Gość: Petent
IP: *.olsztyn.vectranet.pl
04.02.10, 22:46
Witam. Z racji wykonywanego zawodu bardzo często bywam w olsztyńskich Sądach.
Nie wiem, jak inni, ale ja zauważyłem pewną tendencję. W Sądach (celowo nie
piszę dokładnie w jakich) panuje straszne kolesiostwo i klany zarówno
rodzinne, jak i przydupasów przełożonych. Synalki i córki, pociotaki lub ci,
którzy załatwiają różne rzeczy i sprawy "ludziom z góry" - mają się dobrze i
bezstresowe posadki. Inni, którzy nie mają "pleców" są pomiatani, zawalani
robotą, źle oceniani - i obojętnie, jak dużo robią - ciągle jest mało. Sąd nie
ma kasy na nowe etaty, a roboty jest masa i ciągle jej przybywa, terminy się
wydłużają... Nie waham użyć stwierdzenia, że część pracowników tzw. Sądu jest
MOBBINGOWANA. Jak tak to wygląda dla człowieka z ulicy, to jak jest od
"podszewki"??? Ktoś mi napisze? Szkoda mi tych ludzi:(((