mobydickzolsztyna
20.04.12, 16:02
Nie tylko kwestia plagiatów,
ale i wiele innych przesłanek,
budzą podejrzenia co do rzeczywistej wartości nadanych stopni naukowych.
Choćby i znane mi przecieki o "wzajemnych uprzejmościach" międzyuczelnianych (i nie tylko) w kwestii recenzji prac doktorskich lub dorobku habilitanta.
"My nie będziemy upierdliwi wobec waszego pracownika i mamy nadzieję na wzajemną życzliwość waszych recenzentów i waszej Rady Wydziału w trakcie kolokwium habilitacyjnego naszego pracownika"
Takie słowa oczywiście nigdy nie padają, ale wydarzenia czasem wyglądają na owoc takich słów. Widzą to wyłącznie dobrze zorientowani ludzie z wzajemnie życzliwych uczelni, a z Komisji ds Stopni - tylko ewentualnie osobiście umoczeni.
Rzeczy oczywiście nie do udowodnienia, bo możliwość udowodnienia skutecznie by zjawisko wyeliminowało. Dlatego czasem się o tym mówi, ale publicznie nazwisk nie wymienia.
Od smętnych realiów przejdźmy do wesołych fantazji.
Obecna sytuacja "naukowo-polityczna" stwarza niepowtarzalną okazję do bardzo łatwego zweryfikowania naukowości naukowców.
Wystarczy ankieta z jednym pytaniem: - "Czy masz jakieś wątpliwości co do podstawowych oficjalnych stwierdzeń w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej"
Odpowiedź TAK powinna skutkować wszczęciem procedur pozbawiających delikwenta stopni naukowych powyżej magisterskiego (a może i tego?).
Pomysł ten jest zgodny z i tak już masowym, jednostkowym dezawuowaniem naukowości naukowców dopuszczających się podobnego antynaukowego ekscesu.
A skoro TO już i tak występuje i to w skali masowej - no to powinno być skanalizowane i sformalizowane.
Wszak Nauka nie może dopuszczać jakichkolwiek wątpliwości wobec powszechnie uznanych tez!