IDŹ ZŁOTKO DO ZŁOTKA

    • Gość: Polityk (dobry!) OGŁOSZENIE SPONSOROWANE PRZEZ POLITYKÓW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.05, 14:33
      My naród, mówimy:
      Wyborcy! Głosujcie na PD!
      Wam lepiej już było,
      a nam nie przestanie być dobrze.
      Nasze hasło: „Siła tkwi w jednostce”
      Komentator: jednostka specjalna, to też jednostka?
    • Gość: Doradca polityczny OGŁOSZENIE PŁATNE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 18:27
      Demokracja ma swój standard bezpieczeństwa politycznego. Jest to stan
      świadomościowy znaczącej większości społeczeństwa identyfikującej się z celami
      politycznymi wybranej partii. W standardzie tym mieści się również świadomość
      elit politycznych, że w sumie, jako podmioty polityczne, wyrażają interesy
      znaczącej części społeczeństwa.
      Takiego standardu my nie spełniamy i zachęcanie wyborców, by głosowali na
      którąś z partii jest wykroczeniem przeciw demokracji. Jest kłamstwem w imieniu
      demokracji. A kłamstwo pozostaje kłamstwem niezależnie od tego, w czyim imieniu
      się kłamie.
      Kłamstwem bez wątpienia, jest to, co wyprawia lewica, a mianowicie, że nie
      reprezentuje interesów lewicowego elektoratu, któremu zawdzięcza swój sukces.
      Wykorzystuje go natomiast do swoich, jak się okazuje, niecnych celów.
      Przykładowo, teraz organizuje elektorat strasząc rządami prawicy. A gdzie tu
      interes lewicowego elektoratu? Niebawem zobaczycie, gdzie lewicowy elektorat ma
      te strachy…
      Kłamstwem politycznym są wszelkie partie klasowe, które działają jako
      karykatura komunistycznego upartyjnienia. Są „śliskie”, koniunkturalne i w
      każdym momencie zdolne do zdrady swego elektoratu. Myślę przede wszystkim o
      PSLu, ale także o Samoobronie i wszelkiej maści partiach robotniczych. Partiom
      nie powinny się mylić interesy polityczne państwa jako całości z branżowymi
      związkami zawodowymi.
      Aż strach pomyśleć, że tuż za rogiem kryją się partie mniejszości narodowych.
      To dopiero będzie oszukaństwo interesów narodowych. Na szczęście są tuż za
      rogiem, ale już je widać.
      Olbrzymią nieuczciwością polityczną namaszczone są partie prawicy, które
      zamieniły interes polityczny na interes światopoglądowy. To oczywiście dobrze
      się sprzedaje w Polsce z wykoślawionymi tradycjami ruchu narodowo-katolickiego.
      Wykoślawionymi przez ONR i Falangę Bolesława Piaseckiego, które to wzory są
      krzewione przez o. Maślaka i jego radyjko. Ten ruch jest odpowiedzialny za
      wiele złego, ale nie jest to koniec grzechów. Rodzą się tam nowi przywódcy, a
      każdy z nich zdolny jest do jeszcze większego okrucieństwa politycznego.
      Trzeba ostrzegać przed tym ruchem, ale nie tak, jak to czyni lewica. Trzeba
      mieć lepszy program, moralnych polityków i okazać się takimi działaniami, które
      obudzą zaufanie znaczącej części społeczeństwa.
      Również Partia Demokratyczna (póki co, to byt wirtualny) jest kłamstwem, bo
      ludzie, którzy już co nieco spieprzyli (vivat maestro Goryszewski) na prawicy i
      lewicy, teraz organizują elektorat przeciw utracie tego, co zapewnili sobie
      przy okrągłym stole. I to też jest dopiero hańba! Teraz dopiero widać, że
      chodzi tylko o własną d… W najlepszym wypadku, jest to już ostatni opór przed
      przeróbką na nawóz historii. Rzecz w tym, że to wcale nie są politycy. To
      najemnicy obcych mocarstw utrzymujący starcie między panslawizmem a
      paneuropeizmem. Wojna między nimi będzie się toczyć do ostatniego głodnego
      Polaka. A efekt? Móżdżek po polsku, demokracja po radziecku, karykatura po
      faszystowsku, a tylko praca dalej czyni wolnym…
      I tak można by prawie o każdej partii, która wielkie cele polityczne
      rozmienia „na drobne”. W efekcie powstaje przedziwna epopeja - "Rzeczpospolita
      kłamców”. Przy czym uprawia się dwa rodzaje kłamstwa (dotyczy to także innych
      grzechów, np. złodziejstwa!). Lewica kłamie jawnie, na oczach zdumionego
      elektoratu, prawica kłamie poprzez swoje pomysły na „przyszłą Polskę”, np. IV
      RP.
      Wobec tego, jakie bezpieczeństwo polityczne ma ten kraj? Sojusze – ktoś powie.
      A ten naród? Żadne!
      Raczej już zostańcie z Bogiem (tzn. w domu), jeśli macie iść na najbliższe
      wybory bez rozeznania, kto was reprezentuje.
    • Gość: Żeglarz 12 W SKALI BEAUFORTA I TONĄCA ŁÓDŹ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.05, 21:00
      Kardynał Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, czyli jakby dawny
      Wielki Łowczy Św. Inkwizycji mówi w Wielki Piątek, "jak wiele brudu jest w
      Kościele…”. Porażające! I cóż zamierza robić ten Torquemada-inaczej w pozostałe
      dni roku? Coś mi się wydaje, że jest to zabieg krojenia wody ostrym nożem. Zbyt
      ostrym.
      I jeszcze coś z Watykanu. Ronald Reagan wiedząc, że jest ciężko chory pożegnał
      się ze wszystkimi, a z faktu swego odejścia nie robił żadnego widowiska. Dzięki
      temu pozwolił się zapamiętać takim, jakim był naprawdę. Szkoda, że papieżowi
      nie udało się to samo. Szkoda też, że pracownicy Watykanu nie maja poczucia
      smaku sposobu bycia i stylu odejścia. (Teraz rozumiem Urbana). Chyba nawet
      wiem, gdzie tkwi błąd: Ostatnio podnosimy lament, że nie chcą Polaków w
      Brukseli? Mają ich pod dostatkiem w Watykanie i tego doświadczenia Europie na
      wiele dziesięcioleci wystarczy. To nasi w Watykanie czynią prawdziwy Armagedon.
      To nasi dziennikarze obmyślają jakby tu w ogóle nie podać tej terminalnej
      informacji…
      Fatalne doświadczenia.
    • Gość: Hammurabi NO, PIĘKNIE Q…A, PIĘKNIE! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.05, 13:48
      Ogólnie rzecz biorąc, szerzy się Grypa Trzymająca Władzę. Jednych trzyma w
      łóżku innych na kolanach, a jeszcze innych w malignie.
      SLD przyznaje się i przeprasza za błędy. W związku z tym wyrok powinien być
      łagodniejszy. Dożywocie nie wchodzi już w rachubę, ale 25 lat odosobnienia –
      murowane.
      I koniec procedur. Wyrok uprawomocnił się.
      Marek Belka oznajmia, że nie wyjedzie na Marsa. Czy dlatego, że to czerwona
      planeta? Czy dlatego, że nie ma tam Frasyniuka? A może NASA nie wyraziła zgody?
      Na wszelki wypadek Trybunał Stanu powinien mu zatrzymać paszport. Chyba, że to
      gadanie to już w ramach odlotu… I mnie też coś się pozajączkowało, bo na Marsa
      to się jedzie czy leci? Trzeba także sprawdzić, czy Lepper nie naciskał
      (np. „Belka musi wyjechać na Marksa”) i czy Belka nie był w Klewkach. W tych
      stronach odloty bywają zaraźliwe.
      Ten „Marks” przypomniał mi nieśmiałe porównanie - jeśli socjalizm miał
      księżycową gospodarkę to polski kapitalizm może mieć marsjańską. Wszystko to
      kształtuje nową prawidłowość la lewicy - Wszyscy kończą jak Miller.
      Podobno lewica dogadała się z prawicą, jaki los czeka byłego prokuratora
      Czyżewskiego. Różnice dotyczą tylko pochówku - na Skałce czy na Wawelu? Tym
      razem Roman G. stanął w niebezpiecznym rozkroku.
      Na świecie szaleją rewolucje. Była goździkowa (to nie ta od tego świństwa -
      etopiryny), była pomarańczowa, zanosi się na tulipanową, żonkilową, migdałową,
      a w Olsztynie tylko różańcowa w wykonaniu ratuszowego Sługi Narodu. Ruszajcie
      się leniwcy! Łapcie się za bazie i pogońcie wszystkie partie do „Folwarku
      Zwierzęcego”.

    • Gość: rost O Q…! – ZNÓW KAMPANIA WYBORCZA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.05, 14:41
      Zgodnie z poprzednim wpisem piszę „O Q…!”, bo kiedyś księżyc był w
      niebezpieczeństwie a teraz Polska. Szczególnie Polska szanująca prawo. To, co z
      tą Kaczyńską (Polską, oczywiście)? Ma być koniecznie czwarta. A Boh trojcu
      lubit. A co na to Agora?
      Cóż, po takich aferach to szansę mają Jaś Dziejopis-Pietrzak, Jaś Fasola, Jaś
      Marianna Rokita i Jaś Michnik także. A nie jest wykluczone, że Jaś Lis zrobi
      zamęt, Jaś Lepper spali się w solarium na popiół a z tego wyłoni się prawdziwy
      diament – Pawlak. Może nawet Waldi z „Polonezem”. I to będzie jedyna zmiana, że
      nie będzie to Jaś. Mądrości akurat to nie gwarantuje…
      Tak jest! Kadencję czas zakończyć! A ”Poloneza” czas zacząć – powiedziała rdza
      do Waldiego.
      Trwa Wielkanoc – jakieś jaja są niezbędne.
      A swoją drogą, wystarczy być posiadaczem jakiegokolwiek IQ, by nie dowierzać
      tym oszołomom.
      A tu następny chętny – Borowski. Jeśli on ma być tym czarnym koniem wyborów, to
      czy nie lepiej wystawić jakiegoś Araba (czystej krwi!), jeśli już musimy
      wybierać w kręgu kultury tego morza. Po co te „krążenia” wokół centrum”,
      półśrodki, półprawdy i klecenie konia trojańskiego?
      Sam nie wiem, na kogo zagłosować w tych wyborach prezydenckich – Jakubowska,
      Czyżewski, Pęczak, Wieczerzak Jamroży, Kobylański, Tymiński, Dochnal, Rydzyk,
      Dziwisz (a co się dziwisz?). Da Bóg dotrwać do drugiej tury. Wtedy łatwiej
      będzie zadecydować, na jakiego konia postawić - czy zamknąć szpital
      psychiatryczny czy przebiegłą mafię…
    • Gość: historyk ŚWIĄTECZNY PROBLEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.05, 20:10
      Kiedyś z jakiejś podróży zagranicznej przywiozłem książkę Gezy Vermesa “Jesus,
      the Jew”, wydaną potem w języku polskim jako „Jezus Żyd”. Po uważnym
      przeczytaniu lektury nawiedził mnie problem, który corocznie wraca do mnie w
      tej samej postaci. W tym roku został on explicite postawiony w „Tygodniku
      Powszechnym”:
      - Co historyk może powiedzieć o fakcie Zmartwychwstania?
      - Nic. To coś, czego nie można sprawdzić. Historykowi pozostaje tylko zbadanie
      źródeł, na których takie przekonanie się opiera.
      Jeśli ktoś interesował się starożytnością kultury basenu Morza Śródziemnego to
      mógł odnieść wrażenie, że to, czym dysponuje, wyczerpuje podział
      na: „literaturę” i coś, co delikatnie nazwać można „historią literatury”.
      W „literaturze” owych czasów trudno ustalić odniesienie do faktów, czy one w
      ogóle miały miejsce i co stało się przyczyną oparcia na nich danej opowieści. W
      przypadku „historii literatury” mamy do czynienia z faktami, ale są to fakty z
      zakresu ludzkiej świadomości. Są to fakty odbioru czegoś, co również faktów
      jako takich przeważnie nie ustala.
      W przypadku religii, na ten podział nakłada się wiara. Dlatego i ona podlega
      podobnemu podziałowi, w zależności od związku ze swoim „podłożem”. Jest wiara
      (nazywam ją wiarą poetów), która nie opiera się na niczym (różnym od siebie).
      Jest to wiara wielkich religii Wschodu, tak charakterystyczna np. dla judaizmu.
      Jest wiara (nazywam ją wiarą historyków), która opiera się na czymś, ale na
      czymś różnym od wiary. Historykowi potrzebny jest drobny skrawek dokumentu,
      dający mu wiarę, że nim wypełni choćby jedną przestrzeń w tym „serze” pełnym
      dziur. Historyk, nawet jeśli tego nie robi, to gotów jest
      przysłowiowej „brzytwy” się chwycić. Na swój użytek sformułowałem trzecie
      pojęcie wiary, wiary fizyków, u których nawet wiara jest wiedzą. I z tej
      pozycji uprawiam historię. Rzecz zrozumiała, że musi ona być bliższa
      współczesność. Im dalej w czasy dawne tym więcej wiary potrzeba.
      Trudno oceniać te sposoby widzenia rzeczywistości i idące za nimi postawy. Ale
      czy wszystko w tym życiu musi być uzasadnione, szczególnie w sposób
      dostateczny? I dlatego ludzie myślący zawsze będą zdani na wątpliwości. Czy
      uzupełnią je wiarą i jaką wiarą - to już ich problem.
      Taki jest sens kultury, jeśli ma być żywą.
    • Gość: C'est la vie ! CZAS NA POLSKĘ WALCZĄCĄ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.05, 15:37
      Historii w szkole podstawowej uczyła mnie lwowianka, która przed wszystkimi
      nawałnicami uszła cało. To od niej poznałem prawdę o Katyniu. Publicznie
      doradzała nie wypowiadać się o tej zbrodni. Jej dyrektywa brzmiała: „Historię
      trzeba znać. O historii można dyskutować tylko na uniwersytetach, a w przypadku
      historii Polski tylko na amerykańskich uniwersytetach”.
      Nikt z mojej rodziny nie zginął wprawdzie w miejscach sowieckiej łaźni, ale tą
      refleksją spłacam dług wobec mego pedagoga a także wyrażam swoje zdanie o
      sposobie dyskusji nad tym problemem. Jest ona żenująca i toczy jakby w
      Nibylandii. Ponadto, nie mogę występować w chórze świętego oburzenia, bo
      dobijają mnie pojedyncze fałsze.
      Powziąłem wiadomość, że gen. Wojciech Jaruzelski został zaproszony do Moskwy na
      obchody 60 rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem. Podobno generał zaproszenie
      przyjął. To i dobrze, bo tam trzeba długo stać a Jaruzelski, mimo swego wieku,
      ma mocniejsze golenie niż nasz prezydent.
      Te dwie sprawy wiążą się jakoś, bo to właśnie w Katyniu prezydent na oczach
      Rodzin Katyńskich osłabł był w goleniach.
      I refleksja tytułowa: Po tylu naszych doświadczeniach już czas na Polskę
      Walczącą, cokolwiek by to miało dziś znaczyć…
    • Gość: Carlo WATYKANOWI GRATULUJEMY REŻYSERA! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.05, 10:28
      Polsce gratulujemy dobrych aktorów!
      • Gość: Daniel ŻAŁOBĘ ZOSTAWIAM ZA BRAMĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.05, 09:29
        Dziadku! Co ty p… Polacy są dobrymi aktorami? Tych Polaków to zupełnie
        porąbało. Schizofrenia jakaś. Z okazji żałoby wróciła nie tylko ekonomia
        polityczna (zamknięte sklepy, odwołane imprezy), ale także atmosfera
        watykańska, czyli feudalny nacisk na sąsiadów, współmieszkańców, itp., co do
        sposobu zachowania się. A środki masowego przekazu! Kompromitacja za moje
        pieniądze. Umiaru nawet odrobinę. Staram się to wszystko zrozumieć, ale
        wracając z pracy chciałem żałobę zostawić za bramą. Nie potrafię się smucić z
        tego powodu, że święty idzie do nieba. Po co ta tragedia? A może to nie jest
        jeszcze rozstrzygnięte, gdzie idzie się po śmierci? Może wiary tym naszym
        aktorom brak? Rozumiem, kiedy przy zmarłym zostaje żona i gromadka dzieci bez
        środków do życia, tak jak to było w przypadku śmierci mego ojca, ale tej
        sytuacji nie pojmuję. To niejeden daje się wywalić w powietrze z toną dynamitu,
        by spotkać się z Allachem, a tu odbywa się to naturalnie – od spotkania
        plemnika z jajem aż po spotkanie z Tym, który taki sposób powstawania życia
        wymyślił.
        Dziadku! Aktorem okazał się być prezydent George W. Bush, a nasi to komedianci.
        Komediantom nie wierzę ani w jedno ich słowo.
        • Gość: Dziadek ZOSTAWIŁEŚ ROZUM ZA SPIŻOWĄ BRAMĄ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.05, 20:35
          Wnuczku!
          Widzę, że przy okazji śmierci papieża Tobie wraca myślenie. Kiedyś oddałeś go w
          depozyt za spiżową bramę, a teraz chciałbyś go mieć bliżej. A gdyby tak jeszcze
          zmarli wszyscy polscy hierarchowie, to może zapragnąłbyś go mieć przy sobie na
          stałe. Dlatego staraj się i bądź niezależny. Sam sobie organizuj wszystko. Nie
          tylko zajęcie na czas ewentualnej następnej wielkiej żałoby. Życie to nie teatr
          i na oglądaniu nie można poprzestać. Swoje święte oburzenie też porzuć bez
          czynienia zamieszania, bo przywoływanie go akurat w tej sprawie niczego nie
          zmieni. Utrudnienia i niedogodności wynikające faktu śmierci Wielkiego Polaka
          traktuj jako najbardziej refleksyjny Weekend współczesnej Polski. A jednak jako
          Weekend.
          Znajomy twierdzi, że gotów jest przeżywać żałobę w oktawie, oczekiwać przez 30
          dni adwentu i pościć 40 dni postu, by potem codziennie żyć w państwie laickim.
          Jest w tym trochę prawdy o naszym kołtuństwie. Ja akurat w tych kilka dni
          chętnie pochylę się przed zmarłym Człowiekiem Idei, szczególnie kiedy na co
          dzień będę musiał dalej żyć razem z tym politycznym bagnem.
          Jednego się obawiam, że ta żałoba to nie tyle po zmarłym papieżu, co stan
          krytyczny ducha współgrający z tą biedą, z tym upodleniem bandytyzmem ludzi i
          zniewoleniem przez 19.wieczny kapitalizm. Zauważ, że na WiM jest tak duża
          bieda, że chwyt powszechnej żałoby jakoś się nie przyjął. Brak w oknach
          papieskich portretów i raczej zobojętnienie. Widoczne na tle innych części
          Polski. Podejrzewam, że ten wymuszony ból jest kolejnym problem zastępczym
          podniesionym do rangi narodowej terapii. Na niektórych działa to skutecznie,
          np. polityczni komedianci odeszli w cień. Kościół też ponosi tu klęskę, bo
          wbrew nauce papieża wprowadził zasady a wyprowadził demokrację. To jest ta
          Glempowska różnica z papieżem, który zawsze mówił, że demokracja bez zasad jest
          niczym. Teraz mamy zasady, ale bez demokracji, bo tak jest lepiej naszym
          hierarchom. Mają wpływ – rządzą duszami a ciała trzymają za ryja. Rozdęta do
          niebotycznych granic żałoba uświadamia, że demokracja poniosła klęskę – ludzie
          są w żałobie, ale z powodu swego stanu ducha. Na te cierpienia społeczeństwa
          stosujemy plaster rodem zza spiżowej bramy. Oczywiście w wersji nadwiślańskiej,
          czyli szowinistycznej i ponad potrzebę. To za kilka dni pryśnie jak mydlana
          bańka.
          Z tymi komediantami to chyba masz trochę racji. Powszechnie znana jest płytkość
          przeżywania naszych rodaków. Niewiele więc z tego pozostanie na dłużej.
          Przykład Wałęsy jest dla Polaków „obowiązujący” – znajomy papieża, Matka Boska
          w klapie a jednym samolotem z Kwaśniewskim nie pojedzie. Oko za oko, ząb za ząb
          a noga za rękę…, ale na pogrzebie będzie się modlił „… i odpuść nam nasze winy,
          jako i my odpuszczamy…”. Polski Tartufe na tle kilku milionów Tartufów.
          Komediantem podobno okazał się również prymas Glemp (tu analogia każe go
          widzieć w roli Armanda Jeana du Plessis de Richelieu), którego zachowanie daje
          wiele do myślenia. Szkoda, że tylko tym, którzy rozum mają przy sobie.
          Trzymaj się Wnuczku! …chociaż taki Ty wnuczek, jak ja dziadek…
    • Gość: Klaus-Klaus NAMIASTKA TEOKRACJI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.05, 19:31
      Krótka recenzja tego, co udało się obejrzeć i usłyszeć przez ostatnich kilka
      dni.
      Stało się coś, co zaskoczyło wszystkich - efekt kuli śnieżnej w traceniu miary.
      Odnoszę wrażenie, że to zaskoczenie skończy się powszechnym wstydem, a
      spowoduje, że swoje „5 minut” Kościół będzie miał już poza sobą. W innym
      wypadku teokracja stanie się faktem, z którym nikt sobie nie poradzi. Czy można
      w takim kraju być wolnym, niezależnym i samorządnym, kiedy nie ma żadnej
      możliwości wyboru w sprawach radia, telewizji, handlu, rozrywki, itp.? Faktem
      jest, że Polska już nie będzie takim krajem, jak przed śmiercią papieża. I to
      nie z powodu śmierci papieża, ale z powodu rozpętanej histerii a bardziej z
      powodu ujawnienia podatnego gruntu na taką histerię. Jesteśmy w sytuacji
      pacjenta psychiatrycznego, który został obnażony w przyczynach swojej choroby i
      teraz od niego zależy, czy sam stanie na nogi i odrzuci przyczyny choroby, czy
      zepchnie je do podświadomości i zechce z nimi żyć dalej. Otóż, w naszym kraju
      są siły (a będzie i zmowa), które nie pozwolą na zrzucenie chorobliwego stanu.
      Czy zatem Polsce docelowo grozi bycie Irakiem i Iranem Północy? Czy prezydent
      wielkiego mocarstwa zainterweniuje zbrojnie w obronie demokracji? Trudno to
      powiedzieć szczególnie wtedy, gdy opinie o przyczynach tego stanu rzeczy nie są
      dopuszczane do publicznej świadomości.
      Jak to stało się możliwe, że ludzie poddali się owczemu pędowi? Sądzę, że było
      to możliwe w Polsce i w takich krajach, których funkcjonują podobne mechanizmy
      pauperyzacji społeczeństwa. Bieda i niewiara w jej sposoby rozwiązywania jest
      kluczem do tego zagadnienia.
      Bieda jest sojusznikiem religii, bo żaden biedny nie traci nadziei, szczególnie
      wtedy, gdy dotyczy ona spraw ducha. Sprawy ducha dla biednego stają się
      najważniejsze, bo sprawy ciała z konieczności nie mogą być ważne. To ta
      konieczność przeważnie stanowi o biedzie. Bogaty może wybierać, biedny nie ma
      takiej możliwości.
      Bieda jest sojusznikiem polityki, bo prowokuje zakusy sięgnięcia po
      zdezorientowany elektorat. Bieda jest pozytywna (w sensie napędu) tylko do
      pewnego stopnia. Potem działa destrukcyjnie. Polityka chętnie sięga po
      destrukcję, bo tylko ona może działać na taką skalę, jaka jest niezbędna dla
      polityki.
      Politycy są sojusznikami biedy, bo na niej robią dobre interesy. Biedny
      elektorat nie jest obojętny na obietnice dobrze brzmiące dla biednego ucha.
      Bogaty jest przeważnie niezależny od takich obietnic i może to zlekceważyć.
      Religia jest sojusznikiem polityków, ale tylko wtedy, gdy będą z ręki jeść.
      Ostatnie dni pokazały, gdzie tkwi siła i każdy polityczny pieczeniarz dobrze to
      rozumie. W pojęciu natomiast „dobrze” kryje się przewidywany system wartości,
      który każe obawiać się teokracji. Teokracja w naszym polskim wydaniu to będzie
      wiele specyficznych zasad, ale mało demokracji. Jeśli natomiast przywoła się
      polskie faszyzujące tradycje prawicy, to sama myśl paraliżuje wyobraźnię.
      Przyszłość rozstrzygnie, czy w tych dniach obcowaliśmy z fenomenem ducha czy z
      najzwyklejszą ludzką głupotą.
      O przyszłości mówię także w kontekście dnia dzisiejszego. Dziś właśnie dotarła
      wiadomość, że politycy wymyślili „Dzień Jana Pawła II”. Nie mam argumentów
      na „nie” ale obawiam się, że będzie to Słowiański Dzień Wielkiej Narodowej
      Smuty. A ja proponuję coś na kształt Dnia św. Patryka. Niekoniecznie wielki
      ochlaj pod patronatem świętego, ale coś regionalnego. Przykładowo:
      Śniadanie – chrupiący, pachnący, smażony bekon. To w pierwszych dniach
      pontyfikatu prasa włoska donosiła o zmianie zapachów w watykańskiej kuchni.
      Śniadanie II – kawa i kremówki. Sam papież o nich wspominał.
      Do obiadu koniecznie wino malinowe – ktoś to mówił, że KW zachwalał je.
      Potem już tylko „piwo po zbóju”. Wszystko podane na trawie – tej od chichrania…
      I z tego uczynić narodowy przemysł.
    • Gość: Gruszka,tazwierzby PRESTIDIGITATORZY Z KOMISJI ŚLEDCZYCH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.05, 20:53
      „To nie my wymyśliliśmy łapówki, ale do tego procederu wnieśliśmy znaczący
      wkład” – rzekł Paweł A. dając łapówkę, komu trzeba. Pomylił się – lekcję trzeba
      zacząć od nowa. Ale nie o tym chciałem… Po papieskim bólu ruszają nasz ukochany
      ciąg dalszy… Komisji Śledczych. Wniosków znów cała gama.
      Wszystkie Komisje Śledcze, powołane przez nasz sejm, są obciążone jakimś
      grzechem pierworodnym. Za wszelką cenę starają się walczyć z korupcją,
      przenosząc problem nawet na inne płaszczyzny, np. partyjne, wyborcze,
      światopoglądowe, itp. Błąd natomiast tkwi w tym, że walka z korupcją to sprawa
      policji szeroko rozumianej, sądów i społeczeństwa myślącego w kategoriach
      prawa. Walka z korupcją, poza stanowieniem zaporowego prawa w tej materii wcale
      nie jest sprawą polityków. Myląc te role, politycy fundują nam ideologię
      państwa policyjnego, co korupcji wcale nie eliminuje ani jej nie zmniejsza. I
      to jest ten wirus fałszywej oceny stanu rzeczy, nietrafnej diagnozy i mylnej
      terapii, które utrwalają się w społeczeństwie w postaci nawyku myślenia o
      państwie i jego wyobrażeniu o państwie prawa. I z tej to przyczyny, w
      przyszłości, tylko stwierdzenie, „kto wiesza” będzie jedynym kryterium
      słuszności wieszania.
      A poza tym, czym się tu wnerwiać? To jest końcówka liberalnego myślenia – tak
      powstaje klasa średnia.
      I jeszcze coś. Ktoś tu lubuje się określeniem „A to polska właśnie”. Koniecznie
      przy tej okazji trzeba powiedzieć całą prawdę: A to polska właśnie – Polska
      grubej kreski i lewej nogi Wałęsy.
    • Gość: Daniel MAM WĄTPLIWOŚCI... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.05, 10:05
      Po waszych wypowiedziach w sprawach papieskich mam zupełny mętlik w głowie. Czy
      macie klarowną ocenę papieża? Pozytywną lub negatywną?
      • Gość: Mazurek Re: MAM WĄTPLIWOŚCI... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 15:36
        Po pierwsze, primo, w życiu nie ma tak, że coś jest albo czarne, albo białe.
        Tej rangi postaci nie da się zamknąć w takim schemacie.
        Po drugie, primo, nikt z nas nie czuje się powołany do oceny papieża, tym
        bardziej, że ocena zawsze zależy od punktu widzenia, czyli systemu wartości, z
        którymi podchodzi się do oceny. A z Olsztyna oceniać papieża, to tylko kwestia
        wiary, w czym inni są mocniejsi od nas. Realia zaś są takie, że zawsze znajdzie
        się jakieś „Życie Warszawy”, które lekką ręką wyda wyrok o „szkalowaniu
        papieża”. Ina możliwość to przypadek Stanisława Obirka, jezuity, który dostał
        od swego przełożonego zakaz wypowiedzi publicznych z powodu wywiadu udzielonego
        brukselskiej gazecie „Le Sor.” Raz jest to przełożony zakonny, innym razem
        prezydent miasta, a jeszcze innym zaszczuje zwykły klecha.
        Poza tym, w przypadku takiej postaci, trzeba dać czas historii. Na razie mamy
        stan euforii w III Rzeczypospolitej Papieskiej, a to, co historia ma do
        odnotowania na bieżąco przeważnie jest banalne.
        Po trzecie, primo, zręby pozytywnej oceny już zostały zawarte w wypowiedziach z
        ostatnich dni. Umysł krytyczny powinien to przerobić na własne poglądy, jeśli
        szuka akurat oceny pozytywnej. Ale racjonalna ocena ma to do siebie, że
        wytwarza się z wagi argumentów zarówno „za”, jak i „przeciw”. Problem polega na
        tym, że nikt z nas nie dysponuje spójnym obrazem krytycznym polskiego papieża.
        Przed śmiercią nie było potrzeby, by tak myśleć, po śmierci jest to mało
        możliwe. Krytycznie oceniamy tylko to, co się wokół „sprawy” działo, ale to coś
        zupełnie innego. Jednak to, co dalej się dzieje wymaga jakiejś krytyki. Ten
        materiał dopiero się zbiera. Dla chcącego, nic trudnego. Artykułów na ten temat
        jest sporo. Polecam Ci tekst Terry Eagletona, pt. „Krew na rękach papieża”
        (Tekst ukazał się w „Guardianie” w dniu 4 kwietnia 2005 roku). Tytuł
        profesorski T. Eagletona gwarantuje rzetelność i obiektywizm. Głos racjonalisty
        jest niezwykle cenny w takiej sytuacji. „Głos racjonalisty jest zdrowym
        odruchem społecznym, jest aktem samoobrony społeczeństwa przed
        niebezpieczeństwem opanowania go przez niekontrolowane czynniki" (Kazimierz
        Ajdukiewicz).
        By Ci ułatwić poszukiwania, zwróciłem się z Twoim pytaniem do
        naszego „klubowego” teologa – przypominam o klubie frustratów. Zamiar był taki,
        by z tego samego punktu widzenia znaleźć jakieś, choćby drobne haczyki”. Teolog
        był tym szalenie zaskoczony, bo – jak powiedział – „Stawianie kogoś w roli
        Marcina Lutra nie jest myślowo komfortowe”.
        Zrobił jednak drobny szkic, który za następnym wejściem. Tekst traci trochę na
        znaczeniu, bo mamy nowego papieża. Nie stanie się nietaktem, jeśli i on będzie
        pozostawał w tej samej filozofii zarządzania religijnością świata katolickiego.
      • Gość: Hejmoł TO FAKT: DRUGA STONA TEŻ ISTNIEJE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.05, 20:43
        Jan Paweł II będzie pamiętany jako postać znacząca, ale zdecydowanie jako
        znacząca zachowawczo. Wywodzi się to z powodu autorskiej wymiany zasady Jana
        XXIII, że papież jest pierwszym wśród równych, na zasadę capo di tutti capi.
        Tak niestety zachowywał się polski papież.
        Pontyfikat Jana Pawła II jest powszechnie postrzegany jako założony sprzeciw
        wobec Soboru Vat.II. W obserwacji historyka religii było to cofanie czasu w
        stronę archaicznego katolicyzmu.
        W sprawach społecznych papież wpisał się do stronnictwa reakcji wobec
        walczących o wolność na całym świecie. Symboliczny jest tu sojusz z prezydentem
        USA Ronaldem Reganem. Warto przytoczyć oświadczenie popleczników Regana z roku
        1980 (Santa Fe): „Polityka zagraniczna USA powinna zacząć zwalczać teologię
        wyzwolenia (a nie tylko reagować na nią po fakcie). Niestety Marksistowsko –
        Leninowskie siły użyły kościoła jako oręża politycznego przeciwko własności
        prywatnej i kapitalistycznemu systemowi produkcji. Zapełniły wspólnotę
        religijną ideami, które są bardziej komunistyczne niż chrześcijańskie”.
        W tym sensie papież ma krew na rękach salwadorskiego arcybiskupa Oskara Romero,
        zamordowanego w 1980 roku przez prawicowy szwadron śmierci, podczas odprawiania
        mszy św. Później, gdy lud Salwadoru zaczął uważać Romero za świętego, Jan Paweł
        II próbował zakazać dyskusji nad jego beatyfikacją na 50 lat. Jednakże presja
        Salwadorczyków sprawiła, że Watykan odłożył sprawę jedynie na 25 lat.
        Partia „Arena”, legalna tuba szwadronów śmierci, miała w Watykanie stale
        otwarte drzwi.
        Receptą Jana Pawła II na „postęp” był hiszpański faszysta Josemaria Escriva,
        założyciel Opus Dei, jedno z sekretnych stowarzyszeń, których papież używał
        jako tajnej broni. Po tym jak nie udało mu się zdyscyplinować brazylijskich
        biskupów, Jan Paweł II zaczął zastępować zmarłych biskupów ludźmi Opus Dei. Tym
        działaniem podważył najsilniejsze podstawy teologii wyzwolenia.
        Reagan i Jan Paweł II znaleźli kolejną wspólną arenę zainteresowań, jeśli
        chodzi o Polskę. To nie tylko chodzi o przekazywanie pieniędzy poprzez Kościół.
        Sądzę, że sprawa Popiełuszki wymaga gruntownego wyjaśnienia, szczególnie
        spotkanie Jan Paweł II, William J. Casey i gen. Stachura(?)
        I co bardzo dziwne, Watykan zachęcał polski kler do aktywnego działania. Robił
        to, do czego wszelkimi środkami próbował nie dopuścić w reszcie świata.
        Jego prawdziwą ideologią był integralizm (integryzm) – średniowieczna idea, że
        państwo będzie rządziło ludźmi, a kościół będzie kierował państwem. Nie udało
        się to w wielu państwach, ale w Polsce tak. I to bardzo.
        Na koniec pytanie zasadnicze: Czy to są negatywy? Przecież papiestwo przez
        wieki zachowuje się tak właśnie.
        W efekcie takiej postawy katolicyzm wciąż traci wiernych. Traci poprzez
        śmieszne zakazy dotyczące seksualności, poprzez brak demokracji w Kościele,
        poprzez bagatelizowanie problemów AIDS i poprzez wiele innych. Kościół rozpada
        się także poprzez wiarołomstwo duchownych. Ale czy wybór „mniejszego zła”, albo
        brak wyboru może być oceniany negatywnie?
        Ja sądzę, że problem leży zupełnie w innym miejscu. Rozdmuchaliśmy sprawy
        religii do tego stopnia, że ludzie wierzący zmienili optykę. Jan Paweł II
        tchnął w ludzi nienawiść do komunizmu i ateizmu. Konsekwencje już wcześniej
        przewidział F. Nietsche: "Przed rzuceniem nas w ogień powstrzymuje dzisiejszych
        chrześcijan nie ich miłość do innych ludzi, lecz to, że nie maja jak okazać tej
        miłości". To nie jest jednak takie odległe… Katolicyzm ma jedną drogę – na nowo
        odkryć Biblię, choćby miało się to odbyć poza Kościołem. Z Biblii natomiast
        uczynić oręż walki z niesprawiedliwością na świecie. Jezus wyraźnie opowiedział
        się po stronie pewnej kategorii ludzi a zamordowany został za swoje poglądy i
        sprzeciw wobec Imperium Rzymskiego.

        PS. W świetle reflektorów rozpatruje się dziś sprawę o. Hejmo. Mam na ten temat
        inne zdanie. Wielu hierarchów wiedziało o tym, że ktoś na nich donosi. I dzięki
        temu pozostali „porządnymi” duchownym. I chwała im, a także donosicielom…
    • Gość: Flan ILU MAMY PAPIEŻY? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 20:47
      Do mnie tyczy się powiedzenie H. Sawki: „Falanowie byli w teatrze, pewnie
      popsuł im się telewizor”, albo zalało im bibliotekę. Oglądam telewizję i od
      czasu do czasu coś ciekawego zobaczę lub usłyszę
      W dniu 19 kwietnia, czyli w dniu wyboru kardynała Josepha Ratzingera na papieża
      w lokalnych „Wiadomościach” (TVP Olsztyn, godz. 21.45) prezenter z nieukrywaną
      dumą ogłosił: „Habemus papas”, co raczej zaświadczało o liczbie mnogiej.
      Powinien natomiast powiedzieć: „Habemus papam”. Siedząca obok eminencja nawet
      nie drgnęła – pewnie błąd niewielki, ale dla Historii Kościoła znaczący
      (schizma papieska, to też schizma).
      Ja sobie natomiast myślę tak: Och ta młodzież! Jak temu Kowalskiemu u
      psychologa, wszystko im się kojarzy z jednym - The Mamas & The Papas”.
      PS. Danielu, odpowiedź pisze dla Ciebie sam teolog…
    • Gość: Olewiński NOSIŁ OJCIEC RAZY KILKA A PONIOSĄ KIERESA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.05, 16:19
      Mówi się, że ujawnienie donosiciela z Rzymu, to rzecz bardzo słuszna. Życie
      wielokrotnie pokazało, że rzeczy "słuszne" są na ogół marne pod jakimś
      względem, w tym wypadku pod względem profesjonalizmu. Był w naszej historii
      taki okres, że liczba duchownych współpracujących z SB sięgała 15%, ale już
      wtedy mówiło się, że sukces będzie wtedy, gdy okaże się, że 3% nie powiadomi o
      tym swoich przełożonych. A powiadamiali. Na pewno robili to zakonnicy zaraz po
      próbie zwerbowania. Decyzja należała wtedy do przełożonych – pozwolić na
      współpracę, czy nie. Braciszkowie to nie kretyni ze szczytnowskiego
      uniwersytetu. Opluwany teraz donosiciel z Rzymu dostałby taką zgodę, bo
      niewiele miał do sprzedania a jego rewelacje mogły być potwierdzone nawet z
      białego wywiadu. Jestem gotów także uwierzyć, że brał za to pieniądze, bo
      braciszkowie są okrutnie na to pazerni. I to jest dmuchany problem,
      prawdopodobnie wywołany przez grupę „trzymającą władzę”. Powód nie jest znany,
      ale może się wiązać z ostatecznym wyrokiem lustracyjnym na pewnego barona SLD.
      Ale problem jako taki istnieje. W skrócie ma się tak: Kilkunastu duchownych
      (nawet „specjalistom” trudno o precyzję) nie powiadomiło swoich przełożonych.
      Nie mieli przełożonych… albo był daleko… Nawiązali współpracę i mieli, co
      powiedzieć. Nie ma ich w spisie IPN? I właśnie w tym tkwi problem. Dlatego też
      ciszej nad tą klęską…
    • Gość: Prawosławny POLITYKA TO CZY RELIGIA? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.05, 21:40
      Dowiedziałem się, że bardzo skrupulatnie kompletuje się bazę „protestantów”.
      Dziwne to, bo nie wszystkich, a tylko niektórych. Dobrą okazją jest okolica 1-
      go Maja, kiedy formułują się te niewłaściwe protesty, pochody i happeningi.
      Niewłaściwe, bo jak można udawać fałszywe jelenie, czy poczęstunek
      pierwszomajowy nazywać „ostatnią wieczerzą czerwonej burżuazji”. Na wszelki
      wypadek „wolni strzelcy” (od C.M. Webera!) rozpędzili demonstrację. Była
      wybitnie niesłuszna ideologicznie…
      Komu taka baza jest potrzebna? Nie wiem, komu, ale wiem jak wykorzystywano ją w
      II RP –„bazę” zamykano 30 kwietnia i wypuszczano 2 maja. Pomysłowe, prawda?
      Jeśli ewentualnie historia się powtórzy, to tylko jako farsa.
    • Gość: Lew lewicy ID POTRZEBNE LEWICY NA GWAŁT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.05, 11:01
      Na lewicy wraca problem wspólnego kandydata na prezydenta. Coś w tym jest i
      słusznego i bardzo głupiego. To fakt, że lewica rozbita przegra, bo głosy
      podzielą się, a wielu sympatyków machnie ręką na cały ten bałagan. Natomiast
      projekt jedności jest wysoce głupawy.
      Sojusz SLD - UP jest oparty na prostym porozumieniu: My (SLD) nazwiska, wy (UP)
      pieniądze. Pieniądze wprawdzie legalne, bo za udział w zwycięskiej koalicji,
      ale pieniądze bez wpływu na bieg wydarzeń. Faktycznie jest to utrata
      tożsamości, bo system wartości UP nie ma w praktyce żadnego zastosowania. I
      nawet trudno tu dyskutować, bo jak dyskutować z tak „ideowym” porozumieniem. W
      ten sposób UP schodzi do roli partii „córki”, która bez „matki” istnieć nie
      potrafi. Co wcale nie znaczy, że nie może, ale rola ta jest tak wygodna, że
      mało prawdopodobna staje się samodzielność.
      W tym duchu, jeszcze jako członek UP, wypowiedziała się Izabela Jaruga Nowacka.
      Jej oświadczenie (a w tym także całą ideologię), że lewica powinna się
      opowiedzieć za wspólnym kandydatem na prezydenta – Cimoszewiczem, oceniam jako
      podręcznikowe ćwiczenie jedności, z którego nic nie wyniknie. Ciekawe, za kim
      Jaruga-Nowacka opowie się jako szefowa Unii Lewicy, bo to będzie jakoś lokować
      nową partię na scenie politycznej. Jeśli okaże ćwiczoną dotąd „lewicową
      poprawność”, to znaczy, że to „coś nowego” jest nowe tylko pozornie.
      Marek Borowski, jest w sytuacji „chcem, ale nie muszem”. Kandyduje, bo na
      wasalizm zgody nie wyraża, ale podda się za klarowniejszą sytuację w SLD.
      Natomiast liderzy SLD nie chcą klarownej sytuacji, bo oni są silni w mętnej
      wodzie. Partia Borowskiego pozostaje w tej atmosferze mętności – trudno dociec,
      o co jej tak naprawdę chodzi. Czy ta postawa robi za „zmienną literacką”, którą
      każy powinien sobie uzupełnić sam. A jeśli po wyborach Marek Borowski
      oświadczy, że wszyscy źle go zrozumieli? Co przecież jest możliwe.
      W efekcie liderzy lewicy stawiają się w roli szamanów, którzy wszelkimi
      sposobami zaklinają klęskę. Teraz zaklinać będą ustawami, które przyjmą z
      przerażeniem w oczach. Można i tak, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że to już
      jest prymitywna liturgia kultury zbieracko-łowieckiej. Wyborcy rozwinęli się i
      chcą iść dalej w swoim rozwoju kulturowo-politycznym.
      Po tylu negatywnych doświadczeniach lewica musi się zdecydować, czy warto
      wracać do liberalizmu i liberalnego kandydata. Przypomnijmy, co obciąża
      Cimoszewicza: liberalizm jego i jego partii, ślepa proamerykańska polityka plus
      śmierć naszych w Iraku. Także walka o „Inwocatio Dei” w Brukseli urzeka raczej
      biskupów. Popieranie tego w imię jedności lewicy, to nic innego jak
      schizofrenia polityczna lewicy. Lewicy, która nie potrafi odnaleźć swego kodu
      identyfikacyjnego (ID).
      O tym kodzie warto pamiętać w sytuacji, kiedy badania opinii publicznej nie
      gwarantują nawet 5%. To nasz Zenek Przekrętas, bez jakiegokolwiek kodu,
      prawdopodobnie również genetycznego, bo takie monstrum nie może mieć przodka,
      ma 10% (z każdego kontraktu).
    • Gość: Edu SIORBANIE PRZY DEMOKRACJI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.05, 12:21
      Dochodzę do wniosku, że nie umiemy konsumować demokracji. Polega to na tym, że
      brak nam umiaru, by pozostawać we właściwej proporcji między tymi, dzięki
      którym zwyciężyliśmy, a tymi, których reprezentanci nie zwyciężyli z nami.
      Ideał byłby taki: Wygraliśmy wybory:
      - co jeszcze możemy dla Was zrobić? – to do zwolenników;
      - czego nie możemy Wam zrobić? – to do mniejszości wyborczej.
      To niestety, nie leży w naszej kulturze politycznej. Partie polityczne nie
      oglądają się ani na interes swoich wyborów, ani na godność wszystkich wyborców.
      Tak to niestety bywa, jeśli jedynym kryterium wybranych jest jedność
      ideologiczna. W naszym wypadku jest to zgoda na liberalizm, który nie wyróżnia
      ani polityków socjaldemokratycznej lewicy (SLD, SdPl), ani polityków
      konserwatywnej prawicy. Wszyscy mają to samo do zaproponowania wyborcom. Nie
      różni ich też interes własny. W ten sposób zaklinają rozwiązania skrajne –
      komunizm i faszyzm. Co się przebije?

      PS. W KK jest dziś uroczystość Zesłania Ducha św. Aż strach pomyśleć, ilu
      to „oświeconych i nawiedzonych” zacznie mówić obcymi językami z okazji kampanii
      wyborczej.
    • Gość: Daniel ................. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 13:39
      Zabrakło tematów?
    • Gość: Lucjan Leuwen §§§ Polakom gratulujemy Agencji §§§ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 20:13
      „§§§” w odpowiedzi na „…” Daniela
      Na dostawie tekstów internetowych namierzyła nas pewna Agencja. Chłopcy
      wyrazili życzenie, że mamy zamknąć ryja… Zamykamy, czemu nie… Argumenty były
      nie do odrzucenia. Piękne zakończenie twórczości refleksyjnych frustratów.
      Chłopcom radzimy, by na etat wzięli do siebie konia. Będzie się komu pośmiać
      (przypadkowo znamy sprzątaczkę w tejże Agencji…).
      I tak w praktyce wygląda dymanie orła w koronie – wymuszanie konstytucyjnej
      wolności słowa… Amerykanie z Koranu na nasi z konstytucji robią sobie papier
      toaletowy. Wielka polityka!!! „Agencje pod strzechy”? A może pod pierzynę?
      Nic to! „Każdy rząd łże zawsze”. (Stendhal). Z Agencjami… bywa podobnie…
      Chłopaki! Zapamiętajcie, co mówi Psalmista: Jeżeli miasta Pan nie ustrzeże
      daremnie czuwają straże*. A jeszcze nie tak dawno było aktualne
      powiedzenie "Dziesięciu chałup jeden pies strzeże i jeszcze niewiele ma roboty".

      PS. Jakby w nawiązaniu pozwolę sobie zacytować internetową wypowiedź
      (ram): „Policja sprzedaje narkotyki. Lekarze uśmiercają. Politycy okradają
      kraj. Rząd Polski broni niepolskich interesów. Żołnierze polscy giną w
      interesie Ameryki. Polacy szukają pracy za granicą**. Świeże wędliny są stare.
      Kapuś SB spowiada i donosi”. ... a Agencja mówi: „zamknąć ryja”. Może Radio
      Ma…?

      *W uznaniu zasług dla sprawy bezpieczeństwa dedykuję polską wersję Psalmu
      Dawidowego:
      Daremnie miasta strzegą agenci
      Że je ochronią w to nie uwierzę
      Trzeba robić jak konkurenci***
      Wtedy Pan je ustrzeże.
      ** Byłem w Londynie gdzie odwiedziłem świątynię wolności słowa. W którymś
      momencie przyszło sześciu młodych Polaków i każdy z nich wywrzeszczał jak
      bardzo nienawidzi Polski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo dla wielu nie jest
      to wcale najukochańsze miejsce na ziemi, ale dwóch z nich płakało przy tym
      spazmatycznie. Ile bólu wylali z siebie, to tylko oni wiedzą. Przestałem się
      temu dziwić dopiero wtedy, gdy na dworcu PKS w Olsztynie (Orbis – Olsztyn –
      Londyn) zobaczyłem matkę żegnającą swego syna słowami: „tylko tu nie wracaj, bo
      nie ma do czego”…
      ***konkurenci z Łodzi i Poznania, którzy sprzedawali narkotyki i informacje a
      za uzyskane pieniądze zamawiali msze w intencji bezpieczeństwa swoich miast.
    • Gość: Katon Re-rzymskie analogie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.05, 19:08
      1/Marek Borowski ante portas
      Marek Borowski i Andrzej Spychalski podpisali porozumienie dwóch suwerennych
      (?) partii w sprawie wspólnej listy do parlamentu i jedynego kandydata na
      wybory prezydenckie. Porozumienie SdPl z UPĄ trochę trąci faustowską
      transakcją. Trzeba także widzieć to w tym kontekście, że UPA w sporej części
      przechodzi do PD (przynajmniej na WiM). I co ostatecznie połączy zbrukanych
      czerwonych i różowych? Liberałowie z UPY… A jeszcze nie tak dawno odpowiadało
      się: HGW…
      2/Marek Borowski przed bramami SLD. Dlatego zagrożeni spotkali się. W tym dy-
      duchu odbyło się niedzielne zaklinanie w SLD. A "poza tym uważam, że Kartaginę
      należy zniszczyć".
      Ceterum censeo SLD esse delendam.
      PS. Problem jest, ale tylko takiej natury, jakiego rodzaju jest SLD, żeby
      pasowało do „delendam”. Chyba jak dziewica-inaczej, czyli jest ok.
    • Gość: Rozbawiony do łez Ślepota, głupota, czy niewiedza? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.05, 16:21
      Prawie do łez rozbawiły mnie wypowiedzi internatów oburzonych faktem, iż na
      uczelni pracują współpracownicy dawnych (czy tylko dawnych?) służb. Za dowód
      przytoczono Listę Wildsteina. (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=64&w=24950541)
      Szanowni purytanie! Miejcie baczenie również w następujących tematach:
      1. Lista Wildsteina obejmuje tylko tych, którzy nie podjęli dalszej
      współpracy lub tych z których zrezygnowano. Co więc z tymi, którzy współpracę
      podjęli dopiero po 83 roku, lub współpracują dalej? Czy to wam nie przeszkadza,
      że wasi wychowawcy i moraliści czynią dalej to, co uważacie za naganne? A może
      teraz jest to godne pochwały, bo i takie głosy słyszałem. A mówimy o sporej
      liczbie osób.
      2. Na uczelni(ach) pracują tzw. „sowieccy” doktoranci i habilitanci. Jakiś
      czas pozostawali w lekkiej niesławie, ale przecież stopień jest stopniem. A
      prawda jest taka, że nikt nie wrócił ze stopniem naukowym, jeśli nie podjął
      współpracy. Rzecz dotyczy, bądź co bądź, obcego wywiadu. To było najczęściej
      KGB lub Stasi. Czy nie znacie powiedzenia kagebeszników – kto jedzie na Zachód,
      jest wasz, kto na Wschód, jest nasz. Czy w świetle tego, czego dowiedzieliście
      się teraz, nie wydaje wam się to dziwne? Gdzie oni teraz mają ścieki? Czy to
      nie urąga waszemu purytanizmowi?
      3. Warto jeszcze jeden aspekt przemyśleć. Kto zawdzięcza stopnie naukowe
      (stanowiska) swojej ciężkiej pracy, a kto znajomościom i układom. Przypomnę
      inną pragmatyczną wskazówkę, że „współpracownicy” muszą się popierać, jeśli
      oczywiście taki tajny sygnał otrzymali. To fakt, że jedni wydawali prace a inni
      kolegów. Jedni pisali prace, a innym pisano. Jedni bronili swoich prac a innych
      broniono. Zadajcie sobie trudu i na liście Wildsteina poszukajcie nazwisk
      promotorów prac tych panów, których wymieniacie. Wszystko Wam się wyjaśni.
      To wszystko świadczy o pewnym obłędzie, ale sprawę trzeba albo pominąć, albo
      rozgrzebać do końca. Ja akurat nie mam pewności, czy któreś z tych rozwiązań
      jest słuszniejsze od drugiego.
      Cała ta sprawa ma dwa aspekty. Jest grą polityczną w tym sensie, że stary
      porządek powinien przegrać w każdym calu a przypadkowe „ofiary” nie są brane w
      rachubę. I to można pominąć, bo gracze grają wszystkimi, również nami i naszą
      naiwnością. W pewnych przypadkach obecny jest również aspekt moralny. No jak
      to! Księża, wychowawcy, uczeni…? Cóż więc znaczą wartości przez nich
      reprezentowane? Na pierwszy aspekt radzę patrzyć z ostrożnością. Na drugi z
      wesołością… Czy widział ktoś, by drogowskazy chadzały tymi drogami, które
      wskazują?
    • Gość: feru Ojczyzna to ogólny test na zacofanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.05, 20:35
      Niestety! Ojczyzna to:
      Ogólna Sodoma i Gomora! A od spodu szambo.
      „Słuszna” lewica to socjaldemokracja z chorobliwymi ambicjami liberalnymi.
      „Nieskalana” prawica to karzeł osobowościowy, ale jaki „bicz boży”.
      Partia polityczna w centrum to Unia Wolności od przyzwoitości.
      Z bezrobociem walczy się nie pomagając ludziom, poza oczywiście, zatrudnionymi
      w tym procederze.
      Ogranicza się korupcję poprzez zawężenie uprawnień korupcyjnych do jednej
      partii.
      Kler nachapał się i znowu głosi ewangelię, tylko inaczej.
      Biskup mówi jak król, chociaż słowa jego brzmią jak szczekanie psa.
      Kandydat na prezydenta to:
      Kandydat dawnej twardej komuny – Stan T., a może jeszcze ktoś,
      Kandydat dawnych służb specjalnych – SLD, PD,
      Kandydat obecnych służ specjalnych – PO
      Kandydaci, którzy się nie liczą – np. ja,
      Ewentualny czarny koń – Np. Religia, może Religia…
      No tak! Przy samych minusach to nawet prąd nie popłynie…
    • Gość: Mateusz "Spieprzajcie dziady!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 20:16
      Albo zastosujcie się do instrukcji Zdrojewskiego…
      Pojawiają się pierwsze listy wyborcze i komentarze do nich
      (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=25356554).
      Oto jeszcze jeden wniosek: Narodzie! Musisz podjąć decyzję na miarę Aborygenów –
      przestań się rozmnażać, bo kolonizatorzy niczego nie zrozumieli. Jeśli
      natomiast czujesz się na siłach to dokonaj aborcji tych z listy…
    • Gość: Rafał Źdźbło w oku a Belka w teczce… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.05, 20:39
      Ze sprawy nauka płynie następująca:
      IDEAŁ – Służby specjalne nie powinny werbować współpracowników wśród ludzi,
      którzy mają ambicje polityczne, lub inne, związane z życiem publicznym.
      Natomiast osoby współpracujące ze służbami specjalnymi nie powinny pchać się na
      afisz.
      PRAKTYKA – Służby specjalne na całym świecie mają tendencję do rozrastania się.
      U nas widać to po ograniczeniach wolności, od Solidarności do czasów
      dzisiejszych. Dziś śmiało można powiedzieć za klasykiem, że państwo to aparat
      przymusu (najpierw inwigilacja a potem przymus). Sporo w tym zasług służb
      (vide: zakusy na wolność internetu). Na świecie przykład jest prosty – jak
      ograniczyć wolność? Najlepiej pod przykrywką walki z terroryzmem. Potem już
      wcale nie będzie chodziło o to, by złapać króliczka, ale by gonić go…
      W świetle powyższego zrozumiałym staje się fakt, że nikomu, kto nie
      współpracuje, nie uda się zrobić kariery w życiu społecznym. A to dlatego, że
      służby automatycznie rozrastają się na wszystkie dziedziny życia. Stany
      Zjednoczone są dobrym przykładem tezy, że nic co polityczne, gospodarcze i
      społeczne nie jest obce Służbom.
    • Gość: hydraulik To idzie młodość… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 14:08
      Tadeusz Iwiński, Witold Gintowt-Dziewałtowski, Longin Pastusiak, Jerzy
      Szmajdziński, Elżbieta Szparaga, Marek Wikiński – zmiana pokoleniowa i moralna
      w SLD…
      Można wprawdzie przyjąć, że jest to pierwszy krok w procesie debaronizacji SLD,
      ale tylko na zasadzie: umarł baron, niech żyje baron.
      Powstaje pytanie, Czy taki wybór nie jest czasem sprzeczny z wrażliwością
      społeczną lewicy?
      Panowie! Skończył się mit lewicy. Sami go wykończyliście.
      Teraz trzeba wybrać Mojżesza, który prowadzi naród przez pustynię tak długo, aż
      wymrze pokolenie pamiętające eseldowskie gruszki na wierzbie.
      Wspominam tylko gruszki, bo nie sądzę, że sami pojawicie się u prokuratora ze
      szczoteczką do zębów, bez paska i sznurówek?
Pełna wersja