stix
28.06.08, 13:29
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=swiat&name=406
Skrajnie prawicowa partia zapuściła korzenie w sąsiadującym z Polską
niemieckim landzie
Krzysztof Kęciek
Przerażający wynik wyborów komunalnych – napisał dziennik „Financial Times
Deutschland”. Sukces NPD zatrwożył partie polityczne – ogłosił na swej
internetowej witrynie tygodnik „Focus”. W Saksonii po raz pierwszy w dziejach
Republiki Federalnej skrajnie prawicowa partia wprowadziła swych
przedstawicieli do wszystkich rad okręgowych (Kreistage).
Na brunatnych głosowało 160 tys. Sasów.
Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD) zdobyła w przeprowadzonej 8
czerwca komunalnej elekcji 5,1% głosów (przed czterema laty – 1,3%). Dzięki
temu uzyskała ogółem 45 miejsc we wszystkich 10 radach okręgowych (poprzednio
miała tylko 18 mandatów). W okręgu Sächsische Schweiz/Osterzgebirge (Saska
Szwajcaria/Wschodnie Rudawy) neonazistowskie ugrupowanie otrzymało nawet 7,5%
głosów i okazało się silniejsze od SPD (7,4%). W wyborach na starostów
(landratów) kandydaci ksenofobicznej partii w dwóch okręgach wyprzedzili
polityków socjaldemokracji. Stało się tak w Saskiej Szwajcarii oraz w
sąsiadującym z Polską okręgu Görlitz, gdzie brunatny kandydat na starostę
uzyskał ponad 7% poparcia. Oczywiście w drugiej rundzie nie ma szans na
wygraną, ale wynik poszedł w świat.
„Praca najpierw dla Niemców!”
czy też „Zabezpieczyć granice przed przestępczością”. Partie demokratyczne
najwyraźniej uznały, że w obliczu tej ofensywy opór nie ma sensu. Afisze NPD
rozwieszono wszędzie. Plakatów CDU, SPD czy Partii Lewicy prawie nie było
widać. Ekstremistom pomogła z pewnością niska frekwencja wyborcza, która
wyniosła zaledwie 46%. Zwolennicy partii demokratycznych nie pofatygowali się
do urn. Zdyscyplinowany elektorat NPD nie zawiódł.
NPD powstała w 1964 r. i swój rozkwit przeżyła w latach 60., kiedy liczyła 50
tys. członków i była reprezentowana w siedmiu parlamentach krajowych. W latach
80. ugrupowanie straciło znaczenie i z trudem wegetowało. W 1996 r. na czele
NPD stanął Udo Voigt, były kapitan Bundeswehry. Uznał on, że partia powinna
ukrywać swą ideologię, „gdyż ludzi na ulicy bardziej interesuje życie
codzienne niż holokaust”, i występować przede wszystkim jako obrończyni
„prostego człowieka” przed „skorumpowanymi, bogacącymi się bezwstydnie
politykami”.
Berliński politolog Richard Stöss ocenia: „NPD świadomie stawia na tematy
socjalne, na hasła antykapitalistyczne i częściowo na rewolucyjną retorykę.
Dzięki temu zdystansowała inne skrajnie prawicowe partie, takie jak Niemiecka
Unia Ludowa czy Republikanie”. Taktyka ta przyniosła pewne sukcesy. NPD weszła
do parlamentów krajowych Saksonii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Ale
„narodowi”, jak się nazywają, nie zdołali ukryć swego szpetnego oblicza. Udo
Voigt także został oskarżony o podżeganie z powodu wydanego przez partię
piłkarskiego kalendarza z napisem: „Biała powinna być nie tylko koszulka! Na
rzecz prawdziwie narodowej reprezentacji”.
Przywódca NPD w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Udo Pastörs, uznał zastępcę
Hitlera Rudolfa Hessa za „idealistę, którego można porównać z Gandhim”. I
perorował: „Europa ojczyzn nie może być niczym innym niż przestrzenią
kulturową białego człowieka”. Podczas zjazdu NPD w Bambergu, który odbył się w
końcu maja, gospodarz przywitał kamratów „w tym pięknym niemieckim mieście,
pięknym, gdyż nie padło ofiarą bombowego terroru aliantów”.
Zebrani pomstowali, że przyczyną nieszczęść partii są „amerykańskie wojska
okupacyjne w Niemczech”. Podczas obrad sprzedawano wydawnictwa gloryfikujące
Wehrmacht, w rodzaju „Nieśmiertelna sława”. Takie radykalne poglądy nie
zniechęciły jednak wielu saksońskich wyborców.
Bastionem NPD w Saksonii tradycyjnie jest licząca 1,6 tys. dusz miejscowość
Reinhardtsdorf-Schöna w pobliżu czeskiej granicy. Także w wyborach komunalnych
na brunatnych demagogów oddał swój głos co czwarty mieszkaniec. Sympatykom NPD
nie przeszkadzało, że jeden z miejscowych liderów tej partii paradował podczas
wiejskiego festynu w koszulce z napisem
„Sprawny dla Rzeszy”.
Jak zazwyczaj bywa, po wyborach do „brunatnego gniazda” ściągnęli dziennikarze
tygodników „Der Spiegel”, „Stern”, „Focus” i innych mediów. Przyzwyczajeni już
do takich najazdów mieszkańcy chowali się po kątach lub milczeli. Tylko pewna
staruszka o lasce sarknęła: „Pamiętam wojnę. Nie głosowałabym na takich”. Inna
kobieta wyjaśniła prostodusznie: „Przywódcą naszej NPD jest fachowiec od
instalacji ogrzewczych. Bałam się, że jeśli nie poprę ich w wyborach, to już
więcej nie zreperuje mi kaloryferów”. Ale najczęściej wyborcy NPD woleli się
nie przyznawać.
Komentatorzy zwracają uwagę, że wśród „narodowych” aktywistów w
Reinhardtsdorf-Schöna są dobrze prosperujący, szanowani rzemieślnicy czy
właściciele pensjonatów, których rodziny mieszkają tu od pokoleń. Podobna
sytuacja panuje w wielu innych miejscowościach, zwłaszcza w Saskiej
Szwajcarii. Petra Schickert z Mobilnego Zespołu Doradczego Biura Kulturalnego
Saksonii, którego zadaniem jest uświadamianie obywatelom zagrożeń ze strony
skrajnej prawicy, nie kryje pesymizmu. Nie można już mówić, że mieszkańcy
Saskiej Szwajcarii popierają NPD tylko po to, aby wyrazić protest przeciw
nieudolności tradycyjnych partii. NPD zdobyła w tym regionie stabilny
elektorat. Namawianie tych ludzi do głosowania na ugrupowanie demokratyczne
jest prawie beznadziejne. Dlaczego jednak właśnie Saksonia stała się
niemieckim matecznikiem skrajnej prawicy? Na powyższe pytanie nie ma
jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja ekonomiczna tego landu jest lepsza niż np.
Brandenburgii, Turyngii, Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Wokół Lipska,
Drezna, Chemnitz rozwinął się nowoczesny przemysł. Malownicza Saska Szwajcaria
przyciąga rzesze turystów. Opinia „brunatnego bagna” może odstraszyć wielu
gości. Sasi nie cieszą się może sławą tytanów intelektu, ale słusznie uważani
są za ludzi pracowitych, uczciwych i rzetelnych. A jednak wielu z nich dało
posłuch ksenofobicznym demagogom.
Politycy partii demokratycznych są bezradni wobec tego spektakularnego sukcesu
skrajnej prawicy. Liczą, że z czasem ludzie się opamiętają, a w wyborach 2009
r. NPD nie wejdzie do landtagu. Ale takie same nadzieje żywili w 2004 r.,
zwłaszcza że sondaże nie dawały wtedy partii ksenofobów szans na przekroczenie
pięcioprocentowego progu wyborczego. Potem nadeszło gorzkie rozczarowanie, gdy
„brunatni” zgarnęli ponad 9% głosów. W wyborach za rok może być podobnie.
----------------
Niemcy budują sobie szubienicę...