edico
06.02.15, 15:00
Scenariusz ciągle jest ten sam. Ksiądz bijący się w piersi z powodu Kościoła, który był tak toporny i krótkowzroczny, że nie zdobył się ani razu i bez zastrzeżeń na uznanie "nieśmiertelnych zasad" proklamowanych przez Rewolucję Francuska w 1789 roku. Zanim została opublikowana Deklaracja ONZ.l'Osservatore Romano z 15 sierpnia 1948 roku opublikowało oficjalny komunikat, dzisiaj już całkowicie zapomniany i zamieciony pod dywan, napisany przez Piusa XII, któremu nigdy nawet nie starano się zaprzeczaC:
"A więc to nie Bóg, lecz człowiek zwiastuje ludziom, że są wolni i równi, wyposażeni w świadomość i inteligencję i powinni traktować się jak bracia. Są to ci sami ludzie, którzy stroją się w szatki przywilejów, których w każdej chwili - jeśli zajdzie taka potrzeba - mogą się pozbyć".
Kiedy papież Jan XXIII opublikował w roku 1963swoje "Pacem in terris", zacytował ów tekst zwracając uwagę na to, że "niektóre rozdziały Tej deklaracji wzbudzają gdzizniegdzie pewne słuszne zastrzeżenia". Zapytany o to odpowiedział bez żadnych "ogródek" i "wątpliwości", że podstawową przyczyną był "brak fundamentalizmu ontologicznego" - chodzi o to, że prawa człowieka oparte są jedynie na słabym i niepewnym gruncie dobrej woli człowieka a nie Boga reprezentowanego przez papieża.
JP2 w liście do biskupów z 10 grudnia 1980 r. skierowanym do biskupów brazylijskich napisał: "Prawa człowieka ważne sa tylko tam, gdzie respektuje się prawo boże". W przemówieniu w Monachium z dnia 3 maja 1987 r. stwierdza, że: "Dziś mówi się o prawie człowieka. Nie mówi się jednak o prawie Bożym". I dodał: "Tam gdzie nie respektuje się Boga i Jego prawa, człowiek nie jest zdolny sprawić, aby respektowano prawa człowieka." Przy okazji beatyfikacji pewnego jezuity, ofiary faszyzmu stwierdził: "W sposób oczywisty doświadczyliśmy, także w zachowaniu się kierownictwa narodowego socjalizmu, że bez Boga nie istnieją żadne prawa dla człowieka".
Otóż wszystkim tym, papieskim wywodom zmierzającym do utrzymania pozoru swej jedynej i nieomylnej wyroczni wydawanej w imieniu Boga zaprzecza nie tylko fakt błogosławienia przez biskupów i księży wojsk narodowego socjalizmu wyruszających na podbój świata z napisami na pasach "Gott mit uns", czyli „Bóg jest z nami”. Takich wątpliwości, czy Bóg jest z nimi, jest znacznie więcej.
W Polskich katolickich rodzinach kobiety, które powinien bronić przed złem miłosierny Bóg, zabijają swoich oprawców w imię ojca i syna... Dzieci gwałcone w rodzinach... i cicho sza, bo tatusia wsadzą do więzienia. Herod-baba znęca się nad swoim mężem ciamajdą, a on woli popełnić samobójstwo niż szukać pomocy. Gdzie??? tegoe wszystkiego w polskich katolickich rodzinach wystarczy się wyspowiadać, odmówić zdrowaśki, wywalić w kościele jęzor po "..." i wszystko gra. Jeśli państwo weźmie w obronę pokrzywdzonych, to znaczy to nie mniej ani więcej, tylko to, że to boskie "hartowanie" ludzi może sobie episkopat wsadzić w swoje eleganckie buty. I na tym własnie tkwi podstawowa przyczyna i walka Kościoła z jednoznacznym uregulowaniem tych spraw w sposób niezależny od politycznej woli i doraźnych zapatrywań funkcjonariuszy kościelnych.
Śmiem przypuszczać, że gdyby nie rozpaczliwa potrzeba wyciągnięcia ręki do normalnej części coraz bardziej kurczącego się elektoratu wyborczego przed zbliżającymi się wyborami, PO sprawę Konwencji nadal olewała by ciepłą "wodą".