grba
16.01.07, 20:11
Tygodnik Powszechny Nr 2 (3001), 14 stycznia 2007
Samobójstwo miasta
Czechy: czy Karviná to jeszcze Karwina?
Początek? Karwina to od starosłowiańskiego słowa „karwa" – krowa. Wyobrażam
sobie, że początek mógł być taki: na lewym brzegu Olzy rozsiadła się krowa,
leniwie skubała trawę, międliła ją w żuchwie. Powtarzała tę czynność dzień w
dzień, aż pewnego razu, wyrywając kolejną kępkę, dotarła do bryłki węgla...
Mogło być tak, mogło inaczej. Nieważne. Trzeba sobie wymyślić jakiś początek,
by spiął się z końcem w całość. A zatem śląska, zaolziańska Karwina rozłożyła
się na pokładach węgla. Węgiel kamienny stał się jej kamieniem węgielnym.
Węgiel
Karwiński węgiel odkryto w 1776 r. Miał w tym swój udział właściciel
Frysztatu: Jan Josef Erdman Florian hr. Larisch. Eksploatację podjęto w 1794
r. i ród Larischów--Mönnichów zaczął zbijać na czarnym złocie fortunę.
Należała do niego większość karwińskich szybów, które w drugiej połowie XIX
w. zaczęły się coraz głębiej wkręcać w ziemię. W 1852 r. powstała „Gabriela",
cztery lata później – „Jan", „Henryk" i „Franciszka". W 1862 r. – „Karol", w
1871 r. – „Głęboki", a w 1883 r. – „Hohenegger" i „Austria", nazwana
później „Barbarą".
Larischowie dawali górnikom pracę, mieszkanie w familokach i wieczorną chwilę
wytchnienia przy kuflu piwa z browaru zamkowego. Dla górniczych dzieciaków
postawiono szkoły. Na jednej z nich, czeskiej (tzw. białej), wmurowano
tablicę z dziękczynnym napisem: „Čest a wd?k pánu hrab?ti Henrykowi
Laryssowi. – Zdárné a cnotliwé d?ti" (Wyrazy czci i wdzięczności dla pana
hrabiego Henryka Larischa – grzeczne i niewinne dzieci).
Ani grzecznym, ani niewinnym dzieckiem nie był bynajmniej Gustaw Morcinek – i
może dlatego wyrósł na pisarza. W napisanej w konwencji
autobiografii „Czarnej Julce" (Warszawa 1962) opisuje on ówczesną Karwinę i
jej dzielnice Żabków, Sowiniec, Hajnrychów, Solcę: „Z jednej strony były
dymy. W tamtych dymach był Żabków i cała Karwina. Z drugiej strony był
ogromny zamek grafa Larischa. W zamku było bodaj z tysiąc pokoi, a na pewno
trzysta łaciatych psów, z którymi graf Larisch wybierał się na polowanie".
Z karwińskich wspomnień Morcinka wyłania się pępek świata: zamieszkana przez
Polaków Karwina, przez Czechów – Karvinná, a przez Niemców – Karwin.
W 1923 r. Karwina otrzymała prawa miejskie. W herbie znalazły się skrzyżowane
górnicze młotki, grabie i kosa, a nad nimi Oko Opatrzności, które miało
czuwać nad miastem i górnikami. Bo w kopalniach zdarzały się wypadki,
eksplozje, wybuchy metanu. Ofiary tragedii znajdywały odpoczynek na
karwińskim cmentarzu.
Do największej, przywoływanej przez Morcinka katastrofy doszło w 1894 r.: z
powodu wybuchu metanu w szybach „Franciszka", „Jan" i „Karol" poniosło śmierć
235 górników. Zginął wówczas pewien inżynier spod Wieliczki, Celestyn Racek,
który – jak głosi tekst na nagrobnej tablicy – „poległ nagłą śmiercią w
kopalniach węgla niosąc bohaterską pomoc ofiarom eksplozyi gazów" (postać ta
jest zresztą motywem przewodnim „Czarnej Julki", symbolem patriotyzmu,
oddania bliźnim i bohaterstwa).
Zwrócenie się w herbie miasta do Opatrzności było konieczne.
Górnicze miasto rozwijało się i rosło, wkrótce liczyło 25 tys. mieszkańców.
Sunąc po powierzchni, dochodziło do Olzy, a może nawet i przekraczało ją:
elektrycznym tramwajem wjeżdżającym na rynek średniowiecznego Frysztatu.
W 1948 r. czechosłowaccy komuniści dokonali zmian administracyjnych: Karwinę
z Solcą, Sowińcem, Żabkowem i Hajnrychowem połączono z Frysztatem, Rajem,
Granicą i Darkowem w jeden organizm miejski – „Wielką Karwinę".
Zaolziański „Głos Ludu" (założony w 1945 r. i jedyny ukazujący się do dziś
polskojęzyczny dziennik na Zaolziu; początkowo organ Komunistycznej Partii
Czechosłowacji, obecnie gazeta wydawana jest przez Kongres Polaków w
Repu¬blice Czeskiej) informował czytelników 1 stycznia 1949 r.,
że „prawdopodobnie nazwa Karwina pozostanie, lecz w języku czeskim będzie się
pisała przez jedno »n«, ponieważ nazwa ta jest starosłowiańska i datuje się
od XIII wieku".
Dwa tygodnie później podczas posiedzenia „Nowej Miejscowej Rady Narodowej
Wielkiej Karwiny" przyjęto nazwę Karwina (Karviná) dla nowo powstałego
organizmu. Niegdyś powiatowy Frysztat musiał zadowolić się mianem „Karviná
1", a dotychczasową Karwinę – gdzie za dotknięciem tzw. dekretów Benesza
doszło do zmian w strukturze własnościowej kopalnianych szybów, pałaców i
browarów – przemianowano na „Karviná 2 Doly (Kopalnie)". Nowa Karwina wzięła
jeszcze od Frysztatu herb, bo w nowych czasach Oko Opatrzności nikomu już nie
było potrzebne. Tyle działo się na ziemi.
Zaś pod ziemią...
Fedrunek
Podczas okupacji niemieckiej zaczęła się rabunkowa eksploatacja węgla
kamiennego. Potem w powojennej Czechosłowacji kontynuowano ten proceder, a
ukazujące się na powierzchni gazety sekundowały wykonywanym „dwulatkom"
i „pięciolatkom".
W 1946 r. do Karwiny przyjechał premier i szef Komunistycznej Partii
Czechosłowacji Klement Gottwald. Na jego cześć przemianowano
kopalnię „Franciszek" w Górnej Suchej na „szyb Klementa Gottwalda". Jednak
wizyta towarzysza premiera koncentrowała się przede wszystkim na uzyskaniu od
górników poparcia dla dwuletniego planu gospodarczego – albowiem „głównym
warunkiem spełnienia dwulatki jest wydobycie węgla, które od lipca br. stale
wzrasta, lecz dalekie jeszcze jest od ilości potrzebnej do zaspokojenia
rynku. (...) Premier Gottwald zakończył swoje przemówienie życzeniem
powodzenia dla górników na ich drodze do dobrobytu w ramach dwuletniego planu
i pozdrowieniem górniczym »Szczęść Boże!«" („Głos Ludu" z 27 sierpnia 1946
r.).
W lutym 1948 r. komuniści przejęli pełnię władzy w Czechosłowacji. Gottwald
został prezydentem. Do końca dwulatki zostaje 9 miesięcy. Z hasłem „musimy
uczynić wszystko, aby spełnić przyrzeczenie dane prezydentowi Klemensowi
Gottwaldowi" fedrowano, fedrowano, fedrowano...
Pierwsza wykonała plan kopalnia „Henryk", za nią był „1 Maj"
(dawna „Barbara"). Uroczyście wyciągnięto na powierzchnię wózek z węglem i
ustawiono na głównym placu kopalni. „Wóz ten przedstawiał symbolicznie
ukończenie zadań związanych z wykonaniem dwulatki. Był ustrojony, na
zewnętrznych jego ścianach umiejętna ręka górnicza wyrysowała kredą dwulatkę
w laurowym wieńcu z napisem »Bohaterom pracy«. Z innej strony znowu górnika
ze zbijaczką w ręku przy pracy oraz napis »Z ochotą do pięciolatki«" („Głos
Ludu" z 2 grudnia 1948 r.).
Gottwald odbierał meldunki z wykonania dwuletniego planu, który „przepisywał
im [górnikom] wydobycie 26 570 000 ton węgla kamiennego i plan ten został
wykonany o 13 dni prędzej" – z dumą donosił „Głos Ludu" (z 21 grudnia 1948
r.). A że dwulatka wymagała od górników coraz większego wydobycia i
wydajności pracy, musiała nad wszystkim czuwać kopalniana organizacja
partyjna.
Węgiel był potrzebny socjalistycznemu państwu, a do ucieleśnienia
astronomicznych cyferek planu potrzebni byli ludzie: „W kilkunastu powiatach
morawskich przeprowadza się werbunek ochotników na długoterminowe roboty w
kopalniach zagłębia ostrawsko--karwińskiego. (...) Zapotrzebowanie wynosi od
jednego do dwóch tysięcy ochotników-górników" („Głos Ludu" z 10 kwietnia 1949
r.). Dlatego do karwińskich kopalń zaczęli przybywać chętni do pracy również
z najdalszych zakątków Czech i Słowacji.
Także na powierzchni w 1948 r. „Karwina spełniła kontyngent mleczny ponad
100%". Do karwińskiej mleczarni oddano „