privus
13.04.11, 13:50
Od roku nieustannie słychać i widać medialne gorzkie żale JarKacza po tragicznie zmarłym w wypadku samolotowym bracie do tego stopnia, że robi z niego męczennika, chociaż do dzisiaj nie wiadomo jakiej sprawy. Sugestia jest tak samo niedorzeczna, jak i wiele innych padających z jego ust łącznie z usilnie tworzoną legendą jakiejś spuścizny po swym bracie, do której pozornie tak przykłada tak wielką wagę. Medialnie mamy więc zarysowany obraz prezesa pełnego żalów (bo o smutku raczej chyba trudno tu mówić) dążącego do maksymalnego uhonorowania i wywyższania brata oraz jego zasług dla tego kraju. Można by było w jakimś stopniu uwierzyć w tą medialną martyrologię bólu po umiłowanym bracie, gdyby nie wybiórczość tej medialno-propagandowej tematyki w uprawianej od roku, w której nie tylko pod słowo pod słowo spuścizna podkładany jest najzwyklejszy humbug. Jarosław Kaczyński ma po prostu gdzieś i w "dalekim poważaniu" znaczenie słów podkładając pod nie własne dowolne treści i znaczenia.
Czy odwołując się do spuścizny po swym bracie Jarosław Kaczyński zapomniał, jak wiele robił właśnie ten jego brat, by zmienić wizerunek Polski jako kraju antysemickiego?
Czy nie widzi, że parlamentarzyści jego partii, nadskakując Kobylańskiemu, obracają w pył wysiłek tragicznie zmarłego prezydenta?
Właśnie ci parlamentarzyści do dzisiaj nie zareagowali na słowa Kazimierza Świtonia (wyborcza.pl/1,75478,9297623,U_Lisa_poklocili_sie_o_Zydow.html), cytuję "Zginął prezydent, który podpisał Traktat Lizboński, odbierający suwerenność ojczyźnie. Opatrzność Boża czuwa nad Polską i srogo karze tych, którzy niszczą nasz katolicki naród". To są haniebne słowa. To są słowa, które mówią, że prezydent Lech Kaczyński zginął, ponieważ podpisał Traktat Lizboński i jego śmierć jest karą bożą!!! A więc Bóg ukarał Lecha Kaczyńskiego za jego pracę dla zmiany wizerunku naszego kraju, jako kraju antysemickiego?
W tej sprawie dziwnie milczy nawet sam Jarosław Kaczyński tak przecież umiłowany w bracie i walczący o zachowanie jego pamięci w każdym zakątku tego kraju mimo ogłoszonej przecież oficjalnie likwidacyjnej woli bożej w obecności jego parlamentarzystów. A nie reagował i nie reaguje najprawdopodobniej ze zwykłego strachu, tak jak nie reagował na określenie własnej bratowej czarownicą z przyczyn bardzo prozaicznych. Parlamentarzyści, którzy siedzieli i słuchali tych słów Świtonia są Jarosławowi Kaczyńskiemu potrzebni, ponieważ są ściśle związani z Radiem Maryja. A to wyraźnie pokazuje, że Jarosław Kaczyński jest w stanie w pełni relatywizować nawet obrażanie swego brata dla osiągania własnych korzyści. W ten sposób Jarosław Kaczyński stracił moralne prawo do komentowania jakichkolwiek wypowiedzi na temat zmarłego Lecha Kaczyńskiego.