Bokser z Olsztyna: To nie amerykański sen, a to...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.05.12, 11:14
Myślenie od dupy strony, panie Przemku. Trzeba było siedzieć na miejscu, poprosić o kontrakt do analizy przez Pana prawnika i to by zweryfikowało czystość intencji promotorów. Prawda jest taka, że się Pan napalił, żeby koniecznie wyjechać i polskie "jakoś to będzie" zadziałało. Tak nie można, ale teraz już Pan to pewnie wie. Dla nich koszt pańskiego biletu do US to drobne na waciki przy tym, co mogą na Panu zarobić. Mało tego, oni z premedytacją Pana tam ściągnęli, bo wiedzieli, jak Pan postąpi i postąpił Pan dokładnie tak, jak tego oczekiwali, gdy położą Panu umowę przed nosem. Niech Pan nie mówi, że nie miał Pan wyjścia. Miał Pan, tylko strasznie głupio Pan to rozegrał i uważam, że tak dobry i rozsądny sportowiec powinien walnąć się w klatę i powiedzieć "to tylko i wyłącznie moja wina, dałem się zrobić doświadczonym graczom". Nie Pan pierwszy i nie ostatni. Trzeba się cieszyć, że nie skończył Pan jak setki młodych obiecujących piłkarzy ściąganych z Afryki do Europy - w najlepszym wypadku handlując durnymi zabawkami w miejscach pełnych turystów, tylko spokojnie wrócił do domu. Ale człowiek uczy się całe życie, byle tylko wyciągać wnioski z błędów. Powodzenia życzę i kierowania się rozumem, a nie sercem. Już pan wie, że w biznesie bokserskim pięściarz jest tylko środkiem do celu dla całej grupy biznesmenów, mniej lub bardziej szemranych, i w ostatecznym rozrachunku najmniej się liczy. Pozdrowienia.
Pełna wersja