grba
06.03.09, 15:39
W najnowszym numerze "Polityki" jest wywiad z Jens-Jurgenem Ventzkim synem
Wernera Ventzkiego urodzonego 19 lipca 1906 roku w mieście Stolp obecnie
Słupsk, zmarłego 10 sierpnia 2004 w Detmold (łajdacy są długowieczni).
Werner Wentzki był SS-Unterscharführerem; od 8 kwietnia 1941 roku był
nadprezydentem okupowanej Łodzi (Oberbürgermeister von Litzmannstadt), w 1943
na własne rządanie urlopowany ze stanowiska bowiem przeniósł się do Waffen-SS,
jego następcą komisarycznym został Otto Bradfisch SS-Obersturmbannführer,
który doświadczenia w zarządzaniu uczył się będąc dowódcą "Einsatzkommandos 8
der Einsatzgruppe B der Sicherheitspolizei und des SD". Ventzki do końca maja
1945 otrzymywał pensję nadburmistrza "Litzmannstadt"... Swojego syna
przekonywał, że nigdy nie był w łódzkim getcie, co oczywiście okazało się
kłamstwem.
Najciekawsze jednak jest co Ventzki robił po wojnie. Otóż bez najmniejszych
wyrzutów sumienia, odrobiny refleksji stał się funkcjonariuszem "Związku
Wypędzonych".
Ten "wypędzony" od 1953 był przedstawicielem Związkowego Ministerstwa ds.
Wypędzonych, Uchodźców i Ofiar Wojny w Berlinie. Potem załapał się na rządową
fuchę i został starszym radcą bońskiego rządu.
Ciągnął się za nim smród, ale koledzy pomogli... Od 1960 r., kiedy zawieszono
postępowanie prokuratorskie w sprawie jego przeszłości, spokojnie spał, jadł,
trawił i wydalał.
Wentzki syn wspomina:
„Jako młody chłopak rozklejałem dla nich (Związku Wypędzonych i BHE czyli
Związeku Pozbawionych Ojczyzny i Wyjętych spod Prawa) plakaty wyborcze, za co
dostawałem nieco grosza. W swoich poglądach politycznych rodzice byli bardzo
autorytarni. Matka umarła w latach 90. Natomiast ojciec - w 2004 roku.
Pamiętam, że kiedyś po śmierci matki powiedział mojej żonie, z którą łatwiej
było mu się porozumieć niż ze mną, że nadal jest antydemokratą, antykomunistą
i antysemitą (...) Rodzice byli bardzo oburzeni na Brandta, za to jego
uklęknięcie".
„Czułem, że mamy trupy w piwnicy. Ale nie miałem odwagi pytać. Gdy się
dowiedziałem, że ojciec był prezydentem miasta Litzmannstadt, to nawet
odetchnąłem, bo to brzmiało nader cywilnie. Zresztą ojciec był świadkiem na
procesie dwóch esesmanów z Oświęcimia - Hunschego i Krumeya - co mnie
najpierw uspokoiło. Skoro był świadkiem, to nie był winny. Dochodzenie do
prawdy było żmudne. Zaglądałem do spisu nazwisk w książkach o II wojnie i
znajdowałem Wernera Ventzkiego. Ale miałem blokadę psychiczną. Wstrząs
przeżyłem dopiero w 1990 roku - gdy miałem już 46 lat - i w muzeum żydowskim
we Frankfurcie nad Menem zobaczyłem wystawę o getcie łódzkim. Po raz pierwszy
zobaczyłem tam dokumenty odręcznie podpisane przez mego ojca. Chodziło o
zużytkowanie ubrań Żydów pomordowanych w Chełmnie (Kulmhof). Od tego momentu
było dla mnie jasne, że mój ojciec nie tylko wiedział, co się działo, ale
także sam był w to włączony".
Facet był szczerym członkiem BHE... Der Bund der Heimatvertriebenen und
Entrechteten - związku pozbawionych ojczyzny i wyjętych spod prawa...