betko31
18.09.10, 10:51
od dłuższego czasu nurtuje mnie dość przygnębiająca refleksja - Olsztyn jest głuchy i niemy.
Mam nadzieję że tym stwierdzeniem wystarczająco podrażniłem Wasze doraźna uczucia - jak to, przecież jest karaoke w kilku klubach, są dyskoteki prowadzone przez zawodowych DJ, jest OLA, Noce Bluesowe.....
tak, to wszystko jest. A raczej bywa.
Bo gdzie w ciągu roku można iść na recital autorski, koncert dobrej kapeli niekoniecznie rockowej. Nie wspomnę o niszowych (czyżby?) gatunkach jak blues czy jazz. Owszem, owszem, nie jest to jeszcze pustynia czy lodowiec - MOK się trochę stara ( w ubiegłym roku Dobranocki bluesowe pod opieką Sławka Wierzcholskiego), kilka ( 3 -5) koncertów czy recitali w CEIKu, coś na OLA. Deficytowe wysiłki w klubie Sowa dla stałej już chyba grupy najwierniejszych fanów..... no i chyba lista się skończyła.
A mnie świdruje pytanie - czy w Olsztynie jest zapotrzebowanie na muzykę? w takim wydaniu, żeby usiąść albo na niedużej widowni albo przy stoliczku w dość kameralnej sali, zasłuchać się, czasem poderwać do małego potańczenia, pośpiewać półgłosem znane kawałki.
Czy w naszym mieście znajdzie się te 200 - 300 osób, które w środku tygodnia, zamiast serialu w tvp gotowe by były pójść na wieczorną kawę przy dźwiękach ot, choćby saksofonu Jana Ptaszyna Wróblewskiego, gitary Jarka Śmietana, czy swingującej Irki Gałązki ?
A może ja nie znam całej mapy Olsztyna, może gdzieś jest takie miejsce, ukryte przed gawiedzią, gdzieś w jakiejś oficynie....
bardzo bym się cieszył gdybyście podjęli rozmowę na ten temat. wierzę że jesteście zainteresowani takim tematem.
może dałoby się coś "w temacie" zrobić, zmienić.
pozdrawiam, czekam na Wasze uwagi
Bogdan