mobydickzolsztyna
28.06.14, 12:16
... czyli takich jak ja.
Mieszkam na odludziu, w zielonej wysepce wśród pól, bez sąsiadów w polu widzenia. Między ludzi wyjeżdżam czasem.
No i po jakie licho mam się golić codziennie?
Żoneczkę mam anielsko cierpliwą. Najwyżej dwa razy dziennie da wyraz na temat zarostu słowem, lub oczętami.
Jednak nieubłaganie nadchodzi chwila golenia, a w zasadzie tortur. Golę, a raczej wyrywam maszynką elektryczną. Jej trymer "za chudy w uszach". Próbowałem maszynką do strzyżenia, ale na to to jednak za krótko.
Może ktoś z was wypracował sobie jakąś sprytną metodę, albo natrafił na maszynkę godną polecenia do przerośniętego zarostu?
Jutro trzeba by było między ludzi, a ja odwlekam bolesną chwilę. Klepię po smartfonie zamiast się wziąć za wyrywanie zarostu.