edico
16.08.12, 11:02
Czasami tak sobie rozważam, myślę i zastanawiam się, czy dobrze by się stało, gdyby wprowadzono w tym kraju oprócz świąt katolickich także święta dla innych religii i niewierzących, albo nawet uczyniono dzień wolny od pracy nie z powodu święta katolickiego, lecz święta ludzi niewierzących i mniejszości religijnych. Aktualnie występująca sytuacja jest "misrepresentation" wypacząjącą obraz tego kraju nie tylko ze światopoglądowego punktu widzenia, ale także na skutek dezinformacji i osłonowych działań państwa głównie w interesie hierarchii kościelnej, a nie społeczeństwa, w tym także samych wiernych. Bo jeśli państwo konstytucyjnie neutralne światopoglądowo widzi przekonania jednych ludzi, to powinno dostrzegać także przekonania i innych, gdyż faworyzowanie kogokolwiek oznacza w innym miejscu wykluczenie, które nie powinno się zdarzać. A tak jednak niestety nie jest, o czym wcale przypominać nie trzeba. Istotą życia w społeczeństwie jest szanowanie praw każdego obywatela. Piszę o tym głównie dlatego, by uzmysłowić i unaocznić niezaprzeczalny i pomijany fakt, że nie tylko mogą ale przede wszystkim istnieją różne punkty widzenia. Być może ustanowienie przykładowo wolnego "dnia wiary i braku wiary", z którego wszyscy mogli by się cieszyć, okazało by się najbardziej trafnym lub wręcz idealnym rozwiązaniem dla wszystkich obywateli bez uprawiania dyktatu jednej religii nad wszystkimi pozostałymi obywatelami. Sądzę, że nie tylko ja chciałbym, by moje państwo wszystkich obywateli traktowało równo, a nie tylko większość. Innych wyznań praktycznie się nie widzi i tego zjawiska nie da się przykryć mało wiarygodną statystyką kościoła katolickiego, czy słowami Glempa o prawie 98% skatoliczeniu kraju. Zwolennicy innych myśli światopoglądowych czy wyznań muszą często pogodzić zwykły dzień pracy ze swoim świętem. Nie jestem egoistą. Jako człowiek mający dystans do uprawianych praktyk religijnych (czasami mam wrażenie, że usilnie i na pokaz), reprezentuję w tej chwili neutralne spojrzenie. Po prostu staram się myśleć o różnych ludziach, uwzględniać wszystkie istniejące perspektywy, w tym również katolicką, by każdy mógł poczuć się dobrze, a nie tylko wybrańcy znanej „jedynie słusznej racji”. Nie mam nic do „Wniebowzięcia NMP”, bo takie święto powinno istnieć, skoro są ludzie, którzy chcą je obchodzić. Ale jednocześnie widać jak na dłoni, że potrzeby innych nie są zaspokajane i nie mogą też liczyć na ogólnopolski dzień bez pracy w dniach ich najważniejszych świąt. Uważam, że Polska jest państwem umiarkowanie religijnym, w którym wiara katolicka oraz duchowni katoliccy zajmują zbyt uprzywilejowaną pozycję w stosunku do innych wyznań oraz reszty społeczeństwa. Bez wątpienia państwo trzymające się na dystans od religii i pozostawiające kwestie wiary wyłącznie obywatelom, byłoby państwem przyjaznym każdemu obywatelowi. Takie rozwiązanie istnieje w Kanadzie i nikt nie narzeka na żadne "getto katolickie", jak to robi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Abp Józef Michalik. Każdy ma lub może mieć swoją wiarę. Wszyscy mogą poczuć się równi, bo w rzeczywistości tacy jesteśmy, gdyż żadna wiara nie wywyższa ludzi. To ludzie potrafią wywyższać się sami i wcale nie rzadko z powodu właśnie uprzywilejowania religii uważając, że wiara ofiaruje boskie przyzwolenie na takie działania i działają w zgodzie z bożą intencją. A jak się mają do tego sławetne i bardzo często przypominane słowa w kościołach "Kto się wywyższa, będzie poniżony" (Mt 23,1-12 ). a "Kto się poniża, będzie wywyższony" (Łk 14,7-14)", pozostawiam własnym refleksjom.