edico
21.07.10, 00:56
Ponieważ mam nieco więcej, jak dwa latka, pozwolę sobie zreasumoweać
ostatnie dwadzieścia. Pamiętam wybory z czerwca 1989 r. Po
kościołach (a wtedy jeszcze zdarzało mi się bywać), słychać było ze
wsząd Wałęsa, Wałęsa, Wałęsa... Nie byłem przeciwny, aczkolwiek
miełem i jak to się okazało bardzo słusznie sporo zastrzedżeń.
Niewiele czasu upłynęło, by Wałęsa stał się nienawistnym wrogiem
kościoła. Doceniałem Mazowieckiego i doceniam go do dnia
dzisiejszego. Po słynnych wyborach mających wprowadzić to nowe,
Mazowiecki też był na ustach głoszących religijną milość do
bliźnich. Jakie było moje zdumienia, gdy już w roku 1990 Mazowiecki
stał się jednym z najgorszych wrogów kościoła. Do dzisiaj powiedzmy
nie wiem dla czego, skoro zniósł kartki na benzynę, talony na
samochody, kwity na węgiel a utrzymał jedynie artki na mięso i jego
przetwory. Czy popełnił w tej mierze jakiś niewybaczalny błąd w
pojęciu hierarchów Kościoła?
Adam Michnik opublikował artykuł pt. "Wasz prezydent, nasz premier",
który był symbolicznym początkiem zmiany rządów. BardzoŹle trafił,
bo od tego momentu stał się nienawistnym wrogiem dążącym do jakiegś
porozumienia tracąc przy tym historyczną wolę walki na zabój.
Historyczny dzień 19 lipca dolał oliwy do ognia konfrontacji.
Wybrano bowiem prezydentem generała Wojciecha Jaruzelskiego (jako że
nastąpiła też zmiana prezydenta emigracyjnego, był to wyjątkowy
dzień w historii Polski – z trzema prezydentami w ciągu doby). Do
dziś odzywają się głosy unieważnienia tych wyborów, chociaż jeden z
nich nie żyje a drugi chyli się nad grobową deską. Zacząć ten cyrk
jeszcze raz od nowa, jak to chce Kaczyński z Maciarewiczem?
Wałęsa w tej sytuacji oznajmił, że "Solidarność" jest gotowa przejąć
samodzielną odpowiedzialność za państwo. W końcu przejął i mimo
bardzo wielu negatywnych zjawisk, oceniam jego prezydenturę znacznie
wyżej, jak rządy Kaczyńskich w znacznie korzystniejszych
łatwiejszych czasach. Niestety, mimo wielkiego aplauzu stał się
kolejnym wrogiem kościoła.
Kwaśniewski? Nigdy nie mógł liczyć na dobre słowo z tej strony,
chociaż po doświadczeniach z Krzaklewskim, Buzkiem... prasa
katolicka nabrała już wody w usta. Apogeum wsparcia kościoła
osiągnął Jarosław Kaczyński. Zbłaźnił siebie i jego spierających.
Ratuje teraz własne ego podejmując trud wywołania wcześniej
zapoczątkowanej wojny o krzyże.
Polecam zapiski warmińskiego bp Ignacego Krasickiego. Już dawno
zauważył, do czego może prowadzić otumanienie.