stix
23.03.07, 17:27
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34239,4007058.html
Nad Renem dyskryminuje się dzieci biedne, niepełnosprawne i pochodzące z
rodzin imigrantów - stwierdza Rada Praw Człowieka ONZ.
Raport przedstawił w środę w Genewie Kostarykańczyk Vernor Munoz Villalobos,
specjalny sprawozdawca ONZ i inspektor Rady Praw Człowieka ds. Szkolnictwa. W
lutym zeszłego roku Munoz przez tydzień poznawał niemieckie szkoły od środka
i spotykał się z nauczycielami, politykami i naukowcami.
Jego raport wstrząsnął Niemcami. Munoz wytknął tamtejszym szkołom, że
tolerują nierówność szans: - Sukces w szkole jest w Niemczech zbyt
uzależniony od statusu społecznego rodziców dziecka. W żadnym innym państwie
przemysłowym świata to zjawisko nie jest tak silne jak tutaj.
Najgorzej wychodzą na tym dzieci emigrantów. Często przedwcześnie kończą
edukację i nie robią matury. Podobnie dzieci z biednych rodzin i - co
najgorsze - dzieci niepełnosprawne.
- Równość szans nie jest gwarantowana. To niesprawiedliwe - twierdzi Munoz.
Sprawozdawca ONZ krytykował też Niemcy za niejasny status w szkołach dzieci
uchodźców i nielegalnych imigrantów. Nie podobało mu się też to, że w
Niemczech każdy land ma osobny system szkolny.
Munoz obwinia za problemy niemieckiego szkolnictwa głównie system, jaki
funkcjonuje w Niemczech. Za Odrą już dziesięciolatki (w niektórych landach 12-
latki) rozdziela się pomiędzy gimnazja, szkoły realne i szkoły główne.
Najlepsi uczniowie trafiają do tych pierwszych. Dla reszty skierowanie do
szkoły realnej czy głównej, gdzie nauczanie stoi na bardzo niskim poziomie,
jest wyrokiem na resztę życia.
Zdaniem sprawozdawcy ONZ ten podział następuje za szybko. - Czteroletnia
podstawówka nie jest w stanie nadrobić luk w umiejętnościach dzieci. Podział
między trzy typy szkół tylko powiększa te problemy - mówi. Niemcy to jedyny
obok Austrii kraj świata, który zdecydował się na takie rozwiązanie. Tyle że
nad Dunajem system jest o wiele mniej restrykcyjny.
Część polityków i działaczy oświatowych zareagowała na raport Munoza z
oburzeniem. - Munoz nie bierze pod uwagę zróżnicowania naszego systemu
szkolnego - odpierała zarzuty Anette Schavan, federalna minister oświaty (CDU)
- Jest niedopuszczalne, by sugerować, że naruszamy prawa człowieka. Nasze
szkoły nie są sprawą dla Amnesty International - oburzał się jej kolega z
Kraju Saary Jürgen Schreier (CDU).
Niemiecki Związek Rodziców w wydanym oświadczeniu uznał, że ONZ-owski
sprawozdawca "nie ma pojęcia o strukturze niemieckiego systemu szkolnego".
Raport Munoza ożywił niemiecką debatę na temat szkolnictwa. Jego wydolność
zakwestionowano już po 2000 r. Wówczas w 31 krajach OECD po raz pierwszy
przeprowadzono tzw. test PISA, który miał porównać umiejętności, jakie 15-
latkowie zdobyli w szkołach. Uczniowie z Niemiec zajęli dopiero 20. miejsce.
W 2003 r. test dał podobny wynik.
Z badań OECD wynika, że jedna trzecia niemieckich uczniów między 9. a 10.
klasą nie robi żadnych postępów w matematyce. Co roku 85 tys. uczniów nie
robi matury. Nawet 7 mln Niemców jest wtórnymi analfabetami - potrafią
przeczytać tekst w gazecie, ale go nie rozumieją.
Niemcy bacznie przyglądają się liderowi rankingu PISA - Finlandii. Fińska
oświata wzorowała się na szkolnictwie NRD z lat 70. Dziś w Finlandii
uczniowie uczą się razem przez dziewięć lat i w końcu wybierają, czy będą
uczyć się zawodu, czy robić maturę i przygotowywać do studiów. Plany lekcji
są elastyczne, nauczyciele wysoko wykwalifikowani. Tak jak niegdyś w NRD
uczniom wpisuje się oceny z zachowania.
Niemcy nie są gotowi, by przyjąć te wzorce. Ostatnio ostro spierali się, czy
zlikwidować szkoły główne, w których dziś uczy się 1 mln uczniów. Na razie
nie podjęto żadnego rozstrzygnięcia.