Gość: Orwell PiS grzebie w agenturze a powinien w… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 21:19 W zasadzie jest mi to temat całkowicie obojętny, ale przeraża mnie głupota z nim związana. Dlatego parę punktów warto przypomnieć, chociaż wcale nie o wiedzę tu chodzi. 1.Od czasów Dariusza, króla Persów, policja wie przede wszystkim to, co powiedzą jej „uszy i oczy królewskie”. I dziś jest tak samo, mimo, że ilość informacji pozyskiwanych w ten sposób znacznie się zmniejszyła. Niektóre są zbędne w świetle obowiązującego prawa. Zmniejszyła się także liczba informatorów, ale sposoby ich pozyskiwania wcale nie są inne. Dalej „łapie” się duchownych na d… tak męskiej jak i żeńskiej. Dalej „pozyskuje” się uzależnionych fundując im alkohol, kokę i inne „zabawki”, itd. Itp. Pewne metody pozyskiwania, jak tortury fizyczne i psychiczne nie są tak powszechne, ale weszły inne, jak np. przymus ekonomiczny – pieniądze, praca, władza itp. Są także zboczeńcy ideowi… Faktem jest również, że obszary pozyskiwania informacji zmieniają się, ale tak to już jest. Dlaczego więc dzisiaj pozyskiwanie informacji tą drogą jest moralne a z czasów PRLu nie? Wiem przecież, że nie o moralność tu idzie, a o skuteczność. I walka PiSu z dawną agenturą też ma ten aspekt – skutecznie przejąć władzę. 2.Pewnie też nie o sprawiedliwość tu idzie, chociaż można by jej oczekiwać w państwie prawa. Rzecz dotyczy ludzkich karier, a czasem nawet życia. Sprawy dotykają i jeszcze dotkną ludzi zwerbowanych godziwie i niegodziwie. Tego nie da się dziś odróżnić, bo sama notatka w przepastnych archiwach nie wyjaśnia dramatyzmu tamtych okoliczności. A sprawcy tych werbunków, czyli pracownicy dawnego UB i SB (i nie tylko!) chodzą sobie w glorii chwały. Oni są niewinni, bo wykonywali rozkazy „góry”. Mają zasłużenie duże emerytury. Jeszcze pracują, najczęściej w dobrych zawodach i za dobre pieniądze. Czy nie myli się tu roli kata i ofiary? Zrozumiem, kiedy „powiesi” się wszystkich – jest przynajmniej jakaś równość, ale tego nie uzyska nawet PiS, bo przecież zagrażałoby to tym, którzy teraz werbują. Oni też muszą mieć gwarancje bezkarności. Jeśli więc jakiś proces jest niezbędny w historii, to dlaczego nie postrzegać go w kategoriach równych dla wszystkich stron? Odpowiedzi nie oczekuję. 3.Każda lustracja dotyka tylko ludzi do pewnego poziomu agentury. Rzecz się ma podobnie jak z penalizacją narkotyków. Zapełniono więzienia płotkami a rekiny pływają dalej… Przecież potencjalni kandydaci lustracji to płotki, którzy zostali na ten proces świadomie skazani. Innych pali się, bo nowego werbunku nie uznali i dlatego stali się teczkowymi śmieciami. Jeszcze inni zostali celowo wystawieni, bo to nakazuje pragmatyzm walki politycznej. I tu krzyk podnosi się niemożebny, bo przecież to oni budowali III RP. Trzeba powiedzieć i to, że pewien poziom agentury nie był rejestrowany, albo był rejestrowany w miejscach od nas odległych. I ci mogą spać spokojnie, a role ich mogą być bardziej szkodliwe dla państwa. Tam gra się interesami a nie teczkami. Tam głupków jako rozgrywających nie toleruje się. Dlatego kolejny raz pomysł lustracji widzę jako zabawę chłopców, co nieco zboczonych polityką. Można było to zrobić wcześniej, ale jak pokazują czeskie doświadczenia, brak nowych współpracowników w miejsce „palonych” jest działaniem nieodpowiedzialnym. Jeśli więc gotowa jest już kolejna zmiana, chętna do nowych aczkolwiek pożytecznych świństw, to bardzo przepraszam. To rzeczywiście „Róbta, co chceta”, ale róbta to z głową, by nie śmierdziało to na odległość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jak poprzednio De agri cultura… et politica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 13:58 Okrutnie śmieszna jest „afera” Przewodniczącego Leppera na Przewodniczącego Komisji Śledczej ds. PZU. Już to gdzieś (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=64&w=13358379&a=13390645) pisałem, ale warto powtórzyć, chociaż to wcale nie jest prawdą, że powtórka jest matką wiedzy politycznej. Sprawa jest śmieszna przede wszystkim z tego powodu, ile trzeba się nagadać, żeby nie powiedzieć tego, co jasno i wyraźnie trzeba by z siebie, jako polityka, wydusić. Śmieszy mnie ta gadka przeciwników Leppera. Przybrali oni togę cenzora Katona i ustawicznie nawołują do jego zniszczenia (Ceterum censeo Karthaginem esse delendam). Dlaczego tak jest? Otóż, podskórnie wyczuwają zasadnicze powiązanie z nim. A oto jeden przykład: To, że Samoobrona utrzymuje się na scenie politycznej, to wcale nie jest zasługą ani jej "Wodza" ani programu. To jest wypadkowa błędów i oszustw zarówno prawicy, jak i lewicy. A szczególnie lewicy. Jeśli o mnie chodzi, to definiuję Samoobronę jako partię faszyzującą według modelu stworzonego przez Mussoliniego, Franco, a współcześnie - Le Pena i Pima Fortuyna: kult wodza (powtórne wystawienie Przewodniczącego jak jedynego kandydata do Komisji), ksenofobia, niechęć do "kosmopolitycznych" elit i deklarowana obrona "zwykłego" obywatela (najczęściej drobnego producenta lub sklepikarza) przed potęgą kapitału, zwykle obcego narodowo. Owe skrajnie prawicowe hasła bliskie są tym, jakie czasem głosi skrajna lewica. Jeśli więc Samoobrona weźmie jakąkolwiek władzę, to trzeba rozliczyć za to elity sprawujące dotąd władzę. Jak? Niebytem politycznym. Najlepiej kartką wyborczą przy najbliższych wyborach parlamentarnych. I czy kolejny raz trzeba to tłumaczyć, jak Piłsudski Kasztance? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monteskiusz O duchu praw i milczeniu nad bezprawiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 21:07 Szczęśliwym trafem historii wyszliśmy z epoki realnego socjalizmu, kiedy to byliśmy problemem sami dla siebie. Problemem tym była naczelna wartość tego okresu, a mianowicie rozdmuchana do niebotycznych granic tzw. godność człowieka socjalizmu. Uporaliśmy się z nią doznając euforii, potem upokorzenia, dalej samoupokorzenia aż wreszcie biedy i niedostatku. Wszystko to zawdzięczamy naszej władzy (ogólnie rzecz biorąc!). Teraz natomiast można powiedzieć, że oprócz innych, mamy problem przede wszystkim z władzą. Władza I, czyli ustawodawcza, jest wprawdzie demokratyczna, ale jest obrzydliwa. I tego problemu wcale nie łagodzi fakt, że są tam także porządni i uczciwi ludzie. Po prostu, mechanizm jest wadliwy – wystarczy, że spotka się dwóch tzw. porządnych polityków a już przestępstwo (jakaś nieprawidłowość) wisi w powietrzu. Jest to po części wina spuścizny okresu realnego socjalizmu, który z założenia „hodował” egzemplarze małoobrazkowego formatu. Jest również wina zdezorientowanego społeczeństwa, które wynosiło na powierzchnię zwykłe g. Władza II, czyli wykonawcza, jest aspołeczna – górę wzięli technokraci społecznego bólu. Elity zarządzające inkorporowali do religii pragmatyzmu, który depcze po drodze wszystko, szczególnie słabych. By zaś osiągnąć własne cele, pragmatyzm ochrzcili skrajnym liberalizmem. Nie zachowali umiaru, co postawiło ich w opozycji nie tylko do społeczeństwa, ale także w sprzeczności z Dekalogiem. Ta władza nawet w wydaniu różnych partii stała się anachronizmem i nic dziwnego, że wszyscy chcieliby uciekać do przodu, np. do IV RP. Władza III, czyli sądownicza, jest wreszcie (albo już mogłaby być!) niezależna, ale nie jest bezstronna. Niestety! W przypadku zwykłego Kowalskiego zachowuje się wzorowo, co znaczy, że potrafi, ale ma kłopoty, jeśli Kowalski jest VIPem. Jest jeszcze gorzej, gdy Kowalski jest w układzie, od którego jednak i III władza jest jakoś zależna. Gdy jej wstyd i próbuje się „odciąć” to popada w surowość, jak w sprawie starachowickiej. Jest to widoczne na co dzień i budzi obawy o moralne gwarancje dla państwowości. Ta władza nie może się odbijać od ściany do ściany. Sytuacja, mimo, że widoczna gołym okiem, to jednak rzadko jest komentowana. Świadczy to o swego rodzaju przerażeniu ludzi poszukujących czegoś trwałego dla siebie i dla swoich życiowych planów. Jako wyraz beznadziejności w tym zakresie powstaje pytanie: „Kim być, jeśli nie jest się rekinem?” I na czyich wodach pływać? „Władza IV”, czyli media, jest wolna, ale nie jest pluralistyczna. W dobrym stylu jest być po prawicy. Prawda nie ma tu żadnego znaczenia. Prawda IV władzy jest rodzajem odznaczenia, najlepiej pośmiertnego, pisanego małymi literami, i „na ostatniej stronie”. Tylko przejściowo bywa inaczej: Prawda musi być po lewej stronie, bo lewa strona rządzi i nie da zarobić na ogłoszeniach. Przeważnie zaś prawda dla jednych i drugich ma wartość makulatury nośnika i szczęście, że papier toaletowy nie jest aż tak drogi. „Władza V”, czyli władza duchownych jest święta i to jest jej podstawowy błąd. Prawda zresztą też… jest święta. Kiepsko ma się to do rzeczywistości jak wyżej, ale dzięki tej rzeczywistości V władza istnieje. Ze „świętościami” nie da się dyskutować. Ich nie można naprawiać ani w niewolnictwie, ani w demokracji. Dlatego trzeba zgłosić kilka nierealnych (jeszcze dziś!) haseł, w stylu: „Stan kościelny wyprowadzić”! „Czerwone birety do cywila”! „Religia do kościołów i sal katechetycznych”!, itp. Co nam zostało z tych doświadczeń? Nasze czasy wielu nauczyły krótkiej perspektywy godności. Upodlić się za dziś, za jutro, za życie… Upodlić za jedną, dwie, trzy złotówki… Stąd mamy takich, co zabezpieczyli sobie jedno, dwa lub kilka żyć i są gotowi do wielu wcieleń reinkarnacji. Stąd także wielu takich, co z obrzydzeniem czołgają się do kresu pierwszego wcielenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Skarbek A mi to wszystko lotto! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 21:35 Rację miał ktoś, kto przejmowanie władzy w Polsce porównał do ruchów przy Okrągłym Stole. Jak się okazuje, nie jest to wcale mebel, tylko pewien, na dłużej ustalony mechanizm. Okrągły Stół to sposób sprawowania i przejmowania władzy. Gracze mają przydzielone miejsca, nawet kart się nie rozdaje – obraca się tylko blat. Na stole nie ma miejsc pustych. Wygrywają wszyscy uczestnicy. Jedni rządzą, inni są w opozycji. Różni ich tylko rodzaj bonusa, ale ten uzależniony jest od wyborców. Ci nagrodzili najpierw Solidarność, potem (S)o(L)i (D)arność, a potem nagradzać będą kolejne kamuflaże. Cóż, tu nie liczy się Cyryl ale Metody…zdobywania władzy. W zbliżających się wyborach bonusa otrzymają siły prawicowe, chociaż lepiej jest powiedzieć, że będzie to PO i PiS. Lepiej tak powiedzieć, bo to właśnie Okrągły Stół zatarł różnice między prawicą a lewicą. Zatarł tak daleko, że pojęcie „socjaldemokrata” i „lewicowiec” są obecnie sprzeczne; pojęcie zaś „prawicy” jest na tyle jasne, na ile już wyraża tendencje faszystowskie, lub na ile się przed nimi broni. I jak tu nie cytować diablich pomysłów Rokity… Graczom okołookrągłostołowym warto powiedzieć, że nie wolno niszczyć oddolnie budowanej kultury demokratycznej społeczeństwa i jego ustabilizowanej odporności etycznej. Należy też kasandrycznie zapowiedzieć, że dzięki ich cynizmowi zanosi się na wielki kryzys demokracji, a właściwie na jej gnicie. W mediach już króluje frazes prawicowo-liberalny, który z żadną większością tego kraju nie ma nic wspólnego, a to gnicie demokracji tylko zapowiada lub stabilizuje. Normalnemu człowiekowi, czyli takiemu, który z polityki nie ciągnie żadnych korzyści, trudno angażować się nawet myślowo w to, co dzieje się na scenie politycznej. Ustaje nawet ochota zwykłego spaceru w dniu wyborczym. P.S. Podobno w PSLu nie ma „Zgody”. Do sytuacji dobrze pasuje komentarz Joyce’a: „Nie aż tak zielony, choć wygląda jak głąb kapusty”. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lewin lewicy Ideologia czy jej brak czyni wolnym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 20:10 Sporo teraz mówi się o łączeniu się lewicy. Pamiętam kilka takich inicjatyw. Dlaczego to wszystko upadło? W przypadku lewicy dlatego, że akurat ta strona nie ma szczęścia do przywódców. Nadto, zawsze znajdzie się ktoś na tyle silny, by zamieszać na swoją korzyść. Palcem nie trzeba wskazywać! A tak w ogóle, to u nas do polityki wchodzą ludzie pełni swoich wad, które nie pozwalają im na żadne porozumienia. W tradycji naszych porozumień musi tkwić jakieś oszukaństwo. Tak się jakoś przyjęło, że większy oszukuje mniejszego. I to nazywamy polityką, a gdy wszystkim nam to doskwiera, to marzy nam się jakaś Unia Lewicy. Teraz doszedł zupełnie nowy element. Jednoczyć chce SLD. To jest jakiś problem, bo idea ta nie powiedzie się, bez tej „zdrowiej” części SLD, która istnieje i ma szczerze dosyć tego, co się dzieje. Gdy jednak formalnie będzie istnieć ta „pozostałość” SLD, to nie dopuści do żadnej prawdziwej jedności na lewicy. I to się nazywa pat. I jeszcze apropos inicjatywy SLD (łączenia się lewicy). Przypominam sytuację, gdy SLD szykowało się do „skoku” na parlament (nikt wtedy nie przypuszczał, że to będzie skok na kasiorkę). Wówczas PPS dobijało się o podpisanie porozumienia koalicyjnego z SLD. Wtedy kraj obiegło powiedzenie Dyducha: „Po co wam koalicja z nami - możecie przecież na nas głosować bez podpisywania czegokolwiek” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mały Brat O r w e l l po polsku… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 20:32 Zupełnie przypadkowo wpadł mi w ręce projekt nowego arcydzieła literatury satyryczno – politycznej pt. „Olsztyński Folwark Zwierzęcy”. Autor, pseudonim nie wskazuje na konkretną osobę, zapewne jakiś Orwell Częstochowski, w takich to rymach, przedstawia epos znanych ludzi, ukrywając ich pod postaciami zwierzęcymi. Tym razem nie „czepia” się tylko jednej zwierzęcej partii, ale „rusza” także bratnie (pomarańczowe!) związki. Według zawiłego wstępu pamflet ma „działać jak wyborcza bomba z opóźnionym zapłonem”. Właśnie to założenie nie przekonało mnie zupełnie, ale fragment z „Kariery Dyzmy Osiołka” choćby dla draki przytoczę: Kopał, wierzgał, gryzł zwierzaki, Te ze strachu, choć ze wstrętem, Jeszcze inne – za przysmaki Zrobiły go prezydentem. Mam natomiast ochotę powiedzieć o czymś, w czym uczestniczyłem równie przypadkowo, jak obcowanie z wyżej wspomnianą literaturą. Uczestniczyłem mianowicie w dyskusji na temat wyroku na J. Urbana. Najpierw uniwersyteckie seminarium - analiza przypadkowego tekstu z „NIE” – 1/3 solidnych informacji, 2/3 komentarza, w którym jeśli „zobojętni się” język to zupełnie pasuje do treści i konwencji pisma. Trzeba oczywiście pamiętać o satyryczno – politycznym (obyczajowym) charakterze pisma. W świetle tego, jak również w świetle zebranych wycinków prasy zachodniej piszącej o papieżu (analizy dokonywał pracownik UW) artykuł „Obwoźne…” nie powinien stać się podstawą do takiego wyroku, jaki zapadł. Wyrok natomiast nie jest dziwny w świetle procesu totalnego „osaczania” społeczeństwa. I jak za komuny, dotyczy to ”opozycji” – ludzi inaczej myślących, niż gdzieś tam ustalono. Skrajne przykłady są w nadmiarze – Od artystki Nieznalskiej z jej instalacją, po studenta, który na forum dyskusyjnym napisał, że prezydent (jakiegoś miasta) „nie ma jaj”. A podobno „sztuka nie ma wroga, chyba że w ignorancie”. A przecież internet miał być medium zupełnie wolnym. Czy właśnie po to Lechu skakał przez płot. Fachowiec pokazywał przykłady, jak osacza się ludzi posługujących się internetem, telefonem komórkowym, zwykłym telefonem i innymi współczesnymi gadżetami. Era kapusiów minęła – teraz śledzić trzeba w niekonwencjonalny sposób. Wprawdzie to nie te czasy, by oblewał nas zimny pot ze strachu, ale refleksja, że jeszcze należy wrócić do Orwella, jest uzasadniona. Dlatego podsuwam: „Nie wprowadza się dyktatury po to, aby ochronić rewolucję; robi się rewolucję po to, aby ustanowić dyktaturę”. A teraz załóżmy, że sam nie wiem, komu dedykuję: Quo non fecerunt barbari, fecerunt Barberini (Urban VIII – Barberini). Czego nie uczynili barbarzyńcy, tego dokonali papieże. Niedorzecznością byłoby jednak nie życzyć obecnemu papieżowi powrotu do zdrowia… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stu-dent Tym, co głupocie nie kłaniają się… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.05, 10:52 W internecie pojawiła się tzw. "Lista (reklama zakazana!)". Obejrzałem ją 30 minut po umieszczeniu na serwerze w USA. Obejrzałem zanim zrobiło się strasznie tłoczno. Później serwer zwiesił się, albo został „powieszony”. Ciekawość ludzka, w tej akurat sprawie, jest czasem kłopotliwa, ale taką czyniono ją świadomie przez ostatnich 15 lat. Refleksji mam kilka, choć po prawdzie, to nie ma o co języka strzępić. 1. Odpowiedzialny człowiek niewiele może z listy wyczytać. Może łatwiej byłoby po kryptonimach? (ta uwaga to dla przyszłego B. Rosenberga, który ujawni wszystkie „0” i „00” z lat 1989 – 2005 i dalsze). Z PESELAMI też byłoby nieźle… Ta wieloznaczność (przy braku przystępnej metody identyfikacji) jest chyba zamierzona. Znawca jednak „tajnej” problematyki może wyczytać sporo. Kto więc wydał tylu ludzi na łup obcych wywiadów? Czy to znów Polak jest mądry po szkodzie a Ha-Mossad le-Modiin ule-Tafkidim Meyuhadim przed szkodą? 2. Zapchane serwery świadczą o zapotrzebowaniu na tego typu wiadomości. Czego ludzie oczekują? Czy nie wiedzą, co robili w czasach PRLu? Czyżby skala upodlenia była aż tak ogromna? A być może sztuka dezinformacji wprowadziła społeczeństwo w stan obłędnej niepewności. To dalej jest jakiś Archipelag… Może nawet Gułag. W każdym bądź razie jest to żałosne, że taka potrzeba nie została spełniona w cywilizowany sposób. Wstydzę się tego miejsca i czasu. 3. Czego ja 2…-latek szukałem na tej liście? Na pewno nie siebie. Sprawdziłem rodzinę. Nie było nikogo, ale jakie z tego wnioski wynikają? Nie bałem się zaglądać do listy, ale wnioski są raczej dla mnie przerażające, poza pierwszym. - Nikt nie był w to g… umoczony. Wierzę, że tak jest, ale wobec tego, czego szukałem? Nie wiem. Ktoś jednak uświadomił mi, że to wcale nie było łatwe odrzucić „propozycję” współpracy. - Być może byli po niewłaściwej stronie, ale ich akta zostały spalone. Podobno czyniono to nagminnie. Nie przestanę ich szanować ani kochać, mimo, że nie rozwieją mi tych wątpliwości, bo ich o to nie zapytam. - Nie jest także wykluczone, że byli współpracownikami, ale przejęli ich „siepacze” obecnego systemu (UOP i ABW). W takiej sytuacji byłby problem moralny, ale nie przestałbym ich kochać. Wielu tak uratowało się przed utratą pracy i przed biedą. Milczenie na ten temat jest kolejną dezinformacją. 4. Ogólnie, zabawa jest taka sobie – swoiste to poczucie śmieszności z cudzego nieszczęścia. A może zabawa jest planowana zupełnie inaczej. Widzę, że niektóre pliki różnią się pojemnością w stosunku do wcześniejszych. Czyżby lustracja przez dzikie „dostawki”? Nie jest to trudne. Sam spróbowałem dopisać „Cienkiego Bolka” i „Grubego Lolka” jako „000”- po sygnatury odesłałem do Moskwy. Jest to dziecinnie proste. Wystarczy to tylko udostępnić w sieci. Kłaniam się tym, co głupocie się nie kłaniają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GOMBRO Wokół „Listy” pojedynek na miny-odpryski na nawóz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 20:05 Panie!? Mamy luty, a tu coś pachnie lipą,. Raczej śmierdzi… Trzymam w ręku wewnętrzną książkę telefoniczną z Partyzantów 6/8 (1981 r.). Są nazwiska wszystkich łobuzów z poszczególnych „Wydziałów” Służby Bezpieczeństwa i nie tylko. W większości nie ma ich na internetowej liście. Czyżby chroniła ich ustawa Kiszczaka? Toż to byłby straszny chichot historii. Upodlili tyle narodu a teraz chroni ich jakieś zabezpieczenie na „wypadek powszechnego upodlenia”. To ja też mam gdzieś takie prawo. Buntuję się, że arbitralnie wyznacza mi się rolę nawozu historii, jak to powiedział pewien klasyk. Co do cholery jest z tym informowaniem społeczeństwa? Historycy tworzą komentarze (miejscowy szef IPNu bawi się w oceny ludzi) a dziennikarze tworzą fakty (jak przystało na prywatne i redakcyjne rozliczenia). Politycy zaś podjudzają jednych na drugich. Kiedyś z powodu agentów to nawet rząd upadł. W jakiej metodologii to się mieści? Jaka moralność to uzasadnia? Mam wrażenie, że to tylko kryterium skuteczności tym zarządza. A jeśli tak to jest, to jest to brudna polityka. Dlaczego naszym kosztem? Znów jesteśmy nawozem historii? Ta „Lista…”, wbrew temu, co się o niej sądzi, daje sporo do myślenia w tzw. sprawach bieżących. Wystarczy przeanalizować „warszawski ślad” i dawne kariery tych ludzi. Ludzie z „listy” robili za PRLu oszałamiające kariery. Nierzadko kontynuują je teraz jako „spady” na stanowiskach. Wobec tego pojawia się mocna pokusa, by przeanalizować „scieki” ludzi dzisiaj robiących kariery. Faktem jest, że nawet bardzo zdolni i wykształceni ludzie mają barierę w zrobieniu kariery, a pewnym matołom to się udaje. Na jakiej oni teraz są liście i dlaczego nie ma ich (a w wielu przypadkach być powinni) na tej „udostępnionej”. Czyżby to była wskazówka, na jakiej zasadzie robi się u nas kariery? Czy to kwestia, co, kiedy i komu się podpisuje? Reszta jest tylko „nawozem”? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Edmund Pomruk historyjki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 20:20 Feliksie Edmundowiczu STOP Jedź do Poronina STOP Zabawę zaczynamy od początku STOP Lenin Bronku Wild STOP Idź do diabła STOP Kończymy zabawę STOP Feliks Edmundowicz Dierżyński Władza nie jest środkiem STOP Władza jest celem władzy STOP Celem także IV władzy STOP Edmund Profesorze Kieres STOP Przerwać karuzelę agentów STOP Zemsty wystarczy STOP Idioci Stop Spójrzcie na biednych STOP Im wiszą wasze listy STOP Naród Narodzie STOP Spoglądamy na ciebie STOP Marks - Engels Narodzie STOP Jaki jesteś głupi STOP Stop Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kandydat KTO DA WIĘCEJ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 20:32 A ja, jeśli wygram w wyborach prezydenckich, to ujawnię agenturę po roku 1989. Ogłoszę śmierć obecnych bogów, nienawistnych wobec poprzednich bogów. A co mi tam… Żart to jest tylko częściowy. Są profesjonalne sposoby budowania agentury w dziedzinach, gdzie to jest naprawdę niezbędne. Trzeba z nich korzystać, a nie zmuszać ludzi „złapanych” na czymś, do kapusiowania. Agent to zawód a kapuś to naganna postawa moralna. Trzeba zatrudniać agentów i nadać im właściwy status – swoiste „neminem captivabimus (nisi iure victum)”, a nie upokarzać ludzi przychwyconych na swoich słabościach. Dlatego konsekwencje wynikające z ryzyka ujawnienia agenta muszą być wkalkulowane w jego działalność życiową, ale nie można tych ludzi zostawić samych, z ich problemem, tak jak to stało się obecnie. Kto dziś ma udowodnić, że Jan Kowalski z „listy” jest niewinny, albo nie ma nic wspólnego z przygodnym J.K.? Według prawa rzymskiego ten, kto jest właścicielem tej listy. Wyszło natomiast tak, że Bronek W. jest bohaterem, IPN to leciwa już dziewica, „pozyskiwacze” agentów są dalej poza podejrzeniem, a tylko „pozyskani” są s…nami. Pozostali natomiast i tak są podejrzani, bo ujawniona lista to tylko swoisty balon próbny. Mocno trzyma się tylko kategoria übermensch – nadczłowieka polityki. I wcale nie jest to kategoria Fryderyka Nietschego tylko jakiś kolejny kicz polityczny. Ponadto okazuje się, że ten sam proceder, jako swoiste popłuczyny peerelu, trwa dalej. Okazuje się , że „człowiek” w tym wydaniu nie umie niczego więcej. Po 89 dalej pozyskuje się niegodnymi metodami. Czy więc nie okaże się, że twórcy IV RP podobnie osądzą agentów III RP i bogów tego okresu? Drżyjcie kapusie! Problem natomiast, dlaczego dzisiejsi kapusie są dobrzy, a źli są ci z poprzedniego systemu – zbywany jest milczeniem. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że za tym kryje się polityka i niezbyt czyste interesy różnych ludzi. Przecież od tego ani chleba, ani pracy nie przybywa. Dlaczego więc w tym g…nie musi się nurzać cały naród? Czyż nie prościej stworzyć kategorię zawodową, pt. agent - „szambonurek”? Z całym oczywiście szacunkiem…, jeśli tak ustalimy na zawsze. P.S. Czy nie przypomina to schematu wielokrotnie przerabianego:Jeśli dyrektor ma ochotę sprywatyzować swój zakład pracy, szczególnie na swoje konto, to najpierw doprowadza zakład do ruiny. Kiedyś, żeby odwołać dyrektora to mu rozwalano atmosferę w zakładzie. Teraz, żeby pozbyć się SLD, a szczególnie żeby zrobić miejsce dla swoich „młodych wilków”, to wyciąga się teczki. Czy to jest konieczne? Niech to SLD wreszcie odejdzie samo albo niech przeciwnicy zmienią obłędną logikę. Tworzenie Polski dla nadludzi jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Tu się nie da żyć! A to Polska właśnie! A to polactwo właśnie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: harcerz Po dwunaste – Nie wykroncoj!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 06:19 W internetowej wersji „NIE” przeczytałem anons artykułu pt. „Producent kapusiów" (www.nie.com.pl/). Nie wytrzymałem i kupiłem numer z tego tygodnia. Przeczytałem. Jest to rozmowa Bożeny Dunat z ostatnim szefem Służby Bezpieczeństwa w byłym województwie olsztyńskim pułkownikiem Wiesławem Poczmańskim. Nie znam aż tak dobrze zagadnienia, ale wyczułem coś nienaturalnego w opisie byłego esbeka. Artykuł podsunąłem do przeczytania byłemu podwładnemu W.P. Ten wydusił z siebie iście góralską recenzję: „Panie Wieśku! Kota się pierze, tylko się nie wykronco”. Cóż to jednak znaczy wobec faktu, że kot zdechł…, a smród się rozchodzi? Jako laik będę się jednak upierał przy tym, że kota się nie pierze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eurecus Polskie womitoria IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 20:10 Najprawdopodobniej rozumiem, po co ta cała awantura z listą agentów Wildsteina. Zrozumiałem w momencie, gdy zapoznałem się z zawartością mojej teczki. Prawie wszystko, co tam się znajduje, jest obrzydliwe. Relacje moich znajomych (prawdziwe i zmyślone), zapisy z podsłuchów (o których wiedziałem), zdjęcia z różnych spotkań (czego się nie spodziewałem – byłem naprowadzany), przypuszczenia (co miałem na myśli - nietrafne i nieżyczliwe), upodobania seksualne (w drobiazgach) i setki drobniejszych najczęściej załganych wiadomości. Poglądy polityczne ulepione z cudzych majaków. W sumie mój obraz jest celowo i złośliwie wykoślawiony i ustawiany do „wykorzystania”. Wyrzygać się można. Rzeczywiście można znienawidzić ustrój, któremu takie wiadomości były o mnie potrzebne. Problem polega tylko na tym, że obecny ustrój w tejże samej podłości jest tysiące razy „doskonalszy”. Posiada doskonalsze metody „namierzania” ludzi. Ludzie odkrywają się, bo sądzą, że żyją w wolnym kraju i w systemie demokratycznym. A prawda jest taka, że w tych sprawach – doglądu ludzi – doskonalą się kolejne pokolenia. Komuś widocznie jest to potrzebne, albo zbiera się w myśl powiedzenia: „kiedyś to może się przyda”. Każdy nosi buławę… i może trzeba będzie go upier… I coś ku pokrzepieniu serc… W mojej teczce jest ksero pewnego dokumentu, wystawionego w jednym egzemplarzu. Nigdy go nie wypuszczałem z rąk ani z niego nie korzystałem, a dokument pochodzi z czasów, gdy nie było jeszcze ksera. O Wszechmocny! I Ty przeciwko mnie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kalifornijczyk „Naukowcy” wszystkich krajów łączcie się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 20:54 … prosisz mnie o komentarz w sprawie „naukowej ekspedycji L.Millera” do USA. Jest to zadanie niekoniecznie z mojej dziedziny naukowej. Bo jest to polityka, a ja zajmuję się czymś innym. Jak wiesz, wykładałem na dwóch polskich uniwersytetach. Potem byłem wykładowcą w stanowym i prywatnym uniwersytecie. Teraz wprawdzie mam tam jeszcze zajęcia, ale korzystam z możliwości wolniejszej pracy, stosownej do wieku. Od samego początku, jak to zaczęło nabierać rozpędu, obserwuję te wyjazdy naukowe i pseudonaukowe Polaków. Wyjazdy naukowe zaliczam do udanych. Mnóstwo osób z olbrzymia wiedzą, porządną aparaturą pojęciową zarówno badawczą jak i dydaktyczną staje u wrót amerykańskich uniwersytetów i nie są bez szans na sukces. Ale o tych to raczej cicho, bo nauka zna rozgłos dopiero po spektakularnym sukcesie, a czasem i tego brak. Jest także mnóstwo „naukowców” z zakresu wałęsologii i to nie tylko z naszego kraju. O tych jest raczej głośno i dzięki temu ja często bywam na takich „wykładach”. Chcę ci przybliżyć problem w takim przykładzie. Do mego uniwersytetu przyjechał na wykład pan X. Oznajmiam to moim kolegom, a oni pytają o dorobek naukowy. Mówię, że to polityk. Wówczas oni mają tylko jedno pytanie: „co on zrobił dla Ameryki, że dajemy mu tak duże pieniądze za nic?” Z czasem to się wyjaśnia zupełnie oficjalnie. I tak pierwsze wyjazdy „Solidarności” i prawicy były zapłatą za zniszczenie komunizmu. Dla Ameryki jest to warte każdych pieniędzy. Później zaczęły się wyjazdy instruktażowe, a teraz wdzięcznościowe za zniszczenie „ducha socjalizmu” w narodzie. Nie wiem, czy pamiętasz, jak Miller przebywał jakiś czas w USA. Wielu mi mówiło, że przyszły premier po wskazówki jeździ teraz do Ameryki. Wydaje się, że teraz następuje część II - nagroda. Wasza prawica tego nie rozumie i dlatego zadanie zniszczenia „ducha socjalizmu” otrzymał Kwaśniewski i Miller a nie ktoś z prawicy. Na koniec zapamiętaj! Wam potrzebna jest lewica, bo wy Ameryką nigdy nie będziecie, ale wy nie macie lewicy. To są tylko zdrajcy. I to małego kalibru, bo idą za psie pieniądze. Ale to jest twój problem, bo ja czegoś takiego do głowy nie biorę. Mój kolega biolog utrzymuje, że w najbliższym czasie większość takich „naukowców” wyjedzie, bo ośmiorniczka czuje się lepiej bliżej słonych wód, ale tak to może myśleć tylko złośliwy Polak. Amerykanin wie, że wyczyszczenie pola bitwy dla Amerykanów warte jest przyzwolenia na każdą aferę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cykutnik Popierajcie ”wadzę” czynem - umierajcie przed term IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.05, 06:27 I znów „mamy” problem z eutanazją. Rzeczywiście, eutanazja to odbieranie życia. Ale cóż to za problem, jeśli właśnie w kapitalizmie odbiera się życie bez skrupułów różnymi innymi metodami. Odbiera się nie pozwalając na leczenie, nie dając możliwości wykupienia leków, pozbawiając pracy, mieszkania, zmuszając do rodzenia niechcianych dzieci. A trwa to już 15 lat. I nie ma mądrych. Nawet papiescy głupków udają. I nagle, za sprawą senator Szyszkowskiej, znów „mamy” problem z eutanazją. Robimy problem, ale czy biedni nie umrą zanim przyjdzie im ochota poprosić o uśmiercenie. A jeśli nie umrą przed wyborami. Problem jest prawdziwy w tym, jak to lewica potrafi opracować projekt dla bogatych. I pomimo, że jestem zwolennikiem tego rozwiązania, to jednak całkiem złośliwie gratuluję! P.S. Czy można dopisać ciąg dalszy do Apokalipsy w Nytszlo? Udaję się do prezydenta Robala, przedstawiam swoją ciężką sytuacje, oświadczam, że nie chcę żyć i dostaję przydział na porcję cykuty. Wychodzę szczęśliwy, a swoje zadowolenie demonstruję długiej kolejce, która czeka po to samo. Idę tak długo, że umieram ze zmęczenia. Kolejkowicz, obok którego padłem, bierze mój przydział na cykutę i dalej demonstruje swoje zadowolenie. Tak oto mój przydział staje się przydziałem przechodnim, aż w końcu, okrążywszy kulę ziemską, wraca do prezydenta miasta Nytszlo. Ten bierze do ręki puchar z trucizną i patetycznie mówi: „Jestem Sokratesem miasta Nytszlo” i daje płyn do wypróbowania działania, najpierw Wiosełce a później pozostałym pracownikom magistratu. Puchar jest tak wielki, że wystarcza także kolejce. A ja tam byłem i z Haronem a potem z Augiaszem sprzątałem kilka tygodni… A co z Robalem? Był, jest i budjet… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Shrek czyli Paskud Wszyscy odchodzą - pozwólcie odejść papieżowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 06:29 Przewertowałem kawał medialnego świata w poszukiwaniu specyfiki w widzeniu choroby papieża. Nie robiłem żadnych założeń a i tak zawiodłem się okrutnie. Troskę wykazywali prawie wszyscy ważni tego świata. Tak wypada, nawet, jeśli komuś jest to obojętne. Najwyraźniej jednak jest to mecz Polska kontra reszta świata w uprawianiu bałwochwalstwa. Widać to zarówno w polskich mediach, jak i w wypowiedziach „naszych” w Watykanie. Ci ostatni to wręcz kłamią a Watykan tworzy zbyt optymistyczne wersje choroby i słabości papieskiej. Reszta świata jest racjonalniejsza. W sprawie trzeba powiedzieć prawdę – mówią Anglicy. Nie wystarczy milczeć i nie wystarczy kłamać. A prawda bliższa jest wersji „francuskiej”, że na skutek postępującej choroby Parkinsona, papież kiedyś się udusi. I trzeba na to być przygotowanym. Tu nie zdarzy się cud ani nie zadziała żadna tajemnica fatimska. Prasa światowa delikatnie wyraża również wątpliwość, czy trwanie tego pontyfikatu jest dobre dla Kościoła. Głosy są różne, w tym również członków Kościoła. Zdarzają się także te oczekujące po śmierci papieża złagodzenia kościelnego konserwatyzmu, tak charakterystycznego dla obecnego pontyfikatu. Mnie akurat trudno wyważyć wszystkie racje. W wyobraźni i tak już widzę nowe konklawe. Wcześniej, czy później… Być może, we wspomnieniach, zachowam odrobinę przyjemnej mitologii tych czasów, typu Wojtyła, Wałęsa, Solidarność, ale w ślad za tym pójdzie żal za tolerowanie polskiego „Opus Dei” w postaci Rydzyka i jego wkładu w „tertio millennio” (z tej miary przekrętami finansowymi!). Tak się akurat złożyło, że w kraju toczy się dyskusja o „osiągnięciach” Rydzyka. Wypowiedział się Wałęsa a Wojtyła akurat w „dobrym czasie” zaniemówił. Wypowiem się i ja, mimo, że nikt tego nie słucha. Radio modlitewne (tak było w założeniach), a i owszem, chociaż widzę tu jakiś fałsz. Bliska mi jest protestancka religijność, dlatego rozumiem kontakt człowieka z Bogiem, ale nie rozumiem żadnego pośrednictwa, szczególnie radia. W sprawach zaś informowania społeczeństwa o dostąpieniu Zesłania Ducha św. i posiadaniu całej wiedzy, jestem przeciw. Na przykładzie polskiego Kościoła rozumiem, dlaczego w Polsce rodzi się antyklerykalizm, ale przykład Ryzyka wyjaśnia przeradzanie się antyklerykalizmu a klerofobię. Jeśli zaś rzecz tyczy polskich mediów, to zwróciłem uwagę na szczególny język, jakim się posługują mówiąc o papieżu. Jest to sui generis modus loquendi – jak to mówią łacińscy. Czym to się akurat różni od dawnej nowomowy, tego nie wiem. A tyle było p…nia na ten temat. Po co się było śmiać, jeśli impotencja myślowa nie pozwala na stworzenie czegoś oryginalnego? A zwykły język opisujący fakty, nie łaska? Najbardziej absurdalnie wygląda jednak „pielgrzymka” urzędników ratuszowych do Watykanu, celem wręczenia dokumentu honorowego obywatelstwa miasta Olsztyna. Papież już o tym wie, jeśli przy swoim niedotlenieniu jeszcze cokolwiek kuma. Dokument i tak ostatecznie spocznie w Archiwum Watykańskim obok kilku tysięcy podobnych. A pielgrzymka pozostanie „osiągnięciem” turystycznym dla zdrowych i żywych. Rozumie to miejscowy biskup i dlatego pozostaje w domu. Na miejscu i osobiście trzeba pilnować pieniędzy… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zafrasowany Powracamy jak za dawnych lat - do Balcerowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.05, 06:21 Specjaliści od szybkiej roboty (psia krew!) – „reformy trzeba zrobić tak szybko, żeby naród się nie zorientował” (Balcerowicz). I zrobili. A teraz szybko stworzyli mową partię. Co tym razem chcą szybko zachachmęcić? Rozszyfrujmy (jak mówił Moczulski) ten skrót i tę akcję: Najpierw skrót: ROAD, UD, UW, PD i dalsze… Ciekawi mnie, czy przy przechrzcinach był scyzoryk czy kropidło? Przecież to sekta górali karpackich i tych ze Wzgórz Golan. 1/Jest to bez wątpienia inicjatywa obliczona na niepamięć wyborców. Przecież jest to menażeria politycznych trupów. Jeśli tak, to jest to kolejne oszustwo wyborcze. Tym razem bardzo wyrafinowane. Chcieliście ludzi znanych, to ich macie. Teraz pukajcie się w głupi czerep, z czego ich znacie. Może czterej pancerni i… 2/Jest to także oszustwo ideologiczne, bo w warunkach naszego rozpasania ideologicznego (od Ikonowicza po Gertycha) żadna partia centrowa nie ma szans. Szanse mają ruchy rewizjonistyczne, ekstremalne, ksenofobiczne, anarchizujące, rewolucyjne, narodowe, faszystowskie, teokratyczne , czyli cały ten brud doświadczeń politycznych. Będziemy się w tym nurzać jeszcze wiele lat. 3/Jest to współczesny program walki z bezrobociem ludzi dobrze sytuowanych. Posadki w rządzie dają spore możliwości. Tym razem skok na kasę robią ludzie z listy… (autor jest ukryty, ale do czasu). Rozgrywający ujawni się. 4/Jest w tym również polityczny podstęp. Wreszcie różne mniejszości narodowe mają swoją partię. Jest tam wprawdzie paru gojów, którzy są przeciwwagą dla różnych mniejszości, ale przecież głupoli się u nas nie sieje – sami rosną… Jest już nawet organ prasowy z dobrym „wyborczym” tytułem. Dla pocieszenia ustalmy, że w Warmińsko-Mazurskim trzyma się jeszcze stary schemat – niezależnie od tego, na jaką partię zagłosujesz to i tak wygrają Ukraińcy i podzielą się władzą z Kurpiami. 5/Jest to reakcja na próbę wywalenia układu „Okrągłego Stołu”, to i SLD w tym się jakoś znajdzie. Może nawet znacząco… np. jako Stronnictwo Demokratyczne. Kiszczak jest jeszcze wolny! Wnioski końcowe: Nowa partia? Partia Demokratyczna. Chciałoby się powiedzieć – kawał dobrej roboty. Podczas gdy jest to tylko kawałek Listy Wildsteina. Trzeba mieć cholernie zdrową wątrobę, na konsumpcję tak zmyślnie odgrzanego dania. Kiedyś mówiło się: „Zima wasza, wiosna nasza”. A lato Muminków (od mumia wolności) – mówili złośliwi. Okazuje się, że to byli starozakonni prorocy. I to trzeba teraz brać pod uwagę, jeśli wybory odbędą się w lecie. A może będzie to najwyższy czas na gajowych (dwóch wymienionych wyżej), którzy całe to towarzystwo wy…ą z lasu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Z PZPR powstałeś i w PZPR się obrócisz… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 06:43 Już byłem bliski oceny, że SLD osiągnął dno dna a tu ni stąd ni zowąd JCM (zawodowo prezydent średniej wielkości miasta) zapukał od spodu. Pewnie taki charakter. Dobrze, że chociaż obywatele (szczególnie ci honorowi) mają lepsze usposobienia. I tyle, bo tego komentować nie należy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Justus Trójkąt lojalności – bermudzkie niebezpieczeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.05, 21:10 „Dziś, żeby zrobić karierę w zakładzie pracy trzeba być świnią”. W tej sprawie udzielałem porady prawnej pracownikowi, który w pogoni za karierą zabrnął zbyt daleko. Zbyt daleko, w sensie moralnym, bo w sensie prawnym jest chyba w porządku. (Przepraszam za słowo „chyba”!). Jak na czas dzisiejszy, jest to historia prosta i typowa. Wykształcony, sprawny i twórczy młody człowiek powoli poddaje się obróbce swoich przełożonych. Na zlecenie robi drobne świństwa pracownicze – od zabierania premii pod byle pozorem po donosicielstwo. Za to jest nagradzany i awansowany. Przypadek powraca mu ludzkie myślenie, wyrzuty sumienia. Następuje standardowe ich odreagowanie. W chwili załamania wkraczają pewne służby, które również są zainteresowane tym, co dzieje się w zakładzie pracy. Robią to skutecznie, wykorzystując bezlitośnie potknięcia delikwenta. W ten sposób tworzą człowieka identyfikującego się zarówno z zakładem pracy, jak i z „interesem państwa”. A więc jest cudownie! Czyżby? Nie każdy zwerbowany wytrzyma taki stres. Są także ludzie wrażliwi, chociaż ani prawnie ani „wywiadowczo” niczego to nie opisuje. Ten akurat zaczął szukać prawnego wyjścia z sytuacji, chociaż powinien iść raczej do terapeuty. W pierwszej kolejności warto chyba zadbać o zdrowie psychiczne. To fakt, że w naszych zakładach pracy, z powodu braku umiejętności zarządzania zasobami ludzkimi, zarządza się poprzez donosy i konflikty. Z moich ustaleń wynika, że warto przestrzec młodych ludzi, którzy podejmują pracę w zakładach pracy, których właścicielami są pracownicy byłych służb (np. SB – oni nie potrafią inaczej). Dlatego warto odkryć pewien mechanizm. Jeśli pracodawcy uda się z pracownika zrobić donosiciela, to z pracowniczej skłonności może skorzystać i faktycznie korzysta więcej osób czy nawet instytucji. W praktyce, najczęściej robi to konkurencja, ale nie tylko. Złamany mechanizm moralny może być różnie wykorzystany. Na tym bazują także różne służby. Niestety, niewiele osób domyśla się zarówno skali problemu, jak i szkód osobniczych. Dyrektorzy! Prezesi! Pracodawcy! Otaczajcie się ludźmi poprawnymi w sensie moralnym. W żadnym przypadku nie deprawujcie pracowników, bo obróci się to przeciwko Wam. Nie potwierdzajcie schematu, że bladź szuka bladzi, bo to może przerodzić się w trójkąt. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lemański Demokracja - ni to pies, ni wydra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 20:34 Spędziłem 30 dni w kraju kwitnącej demokracji. Nałykałem się tej atmosfery i mało wiarygodnych (w tym sensie, że nie dowierzałem) sytuacji. Nauka była obowiązkowa, bo wszyscy moi znajomi, na przeróżne sposoby, starali się pokazać mi, czym demokracja jest. Robiło to wrażenie, jakby dorwali jakiegoś Zulusa, chociaż kolorowi zachowują się tam zupełnie poprawnie. Dziś pierwszy raz po przyjeździe wyszedłem do kiosku po prasę. Patrzę i również oczom nie wierzę - posłanka WiM „dała się podpuścić jak dziecko”. Nareszcie jestem u siebie - pomyślałem. Głupota bez talonów, przydziałów i asygnat. I refleksja: Demokracja to wspaniały sposób na życie, pod kilkoma jednak warunkami. Po pierwsze, gdy ludzie wiedzą, czym jest demokracja i odróżniają ją od matematycznego elementarza. Tu warto powiedzieć, że koniecznie trzeba znać sens demokracji, by mieć przyjemność z życia w jej strukturach. A co szczególnie ważne, świadomą decyzją polityków ewolucyjna walka o polityczne przetrwanie musi być zastąpiona etyczną rywalizacją. Po drugie, gdy społeczeństwo wyłania z siebie elity wzorcowego rozumienia demokracji, i że elity te nie stwarzają karygodnych wątpliwości co do intencji swego działania. Obawiam się jednak, że obecna scena polityczna do tego nie dopuści. Znów społeczeństwu zetknie się kit i nie ma to znaczenia czy stary (PD) czy nowy (jakiś as prezydencki). Po trzecie i dalsze, gdy większość spraw jest już jako tako (dostatecznie dobrze i zgodnie z wolą wyborców) załatwionych a ludziom pozostawia się przyjemność decydowania o lokalizacji ścieżki i trawnika... Sprawami ustrojowymi, wizjami poszczególnych polityków, koncepcjami partyjnymi i sporami światopoglądowymi społeczeństwo nie może być męczone tak długo. Przy braku negatywnych wzorców „od góry” (szlachectwo zobowiązuje) demokracja najlepiej utrwala się w świadomości jako oddolna i bezpośrednio namacalna. Wybory, np. parlamentarne, są świętem demokracji, ale stąd tylko krok do farsy, jeśli wybrani okażą się wyrachowanymi draniami. Wtedy wyborcy wychodzą na durniów. Niestety w kodeksie karnym demokracji jest na to tylko jedna sankcja - „olanie osobnika” przy urnie wyborczej. Wydawajmy takie wyroki, bo będzie nam coraz dalej do demokracji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klient. A jakże! Strajk! Toutes proportions gardées? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.05, 22:07 Znów mówi się o TPSA a to za sprawą planowanych zwolnień i widma strajku. Nie warte byłoby to zainteresowania, gdyby nie to, że nasz system ekonomiczny charakteryzuje przedziwny stosunek do TP S.A. - większość klientów nienawidzi ten myślowy dziwoląg (państwowe sprywatyzowane przez państwowe), ale korzysta z niej bo innej możliwości nie ma. Wybór jest tu demokratyczny i raczej wolnorynkowy a brzmi – Telekomunikacja Polska albo Centertel. Na szczęście konkurencja jest już co raz „bliżej”. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wysocki Kolejny naukowiec humoris causa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.05, 06:34 Czy mnie oczy i uszy nie mylą? Prezydent Kwaśniewski otrzymał w Wilnie doktorat honoris causa? Czy to nie obowiązuje jakaś kolejność, np. najpierw magisterium honoris causa? A może to jakaś naukowa specyfika polskich prezydentów. Matura, licencjat, magisterium, doktorat, habilitacja, profesura, a wszystko honoris causa. Przypomina mi się decyzja Bieruta, który wniosek o nadanie komuś tam tytułu profesora nadzwyczajnego skwitował grymasem: „po co od razu nadzwyczajnego – dajmy mu najpierw zwyczajnego”. Tak zachwiano kolejność stopni i tytułów a trwa to, jak widać, do dziś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Daniel CO TO ZA STOWARZYSZENIE? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.05, 13:56 Na ogół nie czytam niczego na tzw. „forach” czy „hyde parkach”, bo są tam głupoty. Tym razem ktoś ze znajomych podsunął mi jeden wpis i dopadło mnie zdziwienie. Zadałem sobie trud i przeczytałem wszystko, co umieszczono pod tytułem „IDŹ ZŁOTKO DO ZŁOTKA”. Zdziwienie ustąpiło na rzecz przerażenia. O co chodzi tym wszystkim piszącym? Czy wyrażają jakiś manifest? Czy o coś walczą? Nie rozumiem, jak można sobie zadać tyle trudu dla niejasnych celów. Może ktoś mi to przybliży. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mazurek Frustraci wszystkich stanów! Łączcie się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.05, 20:37 Odpowiadam na prowokację pod tytułem, „CO TO ZA STOWARZYSZENIE?”. Danielu! Jeśli się dziwisz, to znaczy, że jesteś młody i masz do tego prawo. Jeśli ulegasz przerażeniu, to znaczy, że jeszcze jesteś młody i niewiele w życiu widziałeś. Ale wszystko to zostaje Ci darowane. Prosisz o wyjaśnienie i je masz… Jest nas kilku... Czasem wstępnie gramy w brydża, czasem uprawiamy heteroseksualną grę wstępną , chociaż rosyjska ruletka pociąga nas najbardziej. Najczęściej jednak pijemy alkohol. Nie łączy nas żaden formalny statut, żadna ideologia, czy światopogląd, czy tym podobne bzdury. Te sprawy mamy już za sobą. A ponieważ nie mamy nic przed sobą, dlatego j e s t e ś m y f r u s t r a t a m i. Przypominam wyjaśnienie terminu: f r u s t r a c j a to stan przykrego napięcia psychicznego, spowodowany niezaspokojeniem jakichś potrzeb albo niemożnością osiągnięcia jakiegoś celu. Człowiek potrzebuje niewielu rzeczy do psychicznego zaspokojenia: Przyjazna atmosfera dla jednostki, jakaś praca umożliwiająca realizację siebie, ktoś do kochania i szczypta nadziei. Każdemu z nas czegoś brak. W sumie przygnębia nas absurd życia w Polsce. Uwalniamy się od niego na swój sposób, ale to tylko pogłębia naszą frustrację. Jesteśmy ludźmi wykształconymi, choć reprezentujemy skrajne kierunki – od weterynarii po teologię, a w środku jeszcze wiele zawodów. Uważamy się za ludzi inteligentnych – jest wśród nas członek Mensy. Na co dzień ujawniamy się w różnych pracach, myślimy analitycznie, syntetycznie, twórczo, sceptycznie, a mimo to j e s t e ś m y f r u s t r a t a m i. Odkryliśmy to przez przypadek. Na któreś spotkanie koleżanka przyniosła do poczytania pamflet polityczny, pt. „Apokalipsa w Nytszlo”. Przeczytaliśmy, czego do dziś żałujemy, ale zgodnie orzekliśmy, że autor „to dopiero frustrat”. Postanowiliśmy, że dołączymy do niego, chociaż później okazało się, że frustracja Kosiora jest zupełnie inna niż nasza. Ja nawet napisałem recenzję i umieściłem ją na tym forum. Potem zaśmiewaliśmy się z niej kilka dni, bo ja nie jestem Katonem, tylko zwykłym f r u s t r a t e m. I tak, na każdym naszym spotkaniu jest się z czego pośmiać, a kto pierwszy wytrzeźwieje, ten pisze drobną recenzję, quasi laurkę - inaczej. Przesyłamy elektronicznie do „recenzenta”, a ten umieszcza na forum. Jesteśmy zresztą obecni na rożnych prześmiewczych forach dyskusyjnych. W tym, co napisaliśmy do tej pory, nie mamy żadnej ideologii i o nic nam nie chodzi. Nawet, jeśli to, co piszemy jest prawdą, to wcale nie można powiedzieć, że chodzi nam o prawdę. Nie kłamiemy, ale nie jesteśmy naiwni. W tym właśnie wyraża się n a s z a f r u s t r a c j a. Danielu! Jeśli kiedyś na witrynie księgarskiej zobaczysz książkę pt. „Zajęcie frustrata w PRL i później”, to jej część jakbyś już znał… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Daniel CHYBA WAS PORĄBAŁO! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 09:51 W kraju bieda a wy zajmujecie się swoimi frustracjami? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marzec NASZ DANCE MACABRE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.05, 18:35 Drogi Adwersarzu! Ustalmy dwa fakty. Pierwszy to taki, że rzeczywiście jest bieda w kraju, chociaż nie jest to precyzyjnie powiedziane, bo przypuszczam, że np. Pański wybranek w wyborach parlamentarnych, biedy nie cierpi. Fakt drugi – jesteśmy frustratami, chociaż jest to fakt świadomościowy, bo nigdy by Pan nie wpadł na to widząc nas gdziekolwiek. Ot taka prawidłowość, że każdy wiek ma swoją dekadencję, a jej część ukrywa się w prywatności. A teraz postawmy pytanie: Jaki jest związek między tymi faktami? Szczególnie przyczynowo – skutkowy. Żaden! Drogi Danielu. Jesteśmy frustratami z powodu tego kur…twa, które odbiera szansę, być może Panu i innym młodym. Nam już akurat nie, bo my jakoś przeżyjemy. Ten typ ludzi sam się wyżywi. W sprawie polskiej biedy mamy dwa wyjścia: 1.Zrobić coś rzeczywiście, ale jak widać z historii solidarnościowej i późniejszej - nie robi się nic. Wprost przeciwnie - świadomie pogłębia się kryzys ludzi biednych. Powszechnie obowiązuje plan ludzi bogatych, którzy dobrze wiedzą, jak na biedzie zrobić dobry interes. I robią bez skrupułów – lewica prawica i centrum. Czy w tym kraju jest siła zainteresowana czym innym? Nie widzę. 2.Pogodzić się z tym i w świetle ewolucji (walki o byt, czy innej ideologicznej bzdury) skazać ludzi biednych na straty. Wystarczy powiedzieć, że sami są sobie winni, co w pewnym sensie jest prawdą - mogli tych czy owych neofiutów wyskrobać w wyborach (lub na długo przed). I tu jest pewne racjonalne jądro, bo wcześniej czy później desperaci sięgną po te tłuste gardła… Brak prawa po stronie biednej większości zaowocuje bezprawiem. W obydwu przypadkach nie należy piep... o ludziach i partiach wrażliwych na biedę. Od gadania niczego się nie rozwiąże. Polski problem polega na tym, że przy jakimś stole podzielono wpływy. Liberalizm przydzielono gospodarce, a Kościołowi pozostałe dziedziny. Jeden i drugi ma wyłączność. I to jest pat dla rozwiązań biedy. Co mogą zaproponować? Tylko filantropię, ale to nie jest dobre rozwiązanie biedy. Zupka Kuronia rozwiązywała problemy Kuroniowi i nikomu więcej. Zarówno jedno jak i drugie (liberalizm i triumfujący Kościół) wniesiono do kraju na "bagnetach", jak sowiecki socjalizm. Jedną ideologię zastąpiono drugą. Liberalizm nadaje się do realizacji drugiej możliwości, ale musi także objąć te dziedziny, którymi obecnie zarządza Kościół. Inaczej sam się nie podda tym zasadom, którymi chce zarządzać gospodarką. Również lewica podszyta liberalizmem jest utopią dla rozwiązywania problemów biedy. A najgorsze jest to, że za tymi ideologiami kryją się pazerni, egoistyczni, zboczeni i cyniczni faceci, niezależnie od tego czy w krawatach czy w koloratkach. I co my (frustraci) możemy zrobić? Brzydzimy się ideologiami, to jedno, ale brzydzimy się jałmużną, bo podobnie jak filantropia nie rozwiązuje ona problemu. Danielu, zwróć uwagę, że w tym kraju nie tylko bieda jest problemem. Również bałwochwalczy stosunek do wszystkiego jest dużym obciążeniem. Tego nikt nie rozwiązuje, bo uwielbia to władza, krzewi ambona, pożąda elita biznesmeńska. Może właśnie cynizm robi za porażające lustro dla bęcwałów? A poza tym, na zdrowie! (to już trzeci podczas pisania tej odpowiedzi). To prawda, że cynicznie zapijam, ale tym razem pod Twój problem. I to jest przykład naszego (mojego, kolegów i koleżanki) „dance macabre” – tj. tańca śmierci, w którym rolę wodzireja pełni alkohol. Niestety w pandemii głupoty, skur…twa i pazerności, które dziesiątkują nasze społeczeństwo, tylko On czyni nas równymi. A ja patrzę na to wszystko jak na drzeworyty Hansa Holbeina. Przede mną tylko „ars moriendi”. I Ty się dziwisz, że nie zajmujemy się biedą? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pijus POLSKA - KRAINA TYSIĄCA „POJEZIERZY” – ALE TO POLS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.05, 20:20 POLSKA - KRAINA TYSIĄCA „POJEZIERZY” – ALE TO POLSKA WŁAŚNIE! Gdy w Olsztynie spotka się nawet mała grupa osób, to ktoś z nich na pewno mieszka w „Pojezierzu”. Tak jest i w naszym przypadku. Czworo „naszych” mieszka w tej SM. Pozostali zaproponowali im jakąś wypowiedź o bieżących sprawach spółdzielni, tym bardziej, że niejednokrotnie wysyłali Prezesowi różne akty strzeliste. Tym razem twierdzą, że jest nadzieja, iż wyręczą ich sądy. To musi być już „dobrze” w tym temacie, jeśli doświadczeni ludzie czekają na wyroki niezawistnych sądów. Od siebie dodam, że nadzieja jest w tym, iż pewien Prezydent dokona zemsty za swoją Apokalipsę… Zemsta jest przecież jedyną rozkoszą małych bożków. Osobiście mam cichą nadzieję, że zemsta przyjdzie od wewnątrz. Wyobrażam to sobie tak, że prokurator przyciśnie jakiegoś oskarżonego, np. Dana Browna, a ten napisze właściwy "Kod Bohdana Chmielnickiego" na Warmii i Mazurach. I będzie dosyć tego kozaczenia. A swoją drogą, ciekaw jestem, czy inne, równie kulturalne Stowarzyszenie ma już swego kandydata na Prezesa. A jeśli tak, to iluprocentowy będzie ten Prezes. Przypominam, że 10% już się skompromitowało. 44 jest zarezerwowane dla żydowskiej kabały. Ile więc trzeba dla kolejnego „polskiego” cyrku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doradca (dobry!) OGŁOSZENIE SPONSOROWANE PRZEZ WYBORCÓW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 10:24 Politycy! Wstępujcie do PD – Większość aferzystów już tam jest. Odpowiedz Link Zgłoś