html