petronella.kozlowska
14.02.08, 11:42
Domagamy się, by uprawnionym wypędzonym zapewniono dyplomatyczną ochronę
podczas dochodzenia w stosunku do Polski praw własności - przytacza fragment
pozwu agencja prasowa AP.
Skargę złożyły do jednego z berlińskich sądów w imieniu Powiernictwa cztery
osoby. Dokumenty wpłynęły już 31 grudnia, ale Rudi Pawelka, szef rady
nadzorczej Powiernictwa, poinformował o sprawie dopiero teraz.
Powiernictwo - założona przez grupkę wypędzonych spółka, która ma walczyć z
Polską na sądowych salach o odszkodowania za pozostawione za Odrą
nieruchomości - procesem niemieckiemu rządowi groziło już na jesieni zeszłego
roku. Berlin od początku odrzucał wszelkie roszczenia Pawelki i jego wspólników.
W 2004 r. kanclerz Niemiec Gerhard Schröder zapowiedział nawet w Warszawie, że
niemiecki rząd będzie zeznawać na rzecz Polski przed sądami, gdyby wypędzeni
chcieli tam dochodzić swoich praw.
Takie samo stanowisko zajmuje rząd Angeli Merkel. Gdy w listopadzie 2005r.
Powiernictwo skierowało 22 pozwy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w
Strasburgu, niemieccy politycy nie szczędzili mu ostrej krytyki.
Teraz spółka przeszła do czynów. - To zawstydzające, że rząd niemiecki
przechodzi obojętnie obok zbrodni wojennych popełnionych na niemieckich
obywatelach i nie działa na rzecz ofiar - czytamy w jednym z oświadczeń
Powiernictwa.
Szans na sukces w walce z niemieckim rządem Powiernictwo nie ma praktycznie
żadnych. Eksperci wróżą Pawelce porażkę również w Strasburgu. Trybunał, który
od roku rozpatruje pozwy wypędzonych, najprawdopodobniej wyrzuci je do kosza,
bo Powiernictwo nie procesowało się z Polską w polskich sądach. Na dodatek
sprawa dotyczy wydarzeń, które miały miejsce zaraz po wojnie, gdy trybunał
jeszcze nie funkcjonował.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80620,4922101.html