Gość: El Ninjo
IP: *.anonymouse.org
09.09.09, 23:25
Od chwili powołania na miejsce Mrówy cały (internetowy zwłaszcza) Olsztyn
zachwyca się pomysłami pana Rytczaka. Że oryginalne, że lepsze od Eskadry, że
w końcu coś się ruszy i "będziemy dumni z Olsztyna". Proponuję jednak
powstrzymać się nieco z tym nadmuchiwaniu młodego człowieka, żeby mu
przesłodzeniem nie wywołać skrętu kiszek.
Zacznijmy od tego, że odwołanie Mrówy i całego jej zespołu było najlepszym jak
dotąd posunięciem Grzyma. Przebić to może tylko wywalenie Jaszczuka, ale z tą
perłą Grzymek czeka pewnie na rozpoczęcie roku wyborczego :-)
Niech no mi jednak ktoś trzeźwy odpowie, czym pomysły pana Rytczaka tak
rzeczywiście różnią się od pomysłów Mrówo-Eskadry? Czy same w sobie
mistrzostwa w strzyżeniu żywopłotów są naprawdę jakościowo czymś innym niż
festiwal latawców albo serów? Czy ławeczka Niemena albo spotkania sobowtórów
to rzeczywiście takie oryginalne, kreatywne fajerwerki z zakresu promocji? No
przecież nie.
Hasło "miasto-ogród" jest prawie tak samo pustą formą, wymagającą dopiero
wypełnienia treścią, jak "przestrzeń radości". Owszem, Rytczak swój pomysł
bardziej zakorzenia w realiach miasta niż dosłownie bujający w obłokach ludzie
z Eskadry, ale to wszystko nadal nie zmienia jednego: to wszystko są
gadżety z podstawowego warsztatu promocji, reklamy i PR-u. To wszystko są
ograne, wielokrotnie sprawdzone kawałki, prawie tak znane jak jak fotka Che.
Nie mam pretensji do Rytczaka. Przeciwnie, niech chłopak pracuje jak
najwięcej, każdy pomysł, który buduje pozytywne skojarzenia z miastem, jest
dobry i wart publicznych pieniędzy. Mi chodzi o coś innego. Mi chodzi o to, że
o prawdziwej promocji powinni decydować rządzący tym miastem, a nie urzędnicy
z wydziału. Że promocją dla Olsztyna będzie nie strzyżenie żywopłotów czy
wybory plażowej miss stringów, ale przyjazny układ komunikacyjny, uregulowane
zasady budowy i zabudowy (plany zagospodarowania, warunki architektoniczne dla
dzielnic itp) czy przemyślane inwestycje, rozwijające Olsztyn w konkretnym,
przedyskutowanym publicznie kierunku.
Dziś Olsztyn miota się od turysty do inwestora, dziś nie wiadomo, czy bardziej
nam zależy na odwiedzających nas latem ludziach, czy potencjalnie chcących
zainwestować tu firmach. Tymczasem od dawna zapomnieliśmy, że nasze miasto ma
być przyjazne przede wszystkim dla nas, dla Olsztyniaków. To nam ma się tu żyć
lepiej, panie prezydencie, to dla nas mają być drogi, przedszkola i baseny.
Proszę popatrzeć na Wrocław czy na Gdynię. Czy te miasta promują się
festiwalami?! O tych miastach mówi się w Polsce jedno: tam warto żyć, bo tam
się szanuje ludzi, bo tam się o ludzi dba i ludziom stwarza szansę na biznes,
na naukę, na wypoczynek. Sprawcie, by Olsztyn był właśnie taki, a wtedy, panie
prezydencie Grzymowicz i panie dyrektorze Rytczak, wasze festiwale zrobią
oddolnie organizacje pozarządowe, same i zapewne bez pomocy budżetu gminy.
Zrobią to ludzie, którzy będą chcieli żyć i pracować w tym mieście i dla tego
miasta.
I to jest prawdziwa promocja: wizja i zarządzanie. A festiwale to zawsze tak
czy inaczej PR dla rządzących...