Gość: Tinky Winky
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
09.03.10, 19:24
Językiem z czasów Nowej Huty i Trybuny Ludu posługują się niektóre
dyżurne "autorytety" regionu wykreowane i sztucznie napompowane
przez niektóre gazety (lub) czasopisma.
W szczególności pragnę przytoczyć jeden przykład z artykułu
poświęconego jakże "ważnej" dla rozwoju Mazur idei powołania MPN.
Autor tego artykułu wprost wskazywał, że jeśli mieszkańcom nie
podoba się ta wielka idea, to powinni wyjechać z Mazur.
To nic innego jak retoryka rodem z niechlubnych czasów stanu
wojennego i szarych lat 80 - tych. Ja to doskonale pamiętam, w
przeciwieństwie chyba co do niektórych. I całe szczęscie, że te
czasy już minęły i mam nadzieję nigdy nie powrócą. Choć, jak widać
po niektórych wypowiedziach, resentymenty tkwią głeboko.
To samo dotyczy "uszczęśliwiania" mieszkańców regionu na siłę
drzewami przydrożnymi i wmawianie, że zacofanie jest źródłem ich
szczęścia i może także być źródłem dobra wszelakiego. Jak na razie z
braku nowoczesnej infrastruktury region jest kwalifikowany jako
najmniej atrakcyjny inwestycyjnie i obarczony największym
strukturalnym (i niestety już niemal dziedzicznym) bezrobociem.
Oczywiście w interesie określonych osób, reprezentujących branżowe
interesy wąskiej grupy przedsiębiorców prowadzących niszową
działalność gospodarczą w postaci pensjonatów typu skansen, rozwój
regionu nie jest zbyteczny. Charakter działalności prowadzonej przez
te osoby wymaga dróg i całej infrastruktury o tyle, o ile klient
może dojechać do tego pensjonatu lub gospodarstwa agroturystycznego,
badź skansenu. Jest to postawa nastawiona na dbanie o przysłowiowy
czubek własnego nosa i całkowicie oderwana od potrzeb społecznych
oraz oczekiwań mieszkańców. Co więcej, podaje się niepełne dane i
pomija zagrożenia oraz ograniczenia, jakie wiążą się m.in. z
ewentualnym powstaniem parku narodowego. Nie mówi się, że dla wielu
miejscowości oznacza to prawny zakaz lub poważne ograniczenie do
swobodnego dostępu do jezior, zakaz pływania, żeglowania. Krótko
mówiąc - jezioro (nidzkie) będzie można sobie jedynie pooglądać ze
szlaku. I kto tu mówi o języku rodem z PRL. Zwyczajnie podaje się
niepełne informacje lub według "jedynie słusznej linii" podpierając
się "jedynie słusznymi autorytetami", oczywiście
reprezentującymi "postępową część społeczeństwa", która to idea
powinna przyświecać ciemnej masie, wymagającej reedukacji według
jedynie słusznych koncepcji.
To, co się nieraz czyta tu i tam, to nic innego tylko nowoczesna
politgramota, a każdy kto ma czelność mieć inne zdanie lub wskazuje
na błędy logiczne oraz zwyczajny bezsens (oczywisty nawet dla
prostego człowieka), które to zdanie nie wpisuje się w przyjętą
koncepcję ideologiczno - dogmatyczną jest wrogiem.
A tak na marginesie, proponuję przed wypuszczeniem kolejnego
artykułu o przydrożnych drzewach, parku narodowym etc. skonsultować
treśc z prawnikiem, żeby nie było takich gaf jak dotychczas. Treść
wielu publikacji jest niespójna wewnętrznie i forsuje idee oraz
koncepcje, które nie mogą być zrealizowane choćby z punktu widzenia
prawnego. Dotyczy to kwestii modernizacji dróg i możliwości
przeprowadzenia tych inwestycji w zgodzie z obowiązującymi
przepisami, w szczególności ustawą o zamówieniach publicznych oraz o
finansach publicznych. Warto także poczytać sobie o
odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych w
związku z wydatkowaniem środków publicznych na cele, których efekty
z założenia mają nie "trzymać " obowiązujących norm technicznych.
Czy podnoszenie kwestii konieczności przestrzegania obowiązującego
prawa i norm unijnych jest także działaniem z epoki Nowej Huty...?
To już może czytelnicy ocenią.