Dodaj do ulubionych

Konkubinat czy konkubinat?

15.01.04, 22:01
Czy konkubinat jest faktycznie konkurencyjny dla małżeństwa i rodziny, czy
oznacza ich kryzys lub zmierzch? Chyba nie. Wręcz przeciwnie, dostosowanie
się np. młodych osób w trakcie studiów, tzw. "dogranie się" jest bardzo
dobre - moim zdaniem.
Inaczej sprawa ma się z konkubinatem homoseksualnym, nie przyjęty w naszym
społeczeństwie stanowi pewne zagrożenie do heteroseksualnego wychowania
dzieci. Czy zatem można porównywać te dwa konkubinaty?
Obserwuj wątek
    • Gość: rita Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 15.01.04, 22:23
      nie powiem dziś nic, temat jest tak obszerny i dotyczy tak wielu spraw, że
      trudno to uogólniać. Konkubinat z przymusu, z wyrachowania czy z mody, czy z
      wygody. Przyczyny konkubinatu . Temat w którym mogę smialo powiedzieć jestem
      za , a nawet przeciw. Ciekawa sprawa - kto zaczyna ?- ja musze sie najpierw z
      problemem przespać :)
      • oso1 Re: Konkubinat czy konkubinat? 15.01.04, 22:33
        Ale jak to wyjaśnić małemu dziecku, przecież słowa "konkubinat homoseksualny"
        nie wystarczą. Czy jest to objaw nowoczesności obyczajowej? Nie można tu chyba
        mówić o jakiejkolwiek tradycji. Bowiem aby te osoby istniały, ktoś musiał je
        spłodzić.
        • Gość: nat Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.01.04, 22:49
          Zdziwilabym sie gdyby naprawde male dziecko zadawalo tego typu pytania.
          Natomiast gdy podrosnie na tyle aby zauwazyc roznice to powinno zaakceptowc
          wytlumaczenie, ze ludzie sa rozni pod kazdym wzgledem, lacznie z orientacja
          sexualna. Wiem, ze u corki w szkole sa np otwarte lesbijki (nastolatki) i
          nikogo to nie dziwi. Ich 'roznosc' jest powszechnie zaakceptowana i nie stoi
          na przeszkodzie ani w stosunkach szkolnych ani we wspolnym zyciu towarzyskim
          poza szkola. W koncu one przeciez nie robia zadnych propozycji osobom
          niezainteresowanym wiec gdzie jest problem? A o tradycji zdecydowanie mozna tu
          mowic -ie starozytny Rzym na przyklad?
          Nie wiem czy bylabym az tak tolerancyjna gdyby chodzilo o moje dziecko, ale z
          dystansu obserwatora, problemu nie dostrzegam.
      • Gość: rita Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 16.01.04, 21:21
        Jestem za , a nawet przeciw konkubinatu i konkubinatu. Nat zauwazyłam, że temat
        potraktowałas ogólnie czyli jestem za oby tylko nie dotyczyło to mojego
        dziecka. Ja też tak traktuję, ale jak się wgłębię w temat to to wszystko nie
        jest takie proste. Sławne jest już powiedzenie na świecie - życie po polsku
        czyli życie w konkubinacie, kobieta z męzczyzną sobie żyją .
        Inaczej trzeba patrzeć na konkubinat kochających inaczej, co zaznaczę to nie
        krytyka tylko zagrożenie jakie sobie stworzyły takie osoby. Czy zapomnieliście
        o nich ?
        Posłużę się cytatem JKM " Z tym , że AIDS szerzy się i przez biseksualistów, i
        przez ludzi kochających jak trzeba ..... Za 10 lat szansa zarażenia się homosia
        i heteryka będzie prawie taka sama. Czyli ogromna. Bo przecież można zarazić
        się i przez ślinę, i przez pot...
        Jeśli chcemy, by malała , a nie rosła - musimy działać. Bo, jak wie każda
        kobieta: dziurkę trzeba cerować póki mała ! "
        Ostatniego zdania nie napiszę jakie wypowiedział JKM - zostawie go domysłom.
        Jak widzicie to jest świat problemów. I nie wolno machnąć ręką, bo w pośredni
        sposób i nas dotyczą i naszych dzieci, a pózniej wnucząt i dalszych pokoleń.
        Pewien filozof powiedział: o wiele częściej waliłbym się młotkiem w palec gdyby
        ból występował dopiero po roku lub po 10 latach. Z tej to przyczyny mało kogo
        to interesuje .
        Temat dzieci adoptowanych przez kochających inaczej - bardzo prosze , tylko czy
        ktoś jest wstanie zapytać się niemowlaka czy chce żyć w takiej rodzinie ? Takie
        dziecko, gdy dorośnie i zrozumie - zapyta się siebie - dlaczego to mnie
        spotkało ? - i co odpowiecie - ano, z urzędu, z prawa - tylko jakiego prawa ? -
        prawa boskiego, prawa ustalonego przez człowieka, prawa wyższej siły ?
        Kto daje takie prawo ? - czlowiek ? - który mówi - wszystkie dzieci byle nie
        moje ! - prawda ?
        A stary jest to spór - kto jet winien ? - czy rodzimy się genetycznie
        zprogramowani, czy kształtuje nas środowisko ? Debata nad tym może być ciekawa.
        A tradycja instytucji małżeńskiej jest, tylko ona teraz przechodzi ewolucję.
        Zmieniają sie trendy i tendencje. Nieformalne związki są bardziej wygodne.
        Konkubinat daje poczucie swobody, cieszenia się miłością bez potrzeby
        nakładania na siebie nowych obowiązków związanych z małżeństwem .
        Zwiążki nieformalne nie są nastawione na posiadanie dzieci. Jeśli para chce
        mieć dziecko, bierze ślub i świadomie decyduje o ciąży. I chyba to jest dobre -
        stan świadomości i antykoncepcji jest w Polsce wysoki i chyba prawidłowo :)
        To samo dotyczy zdrad, gdybyśny wiedzieli, że jutro partner się dowie o
        zdradzie - zdrad byłoby o wiele mniej, ale to już na marginesie. Popatrzmy też
        na skutki pewnych konkubinatów i prawny stan majątkowy tychże.
        Panie Klik - pan tą dyskusją wkłada kij w mrowisko, oby nie skończyło się to
        rzucaniem kamieni we mnie. Samo za , a nawet przeciw pociaga za sobą wiele
        nierozwiązanych spraw związane z rozwodami , zmianami partnera i jak tak
        szczegółowo popatrzymy to uciekając przed komornikami, podatkami i iinymi
        sprawami możemy łatwiej fikcyjnie nawet stać się kochającymi inaczej. I nie
        minie dużo czasu jak się okaże, że połowa społeczeństwa będzie w takich
        związkach.Z przyczyn finansowo-materialnych. Spójrzcie prosze na dworce ilu
        młodych chłopców za pieniądze stają się... , a sami się domyslcie.
        Za parę lat przybędzie mnóstwo homoseksualistów i co my biedne kobietki
        zrobimy, co nam zostanie? ..... też się domyślcie.
        Bardzo, bardzo bym chciała, żebyście to żle nie odebrali, nie mam własnego
        zdania, widze w tym tylko zagrożenie dla kobiet, a jak potraficie mnie
        przekonać , że jestem w błędzie to znaczyć będzie , że jestem w błędzie.
        Tak samo możnaby zalegalizować inne związki trójkątne, jeśli tylko wyrażają
        taką zgodę. Dać do wyboru ludziom różne formy związków.
        Z trowgą pozdrawiam
        • Gość: Minnie Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.toya.net.pl 16.01.04, 23:59
          Moje IQ powyżej średniej, ale nie dociera do mnie Twój przekaz. Z trwogą
          przeczytałam. Ale kamieniem nie rzucę. Butelką z benzyną również. Chociaż mam
          ochotę użyc kilku brzydkich słów...ale nie miej mi tego za złe - reaguję
          emocjonalnie. Przeczytam jeszcze raz (z trwogą, niestety) i postaram sie o
          bardziej konstriktywny komentarz / krytykę :) Pozdrawiam i życzę spokojnej
          nocy :)
              • bpkw Re: Konkubinat czy konkubinat? 17.01.04, 13:14
                Wlasciwie nie wiem czym tak zbulwersowala Minnie wypowiedz Rity.
                Jest to opinia Rity, i jak wiele innych, sklania do refleksji. Cieszy mnie
                jednak bardzo deklaracja Minnie, ze nie walnie w Rite kamieniem, a i butelke z
                benzyna zachowa na "lepsze" czasy.
                Osobiscie nie podzielam obaw Rity, ze zwiazki homoseksualne maga zdominowac
                nasza przyszlosc. Beda one utrzymywac sie w takim samym procencie jak obecnie.
                Jesli chodzi o konkubinaty homoseksualne to z oczywistych wzgledow musza one
                miec ochrone prawna. Szczerze przyznam, ze mam spore watpliwosci w sprawie
                malzenstw par homo. Nie mam natomiast najmniejszych watpliwosci jesli chodzi o
                adopcje dzieci przez takie zwiazki : jestem zdecydowanie przeciw.
                A konkubinat heterosow ???. Sam bylem w takim zwiazku prawie 4 lata i wszystko
                bylo OK. Tylko final byl prozaiczny; malzenstwo !!!.
                --
                Carpe diem.
          • bpkw Re: Konkubinat czy konkubinat? 17.01.04, 14:22
            Gość portalu: Minnie napisał(a):

            > a czy ktoś pyta niemowlaka, czy chce tatusia - alkoholika i czy chce żyć
            > w 'takiej' rodzinie?


            Chyba mylisz problemy. Dziecko urodzone w zwiazku, gdzie ojciec jest
            alkoholikiem jest naturalnym owocem swoich rodzicow i nie ma prawa wyboru. Tak
            samo jak dziecko ktorego rodzice sa biedni czy bogaci, ladni czy brzydcy,
            madrzy czy tez glupi. Oni sa jego naturalnymi rodzicami.
            W przypadku zwiazkow homoseksualnych mowimy o adopcji.
            Dobrze wiesz, ze w ramach adopcji dziecko nie trafi wlasnie do rodziny
            patologicznej / a przynajmniej nie powinno trafic /. I nie powinno rowniez
            trafic do zwiazku homo poniewaz wychowanie przez "rodzicow" homoseksualnych
            niesie za soba duze prawdopodobienstwo m.in. szykanowania dzieciaka w
            przyszlosci.


            --
            Carpe diem.
        • Gość: Minnie Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.toya.net.pl 17.01.04, 16:34
          "jak tak szczegółowo popatrzymy to uciekając przed komornikami, podatkami i
          iinymi sprawami możemy łatwiej fikcyjnie nawet stać się kochającymi inaczej. I
          nie minie dużo czasu jak się okaże, że połowa społeczeństwa będzie w takich
          związkach.Z przyczyn finansowo-materialnych. Spójrzcie prosze na dworce ilu
          młodych chłopców za pieniądze stają się... , a sami się domyslcie. Za parę lat
          przybędzie mnóstwo homoseksualistów i co my biedne kobietki zrobimy, co nam
          zostanie? ..... też się domyślcie."
          A ten fragment wypowiedzi Rity mnie dobija. O co chodzi?! Co ma piernik do
          wiatraka?! Prosze mi wytłumaczyć.
          • Gość: nat Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.01.04, 19:54
            Przerazajace wizje jakie maluje Rita do mnie nie przemawiaja a wiec rowniez
            nie wywoluja przerazenia. Tolerancja spoleczenstwa postepuje duzo szybciej niz
            mozna byloby sie spodziewac. W mojej dzielnicy ostatnio udostepniono stary
            gustowny palacyk na urzad stanu cywilnego dla homoseksualistow. Nikt
            kamieniami obiektu nie obrzuca ani nie wyprowadza sie z dzielnicy z tego
            powodu. 'Zyj i pozwol zyc' to nie zle motto. Jesli chodzi o adopcje dzieci
            przez takie pary to tez uwazam, ze jest to lepsze rozwiazanie niz wieloletnie
            przezucanie dzieci niechcianych czy osieroconych po roznych sierocincach i
            tego typu instytucjach. A czy dzieci beda w jakis sposob napietnowane przez
            wychowanie w takim srodowisku to czas pokaze - osobiscie ne sadze.
            Konkubinat heterosexualny przyjety zostal przez spoleczenstwo od jakis 40 lat
            i w obecnej sytuacji, gdzie jedno malzenstwo na cztery konczy sie rozwodem
            (statystyka z Anglii), ma swoje zalety. Poza tym, istniejace prawa pozwalaja
            na formalna aranzacje spraw finansowych, spadkowych itp w takich zwiazkach i
            nikt nie musi wyjsc z nich przegrany.
            Osobiscie, nie znam par malzenskich, ktore nie mieszkaly razem przed slubem. W
            Polsce z mojej mlodosci nie mialo to miejsca, moim zdaniem, nie tylko ze
            wzgledu na opinie publiczna ale rowniez z powodu warunkow kwaterunkowych -
            trudno byloby sprowadzic chlopaka do rodzinnego 2 pokojowego mieszkania. Zakup
            lokalu rowniez nie wchodzil raczej w rachube. Nie wiem jak jest dzisiaj ale
            chyba musialo sie troche zmienic.
            • Gość: rita Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.01.04, 20:53
              Wdzięczna jestem, że nie poleciały kamienie, temat jest taki, że jak nie
              napiszesz to będzie żle. W swoim wpisie opierałam się na artkułach
              gazetowych,szczególnie Rafała Ziemkiewicza, bo jakże inaczej. Ale czym bardziej
              czytam tymbardziej wchodzę w nieznane mi wody.
              Jeśli weżmiecie ostatnią Politykę do ręki znajdziecie temat o nowym rodzaju
              męższczyzn płci nieokreslonej czyli metroseksualni. Faktycznie nie czuje się
              mocna w temacie , jak i w żadnym, a wypowiadając swoje opinie mogę krzywdzić
              innych.
              Dlatego przepraszając wszystkich i nie uciekając lecz poddając się opuszczam
              ten bardzo kontrowersyjny wątek.
              Cytuję na koniec:
              Równi i równiejsi
              "Homoseksualiści nie chcą się już ukrywać. Największa sieć handlowa, największy
              prywatny pracodawca w USA, zapowiedziała aktywne występowanie przeciw
              dyskryminacji homoseksualistów wśród swoich pracowników.
              Wcześniej grupa homoseksualistów zainwestowała w przedsiębiorstwie duże
              fundusze"
              a równi i równiejsi = punkt widzenia od punktu siedzenia = My i Wy i Oni =
              pieniądz rządzi swiatem
              pozdrawiam już bez trwogi

              Wasza postawa przynosi zaszczyt, a mnie radość.
              Z wielką przyjemnością wysłucham co macie do powiedzenia, a ze swej strony,
              jeśli nie widzicie przeszkód, chętnie odpowiem na dręczące was pytanie , a
              szczególnie minnie, która cytuje mnie, a ja innych :)

              "jak tak szczegółowo popatrzymy to uciekając przed komornikami, podatkami i
              iinymi sprawami możemy łatwiej fikcyjnie nawet stać się kochającymi inaczej. I
              nie minie dużo czasu jak się okaże, że połowa społeczeństwa będzie w takich
              związkach.Z przyczyn finansowo-materialnych. Spójrzcie prosze na dworce ilu
              młodych chłopców za pieniądze stają się... , a sami się domyslcie. Za parę lat
              przybędzie mnóstwo homoseksualistów i co my biedne kobietki zrobimy, co nam
              zostanie? ..... też się domyślcie."
              A ten fragment wypowiedzi Rity mnie dobija. O co chodzi?! Co ma piernik do
              wiatraka?! Prosze mi wytłumaczyć.

              Ano o to, ze rozwody takich małżeństw kochających inaczej będą predkie do 6
              miesięcy co będzie korupcjogenne , a dla pieniedzy robi się wszystko, nawet
              prawdziwe uczucia można sprzedać i kupić. I wcale nie chodzi to , co powiedzą
              inni, bo to dla mnie najmniej ważne, być sobą i mieć czyte sumienie to jest to -
              sumienie wasze tak mówi, a innych tak
              Dziekuję wszystkim, że byliście dla mnie wyrozumiali
              • Gość: nat Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.01.04, 22:26
                Ritko, nie potrzebujesz niczyjego wyrozumienia. Masz pelne prawo do wlasnych
                opinii dokladnie tak jak wszyscy. Tutaj trudno mowic o tym kto ma lub nie ma
                racji. Sa to poglady bardzo indywidualne, osobiste, wynikajace z moralnych,
                etycznych i praktycznych zasad jakimi kazdy z nas sie kieruje i wcale nie ma
                potrzeby na uzyskanie powszechnej zgody. Jakze nudno byloby gdyby wszyscy
                byli tego samego zdania. Pozdrawiam.
                • Gość: rita Re: Konkubinat czy konkubinat? IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.01.04, 22:45
                  tak, temat jest dyskusyjny i do konsensusu nie dojdziemy chocbyśmy chcieli ,
                  możemy być tolerancyjni i tyle, tyle tylko, że trzeba wysłuchać też drugiej
                  strony i dojść do żródła skąd biorą się kochający inaczej. Wiemy, że oni zawsze
                  istnieli , ale przecież Bóg stworzył Ewę i Adama, co do tego nie ma
                  wątpliwości, więc dlaczego mamy problem, dlaczego są dwa Adamy i dwie Ewy, czy
                  to wybryk natury ? Czy my sobie nie komlikujemy i tak skąplikowany świat.
                  Nichby robili co chcieli tylko niech nie przewracają świata do góry nogami,
                  świata stworzonego przez Ewę i Adama.
                  Jak mówi pewien znawca prawa - trzeba dotrzeć do żródła
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka