kecawa
14.12.10, 10:51
Bałamutna teza obrońców sowieckiego namiestnika
Wielu apologetów Jaruzelskiego przyjmuje bezkrytycznie jego tezę o ewentualnym wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski za argument usprawiedliwiający jego decyzje
z grudnia 1981 r. Nie przekonują ich fakty z życiorysu Wojciecha ( agent sowiecki, uczestnik i propagator czystek antysemickich w wojsku, jego odpowiedzialność za masakrę z grudnia 1970 roku czy też uczestniczenie agresji na sąsiedni kraj) świadczące o tym, że był on tylko zawsze wykonawcą decyzji Kremla. Z uporem lepszej sprawy dowodzą, że generał uchronił nas przed inwazją sowiecką w 1981 roku. Tymczasem agresja to była niemożliwa- nie tylko
z tego powodu, że jak zgodnie oświadczają dzisiaj sowieccy prominenci, nie była realnie brana pod uwagę, lecz z uwagi na pamięć o roku 1944. 1905,1863,1848,1830-1,1794
Powstania: Warszawskie a także Styczniowe, Listopadowe, Kościuszkowskie….. doskonale były i są znane Rosjanom. Pamięć o tym, że narzucenie Polakom czegokolwiek
i kogokolwiek przez obcą siłę zawsze kosztuje, było dla sowieckich decydentów oczywistością. Ta kalkulacja powodowała, że ZSRR nie był w stanie dokonać agresji .Koszt w postaci walk zbrojnych w centrum Europy a także konieczność zwalczanie partyzantki był nie do udźwignięcia w wymiarze europejskim i światowym. Ten fakt zmusili sowieckich decydentów do tego by Jaruzelski jako namiestnik Moskwy przeprowadził pacyfikację Nadwiślańskiego Kraju samodzielnie nowa tzw. wojna zastępcza była w grudniu 1981 nie do udźwignięcia przez Rosjan( od XII 1979 prowadzili wojnę zastępczą w Afganistanie). Apologeta Jaruzelskiego zaraz zakrzyknie, jeśli nie on to by to zrobił ktoś inny! Zapewne tak, lecz posługiwanie się argumentem o groźbie sowieckiej interwencji jest tylko chciejstwem a nie istotną i realna przesłanką. ZSRR i jego decydenci pod koniec 1981 roku niebyli samobójcami.