Dodaj do ulubionych

Polacy atakują Prusy - Akcja "Szczęsnego".

20.07.08, 08:20
www.rzeczpospolita.pl/specjal_040612/specjal_a_8.html
Szok w Reichu

Odwet polski na terenach należących bezpośrednio do Reichu musiał wzbudzić przerażenie wśród pruskich Niemców, zmuszając do zastanowienia nad kosztami zbrodniczej działalności wobec Polaków na terenie Białostocczyzny.

W lipcu 1943 r. "Szczęsny" organizował na nadbużańskich terenach powiatu Bielsk Podlaski kolejny oddział partyzancki wchodzący w skład VIII UBK. Dowodzona przez niego grupa liczyła 28 partyzantów i dzieliła się na 3 drużyny dowodzone przez Stanisława Mazura "Protazego", Andrzeja M. Gadulskiego "Nasia" i Henryka Kleybora "Jura" (uzbrojenie stanowiły: 1 ckm Maxim 08, 3 rkm Diektariewa, 1 mp, 3 ppd, 3 swt, blisko 20 kb różnych typów i 10 sztuk broni krótkiej; na każdego partyzanta przypadło po kilka granatów i 200 - 300 sztuk amunicji). Specyficzną cechą oddziału były pseudonimy z "Pana Tadeusza", wybrane przez większość żołnierzy. Był więc "Kropidło", "Hrabia", "Rejent", "Gerwazy", "Domejko" i "Dowejko", "Sak", była nawet "Zosia" (Zofia Kobylińska, sanitariuszka grupy). Wśród podkomendnych "Szczęsnego", w znacznym stopniu ochotników z podlaskich wiosek z okolic Drohiczyna i Ciechanowca, było wielu uczniów i absolwentów gimnazjum drohiczyńskiego - stąd więc może zamiłowanie do mickiewiczowskich lektur.

Prace organizacyjne i szkolenie nowych żołnierzy zakłóciła pacyfikacja jednej z wiosek. W odwet za straty poniesione kilka dni wcześniej w walce z lotną grupą Kedywu Obwodu Wysokie Mazowickie niemiecka ekspedycja karna spaliła 17 lipca 1943 r. wioskę Krasowo-Czestki pow. Wysokie Mazowieckie. Wszyscy mieszkańcy (257 osób) bez względu na wiek i płeć zostali wystrzelani i wybici granatami. Zgliszcza zaorano, tak by nawet ślad nie pozostał po nieszczęsnej wiosce. Mienie wymordowanych zagrabili Niemcy z nadgranicznych wiosek Prus Wschodnich.

Rozkazy sztabu UBK dopuszczały możliwość podejmowania akcji odwetowych. Dowódca oddziału podjął decyzję o wykonaniu takiego właśnie uderzenia na terenie Prus Wschodnich, w okolicach Johannisburga (Piszu). Wybór nie był przypadkowy; żandarmi i pracownicy niemieckiej administracji w Bezirk Białystok rekrutowali się w znacznym stopniu właśnie z Prus. Tam mieli rodziny, tam wyjeżdżali na urlopy, przywozili "łupy", czuli się bezpieczni i bezkarni.

Oddział "Szczęsnego", unikając spotkań z niemieckimi siłami okupacyjnymi, przeszedł przez teren powiatu Wysokie Mazowieckie, przekroczył Narew, pokonał Bagno Ławki i sforsował Biebrzę, po czym przez północną część powiatu łomżyńskiego dotarł pod granicę pruską w rejonie Lemana i Turośli. Tu nawiązano kontakt z siecią konspiracyjną NSZ (jako że ta właśnie organizacja konspiracyjna dominowała w tym rejonie). "Siatka" zaopiekowała się partyzantami. Dostarczyła też informacji wywiadowczych dotyczących pruskiej strony granicy.

Jako obiekt akcji wybrano miejscowość Mittenheide i leśnictwo Krummenheide pod Johannisburgiem. Osada była duża, zamieszkiwało ją około 1000 stałych mieszkańców, nie licząc uchodźców z bombardowanych miast Rzeszy. Znajdował się tam posterunek żandarmerii, mężczyźni byli zorganizowani w Landwache (zbrojna straż wiejska). Niemal w każdym domu znajdowała się broń. Zadanie oddziału polegało na rozbiciu żandarmerii, zniszczeniu gospodarstw szczególnie zagorzałych hitlerowców, członków partii nazistowskiej i mieszkańców, którzy wyróżnili się brutalnym stosunkiem do Polaków - łamiąc spodziewany opór. Udział miejscowych konspiratorów, wśród których znajdowali się robotnicy przymusowi zatrudnieni w Mittenheide, gwarantował dobre rozpoznanie obiektów ataku. Głównym celem w Krummenheide był lokalny dygnitarz hitlerowski, oberst (pułkownik) S. A. Herman Upitz, w cywilu miejscowy leśniczy.
Obserwuj wątek
    • stix Polacy atakują Prusy - Akcja "Szczęsnego". 20.07.08, 08:21
      Nocą z 14 na 15 sierpnia 1943 r., w Święto Wojska Polskiego, oddział
      "Szczęsnego", wzmocniony grupką ludzi z miejscowej siatki konspiracyjnej i
      kilkuosobowym patrolem dyspozycyjnym NSZ, dowodzonym przez A. Zduńczyka
      "Ołówka", przekroczył pod wsią Łączka granicę pomiędzy Bezirk Białystok i
      Prusami Wschodnimi. Akcja rozpoczęła się około godz. 23 w Krummenheide od
      zlikwidowania obersta S. A. Upitza przez patrol "Nasia" z udziałem "Szczęsnego".
      Następnie, na sygnał czerwonej rakiety, oddział podzielony na kilkuosobowe
      patrole miał zaatakować Mittenheide. Wcześniej jednak jeden z patroli
      partyzanckich, dochodząc do wsi, natknął się na patrol Landwachy, z którym wdał
      się w wymianę ognia. Wówczas pozostałe patrole ruszyły na wieś. Pożar we wsi
      rozprzestrzenił się bardzo szybko. Zaatakowano posterunek żandarmerii, dom
      sołtysa, dom jednego z gajowych, domy członków NSDAP itp. Szczególnie zaciekle
      broniła się żandarmeria. Od Piszu ubezpieczał ckm Maxim podchorążego L.
      Barszczewskiego "Kropidła".

      Uczestnicy akcji oceniali, że zniszczyli około 40 gospodarstw niemieckich
      (trzeba dodać, że w ogólnym zamęcie liczni robotnicy przymusowi pozałatwiali
      porachunki ze swoimi "pracodawcami", uciekając później w różnych kierunkach).
      Partyzanci planowo oszczędzili dom Hildegardy von Krauss, wdowy po oficerze
      poległym na froncie wschodnim, znanej z ludzkiego stosunku do ludności polskiej
      i robotników przymusowych. Rozmawiał z nią sam "Szczęsny", wyjaśniając przyczynę
      polskiego odwetu. Ponadto rozrzucono ręcznie wykonane ulotki, w których także
      informowano o przyczynach tej nietypowej akcji.

      Około godziny pierwszej w nocy 15 sierpnia 1943 r. "Szczęsny" wystrzelił zieloną
      rakietę, sygnalizującą koniec akcji.

      Wkrótce oddział unosząc zdobycz wycofał się do Puszczy Piskiej. Łupem
      partyzantów stał się 1 pistolet maszynowy, 30 karabinów, 1 sztucer, 14 sztuk
      broni krótkiej, znaczne ilości amunicji i oporządzenia wojskowego (mundury,
      buty, płaszcze - pałatki, siatki przeciw komarom itp.). Część zdobyczy
      przekazano miejscowym żołnierzom NSZ i AK. Patrol "Ołówka" i część ludzi z
      "siatki" odłączyli bezpośrednio po akcji, odskakując na białostocką stronę
      granicy. Ze "Szczęsnym" pozostało 5 miejscowych ochotników (4 Polaków i 1 Litwin
      - robotnik przymusowy, który do końca wojny pozostał w polskiej partyzantce).

      Straty niemieckie były bardzo wysokie. Niektóre dokumenty niemieckie podają, że
      zabito około 70 osób, w tym wyższego dowódcę S. A. (H. Upitza) i 3 żandarmów.
      Sprawą interesował się sam Himmler, który informowany był o postępach śledztwa w
      specjalnych meldunkach, opracowywanych przez hitlerowskie władze policyjne z
      Olsztyna. Nawiasem mówiąc, śledztwo to, pomimo aresztowania znacznej liczby
      mieszkańców przygranicznych wiosek, nie dało żadnych efektów.

      Oddział "Szczęsnego" przeczekał obławy niemieckie, przyczaiwszy się na trzy dni
      w Puszczy Piskiej. Uniknął kontaktu bojowego z pościgiem. Wypad zakończył się
      pełnym sukcesem, zadanie zostało wykonane bez strat własnych.

      Fragment opracowania Kazimierza Krajewskiego, zamieszczonego w "Biuletynie
      Informacyjnym" z sierpnia 2000 r.
      • stix Piękna akcja. 20.07.08, 09:22
        Kupa nazistów poszła do piachu, trochę broni udało się zdobyć, trochę majątku
        niemieckiego poszło z dymem...Mazurzy dostali nauczkę...Zdrajcy...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka